Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Przeciw geopolityce

By uniknąć losu marksistów, geopolitycy muszą w swoim myśleniu zaprzestać popełniania „grzechów” ciężkich: od pychy począwszy, przez determinizm, uniwersalizm, redukcjonizm, na sekciarstwie skończywszy
Geopolityka, wnosząc powiew intelektualnej świeżości, przebojem weszła do głównego nurtu polskiej opinii publicznej. Zdobywając serca i umysły wielu, stała się fenomenem społecznym ostatnich lat. Nastąpił jednak „zawrót głowy od sukcesów”. Dlatego najwyższy czas na otrzeźwienie. Inaczej geopolityka stanie się niczym marksizm-leninizm albo neoliberalizm: martwą ideologią nietłumaczącą rzeczywistości. Koncepcja ta uczyniła dużo dobrego, przyczyniając się do uświadomienia, że narracja spod znaku „końca historii” jest już nieaktualna. To naiwne i niemądre przekonanie wyrządziło wiele szkód interesom RP, gdyż demokracja i prawa człowieka to – parafrazując słowa Gandhiego o cywilizacji zachodniej – dobry pomysł, lecz kierowanie się jedynie ich obroną w polityce to samobójstwo, szczególnie dla kraju tak położonego jak Polska i mającego takich sąsiadów. Geopolityka wyautowała tę narrację – i jest to...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

Stały współpracownik "Nowej Konfederacji", ekspert ds. współczesnej Birmy i relacji rosyjsko-chińskich, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, autor pięciu książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych - "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" (Kraków, Akademicka 2014) i "Pani Birmy. Biografia polityczna Aung San Suu Kyi" (Warszawa, PWN 2015) oraz niedawno wydanego debiutu międzynarodowego "Russia and China. A Political Marriage of Convenience".

Komentarze

41 odpowiedzi na “Przeciw geopolityce”

  1. Krzysiek pisze:

    Chciwość jest w naturze człowieka , więc geopolityka powstała i rozwijała się wraz z człowiekiem ,tyle że nie znali jeszcze tego pojęcia (-:

  2. Michael Labus pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł. Fajnie, że w debacie publicznej w Polsce można zapoznać się z różnymi opiniami na ten sam temat.

  3. Marcin pisze:

    Autor tego paszkwilu, opierając się na swojej niewiedzy, licznych uproszczeniach i uogólnieniach, próbuje atakować coś co nie istnieje, poza jego wyobrażeniami. Obrzuca epitetami typu sekta czy insynuując komuś twierdzenie bezbłędności, tymczasem on sam nie rozumie, że geopolityczne to jedno z wielu spojrzeń, poza politycznym, ekonomicznym, militarnym itd.

    Ogólnie rzecz biorąc artykuł jest histerycznym efektem jakiejś manii prześladowczej autora, względem geopolityki. Jednostronny paszkwil, który się mocno skupia na szkalowaniu dawnych geopolityków, a nie na merytoryce tego czym jest geopolityka.

  4. Franek Migaszewski pisze:

    Ten artykuł to niestety przykład zastosowania klasycznej techniki – przedstaw przeciwnika w krzywym zwierciadle i zaatakuj. Naprawdę nie sądzę, żeby ktokolwiek wierzył w tak prymitywną wersję geopolityki, jak ją przedstawia autor.

  5. endargo pisze:

    Pełna zgoda z autorem, że tekst jest za długi. Pełen złośliwostek (bardzo poznawcze), pełen hałaśliwego wmawiania histerii innym, pełen hasłowo zamieszczanych nazwisk (rzucanie “heartlandami” zarzuca geopolitykom), skoncentrowany na walce z najbardziej wulgarnym wyobrażeniem geopolityki, jakie można sobie wyobrazić a do tego tezy klasyków geopolityki obala przytaczając mało chwalebne fakty z ich życia lub wymieniając ich uwikłania polityczne. Myślę, że Pan Michał Lubina znakomicie rozprawił się z internetowymi geopolitykami naiwnie komentującymi filmiki na YT. Ale od sedna sprawy się odbił. Geopolityka skłania do definiowania interesu państw na podstawie czynników siły – tak obiektywnych, jak to w ludzkim pojmowaniu jest możliwe. I to, że góry ulegają erozji, to – kurczę jak można takich argumentów z podstawówki używać – nie znaczy, że ich istnienie nie wpływa na państwa przy nich położone! Pan Lubina pyta ile wynosi liczba PI, a na odpowiedź 3,14 podskakuje, klaszcze w rączki wykrzykując: “a nie, a nie bo 3,14159…..” i tak liczy i liczy i liczy i cieszy się, że obala jakieś geopolityczne mity.

  6. Marcin pisze:

    Święta racja. Np. na “geopolitykę” U.S.A wpływają w większym stopniu Sheldon Adelson et consortes, niż wszyscy wymienieni przez autora ojcowie założyciele “geopolityki” razem wzięci wraz z ich uczniami, wyznawcami i kontytuatorami. Nawet Brzeziński z Kissingerem wymiękają.

  7. Kuba pisze:

    1. Kiedy teoria krytyczna wejdzie zbyt mocno.
    2. Tekst dobrze napisany (jak zazwyczaj u M.L.), ale “trochę” zbyt mocno pod tezę, dlatego tekst jako całość: nie. (w kilku szczegółach też nie)
    3. Mam wrażenie, że Autor polemizuje z chochołem, który istnieje głównie (jedynie?) w jego głowie, polscy “geopolitycy” ci nowi i ci starzy nie wykazują się doktrynerstwem przywoływanym przez Autora. Fakt są przekonani, że ich narzędzie jest najlepsze do poznania/zrozumienia stosunków międzyn., ale wyznawcy innych teorii/narracji.. itd życie.
    4. Że pycha Autorze? ; )
    5. “Geopolityka” stała się popularna? Świetnie > potrzebny było “coś” co zachęci ludzi do studiów (także amatorskich) nad miejscem Polski, polityką, tylko wyedukowane społeczeństwo jest w stanie wymagać od rządzących. I nie, nie boję się “zaczadzenia”> chyba bardziej od Autora wierzę w potencjał intelektualny rodaków.

  8. Łukasz pisze:

    1. Autor zarzuca brak obiektywizmu i subiektywizm geopolitykom po czym robi wyznanie wiary w prawo Petersa, brzytwę Hanlona itp.
    2. Autor zarzuca geopolitykom pychę, ale przez tekst przebija poczucie wyższości (argumenty w służbie wyższości), chociaż piszę o krytykach geopolityki per “oni”.
    3. Autor przede wszystkim nie oddaje w pełni i rzetelnie perspektywy geopolityki, tylko uznaje jej formę “grzeszną” za całość podejścia i to krytykuje.
    4. Auto boi się skrytykować po nazwisku (Bartosiaka?) i konkretne tezy, więc krytykuje anonimową fankę geopolityki z internetu!

    Prawdopodobnie całość krytyki bierze się z ukąszenia postmodernistycznego “geografia jako nauka to konstrukt społeczny” i odreagowanie własnej, wcześniejszej, teraz wstydliwej wiary w modernistyczne (obiektywne) prawdy.

  9. Mściwój pisze:

    Nie wiem z kim dokładnie Autor polemizuje. Ja nie czytałem tych wszystkich książek, którymi podpiera swoje wywody. Czytałem tylko dwie o geopolityce (ale za to dość grube :)). Na tyle na ile zrozumiałem geopolitykę to musi ona uwzględniać t.zw. czynnik społeczny, kondycję elit itp. Nie zawsze społeczeństwa (przywódcy) dokonują optymalnych wyborów. Z różnych przyczyn. Np. dlatego, że są pod wpływem innych rządów i realizują politykę zbieżną z ich potrzebami. Mogą zwyczajnie popełniać błędy. Przyczyn może być mnóstwo. Ale to nie unieważnia geopolityki. Np. podstawowym interesem Polski w XIV wieku było odzyskanie dostępu do morza. Wiadomo dlaczego: ujście Wisły, handel. I to jest geografia – geopolityka. Gdybyśmy mieli gnuśnych królów to może machnęliby ręką. Ale mieliśmy (wtedy) dobrych królów. I co schrzanił Łokietek, czego nie naprawił Kazimierz Wielki, to w końcu przeprowadził Władysław z synem. Czynnik ludzki nie zawiódł. Ale jakiś przypadek i przegrane 2-3 bitwy (np. Grunwald) mogły napisać historię inaczej. Mogliśmy nie zawładnąć obszarem między Karpatami i Bałtykiem. Bo o to toczyła się gra. O geografię.
    Analiza geopolityczna działa. Pozwala rozpoznać cele ważne od nieważnych. To, że państwa nie zawsze postępują rozsądnie – to inna rzecz. W państwach demokratycznych jest to dość częste. Ale to niczego nie zmienia w ocenie geopolityki. Jeśli z niej zrezygnujemy to możemy uwierzyć np., że los państwa zależy od tego czy przywódcy sąsiednich państw nas pochwalą, złożą obietnice, przytulą familiarnie. Możemy zapomnieć, że w chwili próby zwycięży dalekosiężny interes ich państwa a nami nikt się nie przejmie. Geopolityka to realizm.

  10. Polak pisze:

    Powiedzieć, że geopolityka wyjaśnia wszystkie procesy rządzące światem to jak powiedzieć, że fizyka je wyjaśnia. Tak jak fizyka wyjaśnia dlaczego spuszczony Jasiowi przez Stasia kamień rozbije Jasiowi głowę, ale nie wyjaśnia dlaczego Staś podjął decyzję o zrzuceniu kamienia, tak geopolityka wyjaśnia dlaczego to, że ktoś może uparł się atakować na wschód, chociaż wielkie zasoby ropy są na zachodzie, tuż za jego granicą, jest decyzją niewłaściwą, ale nie wyjaśnia dlaczego ktoś te decyzję podjął. Choć obie i na podstawy decyzji mogą rzucić światło. Np. Staś dotąd rzucał gąbkami i mógł nie wiedzieć, że kamień to coś innego, a ów ktoś atakujący na wschód wciąż myślał, że ważniejszy jest znajdujący się tam węgiel. Cokolwiek by o geopolityce nie mówić, wyjaśnia ona świat dużo logiczniej i spójnej niż jakakolwiek inna, suflowana nam maluczkim, dotychczas teoria.

  11. znconcieof3 pisze:

    Rimlandujcie z tym 😀

    A na poważnie to z tym stwierdzeniem Pana Michała Lubiny: “To w dyskusji – ostrej, ale cywilizowanej – wyostrzają się sądy, konfrontują się idee, powstaje nowa jakość.” zgadzam się w 100% i czekam z niecierpliwością na odpowiedź geopolityków i mam nadzieję, że z tych debat wyjdzie nowa jakość.

  12. Patrzący z dystansem [i uśmiechem] pisze:

    Artykuł nie na temat w doborze argumentów krytyki.. Geopolityka, a geostrategia to dwa różne światy – i tego autor nie widzi. Dobrze to określił Bartosiak – geopolityka to zbiór realnych zasobów geograficznych i szachownicy wzajemnego rozmieszczenia graczy, w których funkcjonuje i dane państwo i podmioty społeczne i ekonomiczne – i dany naród. Czyli geopolityka to hardware, natomiast geostrategia – o to zupełnie co innego – to nałożony na geopolitykę aktywny software, z całym oprogramowaniem społecznym, z mapami mentalnymi, kalkami pojęć – czyli cała miękka sferą społeczną, na która autor artykułu się powołuje – czyli NIE DO PRZEDMIOTU KRYTYKI, NIE TAM, GDZIE TRZEBA, ale i sfera i polityczna i ekonomiczna [też w dużej mierze regulowanej “społecznie” [bo wolny rynek to mit] przez takie czy inne podejście ideologiczne – co widać choćby na przykładzie drastycznych różnic konsensusu waszyngtońskiego do pekińskiego.]. Stąd zasadnicza pomyłka i rozjazd autora. O żadnym determinizmie w geostrategii [tam, gdzie czynniki społeczne właśnie sterują] ani mowy nie ma, bo co inny przywódca, partia, strona polityczna, społeczna czy ideologiczna – to inną strategię by zastosowała. Geopolityka to tylko pewien wejściowy “kod genetyczny – dokładnie jak z człowiekiem, owszem , czyli w dużym stopniu zdeterminowanym genami rodziców, ale przecież aktywność tych genów może być zduszona w zależności od przebiegu dzieciństwa – i w warstwie stricte fizycznej [np. rozdzielono bliźniaki – jeden niedożywiony, z chroniczną anemia i niedoborem witamin, schorowany, drugi dobrze odżywiony, w dodatku zadbano o jego rozwój fizyczny – identyczne DNA – a “wyszli” dwaj różni ludzie]. Którzy to ludzie, już jako dorośli i inaczej wychowani społecznie, z innymi kodami kulturowymi, wartości i pojęć i motywacji – pójdą zupełnie inna droga. Mogą być dwa państwa, teoretycznie identyczne w zasobach, ale jedno wzrastało wolne i wykorzystywało możliwości – drugie było poddane eksploatacji i dławione – na końcu wyjdą dwa różne państwa o dwóch różnych stanach fizyczności i zasobów dysponowanych. Geopolityka to tylko górny pułap możliwości do wykorzystania – ale i twardy determinizm tabeli SWOT, determinizm, którego się “nie przeskoczy” i który trzeba uwzględniać, a nie wypierać, bo to zawsze się tragicznie kończy zderzeniem z rzeczywistością. Software geopolityki może bardzo wiele zmienić i dać bardzo różne strategie i wyniki – ale geostrategia to OSOBNA AKTYWNA NADBUDOWA do geopolitycznego stanu realnych zasobów i możliwości i uwarunkowań potencjału gracza i jego umieszczenia w sieci globalnej szachownicy powiązań – czyli geostrategia to nie geopolityka. Myślę, że tu właśnie autor popełnił błąd zasadniczy – przez brak zrozumienia i odróżnienia tych dwóch bytów.. Nie mówiąc o tym, że dla Polaków geopolityka jest wręcz dana od kołyski i wręcz oczywista – nieprzypadkowo do bólu w 100% rozumiemy rysunek Mleczki, jak to Pan Bóg nad ziemskim padołem, wskazuje na środek Europy i mówi: “A Polakom zrobimy numer i umieścimy między Rosja a Niemcami”…i doskonale czujemy ze wspomnień naszych rodaków, przybywających w 1940 na “Wyspę Ostatniej Nadziei” ten obcy nam spleen wyspiarskich Anglików, bezpiecznych za Kanałem i jak zupełnie obcy mentalnie odnoszących się do problemów “ludzi z Kontynentu”. Gdzie notabene – żadna Battle of Britain by nie była potrzebna w powietrzu [bo czołgi i artyleria i piechota niemiecka łatwo by zajęły słabą w wojskach ladowych Brytanię – przy ciągłości lądowej z Francją], gdyby nie to, że UK było wyspą…więc i ewentualne argumenty, że geopolityka w dobie samolotów czy nawet rakiet, jest nieaktualna – jest co najwyżej półprawdą… Jest jeszcze jedna rzecz – może nawet najważniejsza, która sprawia, że Mackindera, Spykmana, ale i Dugina itp. geopolityków musimy traktować z najwyższą powagą, studiować, analizować, budowć różne scenariusze, projekcje i plany ewentualnościowe opartew rdzeniu o geopolitykę – czyli na niej budować RÓŻNE możliwe geostrategie. Powód jest prosty – bo w Waszyngtonie, Pekinie, Moskwie, Berlinie, Londynie, Tel Avivie – myślą w tych kategoriach, myślą tymi pojęciami, tak wyszydzanymi w artykule – więc i my musimy tak myśleć – choćby po ty, by przewidzieć plany i reakcje i zamiary innych graczy – bo Polska nie jest bynajmniej jakimś bytem izolowanym na innej planecie, tylko zanurzona w tej sieci powiązań, nacisków i trendów. Kończąc – powtórzę: autorowi pomylił się JEDEN DETERMINISTYCZNY z natury realizm JEDNEJ rzeczywistości hardware zasobów [bo taka właśnie jest rzeczywiistość – jest tylko jedna – obiektywna] , jaką stanowi geopolityka – z WIELOMA NIEDETERMINISTYCZNYMI MOŻLIWYMI software geostrategii, gdzie główną rolę pełni czynnik ludzki – od sterników politycznych i wojskowych, po społeczne kody, kulturę, wartości “miękkie”. Artykuł przypomina mi wczesne naiwne i zapalczywe ataki socjologów genetyków przeciw genetykom – gdzie po latach wyszło, że jest i determinizm genetyczny [ale determinizm górnych pułapów do wykorzystania, a nie realizujący się tak samo w różnych warunkach] – i jest czapka wychowania, czapka społeczno-kulturowa – która bardzo wiele może zmienić – ale tez nie wszystko i nie do końca. W sumie artykuł ideologiczny – nie zaś merytoryczny.

  13. AdamGRU pisze:

    Bardziej diagnostyczne są analizy geopolityczne niż obraz świata kreowany przez media. Dlatego “pysznych” guru geopolityki z chęcią większą słucham niż dziennikarzy czy innych autorytów gloszacych frazesy o imperium dobra i zła czy o tym jak to bezinteresownie kraje zachodnie dzięki dotacjom chcą nam zbudować raj i w ogóle to demokracja jest lekiem na każde zuo.

  14. wally pisze:

    Oprocz oczywistych przeinaczen i tworzenia wlasnych definicji atakownych pojec najbardziej mnie ujal fragment: “Tak Rosjanie pokonali Napoleona i Hitlera, a nie dlatego, że mieli głębię strategiczną. Ta ostatnia by im nic nie dała, gdyby duch upadł, a elity się sprzedały.” Zarzucac “geopolitykom” nienaukowosc i sekciarstwo i jednoczesnie pisac, ze “duch” narodu wygrywal wojny, a glebia strategiczna nie ma nic z tym wspolnego… 😉 Zaiste, naukowa to debata 😉

  15. krzysztof pisze:

    Jazda zaczyna sie od samego wstępu, od pierwszych słów tytułu:” By uniknąć losu marksistów….” Biedny chłopiec na prawdę myśli, że marksistów spotkał jakiś zły los. Wyhodowany przez teorię krytyczną marksistowskiej szkoły frankfurckiej, wygłaskany w każdym calu od zewnątrz i wewnątrz swej osobowości przez wychowanie krytyczne, ten mały chłopiec myśli, że marksizm upadł i na dodatek obwieszcza to na wstępie. Czy kogoś o takiej spostrzegawczości warto czytać, warto traktować poważnie? Dyskurs (zaprzeczenie pojęcia dyskusja) to metoda ustalania prawdy poprzez negocjacje, “wielkie osiągnięcie” teorii dyskursu Habermasa, guru nowoczesnych marksistów. Chłopiec posługuje sie tym pojęciem z wielką swobodą , jak i pojęciem obiektywnej rzeczywistości. Aż trudno uwierzyć, Michał Lubina chyba na prawdę nie wie, że marksiści nie uznają istnienia obiektywnej rzeczywistości, pierwotnego fundamentu nauki.Geopolityka jest nauką empiryczną wywodzącą sie z wielkiej dziedziny poznania, która wyłoniła sie z filozofii. Geopolityka nie jest “nauką” ustaloną w wyniku habermasowskiego dyskursu, to na pewno.

  16. Kaz63 pisze:

    Artykuł do,, szuflady,, trzeba było schować drogi autorze.
    Dziękuję komentującym go; za dobre, trafiające w sedno, krytyczne komentarze.

  17. Patrzący z dystansem [i uśmiechem] pisze:

    Errata: nie ” Artykuł przypomina mi wczesne naiwne i zapalczywe ataki socjologów genetyków przeciw genetykom ” tylko winno być: ” Artykuł przypomina mi wczesne naiwne i zapalczywe ataki socjologów i wyznawców wyłącznie społecznego kształtowania człowieka – przeciw genetykom” . Notabene właśnie marksiści najzajadlej zwalczali sprawy wpływu genetycznego na człowieka, bo ideologicznie genetyka nie zgadzała im się z “jedynie słusznym” kształtowaniem człowieka jedynie przez wychowanie i społeczeństwo [czytaj: ideologię]. W tym sensie dumny wstęp: “By uniknąć losu marksistów, geopolitycy muszą w swoim myśleniu zaprzestać popełniania „grzechów” ciężkich: od pychy począwszy, przez determinizm, uniwersalizm, redukcjonizm, na sekciarstwie skończywszy” dotyczy merytorycznie – i owszem – ale raczej jako przestroga – zwłaszcza autora.

  18. Pepe pisze:

    Ciekawe spojrzenie i chyba pierwsze tego typu w polskiej debacie. Jedyną wadą tego artykułu był fragment o “lewicowo-liberalnym mainstreamie który wyzywa od faszystów” co lekko wskazuje pańskie sympatie a przez to i skrzywienie ale to tylko mały szczegół.
    Życzę powodzenia i proszę nie przejmować się jazgotem geopolitycznych sekciarzy którzy się tu zebrali by dać upust swoim urażonym uczuciom religijnym.

  19. Czytelnik pisze:

    Mimo wszystkich zaklęć Autora położenie geograficzne wpływa w sposób zasadniczy (żeby nie powiedzieć determinuje) na politykę każdego państwa, czyli na wydawanie pieniędzy podatników (Szwajcaria raczej nie będzie inwestować w budowę marynarki wojennej – chyba że uzyska dostęp do morza, na co w przewidywalnej przyszłości się nie zanosi). Jak Autor słusznie zauważył, mapy się zmieniają. Ale nie zauważył, że wynika to z postępu technicznego w kartografii – weźmy ostatnie pięć wieków. A oceany i kontyngenty w tym samym czasie raczej się nie zmieniły. Człowiek od czasu do czasu koryguje Ziemię, i te korekty (vide kanały Sueski i Panamski), wynikające z decyzji politycznych, pozwalają uzyskać ich inicjatorom pewne korzyści. Czyli w sumie geo-polityka …

  20. tak tylko... pisze:

    Zdaje się, że ostatnia prezesura Bartosiaka przelała czarę goryczy powodując dziką zazdrość, żałosne…

  21. Igor Daniłowski pisze:

    Obraźliwy chochoł w którym geopolitycy zachęceni tytułem szukali konstruktywnej krytyki a znaleźli artykuł na miarę wyborczej.

  22. DS pisze:

    Obraz geopolityki przedstawiony tutaj to jej możliwie najbardziej wypaczona forma. Zarzuty ad hominem, czy wykazywanie błedu w postaci wytknięcia, że góry jednak się zmieniają nie mają charakteru poważnej polemiki. Autor przekonuje, że geopolityka to narracja, a nie prawda objawiona i ma rację. Doktrynerstwo może dotknąć każdej dyscypliny, nie jest jednak charakterystyczne dla geopolityki jako takiej. Zachęcam Autora do np. krytyki najnowszej książki Jacka Bartosiaka. Niech Pan nie ustawia przeciwnika pod bicie, tylko zmierzy się z nim w możliwie najlepszej formie.

  23. tjmc pisze:

    “Geografia to konstrukt społeczny” – robi się wesoło, czyli robi się wesoło 🙂

    “ministrowie przychodzą i odchodzą, nawet dyktatorzy umierają, ale pasma górskie stoją nieniepokojone” – co merytorycznie błędną (pasma górskie przecież nie stoją w miejscu, tylko podlegają erozji, osadzaniu się itp.; jasne, że geografia jest trwalsza od działań ludzkich, ale nie jest stała i niezmienna)”

    Okropny przykład reductio ad absurdum.

    Jasne, że geografia jest trwalsza od działań ludzkich, również od gatunku ludzkiego jako takiego ;P

  24. Rafał pisze:

    Jak to głębia strategiczna Rosjanom podczas inwazji Napoleona oraz III Rzeszy nic nie dała? A rozciągnięcie linii zaopatrzeniowych do maksimum?

  25. kulawy_laik pisze:

    to jest bardzo dobry artykuł, gratuluję.

  26. Ironia pisze:

    Najlepszym testem byłoby zapytać zwykłych Polaków w szerokiej sondzie ulicznej, jak oceniliby z punktu widzenia bezpieczeństwa, gdyby stał się cud i w ciągu jednej nocy Obwód Kaliningradzki i Białoruś zostałyby odgrodzone górami. Ja zadałem takie pytanie iluś osobom w pociągach w podróży, czekając na dworcach itd. Taka mini-sonda osobista. z ciekawości. Charakterystyczne było jedno: jak już zrozumieli zasady tego “cudu”, to zdecydowana większość oceniała to jako “zbyt dobre, by było prawdziwe”. Osoby, które konwencji “cudu” nie chciały uznać np. dlatego, że to “dziecinne” lub “bez sensu”, pytałem, “a co jeżeli Polska by dysponowała zasobami, by stworzyć odpowiednie wzniesienia, doliny i rzeki zapełnione wodą”, jednym zdaniem teren absolutnie nie nadający się do ataku czołgów i wojsk zmechanizowanych Rosji. Pomijając zapieranie się typu: “ale my chyba nie mamy tyle pieniędzy, by to zrobić”, większość była zdecydowanie “za”. Główny argument był taki, że w spokojny sposób wylało by to wiadro wody na rosyjskie groźby i zapędy, a przy okazji poprawiło by to stan wody w kraju i jeszcze rolnictwo by skorzystało, a może i turystyka, jakby to zmyślnie zrobić. Co niektórzy po namyśle mówili, i to mnie zastanowiło, że to byłaby skuteczniejsza zapora obronna od całego obecnego Wojska Polskiego.

  27. Ironia pisze:

    Skoro geopolityka nie ma sensu, to radzę Autorowi wysłać petycję do Izraela, aby zrezygnowały ze Wzgórz Golan. Przecież wg tego rozumowania ich okupacja nie zabezpiecza Izraela, a stanowi tylko wizerunkowy minus…. ciekaw jestem odpowiedzi Izraela w tej sprawie…

  28. Gucio pisze:

    Kupiłem ostatni książkę autora – Niedźwiedź w cieniu smoka. No i teraz mam dylemat: jeżeli jakość jest podobna to czy to w ogóle warto czytać?

  29. Guy Fawkes pisze:

    Artykuł jest bardzo słaby, gimbazjalny. To prawda, że geopolityka może popadać w te wszystkie redukcjonizmy, determinizmy, ideologie czy grzechy, ale Autor nie prezentuje nic lepszego. A pojeździć, porozmawiać, poznać kulturę itd. to nie jest żadna alternatywa, tym bardziej o walorach ”naukowości”. Geopolityka jest młodą nauką, a może nawet sztuką i poptrzebuje wypracowania swojej podstawy metodologicznej i krytyki metodologicznej, świadomości swoich ograniczeń i kompetencji, ale Autor przez swoją powierzchownie egzystencjalną ekspresję ani nic godnego uwagi nie wnosi, ani nie jest w stanie obalić żadnej geopolityczne prawidłowości, np takiej, że pomimo wszelkich przypadków, szczęścia i różnorodności kultur, ludzie w Afryce mają ciemną karnację, a w Skandynawii raczej nie:)) Od uwarunkowań geografii w wymiarze społecznym nie można uciec, podobnie jak od uwarunkowań własnej fizyczności w wymiarze indywidualnym, choć to nie znaczy, że bedąc istotami cielesnymi, nie możemy być wolni. Odpieram ten artykuł jako taki właśnie przejaw mającej podstawę w cielesności autora, impulsywności i chimeryczności.

  30. Tomasz Kulik pisze:

    Poniższy spis geopolitycznych głupot
    http://pulsazji.pl/2018/12/03/siedem-grzechow-glownych-geopolityki-polskiej/
    jest dobrym uzupełnieniem tego artykułu i jasno pokazuje, że autor nie walczy z krzywym zwierciadłem geopolityki, lecz z realnymi sformułowaniami.

  31. Guy Fawkes pisze:

    Nie chce mi się (na razie) czytać tego chwytania za słówka (Siedem grzechów), może w weekend, ale dla mnie rzecz jest oczywista: TOWARZYSZE AMERYKAŃSCY spomiarkowali się, że jednak niedobrze, kiedy tubylcy w bantustanach znają geoolitykę, bo zaczyna się wtedy tubylcom w głowach przewracać. No i rzeczywiście, znani polscy geopolitycy jakoś nie są przepełnieni nadmiernym entuzjazmem wobec towarzyszy amerykańskich, a nawet może im przyjść do głowy, że nie ma sensu umierać za konsensus waszyngtoński, czy coś takiego, że konflikt jest hegemoniczny, globalny i własciwie nie mamy interesu, żeby w nim uczestniczyć, bo nawet łatwiej mogliśmy realizować nasze interesy, kiedy nie rządziły mocarstwa morskie i nie było tego dualizmu na Łabie. Więc w zasadzie w naszym interesie może być chińska hegemonia.
    I to jest przyczyna, że po tym, jak geopolityka trafiła w Polsce pod strzechy, musi pojawić się pryncypialna krytyka geopolityki. Niewolnicy do używania per proxy nie powinni znać geopolityki.
    Problemy metodologiczne geopolityki, to zupełnie co innego. Michał Lubina jest tak słaby metodologicznie, że nie jest w stanie zbliżyć się do tego tematu. Jego tekst jest w zasadzie pozaracjonalną ekspresją egzystencjalną.

  32. Guy Fawkes pisze:

    Popatrzyłem po nazwiskach tych ”Siedmiu grzechów” i widzę, że ten wybór jest wyjątkowo złośliwy i głupi. Chyba najczęściej cytowany jest Gryguć, który z geopolityką nie ma nic wspólnego, ja podejrzewam, że on jest przede wszystkim psychopatą. A prawie nie ma geopolityków, za to sporo jakichś publicystow.
    Tym tekstem i zestawieniem Michał Lubina jeszcze bardziej pogrąża się w śmieszności.

  33. krzysztof pisze:

    Najśmieszniejsze jest to, że wszystkie komentarze (z oczywistymi wyjątkami) tylko potwierdzają tezy autora zawarte w artykule.
    Według logiki geopolityków USA już dawno powinny najechać na Kanadę, Francja zająć Belgię a Niemcy Holandię. I, skoro geopolityka to takie świetne narzędzie, powinni również umieć wyjaśnić procesy historyczne. Dlaczego rozpadł się starożytny Rzym, Bizancjum, dlaczego w XII w. Mongołowie najechali na Europę a obecnie nie najeżdżają, dlaczego rozpadły się Austro-Węgry, Imperium Osmańskie, że przywołam tylko najbardziej spektakularne przykłady. Zmiany w skorupie ziemskiej? I dlaczego morskie potęgi Francja, Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia w XX w. wycofały się z zamorskich kolonii?

  34. Guy Fawkes pisze:

    @Krzysztof
    Jest pewnego rodzaju nieporozumienie wynikające z dziecięcego wieku geopolityki. Geopolityka opisuje potencjał czasoprzestrzeni i zasobów, ale sam potencjał to za mało. Francja ma potencjał, USA mogłyby zaanektować Kanadę itd
    Bartosiak mówi o hardware i software, ale to jest tylko szczególny przypadek złożenia bytowego materii pierwszej i formy substancjalnej. Potencjał musi zostać zaktualizowany przez formę substancjalną, żeby wydać owoce(…). Forma substancjalna zaś działa wedug ”wzoru”, celu, swoistej przyczyny pierwszej. W rezultacie pewne potencjały są aktualizowane optymalnie, a inne nie. Decydująca jest zawsze największa gra (globalna), największy interwał. Mniejsze gry są podporządkowane i zależne.
    W latach 30-tych był Plan Czerwony, według którego USA miało zająć Kanadę, ale po wielkich manewrach pod granicą kanadyjską z jednej strony i pod Kijowem z drugiej strony, w roku 1935, w Wielkiej Brytan zaczął się zwrot strategiczny. Pod koniec 1936 proniemiecki król Wielkiej Brytanii Jerzy VI abdykował i zajecie Kanady już nie było konieczne, bo konflikt hegemoniczny zaczął być rozgrywany per proxy. Duża gra nie wymagała już militarnego podboju Kanady.

  35. krzysztof pisze:

    @Guy Fawkes
    To nie jest żadna odpowiedź na moje – proste w końcu pytania. To raczej uznanie, że geopolityka nie jest jednak omnipotentna.
    Nieszczęście polega na tym, że pewien typ geopolityków, do potencjału – trzymając się zaproponowanej termnologii – całkiem niefrasobliwie przypisuje taką, czy inną formę substancjalną, a potem zajmuje się już tylko formą substancjalną. I o to między innymi chodzi, jak mniemam, autorowi artykułu.
    Geopolityka może odpowiedzieć na pytanie, czy Chiny mogą w przyszłości stać się potęgą morską, ale nie ma narzędzi do budowania twierdzenia, że Chiny taką potęgą staną się. Może odpowiedzieć na pytanie, dlaczego USA mogły stać się potęgą morską, ale nie ma narzędzi, aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego USA stały się taką potęgą. A z braku narzędzi pada krótka, acz błędna odpowiedź: To potencjał. W ten sposób następuje odejście od nauki i przy braku samokrytycyzmu, przez science-fiction przejście do idiot-fikszyn.

  36. Guy Fawkes pisze:

    @Krzysztof
    Nie wymagajmy zbyt wiele, a zwłaszcza nie pielęgnujmy utopijnych czy scjentystycznych oczekiwań o nauce, która udzieli wszelkich odpowiedzi na wszystkie pytania. Każda nauka się rozwija, żadna nie powiedziała ostatniego słowa. Geopolityka mówi jednak na tyle dużo w kwestiach jej swoistych, że warto jej słuchać. Mozna ją też krytykować, co samo w sobie jest immanentne w procesie poznawczym. Geopolityka może być uprawiana dyletancko itp ale to nie zmienia faktu, ze posiada cechy nauki, bo ma swój specyficzny przedmiot, cel, metodę i aspekt. Znacznie bardziej redukcjonistyczne czy deterministyczne czy niedorzeczne bywają tzw. nauki społeczne. A pan Lubina wydaje się horyzontu tych niby nauk nie przekraczać, aczkolwiek jest interesującym człowiekiem.

  37. krzysztof pisze:

    @Guy Faweks
    Wszystkie nauki dzielą się na ścisłe, przyrodnicze, społeczne i humanistyczne. Gdzie w tym podziale @Guy Faweks jest miejsce na geopolitykę? Nauki społeczne (https://pl.wikipedia.org/wiki/Nauki_społeczne) to m.in. geografia, historia, politologia, stosunki międzynarodowe.
    Geopolityka na pewno nie jest nauką ścisłą, bo tam zawsze 2+2=4, a geopolitycy dochodzą do różnych wniosków.
    Geopolityka pełną garścią czerpie z geografii i historii, a rości sobie pretensje do wskazywania wniosków stosunkom międzynarodowym i politologii (w mniejszym stopniu), Więc?

    PS. Religie też posiadają specyficzny przedmiot, cel, metodę i aspekt. Co do tego ostatniego, to niej jest atrybut przynależny nauce.

  38. Guy Fawkes pisze:

    @Krzysztof
    Trzeba by geopolitykę sklasyfikować jako naukę społeczna. Nie można od wszystkich nauk żądać tego samego stopnia ścisłości, co od matematyki, która zreszta jest sztuką, a nie nauką. W matematyce zresztą jest najwięcej antynomii:))
    Religia nie ma wszystkich tych cech, które wymieniłeś, ale teologia ma, dlatego religia nie jest nauką, a teologia tak.
    To, że geopolitycy dochodzą do różnych wniosków, geopolityki nie podważa. Historia filozofii to historia błędów, a jednak każda filozofia odkrywa coś istotnego, ale myli się, kiedy ten prawdziwy w jakimś aspekcie szczegół ekstrapoluje W każdej nauce są ”szkoły” i różne podejścia. Tzw. naukowość scjentystyczna to utopia. Tylko w matematyce jest uprawniona matematyczna ścisłość, ale niewiele z tego wynika poza matematyką. W dodatku bardziej naukowy jest falsyfikacjonizm (obalanie teorii), niż weryfikacjonizm (apologetyka ”naukowa”).
    Są różne geopolityki, bo wychodzą z różnych aspektów, np. od lądu, albo morza. Krytyka geopolityki jest uprawniona i potrzebna, ale Michał Lubina geopolitykę przekreśla w ogóle. To jest zabawne, bo jego psycho-socjo-politologiczny punk wyjścia jest dużo słabszy, wtórny i powierzchowny niż geografia, ekonomia i historia.
    Co by o geopolityce nie powiedzieć, widać z niej, że hegemonia mocarstwa morskiego jest jakąś aberracją czy uzurpacją, nienaturalną. Choć moim zdaniem konflikt Rzymu i Kartaginy trwa cały cały czas jako oś dziejów od tysięcy lat. W naszych czasach dominacja Kartaginy chyli się ku upadkowi.

  39. dokk pisze:

    Wygląda na to, że dr Lubina z krytykowania geopolityki, uczynił metodologie lansowania własnej osoby. Niestety, jak ktoś zaczyna od porównania geopolityki do marksizmu i sekciarstwa, to wielu osobom jest wstyd, że taki tekst dalej czytają, bo pachnie to naciąganiem faktów do tezy.

  40. Jarek pisze:

    Mało poważny artykuł oparty na lekturze jednej krytycznej książki, którą – po przytoczonych cytatach – można by nazwać paszkwilem. Naiwność Autora obrazuje szyderczo zadane pytanie: “Skąd geopolitycy wiedzą jak myślą politycy i dlaczego tak postępują”. Odpowiadam: geopolitycy to wiedzą bo potrafią przewidzieć kierunki i skutki działań polityków. Geopolityka szuka odpowiedzi na fundamentalne pytania decydujące o przyszłości państw i narodów: Dlaczego Dmowski wybrał opcję na Rosję w 1905 r ?Dlaczego Stalin zawarł pakt z Hitlerem w 1939 r. ?Dlaczego Rosja zajęła Krym a jej “zielone ludziki” wschodnią Ukrainę ? Dlaczego Rosja zgodziła się do spółki z Niemcami rozebrać Polskę ? Dlaczego po wycofaniu się USA z Bliskiego Wschodu w Syrii doszło do koalicji trzech byłych wielkich imperiów: Rosji, Turcji i Iranu. Dlaczego Niemcy politycznie konkurują z Rosją od 200 lat na pomoście bałtycko-czarnomorskim ? itp. itd. Na te pytania nie odpowie wam przeciętny historyk, socjolog, politolog, geograf czy polityk, gdyż jest to domena właśnie geopolityki.

  41. Jarek pisze:

    Mało poważny artykuł oparty na lekturze jednej krytycznej książki, którą – po przytoczonych cytatach – można by nazwać paszkwilem. Naiwność Autora obrazuje szyderczo zadane pytanie: “Skąd geopolitycy wiedzą jak myślą politycy i dlaczego tak postępują”. Odpowiadam: geopolitycy to wiedzą bo potrafią przewidzieć kierunki i skutki działań polityków. Geopolityka szuka odpowiedzi na fundamentalne pytania decydujące o przyszłości państw i narodów: Dlaczego Dmowski wybrał opcję na Rosję w 1905 r ?Dlaczego Stalin zawarł pakt z Hitlerem w 1939 r. ?Dlaczego Rosja zajęła Krym a jej “zielone ludziki” wschodnią Ukrainę ? Dlaczego Rosja zgodziła się do spółki z Niemcami rozebrać Polskę ? Dlaczego po wycofaniu się USA z Bliskiego Wschodu w Syrii doszło do koalicji trzech byłych wielkich imperiów: Rosji, Turcji i Iranu. Dlaczego Niemcy politycznie konkurują z Rosją od 200 lat na pomoście bałtycko-czarnomorskim ? itp. itd. Na te pytania nie odpowie przeciętny historyk, socjolog, politolog, geograf czy polityk, gdyż jest to domena właśnie geopolityki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz