Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Usprawnienie sądów – gra na wielu fortepianach

Bolączką, w której jak w soczewce widać liczne niedomagania systemu sądownictwa, są ciągnące się w nieskończoność postępowania. Co zrobić, by sądy działały sprawniej?

Bolączką, w której jak w soczewce widać liczne niedomagania systemu sądownictwa, są ciągnące się w nieskończoność postępowania. Co zrobić, by sądy działały sprawniej?

Zalanie mieszkania. Szkoda wynosi około 2000 zł. Po przesłuchaniu dziesięciu świadków w ciągu siedmiu rozpraw, uzyskaniu opinii biegłego (koszt ok. 1500 zł), już po 3 latach sąd szykuje się do wydania wyroku w I instancji.

Sąd zleca wykonanie opinii biegłym. Czeka półtora roku. Proces trwa już 4 lata, bo wcześniej przesłuchano około dwudziestu świadków. Niestety, opinia jest niepełna i trzeba zamówić nową/ uzupełnić dotychczasową.

Jan Kowalski jest zdeterminowany. Właśnie złożył trzydziesty dziewiąty pozew – tym razem uważa, że należy mu się wypłata nagrody od rządu Stanów Zjednoczonych w wysokości 10 mln dolarów za wskazanie w 2011 r. Amerykanom miejsca pobytu Osamy bin Ladena.

Sędzia ma w swoim referacie 550 spraw. Jednocześnie. Ma wyrzuty sumienia, bo znowu przed rozprawą nie udało się jej kompleksowo zaznajomić z aktami.

Powód słucha wyroku. Niestety, nie wie, czy przegrał czy wygrał, bo nie rozumie języka prawniczego.

Tak wyglądają rzeczywiste, przykładowe problemy sądownictwa w 2017 r. Sprowadzenie kwestii jego naprawy jedynie do zagadnień personalnych służy wprowadzaniu w błąd opinii publicznej. Większość obywateli nie miała do czynienia z sądownictwem. Jeżeli jednak ktoś będzie musiał dochodzić swoich praw przed sądem, to będzie to czynił przede wszystkim przed sądem rejonowym, okręgowym lub apelacyjnym, zaś jedynie sporadycznie przed Sądem Najwyższym. Z punktu widzenia obywatela reforma sądownictwa powszechnego jest zatem najważniejsza i to o niej powinniśmy debatować.

W obecnym modelu sądownictwa sąd samodzielnie planuje postępowanie i zachęca strony do zawarcia ugody, ale nie może stronom wskazywać swojego zapatrywania na sprawę, bo to naraziłoby sąd – słusznie czy też nie – na zarzut braku bezstronności, choć mogłoby wywrzeć pozytywną presje na stronach

Bolączką, w której jak w soczewce widać liczne niedomagania systemu sądownictwa, są ciągnące się w nieskończoność postępowania. Pozwalam sobie na przedstawienie możliwych usprawnień postępowań sądowych w sprawach cywilnych, które obecnie – przy choćby minimalnej złej woli jednej ze stron – można w łatwy sposób przedłużać. Usprawnienie postępowania musi odbywać się równolegle z procesami modernizacyjnymi dotyczącymi całego państwa, ponieważ część problemów, takich jak niedostateczna cyfryzacja, niskie wynagrodzenia dla urzędników czy niewłaściwe podejście państwa do obywatela, jest zbieżnych.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Zanim jednak dojdziemy do środków, które miałyby naprawić funkcjonowanie samych sądów, zacznijmy od tego, że wiele problemów bierze się z nieznajomości prawa u obywateli. Wielu sporów sądowych dałoby się uniknąć, gdyby zainwestować w wiedzę społeczeństwa dotyczącą podstaw prawa oraz ważnych nawyków przy zawieraniu umów, takich jak konieczność lektury umowy przed jej podpisaniem i niepodpisywanie umów, których się nie czytało lub nie rozumie.  Dzięki temu obywatel byłby w stanie zadbać o swoją ochronę już na etapie przedsądowym, gdyż m.in. wiedziałby, jak działa rękojmia za wady rzeczy kupionej w sklepie czy prawo odstąpienia od umowy, a z drugiej strony rozumiałby, że nie musi podpisywać zaproponowanej umowy, jeżeli mu ona nie odpowiada. Zamiast konieczność leczenia postawilibyśmy na zapobieganie.

Poza oczywistą zaletą edukacji w postaci wzmocnienia ochrony interesów obywatela uzyskujemy szansę na mniejszy wpływ spraw drobnych lub niezasługujących na uwzględnienie, wzmocnienie alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów (np. arbitraż, mediacja), a także obywatela lepiej zorientowanego w kwestii swoich uprawnień oraz obowiązków dotyczących m.in. stawiennictwa. Nawet najbardziej porobywatelski sąd nie pomoże, jeżeli obywatel nie będzie wiedział, jakie ma prawa i jak z nich korzystać (np. z braku wiedzy nie wniesie w terminie apelacji).

Czy do oceny odpowiedzialności cywilnej za zniszczenie kurtki potrzeba sędziego po studiach prawniczych, odpowiedniej aplikacji oraz np. z pięcioletnim stażem orzeczniczym?

Nie znaczy to, że problem leży tylko po stronie „zwykłego Kowalskiego”. Pisma „wychodzące” z sądu pisane są językiem skierowanym do prawnika, często niezrozumiałym dla laika. Jeżeli jednak coś można opisać za pomocą skomplikowanych słów, to prawdopodobnie można też spróbować zrobić to w prostszy sposób, zwłaszcza gdy strony sądzą się bez udziału zawodowych pełnomocników. Nie zawsze będzie to możliwe, bo często natura sprawy wyklucza proste i jednoznaczne uzasadnienia, ale trzeba uczulać sędziów na kwestie językowe. Wydanie kilku stron pouczeń napisanych drobnym drukiem i sprowadzających się do zacytowania przepisów to nie jest sposób komunikacji przystępny dla przeciętnego obywatela.

„Mapa drogowa” postępowania

Oczywiście lepsza edukacja nie spowoduje, że ludzie przestaną się sądzić. Wiele problemów da się rozwiązać już na etapie planowania postępowania. W obecnym modelu sądownictwa sąd samodzielnie planuje postępowanie i zachęca strony do zawarcia ugody, ale nie może stronom wskazywać swojego zapatrywania na sprawę, bo to naraziłoby sąd – słusznie czy też nie – na zarzut braku bezstronności, choć mogłoby wywrzeć pozytywną presje na stronach. Nie planuje się także terminów wzywania poszczególnych świadków.

To powinno się zmienić. Istnieje spory odsetek spraw, gdzie na etapie lektury wniosku/ pozwu można ocenić kluczowe kwestie sporne i zaplanować postępowanie. Takie omówienie sprawy ze wskazaniem  przez sędziego, które kwestie jego zdaniem wymagają postępowania dowodowego, a które okoliczności są jasne, nie przyspieszy wszystkich postępowań, ale może pomóc w niektórych przypadkach poprzez ograniczenie postępowania dowodowego, gdyż strony wiedziałyby, co jest istotne z punktu widzenia sędziego dla wydania wyroku.

Skutkiem planowania postępowania powinno być skondensowanie materiału dowodowego i przeprowadzenie go na jak najmniejszej liczbie posiedzeń odbywających się w jak najkrótszym czasie. W postępowaniach sądowych sporym problemem jest niestawiennictwo świadków. Warto zastanowić się, czy nie należałoby rozszerzyć możliwości wzywania świadków o wezwania elektroniczne lub telefoniczne w sytuacjach, gdy mielibyśmy pewność, iż pozwala to na prawidłowe zawiadomienie. Na pewno jednak można – i to niewielkim kosztem – oszczędzić czas sądu i stron poprzez weryfikację w istniejącym już systemie doręczeń. W praktyce oznaczałoby to, że osoba zatrudniona w sekretariacie lub asystent sędziego przed rozprawą dzwoniłby do świadków i potwierdzał ich obecność. Niektóre placówki publicznej służby zdrowia korzystają z podobnych rozwiązań z dobrymi efektami.

Planowanie rozprawy powinno wiązać się również ze zmianami w systemie doręczeń tak, aby możliwe było szybkie i skuteczne doręczenie pisma, a także sprawne wezwanie świadków – szczególnie gdy stronę wspiera profesjonalny pełnomocnik lub stroną jest przedsiębiorca.

Koszty sądowe należy urealnić tak, by nie opłacało się sztucznie przedłużać postępowania

Obecnie większość korespondencji między sądem oraz stronami odbywa się metodą tradycyjną – tj. za pośrednictwem poczty. Wysłanie jednego pisma generuje parudniowe opóźnienie wynikające z konieczności doręczenia pisma oraz zwrotnego potwierdzenia odbioru. Nie znam adwokata ani radcy prawnego, który nie obsługiwałby e-maila. Co więcej, sędziowie także potrafią korzystać z poczty elektronicznej. Oczywiście, nie oznacza to, że jutro należy przyjąć ustawę, w której wywrócimy całkowicie obecny system doręczeń do góry nogami, ale trzeba wymagać od profesjonalistów takich jak radcowie prawni czy adwokaci, a także od sędziów i ich obsługi administracyjnej, aby komunikację procesową prowadzili wyłącznie przy pomocy oficjalnej poczty elektronicznej z wykorzystaniem np. podpisu potwierdzonego profilem zaufanym e-PUAP. W przypadku osób działających bez pomocy pełnomocników taka opcja – ze względu na istniejące w społeczeństwie wykluczenie cyfrowe – musiałaby zostać ograniczona, ale wyobrażam sobie, iż byłaby dostępna dla zainteresowanych, a sam obowiązek komunikacji w formie elektronicznej można by nałożyć na przedsiębiorców. Przy okazji doręczeń państwo zrobiło już pewien krok do przodu, wprowadzając dobrowolną możliwość doręczeń elektronicznych – czas pójść krok dalej.

Odciążenie sędziów

Problem ze sprawnością postępowania nierozerwalnie wiąże się także z liczbą spraw przypadających na sędziego (w niektórych wydziałach obciążenie wynosi nawet ponad 600 spraw na 1 sędziego!). Przyczyną tego jest zalewanie sądu wnioskami/ pozwami przez osoby traktujące występowanie przed sądem jako swojego rodzaju hobby, konieczność prowadzenia skomplikowanych postępowań w sprawach drobnych, nadużywanie przez strony swoich uprawnień procesowych oraz brak dostatecznego wsparcia administracyjnego.

W pierwszej kolejności należy zdecydować, jak odciążyć sądu od pozwów w stylu pozwu o zapłatę nagrody za wskazanie miejsca pobytu Osamy bin Ladena czy pozwu o wypłatę zadośćuczynienia przez polski Skarb Państwa za przeprowadzenie na powodzie badań przez kosmitów. W takich przypadkach trzeba stworzyć przepisy, na podstawie których sąd mógłby, ze względu na oczywistą bezzasadność lub niedopuszczalność pozwu, oddalić lub odrzucić go już na posiedzeniu niejawnym, naturalnie ze wszelkimi możliwościami odwoławczymi. Nie jest to rozwiązanie idealne, a wręcz jest kontrowersyjne i wymaga obudowania rozwiązania chroniącego obywatela, bo w skrajnych wypadkach wyobrażam sobie nadużycie tego uprawnienia, ale rozwiązań idealnych w tym przypadku nie ma.

Inaczej można rozwiązać problem z drobnymi sprawami zalewającymi sądy. Czy do oceny odpowiedzialności cywilnej za zniszczenie kurtki potrzeba sędziego po studiach prawniczych, odpowiedniej aplikacji oraz np. z pięcioletnim stażem orzeczniczym? Lepiej się nie domyślać, ile państwo dopłaca do takich postępowań, biorąc pod uwagę wieloletnie inwestowanie w szkolenie sędziego. Polska Konstytucja co prawda nie pozwala na zastosowanie instytucji sędziów pokoju działających poza systemem sądownictwa, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć kategorię sędziów orzekających w drobnych sprawach, wobec których ustawodawca będzie miał znacznie mniejsze wymagania. Takimi sędziami mogliby być np. absolwenci prawa, którzy zdadzą odpowiedni egzamin. Od orzeczenia takiego sądu przysługiwałaby apelacja już do „zwykłego” sądu.

Najtrudniejszym zagadnieniem wpływającym na obciążenie sędziów była, jest i będzie kwestia nadużywania uprawnień procesowych przez strony postępowania. Wymaga ona zwiększenia uprawnień sędziów. Zmiana przepisów postępowania poszerzająca możliwości oddalenia wniosku dowodowego musi być jednak wprowadzona niezwykłe ostrożnie. Im większe uprawnienia sędziego, tym większe ryzyko zarzutu, iż prowadząc postępowanie, swoimi decyzjami sprzyjał jednej lub drugiej stronie. Cały czas poszukujemy złotego środka.

Oszczędności czasowe można także znaleźć wśród innych obowiązków sędziego. Jedną z najbardziej czasochłonnych czynności wykonywanych w sądach jest pisanie uzasadnień. W Polsce uzasadnienie wyroku składa się z minimum paru stron napisanych czcionka o wielkości 12, bo sąd najpierw przedstawia nam część historyczną uzasadnienia (która jest z reguły streszczeniem akt postępowania), a następnie dopiero przyczyny, dla których orzekł tak, a nie inaczej. Część historyczna liczy niekiedy również co najmniej parę stron. O ile wskazanie przyczyn, dla których sąd np. zasądził zapłatę (a zatem wskazanie, jakie dowody uznał za wiarygodne i decydujące, a którym odmówił wiarygodności), to zrozumiały obowiązek, o tyle nie do końca widzę sens w streszczaniu postępowania stronom ponad elementy mające znaczenie dla treści orzeczenia. Krótsze uzasadnienia to oszczędzone godziny pracy, które można wykorzystać w lepszy sposób.

Sądownictwo zasługuje na uczciwą dyskusję na temat rozwiązań mających usprawnić postępowanie, zwłaszcza że dyskutować należy też o kwestiach nieporuszonych powyżej takich jak wzmocnienie pozasądowych sposób rozwiązywania sporów czy niskie wynagrodzenie urzędników sądowych

Skrócenie uzasadnień odbyłoby się z zyskiem dla czasu pracy sędziów oraz … ich asystentów.  To asystenci odciążają sędziów od pisania uzasadnień. W praktyce jednak zdarza się, iż jeden asystent obsługuje paru sędziów. U jednego sędziego jest w poniedziałek, u drugiego we wtorek, a u trzeciego w środę itd. Sędziowie, otrzymując wsparcie w postaci większej liczby profesjonalnych asystentów, byliby w stanie przyspieszyć, gdyż więcej czasu mogliby przeznaczyć na merytoryczne rozstrzyganie spraw.

Pieniactwo procesowe musi kosztować

Zasadne wydaje się również karanie pieniactwa procesowego. Obecnie, gdy przegramy, płacimy w sądzie za: opłatę sądową od pozwu/ wniosku, relatywnie niskie koszty związane z uczestnictwem świadków (o ile się o nie zwrócą, a zazwyczaj tego nie robią), koszty zastępstwa procesowego określonego w rozporządzeniu (sąd ma możliwość zwiększenia tych kosztów, ale rzadko z niego korzysta), inne koszty, z których za istotniejsze należy uznać koszty opinii biegłego, o ile była sporządzana.

Czyli takie same koszty sądowe przegrywający poniesie niezależnie od tego, czy przegra po pierwszej czy po dwunastej rozprawie, z drobnym zastrzeżeniem, że przedłużanie sporu kosztuje drobne niewielkie koszty związane ze stawiennictwem świadków, koszty związane z opinią biegłego, jeżeli będzie sporządzona oraz – ale to już nie są koszty sądowe – ewentualne odsetki ustawowe za opóźnienie, jeżeli spór dotyczy zapłaty. Po dwunastej rozprawie wygrywający dostaje także zwrot kosztów zastępstwa procesowego, które jednak niekiedy nie ma nic wspólnego z kosztami poniesionym na wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika.

Koszty sądowe należy urealnić tak, by nie opłacało się sztucznie przedłużać postępowania. Oczywiście, nie należy ich zwiększać tam, gdzie są one bardzo wysokie (np. przy sprawach dotyczących nieruchomości), ale jest to potrzebne tam, gdzie nakład pracy strony dochodzącej swoich praw oraz sądu jest na tyle duży, że zapłacone przez stronę przegrywającą koszty są nieproporcjonalnie niskie w stosunku do wyżej wspomnianego nakładu pracy. Powinno to działać w taki sposób, że w sytuacji, w której jedna ze stron chciałaby przedłużyć postępowanie poprzez wezwanie kilkudziesięciu świadków, sąd – nabierając wątpliwości, co do celowości takiego działania i decydując się na ich przesłuchanie – mógłby zażyczyć sobie wpłaty zaliczki za każdą rozprawę poświęconą przesłuchiwaniu tych świadków, a całość rozliczyć na koniec procesu. To skłoniłoby strony do refleksji nad powoływaniem świadków, zwłaszcza przy niewielkich szansach na zwycięstwo.

Proponowane zmiany to w głównej mierze próba dostosowania sądów do realiów XXI w. Niektóre ze zgłoszonych propozycji były już przedstawiane w ramach odbywających się debat, inne jeszcze nie – na pewno każde zmiany niosą za sobą nie tylko nadzieje, ale również wyzwania i ryzyka. Sądownictwo zasługuje na uczciwą dyskusję na temat rozwiązań mających usprawnić postępowanie, zwłaszcza że dyskutować należy też o kwestiach nieporuszonych powyżej takich jak wzmocnienie pozasądowych sposobów rozwiązywania sporów czy niskie wynagrodzenie urzędników sądowych.

Do poprawy sytuacji w sądownictwie nie doprowadzi naciśniecie jednego przyciska enter na klawiaturze, lecz konsekwentna gra na wielu fortepianach. To wymaga pracy organicznej, ale też konsensusu w zakresie koniecznych zmian. Szczególna rola pozostaje do odegrania dla społeczeństwa obywatelskiego, które powinno aktywnie obserwować sądownictwo, brać udział w debacie oraz sygnalizować wszelkie nieprawidłowości.

Za konsultację dziękuję radcy prawnemu Jakubowi Stempskiemu.

Stały współpracownik Nowej Konfederacji. Prawnik z doświadczeniem managerskim w branży nieruchomości, ekspert w zakresie prawa oraz polityki międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej polityki zagranicznej i Bliskiego Wschodu. Współautor książki "Młoda myśl wschodnia", wydanej przez Kolegium Europy Wschodniej. Pisał w portalach PolitykaGlobalna.pl, portalu BiznesAlert i Defence24 (autor raport specjalnego pt. "Rozgrywka wokół programu atomowego Islamskiej Republiki Iranu").  Miłośnik piłki nożnej i polskiego owczarka podhalańskiego. Na Twitterze@PatrykGorgol

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Usprawnienie sądów – gra na wielu fortepianach”

  1. Robert pisze:

    W artykule widzę bardzo niebezpieczną propozycję komercjalizacji sądów. Podobne procesy zaszły już w służbie zdrowia czy usługach miejskich – chociażby płatne parkingi na drogach miejskich czy fotoradary. Państwo to nie firma a sądy powinny być powszechne. Kupiecka metoda “usprawnienia” sądów zawarta w artykule polega na likwidacji usługi w myśl powiedzenia “nie ma człowieka, nie ma problemu” czyli brak dostępności do usługi skutkuje mniejszymi kolejkami. Idea jest ważniejsza od pieniędzy, tylko ona może budować państwo. Kupieckie myślenie autora pomysłu jest przykładem raczej upadku idei nie zaś próbą poprawy jakości np: prawa czy jego redukcji. Autor preferuje typ myślenia lewicowca, a nie republikanina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz