Newsletter

Polexitu nie będzie, ale pewność prawa może ucierpieć

Na awanturze o sądy ucierpią polscy obywatele (którym obniży się i tak niski poziom pewności prawa), natomiast do Polexitu najprawdopodobniej nie dojdzie

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Pytanie o zgodność art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej z Konstytucją, zadane przez Zbigniewa Ziobrę, to narzędzie w ostrej grze z władzą sądowniczą, które zarazem wpisuje się w szerszą i zasadną dyskusję na temat relacji prawa unijnego z krajowym.

Wojna pomiędzy rządem a środowiskiem sędziowskim zaostrza się, powodując coraz większy chaos prawny. Obydwie strony okopały się na swoich pozycjach i ostrzeliwują się kolejnymi, coraz bardziej wymyślnymi rodzajami prawniczej amunicji. Sąd Najwyższy zadał pytania prejudycjalne do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie zgodności z zasadami praworządności polskiej reformy sądownictwa i wniósł o zawieszenie stosowania nowych przepisów, na co Minister Sprawiedliwości odpowiedział skargą do Trybunału Konstytucyjnego, w której kwestionuje legalność tego ruchu. Niczym w pojedynku wytrawnych szachistów, na rzucone z szelmowskim uśmiechem hasło „szach” ze strony sędziów, obóz „dobrej zmiany” reaguje brawurowym ruchem i z pokerową twarzą odpowiada, że owszem „szach”, ale w drugą stronę. Obserwacja tego wszystkiego byłaby może i nawet fascynującą rozrywką dla prawniczych geeków, gdyby nie fakt, że każdy kolejny ruch na tej szachownicy działa na zasadzie politycznego krzesiwa, powodując coraz większe iskry, które padają na łatwopalny grunt. Efektem może być pożar, który strawi niezbyt solidną konstrukcję naszego państwa prawa.

Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której TK kwestionuje dany przepis prawa UE z naszą Konstytucją, dochodzi zatem do nieusuwalnej sprzeczności, której jedynym rozwiązaniem staje się wyjście numer trzy, czyli opuszczenie Unii. Scenariusz ten wydaje się jednak bardzo mało prawdopodobny i trzeba go rozpatrywać bardziej w kategoriach political fiction

Ruch Zbigniewa Ziobry, działającego w tej sytuacji w roli Prokuratora Generalnego, skarżącego przepis prawa unijnego do Trybunału Konstytucyjnego, należy rozpatrywać co najmniej w dwóch aspektach: prawnym i politycznym. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to minister jak najbardziej miał prawo wystąpić z takim pytaniem, które nie jest pozbawione zasadności. Wbrew histerycznym twierdzeniom części antyrządowych mediów, wcale nie chodzi tu bowiem o zakazanie polskim sądom zadawania pytań prejudycjalnych w ogóle, a jedynie o zbadanie zgodności z Konstytucją takiej interpretacji tego przepisu, że dopuszczalne jest pytanie o ocenę regulacji dotyczących organizacji polskiego wymiaru sprawiedliwości, co pozostaje wyłączną kompetencją prawa krajowego i to należącą do materii konstytucyjnej, a Konstytucja, jak wiadomo to ze starszych orzeczeń TK, jest dla nas ważniejsza niż prawo unijne. Ziobro nie kwestionuje zatem samego przepisu, a jedynie sposób jego wykładni, dopuszczający użycie go w takich sytuacjach, jak ta, w której zastosował go SN. Czy słusznie? To już zależy od odpowiedzi na pytanie, czy reforma polskiego sądownictwa dokonywana przez obóz „dobrej zmiany” wpisuje się w unijne zasady praworządności, czyli jest tylko – jak twierdzą jej zwolennicy – zmianą organizacyjną, czy też tę praworządność faktycznie narusza. W pierwszym przypadku rację wydaje się mieć Ziobro, podający w wątpliwość analizowanie przez TSUE organizacji polskiego sądownictwa, w drugim leży ona po stronie SN, słusznie poddającego pod ocenę unijnego trybunału pisowskie reformy rodzimej trzeciej władzy. Inaczej mówiąc, jeśli nasza reforma mieści się w europejskich standardach, to TSUE nic do tego, a jeśli nie, to UE ma prawo nas za nią rugać.

Prawnicze rozważania, których dokonać będą musieli sędziowie TK, nie pozostaną jednak tylko w sferze akademickich dyskusji znawców prawa konstytucyjnego i europejskiego. Ich skutki osadzone będą bowiem w konkretnych realiach politycznych. Należy bowiem pamiętać o tezie wygłoszonej przez TK już w wyroku z 2005 roku (K 18/04), w którym stwierdził on, że w przypadku zaistnienia nieusuwalnej sprzeczności między normą Konstytucji a normą prawa wspólnotowego, w żadnym wypadku nie może być ona rozwiązana przez uznanie nadrzędności normy wspólnotowej wobec normy konstytucyjnej. Gdyby doszło do takiej sytuacji, mielibyśmy trzy wyjścia: zmiana Konstytucji, spowodowanie zmian w regulacjach wspólnotowych albo wystąpienie z Unii Europejskiej. I na te właśnie możliwe skutki powołują się komentatorzy i eksperci straszący wizją Polexitu, do którego skarga Ziobry miałaby być swoistym preludium. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której TK kwestionuje dany przepis prawa UE z naszą Konstytucją, dochodzi zatem do nieusuwalnej sprzeczności, której jedynym rozwiązaniem staje się wyjście numer trzy, czyli opuszczenie Unii. Scenariusz ten wydaje się jednak bardzo mało prawdopodobny i trzeba go rozpatrywać bardziej w kategoriach political fiction. Przede wszystkim, jeśli TK uzna, że SN nie miał prawa zapytać o reformę sądownictwa, bo to nasza wyłączna kompetencja, a TSUE orzeknie, że nasza reforma jest z prawem UE niezgodna, to wcale nie musi tu dojść do sprzeczności norm. TK będzie bowiem kwestionować możliwość oceny organizacji wymiaru sprawiedliwości, a TSUE zarzuci naruszenie europejskich standardów praworządności. W ramach prawniczej ekwilibrystyki spokojnie da się to wszystko pogodzić. A nawet jeśli rząd przyjmie, że zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego TSUE nie miał prawa oceniać naszej reformy, i zignoruje jego orzeczenie, to rodzić to będzie „tylko” poważne konsekwencje w postaci z jednej strony kolejnego sporu osłabiającego naszą pozycję wewnątrz UE, a z drugiej – dalszej demolki ładu prawnego (nawet z ryzykiem powstania swoistego dualizmu), na czym najbardziej cierpieć będą (jak zwykle) polscy obywatele, którym drastycznie obniży się poziom pewności prawa (a ten do wysokich już teraz zdecydowanie nie należy). Dla wyjścia z UE kluczowa będzie wola polityczna, o którą raczej trudno w tak prounijnym społeczeństwie – a nie prawnicze sztuczki. Jeśli takiej woli nie będzie, to nawet owe „nieusuwalne sprzeczności” norm najprawdopodobniej uda się zamieść pod dywan.