Newsletter

Eksperci czy idioci?

Według Nassima Taleba biurokraci, politycy czy dziennikarze, wypowiadając się publicznie, nie ryzykują własną skórą. Niezawodną wiedzę uzyska się tylko przyjmując pełne ryzyko niepowodzenia

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Szanowny Czytelniku! Czy korzystasz z dobrodziejstw statystyki, nie wiedząc jednocześnie, jak wyprowadzić wzory? Czy bierzesz statyny na obniżenie poziomu cholesterolu, bo tak zalecił ci lekarz? Czy studiujesz gramatykę języka, zanim zaczniesz nim mówić? Czy obce są ci dzieła Frédérika Darda, Libaniosa z Antiochii, Michaela Oakeshotta, Johna Graya albo Josepha de Maistre’a? A może nie zdawałeś sobie dotąd sprawy z tego, że intelektualista – jeśli nie ryzykuje własną skórą – niczym nie różni się od pseudointelektualisty? Jeśli na większość powyższych pytań odpowiedziałeś twierdząco, to jest wysoce prawdopodobne, że Nassim Taleb zaliczyłby cię do grona IAMTI – „Intelektualistów, A Mimo To Idiotów”. „Skin In The Game”, najnowsza książka Taleba, jest bowiem solidnym ciosem w twarz współczesnej inteligencji.

Taleb podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie udało się przewidzieć kryzysu finansowego roku 2008

Urodzony w Libanie autor „Skin in the Game” jest ekonomistą, naukowcem i praktykiem – był menedżerem funduszu hedgingowego i traderem instrumentów pochodnych. Jak sam z lubością podkreśla, posiada tak zwane „f*** you money”, czyli majątek, który pozwala mu być całkowicie niezależnym. Dlatego nie boi się bardzo ostrych ataków na wszystkich, którzy go zirytują. W „Skin in the Game” dostaje się: biurokratom, twórcom polityk publicznych, konsultantom, wielkim korporacjom powiązanym z państwem i pracującym w nich dyrektorom, redaktorom, politykom, bankierom, dziennikarzom, think-tankowym analitykom, naukowcom (zwłaszcza tym, których badania opierają się jedynie na obserwacjach) i ekspertom, zwłaszcza z dziedziny nauk społecznych (ze szczególnym uwzględnieniem ekonomii, socjologii i psychologii).

Nie ryzykujesz – nie masz racji

Co łączy te wszystkie profesje? Otóż – według Taleba – to, co jest jednocześnie głównym tematem książki: wszyscy wyżej wymienieni, podejmując decyzje i wypowiadając się publicznie, nie ryzykują własną skórą (tytuł książki: „Skin in the Game” dosłownie oznacza „skórę w grze”, czyli grę ryzykowną, o wysoką stawkę, grę, w której gracz bierze na siebie pełną odpowiedzialność za wyniki). Owszem, w każdej z powyższych grup stworzono pewne mechanizmy odpowiedzialności, ale najczęściej nie płaci się w nich bezpośrednio za skutki doradztwa czy ekspertyz. Skutki te w wielu przypadkach odczuwalne są bowiem w dłuższym terminie, przez wiele rozproszonych osób lub podmiotów, a więc ryzyko transferowane jest na innych.

“Jeśli powiesz coś nonsensownego, zostaniesz uznany za wariata. Ale jeśli zgromadzisz grupę dwudziestu osób, które stworzą akademię i będą mówić rzeczy nonsensowne, ale zaakceptowane przez kolektyw, to nagle okazuje się, że zachodzi «wzajemna weryfikacja» – i możesz już założyć wydział na uniwersytecie”

Taleb podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie udało się przewidzieć kryzysu finansowego roku 2008.  Jak stwierdza, jedną z ważnych przyczyn był właśnie dokonany przez rząd transfer ryzyka, podejmowanego przez duże, finansowe instytucje, na społeczeństwo płacące podatki. Kiedy nie ma ryzyka, mamy do czynienia z asymetrią – osoba decyzyjna zachowuje swoje ewentualne zyski, a płacą inni: społeczeństwo, klienci, partnerzy. W takiej sytuacji przegrywają wszyscy: decyzje są podejmowane szybciej (a więc w sposób mniej dokładny, mniej zabezpieczony), większa jest tolerancja dla bylejakości, wykorzystywane są modele, działające na papierze, ale niekoniecznie w praktyce. Niezawodnej wiedzy – pisze Taleb – nie można uzyskać w inny sposób, jak tylko przez wiele prób i błędów, przyjmując pełne ryzyko niepowodzenia. Do zmniejszenia ryzyka osoby podejmującej decyzję prowadzi biurokracja (państwowa lub korporacyjna), a więc rozwiązania bazujące na biurokracji będą w konsekwencji najczęściej nieskuteczne.

Krytykowanym profesjom Taleb przeciwstawia na przykład żołnierzy, przedsiębiorców (w przeciwieństwie do „chief executive officers” w korporacjach, biorących na siebie tylko małą część odpowiedzialności), artystów, rzemieślników, naukowców-eksperymentatorów, dziennikarzy śledczych czy (co za niespodzianka!) traderów funduszy hedgingowych. Ci bowiem – podobnie jak hydraulicy, księgowi czy taksówkarze – od razu płacą za ewentualne błędy. Taleb nie jest jedynie ekonomistą czy statystykiem – jest też filozofem-moralistą, stwierdzając, że przyjmowanie pełnej odpowiedzialności to nie tylko kwestia skuteczności, ale także honoru i moralności. Dlatego jako szczególną grupę wyróżnia tych, którzy ryzykują nie tylko własną skórą, ale też własną duszą, którzy nadstawiają karku dla dobra innych albo w imię wyższych wartości: rycerzy, proroków, dziennikarzy śledczych ujawniających skandale korupcyjne, czy wreszcie rewolucjonistów. Jednak przede wszystkim śledzi konsekwencje ryzykowania (lub nie) własną skórą w różnych dziedzinach życia. Jego poszukiwania mają praktyczne zastosowanie – pozwalają na odróżnienie wiedzy rzetelnej, na której można polegać, od bzdur (tu posługuje się Taleb wdzięcznym sformułowaniem bullshit detection); na odróżnienie racjonalności pozornej od prawdziwej.

 Nierzetelni akademicy

Głównym obiektem szyderstw i ataków Taleba, jak już wspomniałem, są akademicy (najczęściej wymieniani to bodaj Richard Thaler i Steven Pinker), dziennikarze i eksperci. Taleb zarzuca im, że ze względu na brak odpowiedzialności poruszają się w świecie konstruktów i modeli, a nie realnego życia, jednak skutki ich działań są boleśnie odczuwalne przez innych. Jako przykład podaje „interwencjonistów”, ekspertów i doradców Departamentu Stanu. Zdaniem autora wykreowali oni i przeszkolili „umiarkowanych buntowników” w świecie islamskim, którzy następnie stworzyli al-Kaidę; przyczynili się, wspierając „arabską wiosnę ludów”, do pozornego upadku reżimów na Bliskim i Środkowym Wschodzie, w państwach, w których dziś panuje chaos i przemoc (Taleb wskazuje tu Irak i Libię).

Nassim Taleb, pisząc już piątą książkę z serii „Incerto” (do najsłynniejszych należą „Czarny łabędź” i „Antykruchość”), odżegnuje się od naukowego stylu, który nazywa „kosmetyką”

Autor „Czarnego łabędzia” nie poprzestaje jednak na prostym stwierdzeniu, że przyczyną jest brak osobistej odpowiedzialności. Trzy główne „mentalne defekty” akademickich intelektualistów i ekspertów, jakie wskazuje, to: 1) myślenie w kategoriach statycznych, a nie dynamicznych (np. uwzględnianie średnich wartości wskaźników w danym momencie, bez wzięcia pod uwagę potencjalnych zmian w czasie); 2) myślenie na poziomie niskich wymiarów (np. sprowadzanie konfliktów między społeczeństwami do konfliktów między państwami, a tych ostatnich – do sporów między liderami państw); 3) ocena sytuacji z punktu widzenia pojedynczych działań, nie zaś z punktu widzenia interakcji (podczas gdy nie jesteśmy w stanie zrozumieć działalności rynku jako całości na podstawie zachowania przeciętnego jego uczestnika, gdyż rynek jest siecią skomplikowanych interakcji i jako taki jest czymś więcej niż sumą jego części). Eksperci padają więc ofiarą intelektualizmu, który zdaniem Taleba „jest wierzeniem, że można oddzielić działanie od jego wyników, że można oddzielić teorię od praktyki, oraz że zawsze można naprawić złożony system poprzez podejście hierarchiczne, tj. w sposób odgórny i ceremonialny”. Ceremonialność to jeden z wymiarów życia akademickiego, oddalający je od praktyki; aby przetrwać w akademickim świecie i osiągnąć tam istotne rezultaty, trzeba uczestniczyć w różnych ceremoniałach, z których najważniejszym jest „wzajemna weryfikacja” przez kolegów-naukowców. Dlatego Taleb pisze: “Jeśli powiesz coś nonsensownego, zostaniesz uznany za wariata. Ale jeśli zgromadzisz grupę dwudziestu osób, które stworzą akademię i będą mówić rzeczy nonsensowne, ale zaakceptowane przez kolektyw, to nagle okazuje się, że zachodzi «wzajemna weryfikacja» – i możesz już założyć wydział na uniwersytecie”. Szczególnie miażdżąco amerykański ekonomista krytykuje wszelkiego rodzaju wydziały gender czy colonial studies, które jednak – jak prognozuje – w końcu upadną same, gdyż już dziś nie wytrzymują konkurencji z kursami zawodowymi (na przykład z kursem smażenia frytek). Jednak póki co trzymają się dobrze i tworzą skomplikowane, wsobne systemy recenzowania, weryfikacji i referencji.

Odróżnić racjonalność od bzdur

Ten sam problem występuje według autora w mediach i think-tankach, co przyczynia się do preferowania tych, którzy „robią wrażenie”, a nie tych, których analizy i prognozy są trafne – czyli wspomnianych na początku IAMTI, z rozkoszą przyjmujących nierzetelne diagnozy, jeśli tylko odpowiadają one ich założeniom. Tu Taleb opisuje, jak klasa naukowych „mandarynów” z ogromnym entuzjazmem zareagowała na „Kapitał w XXI wieku” Thomasa Piketty’ego, książkę – zdaniem twórcy „Antykruchości” – stawiającą nierzetelną diagnozę, opartą na statycznym obrazie i pozbawioną matematycznego rygoru. Taleb wyrzuca Piketty’emu między innymi, że ten stawia tezę o usztywnieniu nierówności, ignorując dynamikę „jednego procenta” najbogatszych, nie zwracając uwagi na to, że zestaw tych nazwisk zmienia się w czasie. Jednak „cegła” Piketty’ego, naładowana tabelkami i wykresami, sprawia wrażenie „naukowej”, i dlatego przyjmowana jest bezkrytycznie – ceremoniał, prestiż, moda i kosmetyka są wszak dla IAMTI ważniejsze od zawartości.

Jak więc odróżnić racjonalność od bzdur, jak przybliżyć się do prawdziwej, niemarkowanej racjonalności? Taleb przedstawia kilka kryteriów. Przede wszystkim, jego zdaniem, racjonalne jest to, co ma siłę przetrwania. Jeśli tworząc ideę lub model ryzykujemy przetrwaniem – naszym, naszych najbliższych, naszej grupy, naszego państwa – i odniesiemy sukces, wtedy można uznać, że idea taka jest racjonalna, a nasz model myślowy jest rzetelny. Racjonalność mylona jest też często z jej pozorami, upakowanymi w zestawie akademickich zasad metodologicznych. Efektem tego jest uporczywe przypisywanie nieracjonalności religiom (w czym celują atakowani przez autora „Skin in the Game” Sam Harris czy Richard Dawkins). Taleb sam nie zdradza się ze swoją wiarą w realne istnienie Boga (lub z brakiem takiej wiary), wskazuje jednak, że jeśli religia (a nawet przesądy) pomaga przez wiele wieków przetrwać grupom takim jak katolicy, to nie może być uznana za irracjonalną.

Siła oddziaływania religii jest tym mocniejsza, że prawdziwa religia zawsze oznacza ryzykowanie własną skórą (dlatego, twierdzi Taleb, w chrześcijaństwie tak mocno akcentowane jest człowieczeństwo Chrystusa: w grze było Jego życie i prawdziwa śmierć). Jeśli na szali jest życie lub śmierć, jesteśmy nieprzejednani, a wtedy nie liczą się wartości przeciętne i miary tendencji centralnej: mała grupa może przeważyć większość (czego „uśredniający” eksperci też nie potrafią przewidzieć). Nieprzejednana mniejszość – jeśli osiągnie wielkość 3-4 proc. populacji – ma możliwość dyktowania zasad moralnych większości, co autor ilustruje choćby wszechobecnością produktów koszernych i halal w krajach zachodnich, w których Żydzi i muzułmanie stanowią niewielkie mniejszości. Siła tkwi właśnie w owym nieprzejednaniu (które doskonale pokazał Sidney Lumet w osobie Davisa, bohatera „Dwunastu gniewnych ludzi”).

Nadmierna agresja

Nassim Taleb, pisząc już piątą książkę z serii „Incerto” (do najsłynniejszych należą „Czarny łabędź” i „Antykruchość”), odżegnuje się od naukowego stylu, który nazywa „kosmetyką”. „Skin in the Game” nie jest więc akademickim wywodem, a – w większości – zbiorem esejów na różne tematy, powiązanych jedynie tytułową tematyką symetrii (lub asymetrii) potencjalnej straty i zysku. Co prawda w „dodatku technicznym” przedstawia także wzory matematyczne i twierdzenia leżące u podstaw analiz, jednak czytelnik zazwyczaj obcuje ze strukturą eseistyczno-felietonową, przetykaną gęsto dygresjami i niezwykle napastliwymi wycieczkami osobistymi, zwłaszcza w kierunku krytyków. O Michiko Kakutani z „New York Timesa”, która nazwała „Antykruchość” książką denerwującą i pretensjonalną, autor mówi, że dziennikarka zmyśla, a na dodatek pisze po pijanemu. Czytanie takich wstawek nie jest wcale przyjemne i niewiele one wnoszą do treści, ale co zrobić autorowi, który posiada f*** you money?

Taleb zapomina wreszcie o tym, że o ile ryzykowanie własną skórą jest jednym z czynników rzetelności, to z pewnością nie jest jedynym; sam etos i zasady moralne mogą osiągnąć taki sam efekt

Siła agresji i pewności siebie Taleba jest porażająca, a jego twierdzenia są najczęściej nieźle uzasadnione. A jednak zalecam pewną ostrożność w przyjmowaniu ich z dobrodziejstwem inwentarza. Główna intuicja, wskazująca, że branie odpowiedzialności za skutki wypowiedzi przyczynia się do ich rzetelności, jest z pewnością przytomna, jednak autor niewystarczająco ją uzasadnia. Wydaje się czasem wręcz, że nie stosuje się do własnych reguł. Sytuacja „ryzykowania własną skórą” jest bowiem dużo bardziej złożona, składa się na nią wiele zmiennych w czasie czynników i interakcji. Można równie dobrze wyobrazić sobie sytuacje, w których zbyt wielkie praktyczne ryzyko złożone na ekspercie przyczynia się do jego nierzetelności i stronniczości, do formułowania tez, które będą miały na celu nie tyle odzwierciedlenie rzeczywistości, co zachowanie bezpiecznego status quo, za co – w konsekwencji – także zapłacą inni. Poza tym praktycy także mają swoje interesy (wcale nie mniejsze niż teoretycy) i potrafią nie gorzej manipulować rzeczywistością. Twierdzenie Taleba, że manipulacja taka jest mniej szkodliwa niż bezkarność nierzetelnego doradcy, wydaje się mocno przesadzone. Krytyka świata akademickiego jest w dużej mierze uzasadniona, ale należy mieć na względzie fakt, że występują takie sytuacje (a może i całe) dyscypliny, w których trudno o bezpośrednią weryfikację w praktyce, i że te dwie strony – praktyczna i teoretyczna – nie mogłyby istnieć bez siebie, więc nie trzeba ich przedstawiać jako wrogich sobie. Taleb zapomina wreszcie o tym, że o ile ryzykowanie własną skórą jest jednym z czynników rzetelności, to z pewnością nie jest jedynym; sam etos i zasady moralne mogą osiągnąć taki sam efekt.

Niezależnie od tego, książkę amerykańskiego ekonomisty powinni przeczytać zwłaszcza ci, których autor tak atakuje – bardziej satyrycznie (jak we wskazanej we wstępie charakterystyce IAMTI) lub poważniej (zwłaszcza gdy pojawiają się tematy geopolityki i obronności). Zakładam bowiem, że także teoretykom – wbrew atakom Taleba – zależy na tym, by ich twierdzenia były weryfikowane w praktyce. A „Skin in the Game” jest tu – mimo wszystkich uproszczeń – dobrą szkołą.