Newsletter

Polityka tożsamości

„Jeżeli młode pokolenie nie weźmie się za solidną rewizję historii i narodowego imaginarium, to zmarnuje swoją największą szansę”: fragment książki „Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej” Rafała Matyi.

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Jednym z podstawowych pól sporu pokoleniowego może być zatem obszar polityki tożsamości, wyjście poza kolejne repliki antykomunistycznych i transformacyjnych klisz rządzącej generacji. Sprawa nie ogranicza się przy tym do wąsko pojętej polityki, ale dotyczy także tożsamości szerszych: państwa i tworzącego jego podstawę narodu politycznego.

John Gray w swej przenikliwej diagnozie nowoczesności [„Al-Kaida i korzenie nowoczesności” – przyp. red.] pisał rzeczy, o których wielu poważnych ludzi wolało zapomnieć. „Państwa nowoczesne istnieją po to, by zaspokajać trwałe potrzeby ludzkie, pośród których bezpieczeństwo i uznanie tożsamości kulturowej pozostają równie ważne jak do tej pory”. Gray zastrzega, że tożsamość kulturowa nie musi być narodowa. I dodaje: „dzisiaj, podobnie jak w przeszłości, istotniejszą rolę w polityce odgrywa lęk niż nadzieja na korzyści. Ludzie w swojej masie bardziej troszczą się o bezpieczeństwo niż o prosperity”.

Nowa legitymizacja władzy

Dlatego też dostarczanie poczucia tożsamości nie jest zabiegiem, który ma charakter niekonfliktowy. Jak wiele społecznych dystynkcji, niemal zawsze odwołuje się do mało szlachetnych emocji. Uśmierza niepewność za pomocą dumy, pogardy, niechęci do obcych. Tożsamość wielu grup, w tym także tych, które definiują się w sposób we włas­nym mniemaniu idealistyczny, bywa oparta na pogardzie i lekceważeniu, na lęku i wzmacnianym poczuciu obcości.

Słabością dzisiejszej opozycji jest to, że nie potrafi ona przeciwstawić artykułowanej przez prawicę nowej wizji wspólnoty narodowej czegoś własnego

W odmowie przyjmowania uchodźców chodziło nie o bezpieczeństwo, ale o poczucie bezpieczeństwa. Ta subtelna różnica jest dla funkcjonowania władzy niezwykle istotna. Utrzymanie bezpieczeństwa wymaga sprawnych służb policyjnych, utrzymanie poczucia bezpieczeństwa – prasowych. PiS rozwiązał kwestię w sposób najprostszy z możliwych i, jak się okazało, bardzo skuteczny – zepchnął oponentów do roli osób, dla których bezpieczeństwo współobywateli nie stanowi żadnej wartości. Tę wojnę PiS wygrał retorycznie, a jedyna sensowna polemika, jaką podjęto, dotyczyła długofalowych skutków antyuchodźczej retoryki.

Podobnie w polityce tożsamości nie chodzi o realną siłę państwa i rzeczywisty prestiż danego narodu, lecz poczucie siły i bycie ważnym. Dlatego argumenty, że „wstawanie z kolan” nie jest żadną strategią polityki międzynarodowej, przypominają rzucanie grochem o ścianę. Tu nie chodzi o realną pozycję czy polskie soft power, ale o nowy sposób legitymizacji władzy. To, że jest to niemądra przesłanka dyplomacji, rozumieją – tak sądzę – również autorzy tego hasła, choć nie bez cynizmu chętnie aplikują ją opinii publicznej właśnie jako silniejszą niż ta dotychczasowa tożsamość.

Polskość nieskorygowana

Skutkiem ubocznym tego zjawiska jest sytuacja, w której polityka staje się na powrót źródłem istotnych egzystencjalnych sensów. Dostarcza objaśnień rzeczywistości i pomaga konfigurować tożsamości. Pozwala postrzegać własny wybór jako historycznie istotny, nawet jeżeli nadal nie wynika z niego nic poza oddawaniem głosu w wyborach. Analizując postawy wyborców PiS, Maciej Gdula napisał, że wielu z nich, dla których nie było miejsca w „społeczeństwie klasy średniej”, Jarosław Kaczyński zaoferował udział we wspólnocie narodowej.

Zwrot „nacjonalistyczny” nie nastąpił w wyniku sprzeciwu wobec Brukseli jako takiej, nie dokonał się pod wpływem jakiegoś traumatycznego doświadczenia. Na początku XXI wieku doszło jeszcze do spektakularnego starcia między euroentuzjazmem a oldskulowym realizmem wokół liczb zapisanych w traktacie z Nicei, traktowanych niemal jako gwarancja naszej pozycji w Unii. Hasło „Nicea albo śmierć” okazało się błędnym tropem polskiej myśli politycznej, zupełnie ślepym zaułkiem, podanym nam jako wzorzec patriotyzmu. Nie zbudowało jednak nowej politycznej tożsamości, bo publiczności nie interesują mechanizmy rzeczywistej gry międzynarodowej. Liczą się tylko emocje.

Zwrot w pojmowaniu naszego miejsca w Unii jest echem sporu wewnętrznego, wynikiem jego uskrajnienia. W uchwalonym przez władze PiS w 2011 roku Raporcie o stanie Rzeczypospolitej czytamy bowiem, że „dziś w postawie niektórych członków grupy kierowniczej PO można – jak się zdaje – odnaleźć narodowy sceptycyzm albo też coś, co da się określić jako afirmację Polaka skorygowanego, czy to przez swą przynależność regionalną nadającą mu lepsze cechy – kaszubskość bądź śląskość (w tej wersji, która nie odrzuca polskiej przynależności narodowej), czy też przez swoją europejskość” [zachowano interpunkcję oryginału]. „Polskość skorygowana przez europejskość” zapowiada pewien polemiczny wzór zmierzający do stworzenia wzoru polskości nieskorygowanej przez europejskość.

Wyczerpane pokolenie

Skoro nie ma powrotu do dekady reform, jaką były lata dziewięćdziesiąte, ani do małej stabilizacji, jakiej Polacy zażyczyli sobie za rządów Tuska, to dokąd zmierzamy? Czy pokolenie – którego naturą jest zamiłowanie do gestu i jałowego sporu, wyniesiony z czasów oporu pryncypializm i lekko histeryczny ton ostrzeżeń przed tym, do czego zdolni są ich koledzy z okresu opozycji – może jeszcze wskazać jakieś ciekawe rozwiązanie? Wątpię. I to nie tylko dlatego, że zapewne okaże się za mało pomysłowe, zbyt słabe intelektualnie. Sądzę raczej, że ze względu na burzliwą historię zostało dotknięte zbiorowym syndromem wypalenia. Zbyt często idzie na łatwiznę. Zbyt łatwo uprawia politykę pod dyktando emocji i załatwiania własnych interesów. Następcy nie muszą być lepsi. Od ludzi o kilka lub kilkanaście lat ode mnie starszych często słyszę przestrogi przed nadmiernym optymizmem w kwestii zmiany pokoleniowej. Słyszę o „złym materiale”, z jakiego „zrobione” jest młode pokolenie.

Skoro nie ma powrotu do dekady reform, jaką były lata dziewięćdziesiąte, ani do małej stabilizacji, jakiej Polacy zażyczyli sobie za rządów Tuska, to dokąd zmierzamy?

Tak, jakby kształtowanie się pokoleń nie było kwestią uwarunkowań i doświadczeń, a jakiegoś niezwykle tajemniczego procesu lepienia ludzkich charakterów i umysłów, dziejącego się z dala od instytucji i obyczajów ukształtowanych przez poprzedników.

Głównym obszarem sporu pokoleniowego powinna stać się jednak nie tylko nowa polityka, ale także znacznie bardziej różnicująca postawy – nowa tożsamość. Budując ją, warto dostrzec dwie istotne tendencje, charakterystyczne dla całego nowego pokolenia: narodową i etatystyczną. Ta pierwsza nie pozwala na rezygnację z dyskusji o tym, czym jest polskość, ta druga – na lekceważenie aktywnej roli państwa jako narzędzia panowania narodu nad własnym losem.

Czas na nowe imaginarium

Słabością dzisiejszej opozycji jest to, że nie potrafi ona przeciwstawić artykułowanej przez prawicę nowej wizji wspólnoty narodowej czegoś własnego. Po części dzieje się tak dlatego, że wizje PO i PiS są bardzo do siebie podobne. Że to, czego dziś broni wicepremier Piotr Gliński, niewiele różni się od tego, w co wierzy były prezydent Bronisław Komorowski. Obie elity mają wspólną wizję historii, która pozwala PO krzyczeć na widok Stanisława Piotrowicza „Precz z komuną!”, choć dziś można śmiało powiedzieć, że nie winy z lat osiemdziesiątych są tym, co naprawdę czyni go postacią ze wszech miar nieprzyjemną. Ta wspólna wizja historii to oskarżenia o Targowicę traktowane jako najcięższy epitet. To niezdolność wypowiedzenia zdecydowanie krytycznej opinii o Józefie Piłsudskim i Romanie Dmowskim, bez próby obalania pomników, a gwoli historycznej sprawiedliwości.

Jeżeli młode pokolenie, wszystko jedno: trzydziestolatków czy nawet dwudziestolatków, nie dostrzeże w tym anachronizmie intelektualnym obecnej elity politycznej swojej szansy, jeżeli nie weźmie się za solidną rewizję historii i narodowego imaginarium, to zmarnuje swoją największą szansę.

Co więcej, zmarnuje naszą wspólną szansę na wyjście z klinczu, którego przyczyną jest przede wszystkim intelektualne uśpienie pokolenia twórców III Rzeczypospolitej.

 

Fragment książki „Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej” Rafała Matyi, która ukaże się 7 marca 2018 roku nakładem Wydawnictwa Karakter z Krakowa. Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej