Rosja, Turcja i Iran: rozmowy są, o sojusz trudno

Rosja, Turcja i Iran z trudnością próbują porozumieć się co do przyszłości Syrii. Słabym ogniwem jest Iran, pragnący unifikacji Syrii pod rządami al-Asada, przy doprowadzeniu do ugody między Damaszkiem a Kurdami

Na początku 2017 roku rozpoczęły się rozmowy irańsko-turecko-rosyjskie w sprawie przyszłości Syrii. Pierwsze spotkanie miało miejsce w Astanie, dlatego proces ten zyskał miano „formatu astańskiego”. Ostatni raz rozmowy w tym formacie miały miejsce miesiąc temu. Trudno było się przy tym spodziewać, że te kraje, same nie będąc demokratycznymi, doprowadzą do jakichś ustrojowych przemian w Syrii. Była to jedynie przykrywka dla docierania wspólnych planów wobec regionu. Mimo to wciąż trudno mówić o ścisłym sojuszu tych trzech państw. Wbrew pozorom jednak słabym ogniwem nie jest tu Turcja – czego można by się spodziewać z uwagi na jej członkostwo w NATO – lecz Iran.

Wszystkie trzy państwa łączy niewątpliwie jeden cel strategiczny – pozbycie się Amerykanów z regionu. To samo w sobie mówi o kondycji sojuszu amerykańsko-tureckiego, w którego sens już od wielu miesięcy powątpiewa coraz więcej amerykańskich ekspertów. Turcja, kupująca od Rosji system rakietowy S-400, nie jest w stanie (i nie chce) wywiązywać się z przypisanej jej roli w NATO, dla której została w ogóle przyjęta do Sojuszu. Było nią powstrzymywanie ekspansji Rosji w basenie Morza Czarnego. Przed kim ma natomiast chronić Turcję S-400? Na pewno nie przed Rosją. Również turecki wkład w walkę z dżihadystami jest co najmniej zerowy, o ile nie ujemny (wspieranie dżihadystów), a stosunki tego państwa z innymi sojusznikami USA w regionie, zwłaszcza Izraelem i Arabią Saudyjską, są fatalne.

Kluczowy projekt Iranu, stworzenie połączenia tranzytowego Iran-Irak-Syria-Liban-Morze Śródziemne-Europa stanowi zagrożenie dla tranzytowej pozycji Turcji i interesów eksportowych Rosji

Mimo to Turcja jest przekonana o tym, że to ona jest potrzebna NATO, a nie odwrotnie, i że ze względu na położenie geograficzne jej wartość jest nie do przecenienia. Problem w tym, że coraz trudniej wskazać, jakie realne korzyści wynikają dla Sojuszu z tego położenia, skoro Turcja nie wykonuje przypisanych jej zadań. Tymczasem Rosja poprzez swój wpływ na Turcję uzyskuje tym samym dostęp do tajemnic NATO i możliwość oddziaływania na Sojusz. Ponadto, dopóki Turcja jest w Sojuszu, NATO ma związane ręce w kwestii Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Dla Turcji jest to naturalne, a przecież PKK nie jest problemem NATO. Co więcej, PKK została uznana za organizację terrorystyczną zgodnie z logiką zimnowojenną, była bowiem po stronie ZSRR, a Turcja – w NATO. Skoro Ankara zmienia front o 180 stopni, to logika nakazywałaby również zmianę stosunku NATO do PKK w takim samym zakresie.

Sprawa kurdyjska jest drugą (po chęci pozbycia się USA z regionu) kwestią determinującą układ Turcja-Rosja-Iran. Tu jednak interesy poszczególnych krajów nie są spójne, a rozmowy przypominają wielkie targowisko, przy czym rola Iranu jest tu w zasadzie bierna. W strategii bliskowschodniej Turcji zagadnienie Kurdów jest kluczowe; zepchnęło ono na plan dalszy wszelkie inne plany Ankary na Bliskim Wschodzie. Próba odbudowy imperialnych wpływów strefy postotomańskiej, do czego dążył Davutoğlu, skończyła się całkowitą porażką, a Erdoğan ma pełną świadomość, że antyasadowska opozycja nie zdobędzie już żadnych wpływów w Syrii. Zdaje też sobie sprawę, że bez zgody Rosji nie jest w stanie podjąć żadnych działań w Syrii, a za odpowiednią cenę może tę zgodę uzyskać. Tak było w przypadku kurdyjskiego regionu Afrin, który Rosja pozwoliła Turcji zająć, tak było też wcześniej w przypadku operacji „Tarcza Eufratu”. Obecnie Turcja chce utrzymać swoje strefy okupacyjne w Syrii, nie dopuścić do ofensywy al-Asada na prowincję Idlib oraz zlikwidować autonomiczną Syrię Północno-Wschodnią, stworzoną z inicjatywy Kurdów.

Rosyjskie interesy w Syrii nie są zatem sprzeczne z tureckimi – są po prostu inne. Rosja też chce likwidacji Syrii Północno-Wschodniej, choć z innego powodu, tj. relacji między syryjskimi Kurdami a USA. Rosja chce też rozgrywać kwestię kurdyjską, okupację turecką w Syrii i fakt istnienia emiratu Al-Ka’idy w Idlibie tak, by wszystkie strony czuły się zagrożone i potrzebowały Moskwy jako mediatora. Paradoksalnie wstrzymywanie asadowskiej inwazji na Idlib nie jest korzystne dla Europy, gdyż w bezpośrednim naszym sąsiedztwie rozwija się dżihadystyczno-terrorystyczne gniazdo, które stanowi zagrożenie nie mniejsze niż to, jakim jest Państwo Islamskie.

Iran ma jednak zupełnie inną wizję rozwoju sytuacji w Syrii. Chce unifikacji całego kraju pod rządami al-Asada, przy doprowadzeniu do politycznego porozumienia między Damaszkiem a Kurdami. Teoretycznie sprawa kurdyjska powinna łączyć Iran i Turcję, gdyż również w Iranie działa kurdyjska partyzantka. Jednak Iran jest znacznie bardziej pragmatyczny w tej kwestii i wielokrotnie odrzucał tureckie propozycje przeprowadzania wspólnych operacji militarnych przeciwko Kurdom w Iraku, choć pod koniec 2018 r. zawarł z Turcją porozumienie w sprawie działań antyterrorystycznych. To Turcja jest przy tym stroną, która dąży do zacieśnienia współpracy z Iranem, wchodząc przy tym w kolejny kurs kolizyjny z USA.

Prozachodni wektor polityki Baku to taki sam mit jak to, że interesy Rosji i Turcji są sprzeczne

Irańskie interesy różnią się jednak diametralnie od interesów turecko-rosyjskich. Kluczowy projekt Iranu – stworzenie połączenia tranzytowego Iran-Irak-Syria-Liban-Morze Śródziemne-Europa – stanowi zagrożenie dla tranzytowej pozycji Turcji i interesów eksportowych Rosji. Co więcej Iran chciałby otworzyć również drugi korytarz prowadzący do Europy z pominięciem Rosji i Turcji tj. przez Armenię (z którą Iran ma tradycyjnie dobre relacje) i Gruzję. Tymczasem sprzeczność interesów rosyjsko-tureckich na Kaukazie od dawna jest fikcją. Oba kraje wspierają separatystyczną Abchazję, a w kontekście konfliktu armeńsko-azerbejdżańskiego Rosja wykorzystuje tureckie zagrożenie wobec Armenii, by utrzymywać Erywań w uzależnieniu od siebie. Jednocześnie jednak utrzymuje świetne relacje z głównym sojusznikiem Turcji na Kaukazie, tj. Azerbejdżanem, będąc jego głównym dostarczycielem broni. Prozachodni wektor polityki Baku to taki sam mit jak to, że interesy Rosji i Turcji są sprzeczne. Warto bowiem pamiętać, że to nie pierwszy raz, gdy te dwa kraje układają się w celu podziału Kaukazu. Tak było również po I wojnie światowej, gdy Atatürk zawarł pakt z Leninem. Erdoğan nie jest jednak przywódcą na miarę Atatürka – i obecna współpraca rosyjsko-turecka jest znacznie bardziej asymetryczna na korzyść Rosji.

Niezależny dziennikarz, ekspert ds. międzynarodowych portalu Defence24.pl, prawnik. Autor licznych reportaży z podróży na Bliski Wschód i do Afryki. Szczególnie zainteresowany problemami wojen i konfliktów etnicznych oraz religijnych, a także terroryzmu. Od czasu wybuchu „Arabskiej Wiosny” wielokrotnie przebywał w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, w tym w Iraku i Syrii.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Rosja, Turcja i Iran: rozmowy są, o sojusz trudno”

  1. Georealista pisze:

    Interesy Rosji i Turcji są zasadniczo sprzeczne. Podczas obecnego „miesiąca miodowego” obie strony odetną do końca bonusy tymczasowego sojuszu. Ale potem – tym bardziej przyjdzie zderzenie interesów – ich długofalowa zasadnicza sprzeczność. Krymski niezatapialny lotniskowiec projekcji siły jest odbierany jako zagrożenie najbardziej dla ambicji Turcji na Morzu Czarnym. I jako podstawa operacyjna dla presji przejęcia kontroli Rosji nad Bosforem. A Syria – jako okrążanie Turcji przez Rosję z Iranem od południa – i odcinanie Turcji względem i Bliskiego Wschodu – ale i od Azji Centralnej. W sumie: dwaj rywale o skrajnie przeciwnych, imperialnych ambicjach. Akurat Polska [ale i Turcja] powinna rozumieć, że z punktu widzenia Kremla, sojusz Turcji i Polski jest najgroźniejszy dla Rosji. Przypomnę tylko znamienny, nader ważki komunikat Rosji – gdy sytuacja mocno zaostrzyła się po zestrzeleniu Su-24 przez Turcję, Kreml od razu zagroził…Wschodniej Flance – na czele z Polską. Ta nerwowa, „dekonspirująca” reakcja Kremla pokazuje prawdziwą ocenę sytuacji Rosji przez sam Kreml – Rosja nie ma siły – może skoncentrować się tylko na jednym lokalnym teatrze lokalnym. Rozciągniecie jej sił i zjednoczenie jej oponentów – np. od Finlandii po Turcję – to czarny scenariusz Kremla. Dlatego tak usilnie Kreml gra w „dziel i rządź” i w takie zamrażanie konfliktu, by rozpalić na innym, by nie zdradzić swojej słabości – na poziomie strategicznym. Robi przy tym z musu cnotę – starając się np. z wymuszonej deeskalacji na Ukrainie, stworzyć pretekst „dobrej woli” Rosji – dla kaptowania Berlina i Paryża do przeciwdziałania sankcjom – i kordonowi Wschodniej Flanki. Czy chcemy, czy nie Polska i Turcja stanowią w ocenie Kremla naczynia połączone – jesteśmy przez Kreml załadowani na jeden wózek z Turcją. Co trzeba zrozumieć i wykorzystać zawczasu – z przygotowaniem pod stołem wspólnych scenariuszy z Turcją i zwłaszcza współpracy w technice i technologii wojskowej – i to jeszcze zanim „miesiąc miodowy” Rosja-Turcja się skończy. Po to, by nie kopać studni do pożaru – i wyprzedzająco rozgrywać wspólnie Rosję, nim ta przejdzie do eskalowania presji – czy na Polskę [Wschodnią Flankę] – czy na Turcję. „W jedności siła” – ale w sposób przemyślany i zsynchronizowany – i zasadniczo oparty na wiązaniu NARAZ Rosji przez „power in being” – najlepiej od Finlandii po Turcję. Oczywiście, jest wiele aspektów, w których Rosja będzie chciała rozrywać ten sojusz [Bułgaria, Grecja] – ale przy umiejętnym rozegraniu można uzyskać satysfakcjonujący poziom skutecznego wspólnego wiązania i powstrzymywania. Co ważne – BEZ „koniecznej” i „bezalternatywnej” roli USA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz