Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Jak gołębie-drony objaśniają nam świat

Paradoksalnie najważniejszym winnym współczesnej fali teorii spiskowych okazuje się... powszechna edukacja. Jej efektem ubocznym jest to, że dostaliśmy repertuar pojęć fizyki i chemii – i zarówno twórcom reklam, jak i twórcom teorii spiskowych łatwo omamić nas mową o kwarkach czy kwantach

Skąd biorą się teorie spiskowe?

Łatwiej odpowiedzieć na pytanie, do czego służą. Teorie spiskowe zaspokajają konkretne potrzeby: związane z wyjaśnieniem świata, naszych sukcesów i niepowodzeń, struktury społecznej. Proponują prosty obraz świata oparty na odwiecznym i wiecznym konflikcie dobra i zła. I dopiero do tej wizji, jako rekwizyt, wtórnie doklejane są katastrofy, zamachy albo płaska Ziemia. Pewien fenomen zaczyna obrastać w kontrowersje, na przykład szczepienia. I staje się dyżurnym tematem, wokół którego powstają coraz to nowe niezwykłe historie – każde pokolenie tworzy nowe teorie spiskowe na temat szczepień.

Przedmioty, wokół których uda się wytworzyć atmosferę moralnego oburzenia („to jest groźne” i „to dotyczy walki między dobrem a złem”) mają szczególne szanse stać się tematem popularnych teorii spiskowych

Dotyczy to więc tematów, o których ludzie nie mają wystarczającej wiedzy lub poczucia bezpieczeństwa?

Widziałem ostatnio badania dotyczące Twittera, które pokazywały, że pewne słowniki (zbiory słów) mają duży wpływ na retweetowalność wiadomości. Świetnie działa słownik moralny (dotyczący porządku, tego „jak powinno być”) oraz słownik emocjonalny, zwłaszcza komponenty związane z oburzeniem. Tweety, które łączyły te dwa słowniki, zawierając wyrazy moralnego oburzenia trafiały w złoty punkt i zbierały rekordowo dużo uwagi. Myślę, że można to ekstrapolować na teorie spiskowe. Przedmioty, wokół których uda się wytworzyć atmosferę moralnego oburzenia („to jest groźne” i „to dotyczy walki między dobrem a złem”) mają szczególne szanse stać się tematem popularnych teorii spiskowych.

Jest jednak mnóstwo wyjątków. Teorie spiskowe potrafią dotyczyć niesamowicie dziwnych rzeczy. Czasem oczywiście trudno dokładnie wyczuć granicę między trollingiem a rzeczywistą teoria spiskową, ale istnieje na przykład teoria mówiąca, że wszystkie gołębie są dronami. Istnieją też mniej lub bardziej poważne stowarzyszenia skupione wokół idei płaskiej Ziemi. Nasza wyobraźnia jest nieograniczona.

Co daje ludziom wiara w to, że gołębie są dronami? To przecież nie wyjaśnia spraw, które są dla nich ważne.

Ależ jak najbardziej wyjaśnia! Nie chodzi o gołębie, nie chodzi o szczepionki. Jeśli przyjrzymy się retoryce ruchu antyszczepionkowego, to widać wyraźnie, że szczepionki są tylko pretekstem do pewnej opowieści o świecie.

Jakiej?

Choćby do opowieści, w której państwo może za nas decydować w sprawie naszych dzieci. Albo do opowieści o tym, że lekarze chcą mieć władzę nad naszymi ciałami. Gołębie-drony mogą do tego służyć równie dobrze jak szczepionki.

Teorie spiskowe mówią bowiem jednocześnie o dwóch pozornie sprzecznych światach: o świecie, w którym nie mamy żadnej sprawczości, i o takim, w którym mamy sprawczość pełną, w którym jesteśmy superbohaterami, mogącymi zmienić los ludzkości

Jest więc w ludziach potrzeba wiary w złą siłę, panującą nad światem?

Jeśli możemy wskazać, jaka to siła, i mieć choć odrobinę nadziei na jej pokonanie, to może nam być łatwiej, niż gdy słyszymy kolejne wyjaśnienie z cyklu: „bo tak po prostu jest”.

Moje myślenie o teoriach spiskowych znacząco zmieniło się podczas pewnej podróży samochodem. Jadąc na badania terenowe, trafiłem w radio na komentarze dotyczące wyroku w sprawie zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich. Wyjaśnienie było bardzo skomplikowane, w grę wchodziło dużo czynników: projekt był wadliwy, pechowo spadło dużo śniegu, ktoś zaniedbał odśnieżanie. I ten wyrok komentowała matka jednej z ofiar: „I co? Nie wiadomo, kto jest winny? Nikt nie ponosi odpowiedzialności? A ja chciałabym tyko wiedzieć, kto odpowiada za śmierć mojego syna”.

Istnieje w ludziach potrzeba, którą łatwo ignorujemy: żeby nieszczęścia miały wskazanych z imienia i nazwiska winnych, żeby odpowiedzialność nie była rozproszona; potrzeba czegoś więcej niż tylko informacji, że świat jest skomplikowany. Teorie spiskowe mówią bowiem jednocześnie o dwóch pozornie sprzecznych światach: o świecie, w którym nie mamy żadnej sprawczości, i o takim, w którym mamy sprawczość pełną, w którym jesteśmy superbohaterami, mogącymi zmienić los ludzkości.

Kto jest szczególnie podatny na teorie spiskowe?

Z badań wyraźnie wynika, że na teorie spiskowe podatni są ci, którzy… są podatni na teorie spiskowe.

Brzmi jak masło maślane.

Tak to brzmi, ale już wyjaśniam. Jeśli respondent ankiety deklaruje, że wierzy w Imperium Lechitów, to jest wysoce prawdopodobne, że uwierzy też w spisek kompanii farmaceutycznych, mający na celu wszczepienie mikroczipów przez szczepionki. Między teoriami, niemającymi ze sobą nic wspólnego, istnieją mosty i linki w serwisach informacyjnych. Nie znam natomiast żadnych badań łączących ten sposób myślenia z danymi socjodemograficznymi, takimi jak płeć, wiek czy przynależność etniczna, poza tym, że są regiony – takie jak Bliski Wschód – w których teorie spiskowe cieszą się szczególną popularnością.

A czy myślenie spiskowe nasiliło się w dobie internetu, czy choćby w ciągu ostatnich 50 lat?

Żeby odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, musielibyśmy mieć testy na reprezentatywnych próbach, prowadzone na przestrzeni setek lat. Dziś bazujemy na tekstach pisanych czy mówionych i może nam się wydawać, że mamy do czynienia z wysypem takich teorii. Bo faktycznie, dziś słyszalność głosów propagujących myślenie spiskowe jest większa niż dawniej. Jednak może to wynikać po prostu z tego, że wcześniej przez tysiące lat znaczna część społeczeństwa w ogóle nie miała prawa ani możliwości zabierać głosu w przestrzeni publicznej. Nie wiemy, co o świecie myśleli ci ludzie, i jak oni zapatrywali się na tzw. oficjalne wersje historii czy teraźniejszości.

Jeśli respondent ankiety deklaruje, że wierzy w Imperium Lechitów, to jest wysoce prawdopodobne, że uwierzy też w spisek kompanii farmaceutycznych, mający na celu wszczepienie mikroczipów przez szczepionki

Czy to zwiększenie słyszalności teorii spiskowych, może spowodować nakręcającą się spiralę – coraz więcej osób, usłyszawszy o nich, może zacząć w nie wierzyć?

Tak. Istnieją ciekawe badania, które pokazują zarówno na podstawie symulacji, jak i śledzenia rzeczywistych teorii, że mamy do czynienia nie tylko z rozpowszechnianiem, ale i ujednolicaniem spiskowych opowieści.  Dzieje się tak dlatego, że osoby, które nigdy by się nie spotkały, dziś mogą się komunikować dzięki mediom społecznościowym i uzgodnić swój obraz świata. Łącząc swoje teorie mogą stworzyć coś trzeciego – system, który będzie przyciągał kolejnych odbiorców.

Czy współczesne teorie spiskowe różnią się od dawnych?

Tak, są bowiem ściśle powiązane z pseudonauką i posługują się językiem zaczerpniętym z chemii, fizyki i biologii. Takich teorii wcześniej nie było. Paradoksalnie najważniejszym winnym współczesnej fali teorii spiskowych okazuje się więc… powszechna edukacja. Jest ona oczywiście wspaniałym wynalazkiem, ale jej efektem ubocznym jest to, że dostaliśmy pewien repertuar pojęć fizyki i chemii – i zarówno twórcom reklam, jak i twórcom teorii spiskowych łatwo omamić nas przez mówienie o kwarkach czy kwantach.

Teorie spiskowe są powszechnie wyśmiewane w świecie naukowym. Zapytam jednak przekornie: czy za szybko ich nie odrzucamy? Historia zna przecież mnóstwo przykładów spisków, tajnych organizacji…

Teorie spiskowe i spiski to dwie zupełnie różne rzeczy. Te drugie rzeczywiście istnieją: spisek był na przykład przyczyną powstania listopadowego. W przypadku zamachu 9/11 prawdziwe wyjaśnienie faktycznie brzmi jak teoria spiskowa – tajna, globalna organizacja porwała samoloty i doprowadziła do tragedii. Jednak prawdziwi wyznawcy takich teorii idą głębiej, mówiąc, że nie ma żadnej Al-Kaidy, że za zamach odpowiedzialni są Żydzi albo rząd USA. Pod już istniejącym spiskiem szukają więc kolejnej tajnej konspiracji, a pod tym – jeszcze następnej. Bo w istocie nie chcą odkryć spisku, tylko kultywować swój sposób opowiadania o świecie.

Nauka ze swoim rygorem metodologicznym często nie stanowi jednak wystarczającej kontry do tych opowieści. Czemu tak się dzieje?

Po pierwsze, odpowiedzi naukowe są obarczone dużą dozą niepewności. Cechą dobrego naukowca jest to, że umie mówić: „nie wiem, jak jest”. Na przykład wiedza archeologiczna dotycząca przedchrześcijańskich kultur słowiańskich przynosi nam więcej pytań niż odpowiedzi. Naukowcy wykopują kilka skorup i na tej podstawie próbują budować jakieś teorie, ale one nigdy nie są szczegółowe i kolorowe jak komiksy o Asteriksie.  W tym momencie wchodzi twórca pseudonauki i mówi: „Mam dla was odpowiedź!”, i zaczyna opowiadać piękną historię, którą zmyślił sobie na podstawie dwóch czy trzech wyrwanych z kontekstu źródeł. Tak rodzi się opowieść o trwającym całe stulecia potężnym Imperium Lechitów, które dawało wycisk Aleksandrowi Wielkiemu i Rzymianom. I tu pojawia się najważniejszy haczyk, czyli coś, co pseudonauka i teorie spiskowe dają odbiorcom, a nauka tego nie daje.

Co to jest?

Dochodzimy do pytania: „Skoro to wszystko jest takie piękne i ciekawe, to dlaczego ja o tym nie wiem?”. I odpowiedź brzmi: „Bo jest spisek. Bo Oni – w tym przypadku chrześcijańsko-niemiecko-żydowscy archeolodzy – sprzysięgli się, byśmy się o Wielkiej Lechii nie dowiedzieli”.

Dziś słyszalność głosów propagujących myślenie spiskowe jest większa niż dawniej. Jednak może to wynikać po prostu z tego, że wcześniej przez tysiące lat znaczna część społeczeństwa w ogóle nie miała prawa ani możliwości zabierać głosu w przestrzeni publicznej

Uwierzenie w taki spisek, niewpływający na nasze życie, pozwala nam natychmiast przełożyć te same schematy na myślenie o całej rzeczywistości. Skoro jacyś „Oni” mogli ukryć tysiące lat naszej historii, to żadnym problemem jest dla „Nich” sprawić, by mój sąsiad jeździł mercedesem, a ja starym samochodem, żeby ograbić mnie z moich zarobków etc.

Pisze pan we „Władzy wyobraźni”, że teorie spiskowe są narzędziem walki „między kulturą wernakularną i narzucaną z góry kulturą hegemoniczną”. Co to skomplikowane zdanie oznacza?

To zdanie to niestety świetny przykład kolejnej przyczyny porażki nauki z pseudonauką: jako naukowcy często czujemy się w obowiązku używać trudnych słów, zrozumiałych tylko dla kolegów, żeby udowodnić, jacy jesteśmy naukowi. Tymczasem za tym trudnym zdaniem kryje się niezwykle prosta treść. Amatorzy nie chcą już dłużej siedzieć cicho, i rzucają wyzwanie profesjonalistom. Wyraźnie widzimy to na Twitterze, gdy ktoś pisze na przykład: „To był wybuch”. Odpowiada mu na to wybitny fizyk, szczegółowo argumentując, dlaczego to niemożliwe, i wówczas słyszy od rozmówcy: „Co pan właściwie wie? Pan dostaje granty, pracuje na uniwersytecie, jest pan częścią przekupnej sitwy. A po drugie, na zdrowy rozum, to wygląda tak…”.

To jest właśnie przykład zmagań między kulturą wernakularną, czyli po prostu oddolną, reprezentowaną przez internautę, nietrzymającego się naukowego rygoru, a hegemoniczną, narzucaną z góry, której reprezentantem będzie naukowiec.

Czemu te dwie kultury ze sobą walczą, zamiast współpracować?

W kulturze opartej na społecznym podziale pracy pojawia się również społeczny podział wiedzy: ludzie dysponują różną wiedzą. Tego nie było w pierwotnej kulturze plemiennej, w której wszyscy wiedzieli mniej więcej to samo o świecie. Społeczny podział wiedzy i specjalizacja doprowadziły do sytuacji, w której nie wszyscy mają równe „prawo do interpretacji”. Jednym wolno wypowiadać się na dany temat, innym nie.

Na fizyce powinno się wykonywać obliczenia, pokazujące, dlaczego zwolennicy teorii płaskiej Ziemi nie mają racji, a na historii – mówić o Wielkiej Lechii, wskazując, czemu ta opowieść jest nieprawdziwa

W skrajnych przypadkach mamy do czynienia z wyznaczaniem monopoli interpretacyjnych. Tak jak kapłani mieli monopol na interpretowanie świętych ksiąg, tak fizycy (całkiem zasadnie) chcieliby mieć monopol na interpretowanie pewnych zjawisk, związanych np. z fizyką kwantową, których wyjaśnienie wymaga chociażby opanowania skomplikowanego aparatu matematycznego. Amatorzy chcą te monopole przełamać. Im bardziej demokratyczne mamy społeczeństwo, tym trudniejsze będzie  utrzymywanie tych monopoli i tym większe wyzwanie stoi przed nauką. W jaki sposób zachowując szacunek do swoich odbiorców i nadal popularyzując naukę, przekonać szeroką publiczność, że w wielu sprawach warto jest zdać się na opinie fachowców? Dotyczy to przede wszystkim takich obszarów, w których konsensus naukowy istnieje – takich jak na przykład szczepienia ochronne czy zmiany klimatyczne.

Uważa pan teorie spiskowe za istotne zagrożenie, czy za niegroźne szaleństwo?

Oczywiście istnieją większe niebezpieczeństwa, takie jak katastrofa klimatyczna, jednak teorie spiskowe też są niebezpieczne. Przyczyniają się bowiem do osłabienia skuteczności walki z realnymi zagrożeniami.

Czy możemy zapobiegać narastaniu tego problemu?

Znaczenie ma tu wiele czynników. Szczególnie istotna wydaje mi się jednak reforma modelu edukacji, który tak naprawdę nie zmienił się znacząco od XIX wieku. Szkoła, która kładłaby znacznie większy nacisk na to, skąd dzisiaj zdobywamy wiedzę, jak działa nauka, a mniej uwagi poświęcałaby wkuwaniu faktów, byłaby antidotum na teorie spiskowe. Powiem więcej: w szkole należałoby wprost mówić o teoriach spiskowych. Na fizyce powinno się wykonywać obliczenia, pokazujące, dlaczego zwolennicy teorii płaskiej Ziemi nie mają racji, a na historii – mówić o Wielkiej Lechii, wskazując, czemu ta opowieść jest nieprawdziwa. Póki co, niestety szkoła przyzwyczaja ucznia do tego, żeby wierzył we wszystko, co napisane jest czarnymi literami na białym papierze. Kształci tym samym idealnych konsumentów spiskowych teorii.

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Rzeczpospolita"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).
polski semiotyk kultury, doktor habilitowany nauk humanistycznych, wykładowca Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, publicysta. Autor między innymi takich pozycji jak „Władza wyobraźni : kto wymyśla, co zdarzyło się wczoraj?”, „Kod kapitalizmu. Jak gwiezdne wojny, Coca-Cola i Leo Messi kierują Twoim życiem” i „Turbopatriotyzm”. Prowadzi blog „Mitologia Współczesna”. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi” i Znaku”.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Jak gołębie-drony objaśniają nam świat”

  1. Musoniusz pisze:

    Co Panowie rozumieją przez teorię spiskową? Można było pokusić się o próbę jakiejś definicji. Czy mówimy tutaj tylko o teoriach będących jawnie w sprzeczności z potocznie przyjętym paradygmatem naukowym? Czy ogólnie, jakiekolwiek kwestionowanie “oficjalnej wersji wydarzeń”, nawet jeśli teoretycznie są możliwe? Mam problem z tym pojęciem, bo czuję że do tego jednego worka wrzucane jest kilka, niekoniecznie tożsamych zjawisk. Wydaje mi się, że istnieje jednak pewna jakościowa różnica między twierdzeniami “Ziemia jest płaska”, a “Andrzej Lepper sam się nie zabił”.

  2. WoKu pisze:

    Tere-fere. Łatwiej podsumować “antyszczepionkowców” jako wariatów, trudniej przyjrzeć się potwierdzonym wypadkom ukrywania skutków ubocznych i zobaczyć w nich zupełnie racjonalną podstawę lęków, które u niektórych mogą faktycznie wykwitać wiarą w niestworzone rzeczy. Przemilczanie realnych, potwierdzonych, nagannych praktyk potężnych koncernów i wielu lekarzy – gdzie obie strony mają mocny interes w maksymalizacji szczepień i minimalizacji kontroli – w imię naiwnej wiary w dobrą wolę wszystkich i każdego jest dwuznaczne moralnie, a wyśmiewanie uzasadnionych obaw rodziców – intelektualnym lenistwem.

  3. m_kurjata pisze:

    Pan Napiórkowski powiela standardową krytykę teorii spiskowych, niczego nowego nie tłumacząc. Teorie takie oferują łatwe wyjaśnienie świata – pewnie, ale większość ludzi łapie się łatwych wyjaśnień, przyjmując pierwsze napotkane za swoje. Także bezkrytyczne przyjęcie wersji jakiegoś wydarzenia, która dominuje w mediach jest pójściem na łatwiznę. Tutaj więc nie ma różnicy charakteru między teoretykami spiskowymi a resztą.

    Teoria spiskowa pomaga ludziom poradzić sobie z tym, że źle im się materialnie wiedzie, bo można na kogoś zrzucić winę. To też można zarzucić większości ludzi, a i większość partii politycznych ma jakąś swoją tezę na to, kto jest winny, że nie jest tak dobrze, jak by mogło być.

    Ale oczywiście ciężko o solidne wyjaśnienie, gdy brakuje definicji – co zauważył już powyżej Musoniusz.

    O jedno wartościowe spostrzeżenie otarł się pan Napiórkowski na samym końcu wywiadu, mówiąc że pomogłoby bezpośrednie podejmowanie tematów i wątpliwości rzuconych przez teoretyków spiskowych w mediach (przy bieżących teoriach), czy szkołach (w przypadku teorii z dawniejszym rodowodem).

    I tu jest pies pogrzebany – dzisiejszy wysyp teorii spiskowych i ludzi w nie wierzących jest spowodowany tym, że coraz więcej ludzi dostrzega rozjechanie się mediów i obowiązującego przekazu z rzeczywistością oraz przemilczanie ważnych aspektów wydarzeń. A uciekając w media alternatywne, większość ludzi tak samo jak i przy przeżuwaniu mainstreamu, nie przyjmuje informacji krytycznie. I chociaż zaczynają wtedy zwracać uwagę na przemilczane w mainstreamie aspekty wydarzeń, przeskakują z wiary w jedne (mainstreamowe) głupoty w inne.

    Weźmy pod uwagę mało wiarygodne teorie dot. 5G. Streszczając: rząd/korporacje korzystają z technologii, których celem ubocznym lub pierwszorzędnym jest szkodzenie obywatelom, ich inwigilacja i kontrola. To, że maszty 5G zarażają ludzi wirusem może śmieszyć, ale teoria ta może być np. pokłosiem tego, że dowiedziona przecież inwigilacja i kontrola ludzi przy pomocy aplikacji największych firm na świecie nie jest tematem podejmowanym w mediach – czasem się o tym półgębkiem wspomni, owszem, ale drążenie tego ważnego tematu jest domeną “szurów”.

    Co do np. teorii dotyczącej 9/11 – jeśli wśród ludzi “na pewnym poziomie” analizowanie wydarzeń pod kątem korzyści, które różne środowiska z nich odniosły nie jest już standardem, to trudno. Faktem jest, że w wyniku zamachu Al-Kaida czy świat islamski nie odniosły prawie żadnych korzyści, za to parę celów w polityce zagranicznej zrealizował Izrael, służby USA uzyskały na stałe gigantyczne uprawnienia, na wojnie z terrorem nic nie zyskali Amerykanie ani reszta świata, za to ktoś zarobił te biliony dolarów. Nie mówię, że udowadnia to jakieś spiskowe tezy, ale jeśli takie wątpliwości nie są poruszane w głównych mediach czy podręcznikach, to ludzie będą szukali wyjaśnień w mediach alternatywnych, pisanych często przez niemyślących krytycznie pasjonatów.

    Co do epidemii koronawirusa – tutaj można było zaobserwować od początku cały kalejdoskop oficjalnych wyjaśnień np. w kwestii śmiertelności, mechanizmu przenoszenia, objawów itd. Te oficjalne wyjaśnienia zmieniały się przynajmniej początkowo co tydzień, a za każdym razem ci, którzy mówili inaczej byli wyśmiewani. Parę miesięcy temu czytałem, że u umierających w agonii pacjentów z koronawirusem wykrywa się we krwi cząsteczki rozpuszczonego serca, a potem że w jakimś zakładzie nagle zrobiono masowo testy, okazało się że 1000 osób jest zarażonych, ale nikt nie wiedział, bo nie miał objawów. Jak można nie mieć wątpliwości w oficjalną wersję? I gdzie je można rozwiać? Na pewno nie przy pomocy mediów mainstreamowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz