Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

O chciwości i innych toksynach

Oczekiwanie samozatrudnienia i śmieciówki mają nie tylko motywacje ekonomiczno-podatkowe, ale też istotne znaczenie w wymiarze delegacji odpowiedzialności prawnej jak najniżej, a najlepiej poza firmę

Oczekiwanie samozatrudnienia i śmieciówki mają nie tylko motywacje ekonomiczno-podatkowe, ale też istotne znaczenie w wymiarze delegacji odpowiedzialności prawnej jak najniżej, a najlepiej poza firmę

Na pierwszy rzut oka trudno wyobrazić sobie bardziej odległe od siebie zawody niż sprzedawca polisolokat i awangardowy artysta. Tymczasem z dwóch głośnych w zupełnie różnych środowiskach publikacji – „Chciwości” Pawła Reszki i „ABC projektariatu” Kuby Szredera – wyłaniają się obrazy momentami wręcz bliźniaczo patologicznych systemów oraz tragicznych dla ich wyrobników konsekwencji uczestnictwa w nich. Trudno wyzbyć się wrażenia, że te pocztówki z dwóch krańców świata pracy wiele mówią o jego całości. Na poziomie rządzących pracą wartości, regulacji i kultury mamy coraz większy problem.

Od kredytu do grzechu

„Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy” to autorska kompilacja rozmów z byłymi i aktualnymi pracownikami banków, agencji ubezpieczeniowych i firm doradztwa finansowego, okraszona fragmentami służbowej korespondencji czy materiałów szkoleniowych z serca tych branż. Oryginalny reportaż Pawła Reszki, napisany jakby z myślą o niezdolnych do koncentracji na dłuższym fragmencie tekstu użytkownikach mediów społecznościowych, opowiada o kryzysie finansowym, kredytach frankowych i polisolokatach ze specyficznej perspektywy. Mniej – choć nadal wiele – mówi o klientach, czyli zewnętrznych ofiarach finansowo-marketingowej inżynierii. Więcej – o ofiarach wewnątrz tego systemu: jego pracownikach, agentach, przedstawicielach. Najwięcej chyba – o ludzkiej naturze skażonej grzechem, podatnej na błędy i skłonnej do zła.

O książce dziennikarza „Tygodnika Powszechnego” trudno było nie usłyszeć: od lewa do prawa, od tematycznych nisz po najbardziej mainstreamowe media, była dyskutowana i cytowana. To chyba nie tylko zasługa sprawnej promocyjnej machiny, ale i społecznego zapotrzebowania na poznanie i zrozumienie zasad rządzących światem finansowych korporacji w polskim wydaniu czy wielkich firm w ogóle. Znamienne, że podtytuł książki, o „oszukiwaniu przez wielkie firmy”, nie do końca oddaje jej treść: wszak mowa wyłącznie o branży finansowej, a i nie wszyscy bohaterowie to pracownicy firm wielkich. Pojawiają się i przedstawiciele małych firm pośrednictwa, i doradztwa finansowego.

Projektariat: NGO-sowy chleb powszedni

Z kolei „ABC projektariatu” to książka głośna głównie w środowisku artystowsko-NGO-sowej „warszawki”, choć kontekst, w jakim trzeba ją postrzegać, miał również swoje pięć minut w medialnym głównym nurcie. Jej wydawcą jest Fundacja Bęc Zmiana, warszawska organizacja pozarządowa, działająca na styku światów sztuki i miasta. O „Bęcu” wyjątkowo głośno zrobiło się w ubiegłym roku, gdy media podchwyciły historię pracownika prowadzonej przez fundację księgarni, który rozpropagował sprawę swojego zatrudnienia. Pracując de facto na etacie poskarżył się, że wyjątkowo społecznie wrażliwa i walcząca o poprawę sytuacji zawodowej artystów oraz społeczników organizacja zatrudnia go na umowę o dzieło. W społecznościówkach zawrzało. „Bęc” spotkał się z falą hejtu, rozpoczęła się kontrola Państwowej Inspekcji Pracy.

Agencja reklamowa stworzyła dla Polmosu reklamę, na której zdjęcia ofiar stanu wojennego opatrzono napisem: „Kac Vegas? Scenariusz pisany przez Żytnią”. Ostatecznie 15 tys. złotych zadośćuczynienia zapłaci pracująca dla agencji na śmieciowej umowie pracowniczka

Stojąca na czele fundacji Bogna Świątkowska w medialnych komentarzach przez wszystkie przypadki odmieniała pojęcia „prekariatu” i „projektariatu”. Definiowała przez nie nie tylko warunki zatrudnienia w „Bęcu”, ale też własną sytuację zawodową i powszechne w branżach NGO i kultury zjawisko. Trudno nie przyznać jej racji: uzależnienie nie tylko organizacji jako takiej, ale i jej możliwości zatrudnieniowych, od zewnętrznych grantów i projektów, to chleb powszedni tego świata. Potwierdzają to opublikowane niedawno badania „Trzecia strona medalu. Sytuacja osób pracujących w polskich organizacjach pozarządowych”. Ich analiza to temat na osobny artykuł, ale samo przywołanie śródtytułów z diagnostycznej części raportu wiele powie o słuszności „prekariacko-projektariackiej” diagnozy: „Brak stabilności, czyli »od projektu do projektu«”, „montaż finansowy, czyli »moje wynagrodzenie było z bardzo różnych projektów pozszywane«”, „brak równowagi między pracą a życiem osobistym, czyli »telefon służbowy biorę ze sobą na urlop«”…

Wydaje się, że wydanie przez Fundację Bęc Zmianę „ABC projektariatu” należy uznać za usystematyzowany, poważny głos w dyskusji, która choć obecna w wewnątrzśrodowiskowych gremiach, wypływa na powierzchnię zwykle wraz z wybuchem kontrowersji. Dość wspomnieć, że przecież analogiczne zarzuty, niezgodnego z lewicowym etosem zatrudniania na śmieciówkach, dotknęły parę lat wcześniej środowisko „Krytyki Politycznej”. Wówczas systemowej debaty chyba zabrakło, ale teraz książka Szredera – mimo że dotyczy bardziej realiów pracy zawodowo nomadycznych artystów niż ściśle „pozarządowców” choćby i z organizacji kultury – może tę rolę pełnić.

Książki Reszki i Szredera wydaje się dzielić prawie wszystko. Jedna, napisana przez znanego dziennikarza „Tygodnika Powszechnego”, mimo ciężkiej materii jest nad wyraz lekka, składa się głównie z poszatkowanych reporterskich rozmów i wycinków ze służbowej korespondencji. Styl teoretyka kultury jest zaś branżowy, erudycyjny i przyciężkawy, pełen odniesień i neologizmów. „ABC projektariatu” to nie tylko tytułowy alfabet (od „Ambiwalencji” po „Zaangażowanie”), ale i zmierzająca w stronę politycznego manifestu eseistyczna część „Radykalizacje” oraz cztery domykające tom rozmowy. „Chciwość” postrzegać można jako zbiór fotografii, inspirujący do rozmyślań nad naturą człowieka i instytucji (w tej kolejności). „ABC” – raczej od konserwatywnych rozważań ucieka, ale zwłaszcza „obcego” na polu ponowoczesnej sztuki czytelnika skłania do rozważań nad jej sieciową, nieuchwytną, konceptualną naturą. Wreszcie – najbardziej oczywistą różnicą wydaje się nieprzystawalność światów wielkomiejskiej elity artystycznej i głównie prowincjonalnej rzeczywistości przedstawicieli handlowych banków: ludzi łaknących awansu społecznego, finansowego czy choćby „geograficznego”. Tu okazuje się jednak, że opisy tych światów więcej łączy, niż dzieli.

Paliwo entuzjazmu

„Wykorzystajcie możliwości miejsca, w którym przyszło Wam pracować (…). Jeśli jesteś w tej firmie, bo chcesz pracować z najlepszymi i największymi, to udowodnij, proszę, że warto w Ciebie inwestować czas i pieniądze” – to fragment jednego z wielu cytowanych przez Reszkę maili motywacyjnych, który otwiera rozdział „Presja”. W przytaczanych rozmowach i fragmentach korespondencji widać doskonale, jak w świecie sprzedaży motywuje się pracowników: próbując krzesić ich entuzjazm, odwołując się do ich ambicji i aspiracji. Stymulowanie niezdrowej konkurencji, atmosfera wyścigu szczurów, a z drugiej strony ekskluzywne formy wynagradzania najbardziej oddanych pracowników i nieustające przypominanie, że przecież pracując w „Firmie” chwycili Pana Boga za nogi – to rzeczywistość, którą poznajemy czytając „Chciwość”. Pracownicy godzą się na oszukiwanie klientów, bo przecież to wielka szansa, że w ogóle mogą to robić.

„Jeśli jesteś w tej firmie, bo chcesz pracować z najlepszymi i największymi, to udowodnij, proszę, że warto w Ciebie inwestować czas i pieniądze”

Entuzjazm w świecie projektariatu jest rozpalany na pierwszy rzut oka zupełnie innym krzesiwem: poczuciem misji czy wyjątkowości własnej pracy. „Artystyczny projektariat akceptuje niegodziwe warunki pracy z racji swojego umiłowania sztuki czy też entuzjastycznego dążenia do realizacji projektów. (…) Dochodzi do bezpośredniego wyzysku entuzjazmu” – konkluduje w pewnym momencie Szreder.

„Te bankiety to trucizna”

Za autorami „The New Spirit of Capitalism” Szreder przypomina, że „w przeszłości każdy świat społeczny – dom, fabryka, kościół, muzeum – miały wyraźnie wyznaczone granice, zarówno w czasie, jak i przestrzeni, normach i obyczajach. I tak chociażby relacje profesjonalne różniły się od przyjaźni, zobowiązania wobec rodziny przybierały inną formę niż obowiązki w pracy. W sieciowym kapitalizmie te granice ulegają rozmyciu, a uprzednio rozłączne światy przenikają się”.

Przenikanie się światów pracy i życia osobistego to kolejny punkt łączący tak różne rzeczywistości obu książek. Ich najbardziej wyrazisty symbol to „firmowe imprezy” i „artystowskie bankiety”. Choć przecież w naturalny sposób powinny mieścić się w prywatnej, rekreacyjnej przestrzeni życia, to w obu światach stają się z jednej strony formą dystrybucji prestiżu, z drugiej – coraz bardziej męczącym przymusem „bywania” i „networkingu”. „Stoimy razem przy barze. Coś usiłuję zagadać, ale kompletny mur i niechęć. Widać mam nie dość fajną marynarkę. Piję nie takiego drinka, nie wyglądam dość korporacyjnie. Nagle podchodzi jakiś wspólny znajomy. Okazuje się, że pracujemy wszyscy troje w jednej grupie kapitałowej. Jej stosunek zmienia się o 180 stopni. Jest miła, skora do pogawędki” – opowiada jeden z bohaterów Reszki. „W sieci albo jesteś widoczny, więc jesteś, albo jesteś niewidoczny i nie istniejesz. Widoczność generowana jest przez robienie projektów oraz intensywny networking. W ten sposób powstaje zaklęty krąg, ponieważ cyrkulują ci, którzy są widoczni, a widoczność jest zapewniana jedynie dzięki cyrkulacji. Wypadnięcie z obiegu grozi zniknięciem, społeczną śmiercią, wykluczeniem” – dodaje Szreder.

Brak granicy między tym, co publiczne i zawodowe a tym, co prywatne, patologicznie wpływa na relacje rodzinne i przyjaźnie. Najbardziej wstrząsającym fragmentem „Chciwości” jest, zdaje się, opowieść o tym, jak wielu wyrobników systemu finansowego po kryzysie nie miało dokąd wrócić. Rozpoczynając pracę „sprzedażowca” przenieśli się do większych miast, awansowali „geograficznie”. Tyle że to właśnie ich sąsiedzi, bliscy, rodzice i koledzy z podstawówki mieli być ich klientami – do pozyskiwania ich jako klientów przygotowywano ich na szkoleniach i w mailach motywacyjnych. Gdy okazało się, że namówili dziesiątki bliskich osób do utopienia oszczędności życia w polisolokatach – w rodzinnym miasteczku lepiej było się im nie pokazywać. Podobne zjawisko obserwuje Szreder: „Zaprzyjaźniasz się z osobami, z którymi pracujesz, a do projektu zapraszasz te osoby, które lubisz (…). W takich sytuacjach nieporozumienia przybierają postać osobistych ataków, które mogą zakończyć się nie tylko zerwaniem współpracy, ale też nadwątleniem przyjaźni”.

Przedsiębierz albo giń

Jednym z haseł alfabetu Szredera jest „mikroprzedsiębiorczość”: „W świecie sieci wszyscy mamy stać się mikroprzedsiębiocami. Czy nam się to podoba, czy nie, projektowa dżungla wymaga na nas takie zachowanie. (…) Od każdego z nas oczekuje się, że sami zadbamy o własną przyszłość. Każdy fałszywy krok może zakończyć się wykluczeniem, prekarnością czy biedą. Żeby utrzymać się na fali, musimy bez ustanku kalkulować, podejmować ryzyko, skrupulatnie inwestować w samych siebie i nasze projekty (…) W okrutnej ekonomii przegrani zostają z niczym, a zwycięzca bierze wszystko. Tym samym projektariusze tylko po to, żeby przetrwać, zaczynają stosować strategie przedsiębiorczego indywidualizmu, którego pochwały głoszą neoliberalni apologeci” – wylicza autor „ABC”. Dodać trzeba, że bez wątpienia „neoliberalizm” jest najcięższą ze stosowanych w książce obelg. Uwikłani w znienawidzony system radykalni artyści, choć w projektach nad wyraz często zajmują się negowaniem neoliberalizmu, to realizują je w jego ścisłych ramach. „Łatwo jest robić projekty o równości, o wiele trudniej je równościowo realizować” – przyznaje autor.

Ale ten przymus ma też zupełnie inny, dużo bardziej instytucjonalny wymiar. Jedną z przytaczanych w „Chciwości” historii jest anegdota z sądu – jeden z klientów próbował uwolnić się od swojego kredytu frankowego. „Pani Basia”, obsługująca go, twardo upierała się przed sądem, że była pracownicą banku. Otrzeźwiło ją dopiero pytanie o to, kto płacił za nią ZUS. „Chyba dopiero wtedy zrozumiała, że miała własną działalność gospodarczą, że z bankiem była związana luźno, że była kimś od brudnej roboty, kto miał nie zdawać sobie sprawy, że oszukuje niewinnych ludzi” – opowiada rozmówca Reszki.

Brak granicy między tym, co publiczne i zawodowe a tym, co prywatne, patologicznie wpływa na relacje rodzinne i przyjaźnie obu światów

Oczekiwanie samozatrudnienia czy zatrudnienie śmieciówkowe ma więc nie tylko ściśle ekonomiczno-podatkowe motywacje i konsekwencje, ale też istotne znaczenie w wymiarze odpowiedzialności prawnej, ciążeniu w stronę jej delegacji jak najniżej lub najlepiej poza formalną strukturę instytucji czy firmy. „Rządzący bardzo rzadko są rozliczani ze swoich decyzji niezależnie od tego, jak bardzo nie byłyby one szkodliwe. Natomiast zwykły projektariat ugina się pod jarzmem administracji, kwantyfikując swoje plany i rozliczając przedsięwzięcia. Ta rozbieżność unaocznia iluzoryczność ideologii audytu oraz jej kompatybilność z technikami władzy” – celnie zwraca uwagę Szreder, dość zaskakująco przyjmując na chwilę narrację liberalnych, drobnych przedsiębiorców.

Jego uwaga tyczy się jednak nie tylko władzy publicznej, fundującej artystyczne granty i projekty, ale i struktur władzy w świecie biznesu: tak w kontekście sądowej anegdoty Reszki, jak i słynnej historii skandalicznej reklamy wódki Żytnia. Pracująca dla niej agencja reklamowa stworzyła kreację, na której zdjęcia ofiar stanu wojennego opatrzono napisem: „Kac Vegas? Scenariusz pisany przez Żytnią”. Ostatecznie 15 tys. złotych zadośćuczynienia… nie zapłaci Polmos, ani obsługująca go agencja, ale pracująca dla niej na śmieciowej umowie pracowniczka.

Uczciwy przyczynek

Podobieństw między światami z książek Reszki i Szredera jest dużo więcej, a zestawienia idących w podobnym kierunku cytatów mogłyby zająć kolejne strony tekstu. Ich poszukiwania warto pozostawić czytelnikowi. Ostatnim punktem wspólnym, którego nie sposób pominąć, jest uczciwość obu autorów. Choć przytaczane fragmenty tworzą obraz zatrważający i patologiczny, to obaj zadają ważne pytania i nie decydują się na jednostronne sądy. Dlaczego uczestnicy patologicznych systemów chcą w nich tkwić? Czy opisane światy mają tylko ciemne strony? Czy powinniśmy się nad nimi użalać, czy raczej skłaniać do autorefleksji, czy samoorganizacji? Może nie są architektami patologicznych systemów, ale jednak przez aktywne w nich uczestnictwo – co najmniej współbudowniczymi?

Tytułowa „chciwość” według Reszki to nie tylko problem „nieludzkiego systemu” i jego wyrobników. To też cecha klientów, którzy w pogoni za marzeniem o emeryturze pod palmami toksyczne produkty finansowe kupowali chętnie i bez chwili poważnego zastanowienia. Z kolei „ambiwalencja”, która otwiera tom Szredera, to napięcie pomiędzy zaletami projektu – niezależnością, możliwością samorealizacji, dywersyfikacją źródeł dochodów – a uzależnieniem od nich. Wbrew pozorom obaj nie pozwalają sobie na jednoznaczne potępianie w czambuł systemów, które opisują.

Przywrócić kapitalizmowi głowę

Obserwacje Reszki i Szredera są istotnym uzupełnieniem pejzażu świata pracy w Polsce, który kreśliliśmy w poprzednim numerze „Nowej Konfederacji”. Analizując kolejne branże pomiędzy tymi skrajnymi biegunami banków i artystowskich kolektywów, pewnie i w nich znaleźlibyśmy bez problemu wspólne mianowniki. Niemniej lektura omawianych książek inspiruje do konkluzji, że skoro podobne społeczne patologie łączą już tak odległe światy, to problem musi tkwić dużo głębiej, niż tylko w nich.

Choć może byłoby to zrozumiałe dla Reszki i raczej nieintuicyjne dla Szredera, to wydaje się, że świat pracy, wyzuty z moralnych punktów odniesienia i pytań o kondycję pracownika, musi być konsekwencją pseudokapitalizmu, w którym zerwano więzi ludzi z własnością. Do poszukiwania dla niego bardziej antropocentrycznych alternatyw – od spółdzielczości po ekonomię binarną – obie lektury kolejny raz motywują.

Prezes Klubu Jagiellońskiego, redaktor portalu klubjagiellonski.pl. Ekspert ds. społeczeństwa obywatelskiego. Pracował dla organizacji obywatelskich, instytucji publicznych, biznesu i polityków.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz