Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Afera KNF sprawdza jakość instytucji

W sprawie nagrania rozmowy bankowca Leszka Czarneckiego z przewodniczącym KNF mniej istotne jest to, jaka partia na tym, ale jak w tym świetle wygląda stan państwa. A wygląda nie najlepiej

Jeśli na ujawnioną przez „Gazetę Wyborczą” „aferę KNF” chcemy patrzeć nie jak kibice lub widzowie telenoweli, ale jak zatroskani obywatele, powinniśmy widzieć przede wszystkim na to, jak w jej kontekście zachowują się poszczególne instytucje. I niestety, nie jest z tym najlepiej.

Źle działa Komisja Nadzoru Finansowego: okazuje się bowiem, że jej przewodniczący, Marek Chrzanowski spotkał się z właścicielem (ale nie prezesem) dwóch banków (Getin Noble i Idea), Leszkiem Czarneckim, by podczas rozmowy w cztery oczy poruszyć z nim temat domniemanego planu jednego ze swoich kolegów, Zdzisława Sokali. Plan ten miał polegać na doprowadzeniu jednego z tych banków do jeszcze gorszej sytuacji finansowej, niż jest on obecnie, i przejęcia go za złotówkę przez inny bank. Chrzanowski miał mu także zaproponować zatrudnienie wskazanego przez siebie radcy prawnego – w celu uniknięcia poważnych problemów. Okazuje się, że ten radca (Grzegorz Kowalczyk) został członkiem Rady Nadzorczej innego banku (Plus) jako – jak twierdzi rzecznik prasowy jego właściciela, Zygmunta Solorza – „przedstawiciel KNF”, rekomendowany przez jej przewodniczącego (na takie działanie nie ma „żadnego trybu”).

Niepokoić powinna postawa prezesa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego, który stoi twardo za byłym szefem KNF i nie widzi w sprawie nic zdrożnego – a zdaniem Leszka Czarneckiego także jest umoczony w aferę

Dodatkowo w dniu, w którym prawnik Czarneckiego złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa w prokuraturze, sejmowa komisja finansów publicznych przyjęła – na wyraźną prośbę przewodniczącego KNF – poprawkę do ważnej ustawy. Umożliwia ona przejęcie jednego banku przez drugi, gdyby choćby istniało niebezpieczeństwo popadnięcia przezeń w poważne tarapaty, opisane w ustawie, i to decyzją administracyjną KNF. Ustawę sejm przyjął i zajmuje się nią dalej senat – albo to zbieg okoliczności, albo klub PiS daje się wodzić za nos, albo wręcz bierze udział w realizacji „planu Zdzisława” (niezależnie od tego, czy to faktycznie plan Sokala).

Na plus premierowi Mateuszowi Morawieckiemu należy zapisać szybką reakcję na aferę, wezwanie na dywanik Chrzanowskiego i prawdopodobnie zachęcenie go do podania się do dymisji. Jednak już niepokoić powinna postawa prezesa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego, który stoi twardo za byłym szefem KNF i nie widzi w sprawie nic zdrożnego – a zdaniem Leszka Czarneckiego także jest umoczony w aferę. Co więcej, niepokoić powinna także opieszałość służb, także w kontekście zatrudnienia syna ich koordynatora (Mariusza Kamińskiego) jako doradcy w Banku Światowym, jak pisze „Gazeta Wyborcza” – z rekomendacji prezesa NBP.

Z obywatelskiego punktu widzenia powinno nam zależeć na jak najdokładniejszym wyjaśnieniu tej sprawy. W najbliższych tygodniach powinno nas interesować przede wszystkim to, czy Chrzanowski działał sam, a także – czy istniały mechanizmy przedstawione w rozmowie nagranej przez Czarneckiego. W interesie nas wszystkich leży nie tylko to, by w KNF nie dochodziło do korupcji. Także to, by nie dochodziło do tworzenia prawa wymierzonego w konkretnych przedsiębiorców (nawet jeśli banki należące do Czarneckiego szorują po dnie z powodu swojej, delikatnie mówiąc, krótkowzrocznej polityki), ale także budującego podwaliny pod „narodową” oligarchizację na wzór węgierski. A także, by polityczno-rodzinne układanki nie miały wpływu na sprawność śledztw.

To zdecydowanie ważniejsze od tego, która partia na całym zamieszaniu zyska, a która straci. Choć jeśli przy okazji w obozie „zjednoczonej prawicy” miałaby wygrać frakcja, która wreszcie postawiłaby na instytucje, a nie kadry (jak widać na przykładzie Chrzanowskiego – nie raz wątpliwej jakości), to byłoby to z pożytkiem dla nas wszystkich. Być może to myślenie życzeniowe, ale jeśli miałaby z tej afery wyniknąć jakaś korzyść, to mogłaby być taka.

Stefan Sękowski
Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Afera KNF sprawdza jakość instytucji”

  1. Ziomal pisze:

    Lepsza oligarchizacja narodowa, niż przez osoby reprezentujące lobbystów, czy kapitał “międzynarodowy” ?

  2. Krzysztof pisze:

    To raczej chyba jasne, że Chrzanowski nie działał sam, ani nie była to jego inicjatywa, bo jest za cienki, żeby takie rzeczy samemu inicjować i rozgrywać. Na tym poziomie nie robi się czegoś takiego bez zlecenia lub co najmniej namaszczenia przez faktycznych decydentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz