Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Zatęsknicie za Michnikiem

Spór o uchwalenie roku 2021 rokiem kard. Wyszyńskiego pokazuje różnicę między boomerami i dziadersami a rzutkimi przedstawicielami generacji X, Y i Z. Różnicę między uznaniem dziejowego znaczenia mimo różnic a ahistorycznym, antykościelnym zelotyzmem

Sejm ogłosił rok 2021 rokiem kardynała Stefana Wyszyńskiego – informacja ta nie byłaby warta szczególnej uwagi (kto np. pamięta, „czyim” rokiem jest ten nieszczęsny 2020?), gdyby nie to, z jakim sprzeciwem spotkała się ta decyzja. Uchwałę poparły – co nie powinno być zaskoczeniem – kluby Prawa i Sprawiedliwości, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Konfederacji, a także większość klubu Koalicji Obywatelskiej (aprobatę w imieniu KO wyraził poseł Wojciech Król); przeciw były (co znów: nie powinno być jakimś wielkim zaskoczeniem) klub Lewica oraz – i tu lekkie zdziwienie – posłowie liberalnego i lewicowego skrzydeł KO, czyli Nowoczesnej, Zielonych oraz m.in. wolnych elektronów takich jak Klaudia Jachira czy Franciszek Sterczewski.

Jeden z argumentów przeciwników tej uchwały można by nawet uznać za przekonujący. „Kard. Wyszyński miał swój rok 2001, a w 2019 r. upamiętnioną rocznicę uwięzienia. Zaprawdę, powiadam wam, skończmy z tymi aktami strzelistymi w sejmie” – mówiła posłanka Lewicy Joanna Senyszyn. Później jednak nastąpiła tyrada przeciwko Kościołowi i księżom i przestroga wobec sejmu, który „w sytuacji, kiedy kilkudziesięciu polskich biskupów jest oskarżonych o ukrywanie przestępstw pedofilskich, a kilku o popełnienie, honorowanie ich nauczyciela, mistrza i duchowego ojca kompromituje i ośmiesza Sejm, który powinien zachować powściągliwość w uchwalaniu jakichkolwiek dokumentów umacniających zdeprawowaną instytucję Kościoła katolickiego i jego urzędników”. Z kolei K. Jachira z KO uczyniła kard. Wyszyńskiego wręcz współodpowiedzialnym za zbrodnie pedofilskie dokonywane przez księży. „Oddając hołd jednemu z księży, nie można zapominać o tym, co robi reszta stanu kapłańskiego” – mówiła posłanka, proponując jednocześnie, by sejm ogłosił przyszły rok rokiem ofiar księży pedofilów.

Przy wszelkich różnicach, jakie dzielą mnie z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej”, potrafię przyznać, że umie on rozdzielić uznanie dla historycznych zasług Kościoła od krytyki jego działań obecnie (tym samym okazując symptomy obiektywizmu w tym zakresie)

Jakie zarzuty?

Co prawda głosowanie z pobudek antyklerykalnych nie przeszkodziło Lewicy oraz części KO poprzeć ogłoszeniem przyszłego roku także Rokiem Konstytucji 3 Maja, która ogłaszała „wiarę świętą rzymską katolicką” „religią narodową panującą”, ale zostawmy może na boku tę niekonsekwencję. Lewica przyzwyczaiła nas już do takiego podejścia, a Joanna Senyszyn, wymieniając zawarcie porozumienia z władzami PRL w 1950 jako jedyny jasny punkt w życiorysie Prymasa Tysiąclecia, dała prawicowym krytykom (i twardemu elektoratowi) argument na rzecz twierdzenia, że jej ugrupowanie nadal można nazywać postkomunistycznym. Jednak postawa części KO pokazuje, że mówimy tu nie o zalatującym naftaliną sporze z lat 90-tych XX wieku, a o konflikcie jak najbardziej aktualnym.

Do tej pory nie postawiono żadnego wiarygodnego zarzutu kard. Wyszyńskiego dotyczącego jego rzekomego tuszowania pedofilii. Nie jest wykluczone, że takie zarzuty, a nawet dowody na ich prawdziwość z czasem się pojawią, ale na razie ich nie ma i znowu: należy patrzeć na nie w historycznej perspektywie (np. tego, jaką nieufność takie zarzuty mogły budzić u kard. Wyszyńskiego ze względu na wykorzystywanie ich przez byłych towarzyszy Joanny Senyszyn z PZPR i ich podwładnych z bezpieki w walce z Kościołem). W tym kontekście trudno, by domniemane winy w tym zakresie przeważały nad realnymi zasługami Prymasa Tysiąclecia.

Wyszyński, Michnik, dialog

Polityka nie jest powołaniem duchownego, tak się jednak historia Polski potoczyła, że kard. Wyszyński swoje powołanie musiał realizować także na tej niwie. Nie będę więc pisał o płaszczyźnie znacznie ważniejszej w kontekście jego kapłaństwa, czyli religijnej (zresztą byłoby absurdem, by akurat za nią honorował go Sejm), skupię się na tej doczesnej. Mówiąc pompatycznie, kard. Wyszyński przez kilkadziesiąt lat kierował Kościołem będącym jedyną silną i niezależną instytucją w autorytarnym PRL. Instytucją, która przez lata była azylem dla ludzi myślących inaczej niż pozwalała na to komunistyczna władza (niekoniecznie katolików). Swoją niezłomność wobec systemu okazał podczas trzyletniego uwięzienia (1953-1956). Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich („udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”), które nie zostałoby wydane bez zgody Prymasa Wyszyńskiego, położyło mentalne podwaliny pod pojednanie polsko-niemieckie. W swoich homiliach podkreślał też znaczenie różnych wydarzeń historycznych w dziejach narodu, ale także krytykował np. nastroje antysemickie (kazanie wygłoszone w Wielki Czwartek w 1968 roku).

Wiele przykładów tego typu działań można znaleźć w książce „Kościół, lewica, dialog” Adama Michnika, chętnie przedstawianego przez prawicę jako zaciętego wroga Kościoła i polskości. Jeszcze zatęskni ona za byłym działaczem KOR, a gdy czytam czy słyszę przedstawicieli młodszych pokoleń (w tym mojego) myślę, że już powinna zacząć tęsknić. Przy wszelkich różnicach, jakie dzielą mnie z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” potrafię przyznać, że umie on rozdzielić uznanie dla historycznych zasług Kościoła od krytyki jego działań obecnie (tym samym okazując symptomy obiektywizmu w tym zakresie).

Ta sytuacja pokazuje różnice między boomerami i dziadersami a rzutkimi przedstawicielami generacji X, Y i Z. Z korzyścią dla Januszy, Grażyn (i Stefanów) w porównaniu z Sebkami, Dżesikami, Brajanami i Julkami. Gdy Adamy, Anki, Staszki i Janki byli bici (i zabijani) na ulicach Gdańska, Radomia czy Warszawy, kard. Wyszyński wstawiał się za nimi. W „Słowie Episkopatu Polski o bolesnych wydarzeniach” z 1968 roku czytamy, że „stosowanie środków przemocy fizycznej nie prowadzi do prawdziwego rozwiązania napięć pomiędzy ludźmi ani pomiędzy grupami społecznymi. Brutalne użycie siły uwłacza godności ludzkiej – i zamiast służyć utrzymaniu pokoju, rozjątrza tylko bolesne rany. Biskupi polscy zwrócili się w tej sprawie z osobnym memoriałem do rządu naszego państwa”.

W obronie krzywdzonych

Jak pisze Leszek Rysak na łamach „Gościa Niedzielnego”, w styczniu 1971 r. Episkopat wezwał wiernych do modlitwy za ojczyznę, a „przede wszystkim za naszych poległych na Wybrzeżu; za rodziny pogrążone w żałobie, za wdowy i sieroty: o pociechę serc i o chleb dla osieroconych; za tych, którzy uważali za swój obowiązek obywatelski upomnieć się o słuszne prawa ludzi pracy; za tych, co byli sprawcami nieszczęść, aby Bóg im przebaczył i abyśmy także my umieli im przebaczyć”. Kościół wstawiał się także za represjonowanymi za strajki w 1976 roku. Rok później kard. Wyszyński w liście do masona i socjalisty Jana Józefa Lipskiego poparł Komitet Obrony Robotników. „Dziękuję całym sercem za list z Apelem do Społeczeństwa i Władz. (…) Dziś trzeba mocno przypominać obowiązki Władzy, płynące z Kodeksu Pracy. Trzeba też budzić poczucie sumienności i szacunku dla człowieka pracującego. To jest sprawa, którą przypominają ewangelie i List Św. Jakuba Apostoła, oraz Encykliki Społeczne” – pisał.

Katolicki triumfalizm objawiający się m.in. w takich właśnie uchwałach nie może przesłonić prawdy, że swoją rolę w życiu społecznym Kościół AD 2020 musi spełniać w inny sposób, niż pół wieku temu

Trzeba mieć świadomość, że nie chodzi tu tylko o kard. Wyszyńskiego. Swoim sprzeciwem wobec tej uchwały część opozycji wyraża swoje stanowisko wobec całego Kościoła. Można się spierać z antyklerykalnym zelotyzmem współczesnej lewicy i nowych liberałów. Jednak ich coraz bardziej bezpardonowy antykatolicyzm nie wziął się znikąd. Za to winę ponoszą niestety także współcześni polscy hierarchowie, którzy grzejąc się wygodnie w blichtrze m.in. kard. Wyszyńskiego zapomnieli o własnych, współczesnych obowiązkach. Winę za to, że Prymasa Tysiąclecia kojarzy się z grzechami dzisiejszych biskupów, ponoszą w dużej mierze dzisiejsi biskupi. Jeśli nie zmienią swojego podejścia, to cierpieć nie będą tylko pomniki hierarchów sprzed lat (to akurat najmniejszy problem), ale także percepcja całej nauki Kościoła.

Katolicki triumfalizm objawiający się m.in. w takich właśnie uchwałach nie może przesłonić prawdy, że swoją rolę w życiu społecznym Kościół AD 2020 musi spełniać w inny sposób, niż pół wieku temu. I odzyskać swoją wiarygodność, tak żeby jego głos był brany pod uwagę także przez ludzi dalekich od niego.

Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, współpracownik Polskiego Radia Lublin. Pisze doktorat z ekonomii i finansów w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Do Rzeczy", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym" i "Dzienniku Gazecie Prawnej". Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem", "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku", "Mała degeneracja", współautor z Tomaszem Pułrólem książki "Upadła praworządność. Jak ją podnieść". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Zatęsknicie za Michnikiem”

  1. 2jacks pisze:

    Co do Michnika. Na następny dzień od emisji w TVN filmu o kard. Dziwiszu Bianka Mikołajewska w tym samym TVN mówiła, że należy się zastanowić nad świętością JPII i pomnikami. W wywiadzie Żakowskiego z Michnikiem w GW, przeprowadzonym w rocznicę rozmów “między panem a plebanem” Żakowski dziwi się Michnikowi, że ten nie chce kościoła likwidować, tylko zmieniać. No i ok. Zmieniać. Tylko jak? Bo ja mam wrażenie, że tak jakby to Michnika miał zostać nowym polskim Mojżeszem, który naród przeprowadzi ku lewicowej ziemi obiecanej.

    To, że Adam Michnik wie, że większość Polaków jest jakoś tam wierząca, czy związana z mitem JPII i potrafi poczekać “aż naród będzie gotowy” i na miękko i sprytno robić to co inni robią na chama i na rympał, nie oznacza że ów Michnik jest lepszy. Uważam inaczej. Uważam, że po pierwsze: mu nie wypada, ale zupełnie nie przeszkadza radykalizacja lewicy. Po drugie: owa radykalizacja to jest forma opadnięcia masek, co może być zbawienne dla przejrzystości życia publicznego.

    We władcy pierścieni był Grima gadzi język, który potrafił sączyć do umysłu króla Demetora truciznę, za pomocą słodkich słówek. Nie mógłby tego robić gdyby nie wężowy spryt i przebiegłość. Co nie oznacza, że był lepszy niż Saruman, bo stali po tej samej stronie. Jak Grima został zdemaskowany to stracił moc…i obecna lewica to jest tylko demaskacja. To nie jest przemiana.

    Ja bym tytuł zmienił na “Zatęskni jeszcze Michnik za PiSem” to następny do jedzenia jest właśnie ten dziaderski salon lewicowych satrapów publicystycznych. Już Żakowski Lis itd…zostali ogłoszeni dziadersami i poproszeni o # wypierd..nie. Liberałowie stali się libkami, a następni będzie ci intelektualiści z GW

  2. Jarosław pisze:

    Michnik nie zatęskni za PiS-m, tą grupą rekonstrukcyjną sanacji, gdyż Michnik to liberalny demokrata żyjący w tradycyjno-konserwatywno-narodowym kraju, któremu chciał zaszczepić wzorce demokratyczno-liberalne i wyplenić odwieczny antysemityzm. Jako propagator swoich idei Michnik bardzo przypomina Dmowskiego, oczywiście z poglądami ideowymi a rebours. Tytuł artykułu jest bardzo dobry. Ostatnio odświeżyłem sobie “Michnikowszczyznę” Ziemkiewicza, po pierwszej lekturze sprzed 15 lat i stwierdzam, że mapa mentalna pana Ziemkiewicza nie odpowiadała realnie istniejącej wówczas rzeczywistości. Czy można sobie wyobrazić bardziej krytyczny zarzut wobec intelektualisty mającego pretensje do wyjaśniania Polakom rzeczywistości w jakiej żyją ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz