Newsletter

Trzęsienie ziemi w energetyce

Kryzys w polskiej energetyce może nas wiele kosztować, a jego powodem jest brak jasnej i spójnej strategii. Choć ceny prądu dla osób fizycznych póki co znacząco nie wzrosną, to zostaną przerzucone na przedsiębiorstwa

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Ostatnie tygodnie obfitowały w negatywne informacje na temat sytuacji sektora energetycznego w Polsce. Jeszcze wczesną jesienią media obiegły informacje o kolejnych upadłościach i zaprzestaniu działalności przez niezależnych sprzedawców energii, którzy nie byli w stanie udźwignąć gwałtownego wzrostu cen energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii (TGE). Kolejne problemy dotknęły jednostki samorządu terytorialnego i przedsiębiorców, którzy na przełomie III i IV kwartału tego roku rozpoczynali zakupy energii na przyszły rok. Nagle okazało się, że ceny tego podstawowego dla nich produktu wzrosły od 30 do nawet 60 proc. w porównaniu z rokiem bieżącym. Ten nagły kryzys zaufania do stabilności polskiego rynku energetycznego wzmocnił dodatkowo w listopadzie raport Najwyższej Izby Kontroli, w którym stwierdzono, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo niewypełnienia przez nasz kraj celów polityki klimatycznej do 2020 roku w zakresie odnawialnych źródeł energii (OZE). Według szacunków NIK może kosztować to Polskę zawrotną kwotę 8 miliardów euro.

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo niewypełnienia przez nasz kraj celów polityki klimatycznej do 2020 roku w zakresie odnawialnych źródeł energii (OZE). Według szacunków NIK może kosztować to Polskę zawrotną kwotę 8 miliardów euro

To prawda – sytuacja polskiej energetyki nie jest dobra. Jednakże wbrew temu, co może się pozornie wydawać, kryzys nie zaczął się w tym roku. Jego przyczyn należy szukać znacznie wcześniej. Pierwszym i chyba najważniejszym powodem aktualnego stanu jest całkowity brak jasnej oraz spójnej wizji rozwoju polskiej energetyki w ciągu kilkunastu ostatnich lat. Wystarczy wspomnieć jedynie, że najważniejszy dokument strategiczny określający kierunki rozwoju tego sektora w naszym kraju, czyli „Polityka energetyczna Polski do 2030 r.” został przyjęty w roku… 2009, i do tej pory ani razu nie został zmieniony. Przy obecnej dynamice zachodzących na świecie zmian technologicznych, ekonomicznych i politycznych dyskwalifikuje to wiarygodność wielu z przedstawionych w nim danych i założeń. Brak jednolitej wizji rozwoju polskiej energetyki, zaakceptowanej przynajmniej w konkluzjach przez większość sił politycznych, doprowadził do kilku kryzysów tej branży na przestrzeni ostatnich lat, które rozwiązywane były wyłącznie za pomocą doraźnych narzędzi. Z tego powodu załamał się w 2011 roku system wsparcia OZE w postaci tzw. zielonych certyfikatów, doprowadzając do bankructwa liczną rzeszę inwestorów. Został następnie zmieniony w obowiązujący aktualnie system aukcyjny, cieszący się jak dotąd niewielkim zainteresowaniem. Najdobitniej może o tym świadczyć fakt, że w październiku tego roku na pięć aukcji ogłoszonych przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki żadna nie zakończyła się rozstrzygnięciem.

W tym samym czasie, przedsiębiorcy inwestujący w energetykę wiatrową w pierwszych latach jej rozwoju korzystali z wyraźnie ułatwionej ścieżki administracyjnej pozwalającej na budowę instalacji w bliskiej odległości od domów mieszkalnych – tylko po to, by nagle ustawa z roku 2016 praktycznie całkowicie zablokowała możliwości realizacji nowych projektów. Ponadto liczne zmiany definicji biomasy jako paliwa ekologicznego prowadziły do obłędnej sytuacji, w której zaczynaliśmy od spalania pestek słonecznika czy łupków kokosowych w naszych elektrowniach i elektrociepłowniach, by skończyć na całkowitym zakazie współspalania większości produktów pochodzenia organicznego. Nie warto już nawet wspominać przykładów zmieniającej się każdego roku wizji budowy elektrowni atomowej lub coraz to nowszych pomysłów na „ratowanie” polskiego górnictwa. Ten właśnie brak stabilności rynku energetycznego w Polsce i często zmieniające się prawo doprowadziły do sceptycyzmu wśród prywatnych inwestorów, mogących dokonywać niezbędnych inwestycji w zakresie nowych mocy wytwórczych z OZE.

Znacznie bardziej złożona wydaje się być sytuacja związana ze wzrostem ceny energii elektrycznej na TGE. W tym przypadku na omawiane zwyżki w perspektywie krótkoterminowej wpływa przede wszystkim znaczący wzrost ceny uprawnień do emisji CO2. Ich wartość w 2017 roku wynosiła 6 euro, a obecnie oscyluje już wokół kwoty 20 euro. Znaczenie ma też globalny wzrost cen węgla energetycznego. Bardziej niepokojące jest jednak to, że prognoza średnio- i długoterminowa cen energii też wydaje się niekorzystna. Obowiązek modernizacji istniejących jednostek wytwórczych w obecnych elektrowniach i elektrociepłowniach, brak darmowych uprawnień do emisji CO2 w kolejnych latach, zaostrzająca się polityka klimatyczno-energetyczna UE, przymus intensywnej modernizacji sieci elektroenergetycznych – to wszystko będzie prowadzić do stałego wzrostu cen energii. Z pewnością uderzy to w konkurencyjność naszej gospodarki i ostateczną cenę produktów wytwarzanych w polskich fabrykach. Dodatkowo stale wzrastający import zarówno energii, jak i surowców energetycznych z krajów ościennych może uniemożliwić stworzenie istotnych przewag konkurencyjnych naszych przedsiębiorstw działających w branżach energochłonnych lub opartych na zautomatyzowanych procesach produkcyjnych.

Bardzo niepokojący jest też fakt, iż aktualnie podjęte decyzje polityczne mają na celu niedopuszczenie do rynkowych podwyżek cen energii dla klientów indywidualnych (w taryfie G) w roku 2019. Z uwagi na zbliżający się rok wyborczy możemy spodziewać się, że rachunki osób fizycznych za energię elektryczną nie wzrosną drastycznie. Jednak to działanie jest wyłącznie doraźnym łataniem powstałej dziury, gdyż koszty wzrostu cen energii i tak będą musiały zostać przerzucone na spółki obrotu, klientów instytucjonalnych i biznesowych. Przyczyni się to do jeszcze szybszego spadku konkurencyjności naszych przedsiębiorstw, zwłaszcza, że nasi zachodni sąsiedzi prowadzą zupełnie odmienną od naszej politykę cenową, w której to konsumenci detaliczni płacą wielokrotnie wyższą kwotę za energię niż konsumenci hurtowi i biznesowi.

Z uwagi na zbliżający się rok wyborczy możemy spodziewać się, że rachunki osób fizycznych za energię elektryczną nie wzrosną drastycznie. Jednak to działanie jest wyłącznie doraźnym łataniem powstałej dziury

Powstaje zatem pytanie, czy można znaleźć w krótkim okresie rozwiązanie na oba te negatywne zjawiska?  Szybki rozwój energetyki rozproszonej, w tym w szczególności budowa źródeł wytwarzania energii bezpośrednio u jej konsumentów (np. instalacji fotowoltaicznych na dachach przedsiębiorstw lub biogazowni przy gospodarstwach rolnych) oraz intensyfikacja działań na rzecz morskich farm wiatrowych mogą być właściwym rozwiązaniem. Cieszą zatem rządowe prace nad zmianami legislacyjnymi, mającymi dodatkowo ułatwić i finansować tworzenie oraz funkcjonowanie klastrów energetycznych, rozwój energetyki prosumenckiej oraz wdrożenie systemów magazynowania energii. Bardzo pozytywną aktywność można zauważyć także w sferze morskiej energetyki wiatrowej, która ma szansę stać się polską specjalnością, także w sferze produkcji i montażu komponentów. Warto jednak zintensyfikować działania w powyższych sferach. Z jednej strony bowiem mamy liczne zapowiedzi rozwoju energetyki rozproszonej, a z drugiej osoby korzystające ze sztandarowego, rządowego programu „Czyste Powietrze”, mogą uzyskać dotacje na wszelkie inwestycje energooszczędne – za wyjątkiem bezzwrotnego dofinansowania na montaż instalacji fotowoltaicznych, produkujących tak bardzo potrzebną nam energię z OZE.

Pewne jest to, że Polskę czekają w najbliższych latach znaczące wzrosty cen energii elektrycznej, a zaostrzające się przepisy klimatyczno-energetyczne mogą spowodować dodatkowe quasi-podatkowe obciążenia dla naszego budżetu. Od tego, czy zostanie uchwalona i wdrożona jednolita strategia rozwoju polskiej energetyki oparta na rozproszonych źródłach energii, będzie zależała konkurencyjność naszej gospodarki. Dlatego też, śledźmy uważnie najbliższe miesiące, gdyż to one mogą zdecydować, czy wygrają doraźne interesy polityczne, czy też komplementarna wizja polskiej energetyki opisywana w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.