Od subkultury do polityki

Przemiana plemion młodych i zbuntowanych Polaków w naród świadomych i zaangażowanych obywateli to najważniejsze wyzwanie najbliższych lat

Przemiana plemion młodych i zbuntowanych Polaków w naród świadomych i zaangażowanych obywateli to najważniejsze wyzwanie najbliższych lat

W listopadzie zeszłego roku, po bodaj dwóch latach przerwy, wybrałem się na Marsz Niepodległości. Ciekaw byłem, jak bardzo ta impreza zmieniła się wraz z „upartyjnieniem” inicjatywy – poprzedni Marsz, który obserwowałem, uczestnicząc w nim, odbył się, zanim Ruch Narodowy ogłosił wyborcze aspiracje. Z każdym metrem marszu narastało we mnie poczucie, że nie uczestniczę w politycznej manifestacji, jaką w swojej masie Marsz był jeszcze niedawno, ale w wydarzeniu subkulturowym.

Marsz jak Woodstock

Większość maszerujących stanowili ludzie w wieku od 15 do 25 lat, a miałem wrażenie, że najwięcej było nastolatków. Sporo dziewczyn – mimo gorącej atmosfery i wręcz niebezpiecznej aury chyba więcej niż na typowych politycznych wiecach. Wielu uczestników nuciło sobie dobrze przez nich znane teksty tożsamościowych piosenek, które leciały z głośników. Różniły się gatunkiem – od gitarowych ballad, przez metal po rap – ale łączyła je patriotyczna tematyka. Roiło się od symboli. Więcej niż tradycyjnych mieczyków Chrobrego i falang czy nawet klubowych emblematów było najróżniejszych znaków przywiązania do historii. Chyba większość uczestników Marszu miała na sobie patriotyczne koszulki, bluzy, naszywki na plecakach. Na fali ich popularności wyrosły zresztą całe designerskie firmy.

„Koszulki z Wyklętymi”, choć zwykle nieco bardziej estetyczne niż gadżety sprzed dekady czy dwóch, nasuwają naturalne skojarzenie z muzycznymi subkulturami. Marsz Niepodległości jeszcze kilka lat temu był amalgamatem wszystkich nurtów zaangażowanego patriotyzmu: od narodowej młodzieży, przez umiarkowanych, konserwatywnych młodych z dużych ośrodków, katolickie rodziny z dziećmi po starszych ludzi maszerujących z krzyżami w dłoni. Dziś ta manifestacja bardziej przypomina Owsiakowy Woodstock: choć pewnie łączy bardzo różne nurty, to gromadzi głównie młodych patriotów o silnej potrzebie zewnętrznego manifestowania przynależności do szerszej grupy. Pokoleniowy, buntowniczy i subkulturowy wymiar wydarzenia podkreślały jeszcze okrzyki wznoszone przez manifestantów. Skandowane na Marszu przez dziesiątki tysięcy gardeł „Bóg, Honor i Ojczyzna” to, jak się okazuje, wartości równie atrakcyjne dla młodych, jak lansowana w Polsce przez lata „mainstreamowa” wersja „sex, drugs, rock’n’roll” , czyli: „miłość, przyjaźń, muzyka”. Choć, by nie popaść w ton przesadnie apologetyczny wobec narodowej młodzieży: w segmencie marszu, w którym się znalazłem, ewidentnie najgłośniej wykrzykiwane były hasła kierowane przeciwko policji.

Młody-zbuntowany pod rękę z emerytem

Tyle przyczynkarskiej obserwacji. Czy konserwatywny zwrot znajduje swoje potwierdzenie w czymś więcej niż uliczna moda i „lajki” w portalach społecznościowych? Badania faktycznie pokazują, że wśród najmłodszych wyborców nasilają się prawicowe i antyestablishmentowe nastroje. Powszechnie znanym faktem jest wspomniane choćby w artykule Stefana Sękowskiego poparcie młodych dla prawicowych polityków spoza głównego nurtu. Jak się jednak okazuje, również na podstawie „tematycznych” badań w grupie 18–24 lata możemy zaobserwować największe przywiązanie poglądów, które uznaje się popularnie za prawicowe.

Jeżeli w ogóle wśród młodych pojawiają się jakiekolwiek emocje polityczne, to są to prawicowe sympatie

Przykłady? W grupie 18–24 największy jest odsetek kwestionujących zasadność wprowadzenia stanu wojennego (CBOS, „Polacy o Wojciechu Jaruzelskim”, czerwiec 2014 r.). W tej grupie (i wśród osób po 65. roku życia) odnotowujemy niższe niż w pozostałych poparcie dla obecności Polski w Unii Europejskiej (CBOS, „10 lat członkostwa w Unii Europejskiej”, kwiecień 2014 r.). Wśród najmłodszych badanych aprobata dla homoseksualnych związków partnerskich jest mniejsza niż w grupach 25–34 lata, 35–44 lata i 45–54 lata (CBOS, „Stosunek do praw gejów i lesbijek oraz związków partnerskich”, luty 2013 r.). Wśród najmłodszych Polaków znalazło się najwięcej respondentów zgadzających się z dość nieprecyzyjną deklaracją, że „Islam stanowi zagrożenie” (CBOS, „Postawy wobec islamu i muzułmanów”, marzec 2015). Wreszcie, 18–24-latkowie z największą aprobatą patrzą na obecność krzyży w budynkach publicznych, lekcje religii w szkołach i w największym stopniu – znów, wraz z osobami po 65. roku życia – akceptują zajmowanie przez Kościół stanowiska wobec ustaw uchwalanych w Sejmie (CBOS, „Boskie i cesarskie. O stosunkach między państwem a Kościołem(ami)”, kwiecień 2015 r.).

Niektóre badania wskazują na bardzo subtelne, ale – jak się zdaje – istotne różnice pomiędzy najmłodszymi badanymi a ich starszymi o dekadę kolegami. Dobrym przykładem są badania dotyczące postrzegania II wojny światowej. Jak się okazuje, w grupie 18–24 lata respondenci najczęściej wskazują jako powód do dumy organizację państwa podziemnego i Armię Krajową (53%), powstanie warszawskie zajmuje drugie miejsce (36%). W grupie 25–34 kolejność jest taka sama, jednak dumę z powstania warszawskiego deklaruje znacząco większy odsetek badanych (48%). Wydaje się więc, że najmłodszym badanym bliski narodowcom realizm każe patrzeć na powstanie warszawskie z większym sceptycyzmem niż pokoleniu, które wchodząc w dorosłość obserwowało otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego.

Polityczny wykop effect

Zmiana w hierarchii mediów, z których korzystają młodzi, a na którą zwraca uwagę Michał Kuź, warto przeanalizować pod kątem nie tylko formy pozyskiwania informacji, ale również ich treści. Nie sposób odpowiedzieć na pytanie, czy młodzi Polacy paradują dziś w koszulkach z „Wyklętymi” i głosują „na Korwina”, bo są bardziej konserwatywni i świadomie odrzucili medialny mainstream, czy też częściej hołdują tradycyjnym wartościom, bo w ich świecie naturalnie „Fakty” zastąpił Wykop.pl, a od wywiadów Moniki Olejnik wolą prawicowych youtuberów i bezpośrednie przekazy na facebookowych profilach Marszu Niepodległości i dziesiątek innych prawicowych inicjatyw. Niemniej przyjrzenie się temu fenomenowi wydaje się celowe.

Wykop.pl śmiało można nazwać najbardziej opiniotwórczym zakątkiem polskiego internetu. Oparty o społecznościową selekcję informacji jest dziś potężnym narzędziem kreowania tego, co w sieci ważne, a co mało istotne. Chociaż widocznie ustępuje pod kątem ilości odwiedzin głównonurtowym serwisom, to jednak jego siła rażenia jest ogromna. Coraz częściej wykopowe znaleziska robią karierę nie tylko w mediach społecznościowych, ale też tradycyjnych: korzystają z nich duże portale, a historie opisane przez użytkowników trafiają do gazet i telewizji. „Wykop effect” – zjawisko kiedyś kojarzone z blokowaniem przepustowości serwisów, które niespodziewanie trafiły na stronę główną społeczności, dziś oznacza rozwiązywanie konkretnych problemów przez użytkowników: od znalezienia ukradzionego roweru, przez pomoc dla chorego dziecka, po złożenie podpisów pod petycją do Sejmu w jakiejś sprawie. Tu tak naprawdę zaczęła się ogólnopolska mobilizacja przeciw ACTA, która ostatecznie wyprowadziła internautów z domu na ulice.

Konieczne jest zaangażowanie młodych patriotów w pracę u podstaw, która nie będzie trwoniona w doraźnych, wyborczych zrywach

Gdy przyjrzeć się politycznym treściom na Wykopie, widać wyraźnie, że zbiegają się często z zestawieniem poglądów „stereotypowo prawicowych” ilustrowanych wcześniej badaniami. Użytkownicy oczywiście chętnie narzekają na urzędników, ZUS, skarbówkę i poziom fiskalizacji. Coraz częściej jednak popularność zyskują materiały dotyczące peryferyjności polskiej gospodarki i zdominowania polskiego rynku przez potężne, ponadnarodowe korporacje. Wielkie emocje budzą wszelkie materiały o rosnącym w sile na Zachodzie islamskim fundamentalizmie. Niechęć do postępowych nowinek, takich jak związki partnerskie czy próby radykalnego wykluczenia katolików z debaty publicznej na Zachodzie łączy się z piętnowaniem przykładów okołoklerykalnych patologii rodem z Polski.

Na wykopowej stronie głównej raczej nie znajdziemy informacji z czołówek serwisów informacyjnych. Politycy PiS i PO pojawiają się tam raczej tylko wtedy, gdy śmieszą lub bulwersują. Choćby najostrzejsza pyskówka Niesiołowskiego z Brudzińskim nikogo tu raczej nie zainteresuje, ale na popularność może liczyć niemal każdy telewizyjny występ Korwin-Mikkego, Wiplera, Kukiza, Bosaka, a nawet marnej jakości nagranie ze spotkania z Grzegorzem Braunem. Tu zaczęły się fenomeny internetowych celebrytów-supernowych: Mariusza Maxa Kolonki i Zbigniewa Stonogi. Tutaj też rozpoczęły się społecznościowe śledztwa na temat stosowanych przez nich uproszczeń i manipulacji.

Społeczność wykopu to wręcz modelowe (neo)plemię: mające własny język, kody kulturowe i, jak się okazuje, sympatie polityczne. W tej opiniotwórczej społeczności eksportującej swoje upodobania na inne obszary internetu drugorzędni działacze podzielonych prawicowych partyjek mają większą rozpoznawalność niż pierwszoligowi politycy głównego nurtu: posłowie i ministrowie.

Od buntu do polityki

Trudno zakładać, że obraz rozpolitykowanych wykopowiczów czy uczestników Marszu Niepodległości to obraz większości młodego pokolenia. Wydaje się raczej, że jeżeli w ogóle wśród młodych pojawiają się jakiekolwiek emocje polityczne, to są to właśnie prawicowe sympatie.

Jednocześnie widać wyraźnie, że poza spontanicznymi momentami mobilizacji – jak w czasie wybuchu protestów antyACTA – te emocje nie znajdują zagospodarowania. Wyraźnie pokazały to wybory samorządowe. Opierające swoją siłę o prawicową młodzież środowiska narodowe i konserwatywno-liberalne wzięły udział w stopniu niemal niezauważalnym. W wielu miastach nie wystawiono list, a wyniki w wyborach do sejmików rozczarowały. Środowiska te mają uniwersalnych liderów na każde wybory, więc w wyborach samorządowych trudno im pokazać autentyczność. Jedyna forma oddolnego zaangażowania, jaką oferuje się młodym ko-liberałom i narodowcom, to rozwieszanie plakatów lub… start w wyborach w celu „zapchania listy”. Nie zaoferowano żadnej merytorycznej oferty dla prawicowych młodych mieszczan. Nie ma pomysłu na udział w lokalnych inicjatywach czy wieloetapowej pracy na rzecz stworzenia samorządowych przyczółków.

Nasilający się więc patriotyzm młodych to kapitał, który może zostać zagospodarowany lub roztrwoniony. Pierwsze wymaga systematycznej pracy: pokazanie im ścieżek, dzięki którym swój patriotyzm będą mogli przełożyć na namacalny konkret. Konieczne jest zaangażowanie młodych patriotów w pracę u podstaw, która nie będzie trwoniona w doraźnych, wyborczych zrywach. Potrzeba setek grup edukacyjnych i samokształceniowych, przedsięwzięć charytatywnych, lokalnych konfederacji zaangażowanych w politykę samorządową.

Jak jednak przekonać młodego człowieka w koszulce z „Łupaszką”, że monitorowanie gminnego budżetu czy udział w konsultacjach społecznych to kontynuacja drogi jego idoli? To wymaga systematycznej pracy już z licealistami i sprawienia, by ich bunt dojrzewał z wiekiem do buntu twórczego. Największym wyzwaniem jest odwojowanie polityczności. Polityczność musi przestać odrzucać młodych ideowców skojarzeniami z konformistycznymi partyjnymi młodzieżówkami, a zacząć inspirować do podmiotowego zmieniania otaczającej rzeczywistości. Jeżeli idolami młodych są wojenni czy powojenni herosi, którzy rzucili wyzwanie tragicznej rzeczywistości, to trzeba znaleźć sposób, by wytłumaczyć im, że oni też muszą rzucić wyzwanie rzeczywistości odrzucającej polityczność. To przejście od deklaracji wartości do ich realizacji. Od emocji subkulturowej – do ciężkiej narodowotwórczej roboty.

Przekroczyć Rubikon

Przed wojną wywodzące się ze zbuntowanej, akademickiej, na swój sposób „subkulturowej” młodzieży skupionej wokół Myśli Mocarstwowej Giedroyciowskie środowisko pisma „Bunt Młodych” postanowiło zmienić winietę na „Politykę”. Podsumowali to sami często przytaczaną fraszką: „Młodzi się już zestarzeli / (hierbegrabenist der Hund) / wolą więc politykować / niż uprawiać dalej bunt”. Zrobili to na dwa lata przed wybuchem wojny. Widzialne przekroczenie rubikonu „polityczności” planowali na 1940 rok: wówczas chcieli jako środowisko wystartować w wyborach. By na naszych oczach i przy naszym udziale znów młodym ideowcom nie zabrakło czasu na przejście z etapu „buntu młodych” do etapu „polityki”, to najpoważniejsze wyzwanie najbliższych lat. Młodzi się już zestarzeli…

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY MIESIĘCZNIK IDEI, NR 5 (59)/2015, 6 MAJA–2 CZERWCA, CENA: 0 ZŁ
członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Redaktor naczelny portalu klubjagiellonski.pl. Pracował dla organizacji obywatelskich, instytucji publicznych, biznesu i polityków. Mąż Karoliny, ojciec Leona.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz