Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Więcej niż zaraza. Procesy, które przyśpiesza COVID-19

To oczywiste, że pandemia COVID-19 jest ogromnym problemem dla świata sama w sobie. Mniej jasne jest to, jakie procesy przyśpiesza i jakie demony budzi

Chemicy dobrze znają pojęcie katalizatora, czyli substancji, która – dodana do danego układu – zmienia przebieg reakcji chemicznej, powodując jej przyśpieszenie. Nie chodzi tylko o tempo, ale też o zmianę jakościową. Na przykład bez przyśpieszania miliony razy reakcji metabolicznych przez enzymy nie mogłoby pewnie istnieć życie na Ziemi.

Pandemia powoduje poważny wzrost napięcia między supermocarstwami i rzeczywiście podnosi ryzyko przerodzenia się ich sporu w wojnę gorącą

SARS-CoV-2 to także katalizator – polityczny. Niezależnie od całego sporu o jego biologiczną naturę i społeczną percepcję. Można z pewnością wskazać procesy, które spowalnia (jak na przykład wykuwanie „nowego zielonego ładu” w energetyce), ale ważniejsze i liczniejsze wydają się póki co te, które przyśpiesza; w każdym razie na nich się teraz skupimy. Jest wśród nich cała grupa zjawisk związana z przemianami ładu światowego. Z wielkim pytaniem w tle, czy to tylko zmiana tempa, czy także różnica jakościowa; inaczej mówiąc: czy bez pandemii skutki byłyby tylko wolniej rozłożone w czasie, czy też zupełnie inne?

Po pierwsze więc, koronawirus katalizuje rywalizację amerykańsko-chińską. Po zimowym zamrożeniu tzw. umową pierwszej fazy (phase one deal), obliczoną zapewne na dowiezienie – w roli sukcesu administracji Donalda Trumpa – do jesiennych wyborów prezydenckich w USA, ta rywalizacja rozgorzała na nowo. Nie tylko wzajemnymi oskarżeniami i groźbami, ale też incydentami z udziałem marynarek wojennych na Morzu Południowochińskim, restrykcjami gospodarczymi, presją na państwa trzecie, aby wybrały (amerykańską) stronę lub wręcz przeciwnie, czego poligonem stała się ostatnio szczególnie Australia. Niektóre media wpadły w histeryczne tony, wieszcząc możliwość III wojny światowej. Ale to ryzyko istniało już wcześniej, o czym w „Nowej Konfederacji” piszemy od lat. Uważam, że jest niskie, w przeciwieństwie do odkrywanej ostatnio przez wielu nowej zimnej wojny, która trwa już od ponad półtora roku. Apokaliptyczne głosy są o tyle uzasadnione, że pandemia powoduje poważny wzrost napięcia między supermocarstwami i rzeczywiście podnosi ryzyko przerodzenia się ich sporu w wojnę gorącą.

Globalna zaraza katalizuje też zatem te procesy, które rywalizacja amerykańsko-chińska już wcześniej powodowała. Wśród nich, po drugie, jest rozpad dawnego ładu międzynarodowego. Żyjemy w „międzyepoce”, w dobie chaotycznego przekształcania się świata jednobiegunowego w dwu- lub wielobiegunowy. Teraz, wraz z kolejnymi poważnymi kłopotami, w jakie wpadło amerykańskie imperium w związku z COVID-19, ten proces przyśpieszył. To oznacza dalszy demontaż liberalnego ładu międzynarodowego, czego symbolem jest w ostatnim czasie wycofanie finansowania Światowej Organizacji Zdrowia przez USA – i zapowiedź zwiększenia jej finansowania przez Chiny. Ale to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. Kryzys przeżywa cały system wolnego handlu i instytucji międzynarodowych, w tym WTO, a presja na skracanie łańcuchów dostaw gwałtowanie wzrosła.

To, co w pierwszej fazie kryzysu niektórzy euroentuzjaści zakrzykiwali jako eurosceptycyzm czy narrację suflowaną przez Kreml, wkrótce powiedział szef Komisji Europejskiej na Polskę, Marek Prawda: w wyniku pandemii Unia znalazła się na progu kryzysu egzystencjalnego

Po trzecie, koronawirus katalizuje więc także proces deglobalizacji. Również on trwał już wcześniej i wynikał z może największego paradoksu naszych czasów, jakim jest przechwycenie globalizacji przez Chiny. Dzięki niezwykle zręcznej polityce stały się one największym beneficjentem tego procesu, którego liderem w obecnej formie były przecież Stany Zjednoczone. W efekcie, Waszyngton musi kwestionować reguły, które sam we własnym interesie ustanowił, aby spróbować zahamować proces utraty globalnego prymatu.

Rewersem deglobalizacji jest renacjonalizacja. Widoczna na całym świecie, wraz z rządami pośpiesznie zamykającymi granice i wprowadzającymi własne polityki antykryzysowe, szczególnie uderza w przypadku Unii Europejskiej, dotąd najsilniej uderzającej w tony postnarodowe i regionalne. To, co w pierwszej fazie kryzysu niektórzy euroentuzjaści zakrzykiwali jako eurosceptycyzm czy narrację suflowaną przez Kreml, wkrótce powiedział szef Komisji Europejskiej na Polskę, Marek Prawda: w wyniku pandemii Unia znalazła się na progu kryzysu egzystencjalnego. Diagnozowanego zresztą w „Nowej Konfederacji”, w postaci pełzającej, przed kilkoma laty.

Po czwarte, pandemia zdaje się katalizować proces słabnięcia Zachodu. Wkroczył on już, wydaje się, w swój srebrny wiek, sukcesywnie zmniejszając w ostatnich dekadach udział w światowym dorobku wszelkiego rodzaju. Znacznie gorzej niż Azja, z Chinami na czele, poradził sobie z kryzysem 2008 r., będącym zresztą skutkiem jego własnych słabości i błędów. Dziś znacznie gorzej radzi sobie z pandemią, mimo wciąż dużych przewag w dziedzinie zdrowia publicznego. A rażąca niekompetencja takich przywódców jak Trump, Macron czy Johnson, nie tylko ignorujących pojawiające się od wielu lat przestrogi, ale ostentacyjnie lekceważących widocznego już od tygodni przeciwnika, by po chwili paść przed nim na kolana – każe zadać pytanie, czy nie żyliśmy w cywilizacji lecącej na autopilocie. Jednocześnie coraz bardziej wątpliwa staje się elementarna spójność polityczna Zachodu, z coraz bardziej podzieloną Unią i coraz bardziej wątpliwą jednością transatlantycką.

To słabnięcie w kategoriach bezwzględnych. Relacjami międzynarodowymi rządzą jednak przede wszystkim relacje względnej potęgi. I tu ponownie rzuca się w oczy Azja Wschodnia, bez porównania lepiej radząca sobie z pandemią pod każdym chyba względem. Po piąte więc, pandemia zdaje się katalizować także proces przesuwania punktu ciężkości świata na Daleki Wschód. Wiele jeszcze przed nami, ale dotychczasowy obraz sytuacji sugeruje powtórkę z 2008 roku, gdy idzie o stosunek względnej potęgi.

Po szóste, COVID-19 to przyśpieszenie historycznego wyzwania dla demokracji liberalnej. Targana wewnętrznymi sprzecznościami, czująca na plecach coraz bliższy oddech „konkurencyjnego autorytaryzmu”, znajduje się od kilkunastu lat w ewidentnym, mierzalnym i mierzonym odwrocie. Za sprawą koronawirusa z dnia na dzień znaleźliśmy się w rzeczywistości stanu wyjątkowego w skali planetarnej, z gwałtownym przyrostem ograniczeń wolności – i technik jej reglamentacji. Jak zawsze w takich sytuacjach, władza stanie przed pokusą utrzymania części z nich po zakończeniu kryzysu. Dodatkowy problem w tym, że fundamenty wolności są dziś poważnie skorodowane i najsłabsze od dekad.

Rażąca niekompetencja takich przywódców jak Trump, Macron czy Johnson, nie tylko ignorujących pojawiające się od wielu lat przestrogi, ale ostentacyjnie lekceważących widocznego już od tygodni przeciwnika, by po chwili paść przed nim na kolana – każe zadać pytanie, czy nie żyliśmy w cywilizacji lecącej na autopilocie

Po siódme, zaraza przyśpiesza też równoległy do poprzedniego proces słabnięcia gospodarek stricte wolnorynkowych na rzecz kapitalizmu państwowego. Etatyści dostali za sprawą obecnego kryzysu wielką okazję do działania i bardzo wiele nowych narzędzi. Znów: niełatwo będzie im z nich zrezygnować, a presja osłabionych gospodarczymi wstrząsami prywatnych przedsiębiorców będzie słabsza.

Po ósme, koronawirus katalizuje cyfrową rewolucję. Wymuszając przeniesienie wielkiej części aktywności w tryb online, przyśpieszył proces, który i bez tego zmieniał nasz świat nie do poznania. Proces, mimo ogromnej liczby głosów, wciąż słabo opisany i mało zrozumiały. Na pewno niosący postęp gospodarczy, bardzo zmieniający relacje społeczne, niosący wielkie wyzwanie dla demokracji liberalnej. Mający także wyraźny wymiar geopolityczny jako jedna z najważniejszych sfer konfliktu amerykańsko-chińskiego – i rywalizacji międzynarodowej w ogóle. Na ile głęboka i trwała będzie tu zmiana związana z COVID-19, trudno dziś ocenić.

Tych osiem procesów wydaje się pewne i ważne. Do tego warto dodać kilka dużych „jeśli”.

COVID-19 poddaje ciężkiemu testowi realną religię dominującą współczesnego świata rozwiniętego (jak powiada Peter Sloterdijk), jaką jest konsumpcjonizm. Czy zdoła się ona odrodzić w dotychczasowej formie – to jedno. Drugie – to już widoczna premia dla tych, którzy produkują kosztem tych, którzy konsumują

Po dziewiąte więc, wisi nad nami wielkie pytanie o stan międzynarodowego, zwłaszcza zachodniego systemu gospodarczego. Przyzwoity wzrost ostatnich lat oddalił pytanie o to, czy kryzys 2008 r. był przejawem tymczasowych czy strukturalnych problemów tego systemu. Jednak argumenty za tym drugim stanowiskiem pozostają mocne. Pytanie brzmi raczej nie „czy”, ale „kiedy” strukturalne problemy związane z hipertrofią sektora finansowego, przyrostem pustego pieniądza czy „misterium długu jako pieniądza” osiągną poziom krytyczny. Obecna pandemia może, choć nie musi być „płatkiem wywołującym lawinę”.

Po dziesiąte, COVID-19 poddaje ciężkiemu testowi realną religię dominującą współczesnego świata rozwiniętego (jak powiada Peter Sloterdijk), jaką jest konsumpcjonizm. Czy zdoła się ona odrodzić w dotychczasowej formie – to jedno. Drugie – to już widoczna premia dla tych, którzy produkują kosztem tych, którzy konsumują. Znów oznacza to zarówno przewartościowania wewnętrzne, jak i międzynarodowe.

Po jedenaste wreszcie, katalizacji podlega także proces zadłużenia. Już wcześniej bezprecedensowe, teraz gwałtownie, z konieczności, rośnie. Jeśli zaraza – jak coraz więcej wskazuje – potrwa dłużej, problem stanie się jeszcze cięższy. Znów oznacza to przesunięcia zarówno wewnętrzne, jak i międzynarodowe. Znów konsumujący ponad miarę Zachód, pożyczający pieniądze od biedniejszych i jednocześnie oszczędniejszych Azjatów, nie jest tu na dobrej pozycji.

Lista jest oczywiście otwarta. Podobnie jak pytanie o głębię tych wszystkich procesów uderzających w świat, jaki znamy.

dyrektor i założyciel „Nowej Konfederacji”. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", „Gościu Niedzielnym”, „Polsce The Times”, "Arcanach", „Super Expressie”, „Znaku”. Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie. Prowadzi profile na Facebooku i Twitterze. https://www.facebook.com/bradziejewski https://twitter.com/Radziejewski

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz