Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Nowy kryzys rozumu pod foliową czapeczką

Walka z zagrożeniem płynącym ze spiskowego myślenia może połączyć konserwatystów i liberałów. Najpierw jednak muszą oni zmierzyć się z głębszym kryzysem rozumu

To było do przewidzenia. W samym Londynie, jedynie w kwietniu 2020 roku, odnotowano około 50 podpaleń masztów sieci telekomunikacyjnej 5G. Kolejnych 16 podpalono w Holandii, a następne w Irlandii, na Cyprze i w Belgii. Polska nie pozostała w tyle – w Łodzi podpalono maszty sieci Play i T-Mobile. Przyczyna? Teorie spiskowe łączące pandemię COVID-19 z 5G.

To połączenie to tylko jedno z wielu podejrzeń na temat 5G. Zanim pojawił się wirus z Wuhan, nowej technologii telekomunikacyjnej przypisywano między innymi wywoływanie chorób nowotworowych. Na YouTube cały czas można obejrzeć film z grudnia 2019 pod tytułem „Osiedle Śmierci – Sieć 5G – Gliwice – Plaga nowotworów”, który do 29 lipca odtworzono 65 294 razy. Liczba to spora, ale nieoszałamiająca, inaczej niż w przypadku Davida Icke’a, brytyjskiego króla spisków (między innymi autora kilku książek o panowaniu gadziej, kosmicznej rasy reptilian nad Ziemią). Gdy Icke głosił w youtube’owym wywiadzie, że „istnieje związek między siecią 5G a tym kryzysem zdrowotnym”, na żywo oglądało go 65 000 osób, kanał Brytyjczyka gromadził ponad 900 000 subskrybentów, a według BBC jego filmy oglądane były 30 milionów razy w mediach społecznościowych.

Slangowe słowo „szur”, którym pogardliwie określano dotąd zwolennika teorii spiskowych (które nota bene wyparło popularnego w latach 90. „oszołoma”) coraz częściej zastępuje określenie „foliarz”, pochodzące od foliowych czapek, mających rzekomo chronić przed szkodliwym wpływem promieniowania. Producent podobnych czapek prowadzi konto na crowdfundingowym portalu Polak Potrafi. Na swój projekt „A-CZAPKA = Ochrona przed Mikrofalą GSM, 4G, 5G i Wi-Fi” (pisownia oryginalna) potrzebował 11 000 złotych. Zwolennicy projektu wpłacili ponad dwa razy więcej.

Producent podobnych czapek prowadzi konto na crowdfundingowym portalu Polak Potrafi. Na swój projekt „A-CZAPKA = Ochrona przed Mikrofalą GSM, 4G, 5G i Wi-Fi” (pisownia oryginalna) potrzebował 11 000 złotych. Zwolennicy projektu wpłacili ponad dwa razy więcej.

Sprawa została przez władze centralne potraktowana poważnie przynajmniej w warstwie retorycznej. „Podatność na takie teorie spiskowe, całkowicie pozbawione sensu i związku z badaniami, jest niestety groźna (…) 5G nie jest powodem wywołania pandemii i wszyscy, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości i pytania, powinni szukać odpowiedzi w oficjalnych materiałach” – to słowa ministra cyfryzacji, Marka Zagórskiego. Zareagowali też światowi giganci cyfrowi. Już na początku kwietnia YouTube skasował wszystkie filmy łączące objawy koronawirusa z siecią 5G, podobnie jak kanał Icke’a. Jego profil usunął także Facebook.

Czyżby łatwiej było gasić pożary niż nie dopuszczać do ich powstania?

Kanalizacja przeciwko Słowianom

W tym momencie może pojawić się pytanie: a co, jeśli te teorie są prawdziwe? Na dyskusję z nimi można by poświęcić mnóstwo znaków, co i tak nie przekonałoby ich zagorzałych zwolenników do zmiany zdania. Można byłoby chociażby wskazać im, że opisane wyżej mity o 5G obala zarówno wypowiadający się w krytycznym wobec rządu portalu NaTemat dr hab. Andrzej Dragan, fizyk z UW, jak i cytowany przez Ministerstwo Cyfryzacji dr Tomasz Rożek, fizyk, popularyzator nauki i publicysta „Gościa Niedzielnego”. Można przypomnieć, że nie sprawdziła się – między innymi – teoria spiskowa z 1900 roku, opisana w broszurce wydanej przez (poważne) wydawnictwo Gebethnera i spółki pt. „Kanalizacya miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlataneryi w celu zniszczenia rolnictwa polskiego oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą” – wszak zarówno rolnictwo, jak i ludność słowiańska ma się całkiem dobrze. Niewykluczone jednak, że przymierze różnych stron sceny politycznej dla fanów teorii spiskowych stałoby się kolejnym argumentem za ich prawdziwością, a koncepcje podobne do tej „kanalizacyjnej” pojawiają się przecież w nowych odsłonach do dziś. Oczywiste jest też – jak mówi dr hab. Marcin Napiórkowski, z którym rozmawiamy w tym numerze – że spiski i tajemnice istnieją. Nie znaczy to jednak, że prawdziwe są koncepcje wyjaśniające w ten sposób cały świat, często niemające nic wspólnego z racjonalnym myśleniem, a czasami zachowujące tylko jego pozory. Dlaczego więc wiara w nie tak się rozpowszechniła, że w ostatniej chwili przed eskalacją musi reagować minister lub cyfrowy gigant rodzaju YouTube’a?

Znaleźć wyjaśnienie, złagodzić lęk

O przyczynach wiary w spiskowe wyjaśnienia świata napisano już wiele. Marcin Napiórkowski mówi w wywiadzie dla „NK” o potrzebie prostych odpowiedzi na pytania o nasz los; o pragnieniu znalezienia – i nazwania z imienia i nazwiska – winnego naszych niepowodzeń; wreszcie o tym, że głosy zwolenników takich koncepcji są w dobie rewolucji internetowej słyszalne bardziej niż kiedykolwiek. Joe Pierre pisze w „Psychology Today”, że skłonne do przyjęcia teorii spiskowych są przede wszystkim osoby przywiązane do myślenia teleologicznego (zorientowanego na wykrywanie motywów i celów). Niektóre badania wskazują także na częstsze występowanie tego typu myślenia u osób mniej wykształconych i słabiej radzących sobie z myśleniem analitycznym, ale te wyniki nie powinny wpędzać nas w nieuzasadnioną pychę, bo w tym samym artykule czytamy, że połowa populacji Stanów Zjednoczonych wierzy przynajmniej w jedną medyczną lub polityczną teorię spiskową.

Specyficzną cechą umysłów zwolenników spiskowych teorii, jak wskazuje Pierre, jest duża potrzeba poznawczego domknięcia – znalezienia wyjaśnienia tam, gdzie wyjaśnień brak. Poziom tej potrzeby tylko częściowo zależy od naszych cech osobowych, a w dużej mierze – od okoliczności. Potrzeba poznawczego domknięcia nasila się, gdy niepewności jest więcej. Jest to niepokojący prognostyk na przyszłość. Rok 2020 zaczął się od eksplozji niespotykanej od lat globalnej niepewności (jak wskazywał Bartłomiej Radziejewski, jest ona „drugą pandemią po samym koronawirusie”), a czyhające za rogiem kolejne zagrożenia, takie jak katastrofa klimatyczna, demograficzna, kolejne pandemie z pewnością ten stan będą pogłębiać, jeśli dojdą do skutku (a wiele wskazuje, że jest to prawdopodobne).

Szybki rozwój techniki ma pomóc w odnalezieniu się w niepewnym świecie, jednak prowadzi nieraz – poprzez swoje tempo, za którym trudno nadążyć, i związany z nim natłok informacji – do odwrotnych skutków.

Szybki rozwój techniki ma pomóc w odnalezieniu się w niepewnym świecie, jednak prowadzi nieraz – poprzez swoje tempo, za którym trudno nadążyć, i związany z nim natłok informacji – do odwrotnych skutków. Nakłada się na to dodatkowo kultura strachu, czyniąca z bezpieczeństwa najwyższą wartość i przez to skłaniająca ludzi do widzenia zagrożeń w zdarzeniach i zachowaniach, których w innym przypadku być może nie uznaliby za zagrożenie. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że świat XXI wieku będzie znakomitym podglebiem dla irracjonalnych wyjaśnień rzeczywistości z teoriami spiskowymi na czele. Ich wspólną cechą jest bowiem to, że chwilowo łagodzą lęk i niepokój.

Świat nawarstwionych kryzysów

Czynniki wewnętrzne i zewnętrzne, które skłaniają ludzi do wiary w irracjonalne wyjaśnienia świata, to jednak tylko jedna strona medalu. Jeżeli bowiem występuje zagrożenie, to nowoczesne społeczeństwo i państwo powinno umieć stworzyć antidotum. Na niedostatki racjonalności – luki wypełniane myśleniem spiskowym – powinno odpowiadać wspieraniem obecności rozumu w życiu publicznym. Za to zadanie miało odpowiedzieć to, co socjologowie nazywają „współczesnym projektem” – instytucje oparte na racjonalności, na danych naukowych, wspierane technologicznie. Projekt ten okazał się jednak niewydolny, co szczególnie boleśnie uwidoczniła pandemia COVID-19. W książce „Władza wyobraźni” Napiórkowski mówi o jego problemach: o kryzysie systemów medialnych i eksperckich. Przed epoką internetu, w XIX i XX wieku istniały jednoznaczne kanały selekcji informacji, które docierały przez media do ludzi. Za tę selekcję odpowiadały zazwyczaj w świecie zachodnim intelektualne elity, czasem sterowane politycznie – ale jednak elity. W dobie internetu tych kanałów selekcji zabrakło – przed gorączkową akcją YouTube’a to samo jedno kliknięcie dzieliło odbiorcę od wykładu Stephena Hawkinga i od wykładu Davida Icke’a o reptilianach. Kryzys systemów eksperckich polega na rozbudowaniu rynku specjalistów stawiających tezy sprzeczne ze sobą nawzajem do takiego stopnia, że brakuje kryterium, wskazującego nam, którego z ekspertów naprawdę należy słuchać, a który jest niewiarygodny.

Wszystkie te problemy (i wiele innych, które nie czas tu szczegółowo opisywać, choćby cyfrowa demencja, opisywana w „NK” przez Annę Szczerbatą) składają się na obraz większego, systemowego zjawiska, które można nazwać nowym kryzysem rozumu. Kryzys ten, będący idealnym środowiskiem do rozwoju teorii spiskowych, w najgorszym możliwym scenariuszu może doprowadzić nas do nowych wieków ciemnych.

Jaki jest świat w dobie kryzysu rozumu? Po pierwsze, jest to świat strybalizowany, podzielony na nowoczesne, cyfrowe plemiona, wywodzące się z internetowych baniek społecznych i grup tożsamościowych. W takim świecie nie ma miejsca na dobrze funkcjonującą naukę, gdyż wiara w ideał obiektywności uznawana jest za skrajną naiwność. Nie ma już naukowców jako takich – są „naukowcy grupy X” i „naukowcy grupy Y” (najczęściej grup tych jest znacznie więcej), walczący między sobą o prymat, a walkę tę będzie wygrywać (przynajmniej w krótkim okresie) nie grupa lepszych profesjonalistów, oferujących bardziej rzetelne wyjaśnienia, ale ta, która z jakichś powodów – czy to ze względu na dostępność środków finansowych, czy dobre układy z państwem, czy na większą zdolność obudzenia w ludziach niekoniecznie czystych emocji – będzie umiała zdobyć większą popularność. O ile jeszcze w XX wieku zmagały się ze sobą światopoglądy, to dziś zmagają się „fakty” (przy czym każdy ma swoje „fakty”). Znakomitym przykładem były niedawne relacje ze szczytu UE: na pasku TVN można było przeczytać: „Szef RE: Praworządność powiązana z budżetem UE”, a na pasku TVP – „Premier: nie ma uzależnienia środków unijnych od praworządności”. Problem dotyka jednak poważniejszych pod względem naukowym instytucji – w ciągnącej się od lat sprawie domniemanego TW „Bolka” każda ze stron – i obrońcy Lecha Wałęsy, i jego oskarżyciele – ma własnych grafologów, wydających na podstawie tych samych zapisów skrajnie odwrotne opinie. W takiej sytuacji twórcy i głosiciele teorii spiskowych stają się aktorami debaty publicznej równymi profesorom uniwersyteckim (w Polsce powstało nawet stowarzyszenie STOPZET – STOP Zorganizowanym Elektronicznym Torturom, zajmujące się problemem „elektronicznego nękania i manipulacji ludzkim układem nerwowym” – i jego profil na Facebooku ma ponad 4500 polubień).

Specyficzną cechą umysłów zwolenników spiskowych teorii, jak wskazuje Pierre, jest duża potrzeba poznawczego domknięcia – znalezienia wyjaśnienia tam, gdzie wyjaśnień brak

Po drugie, jest to świat pozbawiony centrum w postaci silnych instytucji. W XIX wieku takimi centrami były państwa narodowe. W odpowiedzi na ich kryzys w I połowie XX wieku tworzono ład liberalny, który próbował niezależne i obiektywne centrum zbudować w oparciu o organizacje międzynarodowe – dzisiejszy kryzys WHO pokazuje, że tracą one swą pozycję i wkrótce mogą stać się tylko jednymi z konkurujących ze sobą podmiotów. Brak centrum powoduje silny ruch dośrodkowy irracjonalnych koncepcji – gdy nie ma strażnika, złodziej wkrada się bez problemu.

Po trzecie, jest to świat pełen nieufności wobec elit, a więc także wobec intelektualistów – i ostatecznie wobec samego rozumu. Za kryzys racjonalności w dużej mierze odpowiedzialne są same elity, przede wszystkim środowiska akademickie, wielokrotnie wykazujące się pychą, oderwaniem od rzeczywistości, a przede wszystkim tracące zdolność komunikacji z ludźmi. Krytykuje je mocno choćby Nassim Nicholas Taleb, upatrując źródeł problemu w braku osobistej odpowiedzialności i we wsobności środowiska. „Jeśli powiesz coś szalonego, zostaniesz uznany za szalonego. Ale jeśli stworzysz kolekcję złożoną z, powiedzmy, dwudziestu osób, które założyły akademię i mówią szalone rzeczy akceptowane przez kolektyw, to już masz «fachową branżową ocenę» – i możesz zakładać wydział na uniwersytecie” – pisze Taleb. Problemy świata akademickiego dramatycznie obnażył kryzys związany z pandemią i ujawniony nagle brak rzetelnych danych, na podstawie których można by podejmować decyzje.

Ludzie pozbawieni zaufania do elit będą lgnęli do tych, którzy traktują ich z szacunkiem, oferują im receptę na dojmujące bolączki i potrafią opowiedzieć o skomplikowanych koncepcjach w prosty sposób. Do tego portretu znakomicie pasuje David Icke czy inni spiskowi koryfeusze.

Po czwarte wreszcie, jest to świat po narracyjnej apokalipsie, świat, w którym brakuje spójnej opowieści nadającej sens życiu. Taką opowieścią była religia, którą latami krytykowali i wykorzeniali zwolennicy Oświecenia, ustawiając ją jako antynaukową, mimo że całkiem dobrze funkcjonowała obok nauki. Okazuje się jednak, że natura nie znosi próżni (Chesterton: „Kiedy ludzie przestają wierzyć w Boga, to nie jest tak, że w nic nie wierzą – ale wierzą w cokolwiek”), i dziś miejsce narracji religijnych zastępują coraz częściej narracje spiskowe. Tym bardziej kuszące, że obecne są w nich elementy religijne jak potężny wróg czy walka dobra ze złem. Dodatkowo przeciętny człowiek może czuć się w nich dużo bardziej sprawczy niż w opowieści katolickiej czy buddyjskiej – bo to on jest tym, który przejrzał spisek, który może przynajmniej siebie i swoją rodzinę uchronić od wrogich sił, na przykład kupując wszystkim odpromienniki 5G.

Merytokracja, edukacja, komunikacja

Próba wyjścia z głębokiego kryzysu rozumu, sprzyjającemu teoriom spiskowym i wszelkim irracjonalizmom, jest procesem długotrwałym i skomplikowanym, i jego opis wymagałby osobnego artykułu. Zasygnalizuję tu więc trzy kierunki działania – a są ich z pewnością dziesiątki.

Ludzie pozbawieni zaufania do elit będą lgnęli do tych, którzy traktują ich z szacunkiem, oferują im receptę na dojmujące bolączki i potrafią opowiedzieć o skomplikowanych koncepcjach w prosty sposób

Po pierwsze należy zadbać o odbudowę centrum, które muszą stanowić silne i współpracujące ze sobą instytucje, oparte na zasadach merytokratycznych. Czy uda się to zrobić na poziomie międzynarodowym, czy też trzeba wzmocnić przede wszystkim państwa narodowe lub wspólnoty lokalne – to wymaga osobnej dyskusji; z pewnością zbudowanie silnych instytucji wymaga nowej edukacji elit. Nie tylko w systemie oświaty i szkolnictwa wyższego, ale także w niezależnych grupach zajmujących się kształceniem obywatelskim. W ostatnich 30 latach tworzone były różnego rodzaju „szkoły liderów”, jednak wiele z nich zatrzymywało się na poziomie powierzchownego aktywizmu, technik zarządzania i podobnie technicznych umiejętności realizacji społecznych projektów. Potrzeba instytucji edukacyjnych umożliwiających dogłębne zrozumienie zmieniającej się rzeczywistości i tworzenie systemowych narzędzi oddziaływania na tę rzeczywistość.

Drugi kierunek to radykalna reforma samej edukacji, o której mówi w wywiadzie Napiórkowski, a którą niejednokrotnie postulował na łamach „Nowej Konfederacji” Piotr Jesionowski czy niżej podpisany. W dobie powszechnej dostępności wiedzy konieczne jest priorytetowe potraktowanie między innymi umiejętności krytycznego myślenia i weryfikacji prawdziwości danych. Głębokich zmian, i to na poziomie globalnym, wymaga też szkolnictwo wyższe, aby w miarę możliwości zwalczyć problem wsobności środowisk akademickich, który krytykował Taleb.

Trzeci kierunek to przywrócenie komunikacji między elitami intelektualnymi a resztą społeczeństwa. Aby tak się stało, konieczne jest znów „zejście z katedry” i położenie większego nacisku na umiejętność pokornej i przejrzystej komunikacji. Przez wiele lat wzorcem były w tym obszarze uczelnie amerykańskie, łączące głębię analiz z prostotą ich komunikowania; polskie standardy pozostawiają tu nadal wiele do życzenia. Na szczęście działania uczelni uzupełniane są przez wiele ciekawych inicjatyw popularyzatorów nauki w mediach elektronicznych – pytanie brzmi, w jakim stopniu te dwa światy się przenikają i wspierają nawzajem, i jak mocno rozwinięte są pomagające w tym systemowe rozwiązania.

Zamiłowanie do rozumu łączy oświeceniowych liberałów, dla których jest on wyzwoleniem z myślenia religijnego i tradycyjnych przesądów, i konserwatywnych republikanów, dla których jest on antidotum na radykalne pomysły zmiany świata wynikające z lewicowej ideologii. Istnieje więc płaszczyzna współpracy – i pozostaje mieć nadzieję, że decydenci choćby w tym zakresie będą gotowi na zdystansowanie się od plemiennej wojny politycznej. Inaczej skończymy w nowych wiekach ciemnych, pod foliowymi czapeczkami.

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Rzeczpospolita"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz