Newsletter

Polska może odegrać ważną rolę w Syrii

Polska może przyczynić się do odbudowy relacji całej Europy z Syrią, reprezentując również interesy innych państw, choćby Niemiec, w sytuacjach kryzysowych

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Wizyta wiceministra spraw zagranicznych Andrzeja Papierza w Damaszku była sensacją, ale jednocześnie było to działanie w pełni racjonalne. Fakt, że Syria jest dyktaturą, a na Asadzie ciążą zarzuty zbrodni, nie jest powodem, by Polska nie utrzymywała normalnych stosunków dyplomatycznych z tym krajem. Nie ma już najmniejszych wątpliwości, że Asad pozostaje u władzy, a tzw. opozycja dzisiaj (poza zdominowaną przez Kurdów Demokratyczną Federacja Północnej Syrii) to albo fikcja, albo dżihadysci, albo zwykli bandyci (widać to zwłaszcza na terenach okupowanych przez Turcję).

Według instytutu Freedom House na świecie jest aż 49 dyktatur i w większości z tych krajów mamy swoje placówki dyplomatyczne. Dotyczy to m.in. Korei Płn. czy też Arabii Saudyjskiej. Na żadną izolację międzynarodową nie może też narzekać turecki przywódca Recep Tayyip Erdoğan, na którym również ciążą zarzuty licznych zbrodni – m.in. krwawej pacyfikacji Kurdystanu tureckiego w latach 2015-2016 oraz inwazji na kurdyjski region Afrin w Syrii. Turcja nadal jest członkiem NATO i (przynajmniej teoretycznie) kandydatem do członkostwa w UE.

Poziom relacji z takimi krajami jak Turcja czy Arabia Saudyjska uzasadniany jest zasadą realpolitik. W przypadku Turcji regularnie podnoszone są argumenty dotyczące przebywających w tym kraju uchodźców, których nasłaniem na Europę Turcja ciągle straszy. Tylko że ci uchodźcy są Syryjczykami i to w Syrii, a nie w Turcji, znajduje się klucz do rozwiązania ich problemu. Nie jest to proste, gdyż większość z tych osób wracać do asadowskiej Syrii nie chce, a nagłaśniane przez syryjską i rosyjską propagandę powroty budzą wątpliwości. Konieczne jest jednak realistyczne podejście do tego problemu. Europa nie przyjmie 5 mln Syryjczyków i relokacja nie jest kluczem do rozwiązania problemu. Stary Kontynent ma obecnie problem nie z najazdem syryjskich uchodźców, ale z inwazją nielegalnych imigrantów z Afryki – i jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Gdyby zresztą Europa rzeczywiście miała politykę otwartych drzwi dla syryjskich uchodźców, to ambasady takich krajów jak Niemcy wydawałyby im od ręki wizy. Oczywiście tak nie jest i dlatego naprawdę pomagać można tylko na miejscu. Przyjęcie 100 tysięcy Syryjczyków w Europie w niczym nie pomoże pozostałym 4,9 mln.

Uchodźcy nie mogą jednak zostać w takich miejscach jak Liban, gdzie jest ich ponad milion, gdyż grozi to wybuchem konfliktu w tym kraju. Nie można ich zmuszać do powrotu, ale można ich do tego zachęcać tworzeniem odpowiednich warunków sprzyjających powrotowi. Według badań prowadzonych wśród uchodźców, znajdujących się pod opieką polskiej organizacji PCPM w Libanie, najczęściej jako przeszkodę dla powrotu postrzegają oni dwie rzeczy: wojnę oraz groźbę aresztowania. Przytłaczająca większość terytorium Syrii nie jest już jednak objęta wojną. Gorzej z drugą przeszkodą. Syryjskie więzienia pękają w szwach od osób, które znalazły się tam z błahego powodu i choć nie stanowią żadnego zagrożenia dla syryjskich władz, to są tam osadzone od lat. Zwiększenie obecności krajów takich jak Polska w Syrii może służyć jednak monitorowaniu, czy powracający uchodźcy podlegają masowym aresztowaniom, a także naciskowi na to, by Asad zaczął wypuszczać więźniów politycznych.

Na uwagę zasługuje również to, że to rosyjski Sputnik nagłośnił wizytę Papierza w Damaszku i podkreślił udział w niej szefa Agencji Wywiadu Piotra Krawczyka. To mogłoby sugerować, że Moskwie niezbyt odpowiada zwiększenie polskiego zaangażowania w Syrii

Innym problemem, choć ściśle związanym z powrotami uchodźców, jest odbudowa Syrii, która według niektórych szacunków może kosztować nawet 400 mld dolarów. Rosja, która pomogła Asadowi wygrać wojnę, nie ma na to pieniędzy, Iran zresztą również nie. Sunnickie państwa arabskie, jako sponsorzy rebeliantów, nie są mile widziane przez władze Syrii. Większość państw europejskich i oczywiście USA również. Pozostają jeszcze Chiny – ale to nie jest na rękę ani Rosji ani USA. Rosja, grając kartą uchodźców, rozpoczęła więc starania, by sfinansowała to Europa, która w ten sposób stałaby się sponsorem odbudowy rosyjskich wpływów na Bliskim Wschodzie. Chyba, że jej relacje z Syrią zostałyby odbudowane.

Wizyta polskiej delegacji w Damaszku niekoniecznie była więc tylko jej inicjatywą. Polska jako jeden z nielicznych krajów członkowskich UE i NATO zachowała dobre relacje z Syrią w czasie trwającej tam wojny domowej i wciąż jest postrzegana tam jako jej przyjaciel, mimo naszych napiętych stosunków z Rosją. Dlatego to Polska może odegrać kluczową rolę w odbudowie relacji całej Europy z Syrią, reprezentując również interesy innych państw, choćby Niemiec, w sytuacjach kryzysowych. To otwierałoby przed nami szerokie możliwości odbudowy naszych własnych wpływów i przetarcia polskim firmom ścieżek powrotu na syryjski rynek. To one mogłyby realizować kontrakty odbudowy. Nasza nieobecność oznaczałaby, że rolę tę zapewne przejęłyby Czechy.

Na uwagę zasługuje również to, że to rosyjski Sputnik nagłośnił wizytę Papierza w Damaszku i podkreślił udział w niej szefa Agencji Wywiadu, Piotra Krawczyka. To mogłoby sugerować, że Moskwie niezbyt odpowiada zwiększenie polskiego zaangażowania w Syrii. Rosja chciałaby bowiem dostać europejskie pieniądze na odbudowę Syrii niejako „za darmo” i nie dopuścić do emancypacji Asada spod jej wpływów. W tym kontekście izolacja Syrii sprzyja interesom Rosji.