Newsletter

Unia bez pomysłu na kryzys

Unia tkwi na rozdrożach. Na szczycie w Brukseli nie udało się wypracować korekty kursu wobec brexitu, ani solidnie wzmocnić strefy euro, ani wyjść z impasu migracyjnego

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Przyglądając się działaniom Unii Europejskiej na ubiegłotygodniowym szczycie w Brukseli, nie sposób nie zadać pytania, czy UE ma właściwą strategię antykryzysową. Nawet jeśli Unia przyjmuje taką strategię i stara się ją następnie realizować, nawet jeśli jej działania nie są blokowane przez różnice między interesami państw członkowskich, to mimo wszystko strategia ta nie zawsze jest wdrażana zgodnie z planem. Prowadzi to do przedłużających się niepewności i kosztów. W ten sposób polityka Unii wywołuje nieprzewidziane skutki uboczne lub nawet nowe kryzysy. To budzi uzasadnione wątpliwości, czy pierwotna strategia jest właściwa.

Zasadniczym celem Brukseli i największych europejskich stolic (przede wszystkim Paryża i Berlina) było pokazanie całemu światu, że nie opłaca się opuszczać Wspólnoty

Dobrym przykładem opisywanego zjawiska są negocjacje z Wielką Brytanią na temat umowy brexitowej. Polityka Unii wobec tego kryzysu zmierzała do zabezpieczenia interesów 27 państw członkowskich i obywateli UE po wyjściu Zjednoczonego Królestwa z Unii. Niemniej uważna analiza negocjowanej w bólach umowy prowadzi do wniosku, że zasadniczym celem Brukseli i największych europejskich stolic (przede wszystkim Paryża i Berlina) było pokazanie całemu światu, że nie opłaca się opuszczać Wspólnoty. Nawet najbardziej krytykowane członkostwo w UE jest bowiem znacznie lepszą opcją od opuszczenia tej organizacji. Właśnie dlatego, większość sił politycznych na Wyspach odrzuca umowę wynegocjowaną przez Theresę May, jako niekorzystną dla Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy są bardzo podzieleni i znaleźli się w przedłużającym się klinczu politycznym. Niemniej co do jednego zdają się być zgodni – nie podobają im się warunki wyjścia, które przyjęła premier May. Dlatego podczas grudniowego szczytu UE premier Wielkiej Brytanii podjęła rozpaczliwą próbę zmiany tej umowy. Chodziło jej zwłaszcza o złagodzenie tzw. backstopu, czyli rozwiązania przejściowego, dotyczącego m.in. braku granicy w Irlandii i wprowadzenia częściowej granicy celnej na Morzu Irlandzkim. Jest to rozwiązanie uznawane na Wyspach za skrajnie niekorzystne i narzucone Brytyjczykom. Strona unijna „solidarnie” odmówiła jakiejkolwiek zmiany wynegocjowanej umowy. Zamiast tego Jean-Claude Juncker poprosił obłudnie premier May, aby sprecyzowała, w jaki sposób pozostałe państwa członkowskie mogą jej pomóc.

Brytyjczycy są bardzo podzieleni i znaleźli się w przedłużającym się klinczu politycznym. Niemniej co do jednego zdają się być zgodni – nie podobają im się warunki wyjścia, które przyjęła premier May

W tej sytuacji zastanawia pytanie o strategię przywódców unijnych. W czasie dyskusji podczas wspomnianego szczytu, liderzy państw członkowskich i przewodniczący instytucji europejskich mieli świadomość tego, że umowa w obecnym kształcie nie ma szans na ratyfikację w Westminsterze. Czy ich strategia polega więc na tym, aby doprowadzić do „twardego” brexitu, a więc wyjścia Wielkiej Brytanii w marcu 2019 roku bez żadnej umowy? W takiej sytuacji należałoby w błyskawicznym tempie przyjąć techniczne porozumienie między obu stronami, aby zapobiec najbardziej negatywnym skutkom dla wymiany gospodarczej. Bez wątpienia ewentualny brak trwałego i solidnego porozumienia byłby kosztowny gospodarczo i politycznie dla obu stron. Prowadziłby bowiem do wielu nieprzewidywalnych komplikacji ekonomicznych i zawirowań politycznych.

A może strategia UE polega na odwróceniu brexitu i doprowadzeniu do wycofania się przez Brytyjczyków z decyzji o opuszczeniu Unii? Taka ewentualność jest wprawdzie możliwa, ale wymagałaby rozpisania wyborów (bo w obecnym parlamencie brytyjskim nie ma na to większości), a zapewne również powtórzenia referendum z 2016 roku. Nawet jeśli to wszystko zostałoby zrealizowane zgodnie z oczekiwaniami polityków sprzeciwiających się brexitowi, to nie wiadomo, czy powrót Wielkiej Brytanii do UE był korzystny dla samej Unii. Z dużą dozą pewności Brytyjczycy jeszcze silniej niż wcześniej wsparliby siły przeciwstawiające się dalszemu pogłębianiu integracji, mogliby oponować przeciwko protekcjonistycznym zmianom na rynku wewnętrznym, preferowanym przez prezydenta Macrona, jak również blokować francusko-niemieckie pomysły zmierzające do osłabienia więzi transatlantyckich. Z tych względów powrót eurosceptycznych Brytyjczyków do gry politycznej w Brukseli nie spodobałby się ani elitom francuskim, ani zapewne także niemieckim. Byłby to raczej prezent dla obecnego polskiego rządu i tych wszystkich sił politycznych w UE, którym bliska jest wizja powstrzymania dotychczasowej integracji – preferowana nad Tamizą.

Powrót eurosceptycznych Brytyjczyków do gry politycznej w Brukseli nie spodobałby się ani elitom francuskim, ani zapewne także niemieckim. Byłby to raczej prezent dla obecnego polskiego rządu

A może liderzy europejscy liczą na to, że wcześniej lub później Brytyjczycy się przestraszą i ustąpią żądaniom strony unijnej? Jeśli tak jest, to może to potrwać długo. W międzyczasie zapewne musiałyby odbyć się przedterminowe wybory, zmiana rządu, a być może kolejne referendum na Wyspach. Strona unijna będzie też proszona ponownie o to, aby zmienić warunki brexitu i usunąć z obecnej umowy zapisy dotyczące backstopu. To wszystko zaowocuje trudną do przewidzenia zwłoką, związaną z nią niepewnością inwestorów i przedsiębiorców po obu strona kanału La Manche, co spowoduje też wzrost kosztów gospodarczych i politycznych, bo możliwe jest nasilenie niechęci Brytyjczyków wobec UE.

Należy postawić pytanie, czy Unię stać na przedłużanie kolejnego już kryzysu, przy nierozwiązanych na tym samym szczycie innych problemów. W grudniu 2018 roku nie udało się bowiem ani solidnie wzmocnić strefy euro na wypadek kolejnego zawirowania gospodarczego, ani wyjść z długotrwałego impasu w sprawie regulacji odpowiadających na kryzys migracyjny. Można też postawić inne pytania. Czy lepiej rozwodzić się długo i boleśnie, pozostawiając toksyczne wspomnienia, mogące utrudnić współpracę w okresie późniejszym? Czy może należałoby raczej rozstać się w przyjaźni i jak najszybciej, aby minimalizować koszty dla obu stron i odbudować przyjacielskie relacje w przyszłości? Jeśli tak, to niezbyt rozsądne jest upokarzanie strony słabszej w tych negocjacjach, jedynie dlatego, że ośmieliła się opuścić europejskie małżeństwo.

Fot. © European Union