Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Szkolna nuda

Kolejny rok szkolny zakończył się bez gruntownych zmian w systemie edukacji. Zmian, których system potrzebuje jak powietrza
Edukacja w Polsce jest niczym krawiec-rzemieślnik, który od lat z tych samych materiałów, tymi samymi narzędziami szyje niemodne już ubranie. Dziecko zakłada mundurek, ale nie chce go nosić. Strój krępuje ruchy, źle wygląda, nie odróżnia od innych. A krawiec, nie mając możliwości zakupu nowych materiałów oraz będąc przekonanym o słuszności proponowanych projektów, dziwi się, że właśnie przegrywa walkę o klienta. Podobnie jest z polską, nudną szkołą. Rozwój kraju blokuje skostniały, nieprzystający do realiów cywilizacyjnych i kulturowych system oświatowy. System, którego ograniczenia nie pozwolą na realizację poważnych reform, mogących doprowadzić Polskę, w perspektywie jednego pokolenia, do roli europejskiego ważnego gracza. I tak, jak krawcowi trzeba pokazać nowe, kolorowe magazyny modowe, tak należy włączyć się w debatę o ogólnonarodowej oświacie, wskazując na...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 19,90 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się Zakup

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

Absolwent filologii angielskiej oraz socjologii, nauczyciel z 17-letnim stażem. Od 15 lat właściciel oraz metodyk sieci szkół językowych z oddziałami w Koszalinie, Sianowie oraz Darłowie. Jednocześnie pracuje jako nauczyciel w publicznym V LO w Koszalinie.

Komentarze

4 odpowiedzi na “Szkolna nuda”

  1. Marek pisze:

    Do takich zmian potrzeba niestety w zdecydowanej większości inny “sort” nauczycieli, co jest moim zdaniem ogromną barierą .Ale oczywiście gdzieś zmiany trzeba zapoczątkować mimo “kwadratury koła”. pozdrawiam.

  2. pjesionowski pisze:

    Absolutnie, pełna zgoda.

  3. torero pisze:

    1. Przerabiałem niedawno przykład z fatalnym nauczycielem u znajomej. Dowiedziałem się, że narzędzia do zdyscyplinowania fatalnego są – chociażby wizytacje dyrektorskie czy w ostateczności nagany (inna rzecz, czy nauczyciel nie poda wtedy dyrekcji o mobbing, a jakaś rozhisteryzowana sędzina w sądzie pracy nie uzna tych “zarzutów”…) Są, tylko nikt nie chce z nich korzystać, bo nowi nauczyciele specjalnie do pracy się nie garną… Czyli finanse.

    2. Biurokracja – 100% zgody. Ale w dobie dzienników elektronicznych z jednej strony, a RODO z drugiej, zupełnie niepotrzebne są np. wywiadówki, zamienione w pogawędki towarzyskie dla mamusiek z mnóstwem czasu. A o likwidacji wywiadówek jakoś nikt nie wspomina.

    3. Zabobonowi kreatywności bez solidnych podstaw, obejmujących również tę wyklinaną “pamięciówkę”, należy wreszcie powiedzieć stanowcze NIE. Z jednej strony nasi twórcy, wychowani w rzekomo “ograniczającym” systemie, nie odstają jakoś od średniej światowej (a już z pewnością nie in minus), a z drugiej – autorom takich pomysłów proponuję wziąć setkę losowych pracowników i przeliczyć, ilu jest w niej muzyków, grafików i wynalazców, a ilu – rzetelnych, skrupulatnych, zwyczajnych fachowców.

    3a. Do kreatywności również potrzebne są podstawy, najlepiej pamięciowe. Dobrze byłoby, żeby muzyk pamiętał gamy, a architekt – umiał szybko w pamięci przeliczyć orientacyjne proporcje.

    4. Oceny są niezbędne. Pełnią rolę kompasu, czynnika motywacyjnego i jednocześnie dyscyplinują – tak samo, jak siedzenie w ławkach wyrabia pewną dozę samodyscypliny wewnętrznej. A właśnie przeczytałem przed momentem, że brak takowej wywiera fatalne skutki dla umiejętności koncentracji uwagi; zaczadzeni nawałem treści z netu tracimy umiejętność koncentracji, wymaganej choćby przy czytaniu dłuższego tekstu…

    5. Bon oświatowy na początek.

    6. Szkoła ma przede wszystkim nauczyć. Wzbudzenie ciekawości świata, choć niewątpliwie pożądane i fajne, to sympatyczny i miły cel drugoplanowy.

  4. Danyone pisze:

    Polska edukacja jest tragiczna. Do dziś pamiętam jak pytałem się pani od matematyki, po co mamy uczyć się zagadnienia, które ona w danej chwili omawiała. Oczywiście nie dostałem żadnej odpowiedzi prócz “Bo to jest programie nauczania”
    Innym złotym przykładem, już na studiach były zadania, które dostaliśmy na kolokwium . Były 3 zadania i 15min. Zadania były wybierane ze zbioru tych, które wcześnie byłu robione na ćwiczeniach. Także były gotowe rozwiązania w zeszycie. Niestety 15 min to było zbyt mało czasu na przeanalizowanie problemu i zrobienia wszystkich obliczeń. Jedyną możliwością było wykucie się zadań na pamięć i gdy pani podała treść zadania to pisało się z pamięci całe równania, nawet wyniki bo nie było czasu użyć kalkulatora.
    Jaki to miało sens ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz