Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Nowa Europa ante portas?

Emmanuel Macron w swym przemówieniu proponuje nową wizję Europy, jakościowo odmienną od amerykańskiej czy chińsko-rosyjskiej

27 sierpnia prezydent Emmanuel Macron wygłosił doroczne przemówienie do ambasadorów Francji, powszechnie traktowane jako dyplomatyczna „mapa drogowa”, czyli oficjalne określenie priorytetów polityki zagranicznej Paryża. Z większości polskich komentarzy wynika, że Macron przede wszystkim zaproponował Europie wspólną obronę i sojusz z Rosją. Gdyby chodziło tylko o to, można by wzruszyć ramionami i powiedzieć: „przecież to już grali, bez efektów”. Ale lektura całości poniedziałkowego przemówienia francuskiego prezydenta, a zwłaszcza dostrzeżenie jego kontekstów, każe potraktować to wystąpienie znacznie bardziej serio. Bo obronność to tylko jeden z jego elementów, bynajmniej nie najważniejszy, a Moskwa ma w tej wizji znaczenie co najwyżej drugorzędne.

Nie przypadkiem Emmanuel Macron chwilę po swoim przemówieniu wybiera się do Danii i Finlandii. Wyraźnie zasugerował, że Skandynawia będzie ważnym elementem jego polityki

Dla jej uważnych obserwatorów treść tego wystąpienia nie jest szczególnie zaskakująca. Podkreślanie roli wspólnoty frankofońskiej, strategiczna orientacja „śródziemnomorska”, nacisk na multilateralizm oraz politykę kulturalną i edukacyjną – to tradycyjne elementy wielu podobnych przemówień francuskich mężów stanu od wielu lat. Większość akapitów dotyczy Bliskiego Wschodu i Afryki, a Rosja jest przywołana tylko w czterech. Najpierw w wąskim kontekście stabilizacji Syrii. Potem – jako potencjalny partner w zakresie „odnowionego dialogu na temat bezpieczeństwa cybernetycznego, broni chemicznej, broni konwencjonalnej, konfliktów terytorialnych, bezpieczeństwa przestrzeni kosmicznej lub ochrony obszarów polarnych”, acz z zastrzeżeniem, że „postęp w kierunku rozwiązania kryzysu ukraińskiego (…) będzie oczywiście warunkiem wstępnym prawdziwego postępu z Moskwą”. I wreszcie jako drugi obok Turcji potencjalny czynnik kształtowania ładu europejskiego, zewnętrzny w stosunku do Unii Europejskiej. Zdecydowanie więcej uwagi prezydent Francji poświęcił Chinom i Indiom, a szerzej – francuskiej i europejskiej aktywności w Azji oraz na Pacyfiku.

To jeden ze znaków czasu, czy raczej – specyficznie francuskiego ich odczytywania. Podobnie, jak ostateczne chyba uznanie, że amerykański unilateralizm i skłonność do wojen handlowych to nie chwilowy kaprys „nieobliczalnego” Donalda Trumpa, lecz prawdopodobnie stały już sposób prowadzenia polityki przez USA („objaw, a nie przyczyna”). Analogicznie prezydent Francji ocenił politykę brytyjską i Brexit, zaś wisienką na tym torcie jest bardzo wyraźne docenienie globalnej roli aktorów pozapaństwowych, uznanie kryzysu dotychczasowego modelu globalizacji i schyłku „liberalnego porządku westfalskiego”. Na marginesie – ciekawe, ilu polskich polityków (i komentatorów) wie bez sprawdzania w Wikipedii, co to jest ów „porządek westfalski” i do czego pije w tym miejscu Macron?

Można oceniać krytycznie francuskiego prezydenta oraz samą Francję, a także wątpić w zdolność „Starej Europy” do realizacji odważnych projektów politycznych oraz odegrania w przyszłości roli supermocarstwa. Niezależnie jednak od tego, patrząc chłodnym okiem analityka, warto pochylić się nad poniedziałkowym przemówieniem i poszukać w nim elementów zwiastujących nowe jakości, zastanawiając się, co z tego wszystkiego wynika dla Europy i dla nas.

To prawda, że projekty wspólnej obrony europejskiej, mniej czy bardziej niezależnej od USA i NATO, zgłaszano już nie raz, i niewiele z nich wyszło. Tyle, że czyniło to inne pokolenie polityków (generalnie, żyjące w przekonaniu, ze „piekła nie ma”, a ich głównym zmartwieniem jest tuszowanie drobnych skandalików finansowych) i w innych okolicznościach strategicznych. Dzisiejsi politycy z Francji i Niemiec raczej już wiedzą, że jeśli chcą zachować wpływ na bieg spraw regionalnych i globalnych, muszą zbudować w Europie bardziej sprawiedliwy, a zarazem efektywny rynek, nowocześniejsze (czytaj: bardziej odporne na ksenofobię i populizm) społeczeństwo, przywrócić zaufanie mechanizmom demokratycznym, a wreszcie – porządnie zabezpieczyć ów twór od zewnątrz.

Prezydentura Macrona, w wymiarze wewnętrznym, przyniosła w tych zakresach konkretne zmiany na lepsze. Nic więc dziwnego, że jego zdaniem przyszła pora na reformowanie Europy w podobnym kierunku jak samej Francji, a okazją do pierwszej weryfikacji tego pomysłu będą zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego oraz nowe ułożenie ośrodków władzy wewnątrz Unii, jako ich konsekwencja.

Trudno liczyć, że Czesi i Słowacy, mając do wyboru konkretny projekt europejski oparty o tandem niemiecko-francuski, postawią docelowo na mgliste wizje polskiej hegemonii regionalnej z Ameryką w tle

Dlatego namawiam do traktowania serio – tym razem – także projektów wspólnych działań w zakresie bezpieczeństwa i obrony, które pewnie pojawią się niebawem. A jeszcze bardziej – nowych projektów gospodarczych, politycznych i cywilizacyjnych, prawdopodobnie opartych na poszukiwaniu nowego kompromisu pomiędzy tradycyjną rolą państw narodowych w UE a docenieniem roli regionów, metropolii, transnarodowych organizacji i ruchów społecznych, podmiotów i stowarzyszeń gospodarczych etc. Bo jeśli nawet nie zdecydujemy się (lub nie zdołamy) wziąć udziału w owych projektach, to zapewne na lata ukształtują one rzeczywistość polityczną, ekonomiczną i strategiczną na zachód, północ i południe od polskich granic. Tak, na północ – bo nie przypadkiem Emmanuel Macron chwilę po swoim przemówieniu wybiera się do Danii i Finlandii. Wyraźnie zasugerował, że Skandynawia będzie ważnym elementem jego polityki – wynika to i z docenienia jej roli geoekonomicznej (Arktyka!), i ze specyficznych doświadczeń w zakresie polityki bezpieczeństwa, i wreszcie inspirującej roli nordyckich osiągnięć w łączeniu znacznej opiekuńczości państwa z rolą sektora prywatnego i proefektywnościowych mechanizmów rynkowych. Na południe – bo trudno liczyć, że Czesi i Słowacy, mając do wyboru konkretny projekt europejski oparty o tandem niemiecko-francuski, postawią docelowo na mgliste wizje polskiej hegemonii regionalnej z Ameryką w tle.

Dzisiaj Macron proponuje Niemcom, ale także wszystkim innym Europejczykom, którzy chcą słuchać, wizję może nie porywającą, ale jednak jakościowo odmienną od amerykańskiej czy chińsko-rosyjskiej. Mówi o świecie wartości republikańskich i praw człowieka, o świecie w którym ważna jest powszechna edukacja – szczególnie dziewcząt, i wyraźniej niż ktokolwiek dotąd wiąże ten postulat z perspektywą polityki demograficznej, a w konsekwencji z migracyjnymi wyzwaniami dla bezpieczeństwa. Mówi o odpowiedzialności za planetę i za środowisko naturalne, o nowej polityce handlowej i fiskalnej, o wspieraniu rozwoju i dobrobytu w skali globalnej przy pomocy narzędzi „miękkich”, o bezpieczeństwie cyfrowym i technologicznej innowacyjności.

Realistyczne, czy nie – będzie nieźle nadawać się na program wyborczy, za którym niebawem może opowiedzieć się wielu „starych” i „nowych” Europejczyków.

Witold Sokała
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, wicedyrektor Instytutu Polityki Międzynarodowej i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, członek Rady oraz ekspert Fundacji Po.Int, jeden z fundatorów i wiceprezes Fundacji Wiedza-Rozwój-Bezpieczeństwo. W przeszłości pracował jako dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny, menedżer w sektorze prywatnym oraz urzędnik państwowy, a także jako niezależny konsultant w zakresie m.in. marketingu, public relations i wywiadu konkurencyjnego. Współpracował z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, był członkiem Polar Task Force (zespołu doradczego ad hoc przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych). Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Zajmuje się problematyką ewolucji cywilizacji zachodniej i jej wpływem na bezpieczeństwo, wyzwaniami i zagrożeniami asymetrycznymi (w tym walką informacyjną, terroryzmem, przestępczością zorganizowaną i migracjami), a także funkcjonowaniem służb specjalnych i sektora prywatnego w sferze bezpieczeństwa. Jest autorem, redaktorem i współredaktorem kilkudziesięciu prac naukowych z tego zakresu, w tym monografii: „Polityka bezpieczeństwa na Starym Kontynencie” (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2010), „Asymetria i hybrydowość – stare armie wobec nowych konfliktów” (Wyd. Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Warszawa 2011) oraz „Sztuka polityki” (Wyd. Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Kielce 2017). Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego (1992) oraz Wydziału Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej (1996); stopień doktora w dziedzinie nauk o polityce uzyskał na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego (2005).

Komentarze

8 odpowiedzi na “Nowa Europa ante portas?”

  1. Zjerzy pisze:

    Wizja: “zbudować w Europie bardziej sprawiedliwy, a zarazem efektywny rynek, nowocześniejsze (czytaj: bardziej odporne na ksenofobię i populizm) społeczeństwo, przywrócić zaufanie mechanizmom demokratycznym, a wreszcie – porządnie zabezpieczyć ów twór od zewnątrz.”

    Czyli po prostu to, co już było tylko bardziej. Jedyny sposób żeby coś, co już było a nie chce być dalej zmusić do istnienia to zastosować siłę. Najprawdopodobniej zatem ta nowa “francuska” Europa będzie budowana na sile.

    A pod spodem ksenofobowie się burzą i kipią.

  2. papieros pisze:

    Zadluzenie szweckich gospodarst domowych rosnie tak na marginesie nie najlepszych wzrostow pkb strefy euro .mruganie oczkiem do Putina wykonala tez kanclerz .paliwo tansze z Iranu czy Rosji ? Amerykanie maja z tym mniejszy klopot .w tle klopotliwa Turcja i prywatyzacja na Ukrainie przed wyborami .tak ja sobie pozwolilem na skróty myślowe

  3. Polak pisze:

    Macronowi chodzi głównie o oderwanie Niemiec od Europy Wschodniej, bo oni tu robią kokosowe interesy i dzięki nim rosną względem Francji.
    Chce też skierować pieniądze do krajów gdzie takie interesy będzie robiła Francja.
    Sojusze i dalekosiężne plany to tylko sztafaż

  4. słowa słowa słowa pisze:

    nic z tego nie będzie, lewactwo nie potrafi nic zbudować, potrafi tylko niszczyć, od dwóch dekad UE jest na równi pochyłej, nie rozwiązano żadnego palącego problemu, następuje stopniowa wymiana ludności, świat pędzi do przodu.

    Europa Zachodnia już dwie dekady temu była skansenem, dziś ten skansen wstrząsają problemy społeczne, gospodarcze, ekonomiczne.

    panująca w UE elita orientuje się, że traci władzę, stąd takie słowa – ale gnicie, rozkład, marazm, śmierć, zanik, rozpad, degrengolada będą postępowały.

    nie da się odwrócić tych procesów bez determinacji, powrotu do tzw. tradycyjnych wartości, pracy, poświęcenia dzięki którym zbudowano dobrobyt, który lewactwo przeżarło, rozmieniło na drobne w dwie dekady.

  5. Radosław Herka pisze:

    “To jeden ze znaków czasu, czy raczej – specyficznie francuskiego ich odczytywania. Podobnie, jak ostateczne chyba uznanie, że amerykański unilateralizm i skłonność do wojen handlowych to nie chwilowy kaprys „nieobliczalnego” Donalda Trumpa, lecz prawdopodobnie stały już sposób prowadzenia polityki przez USA („objaw, a nie przyczyna”). Analogicznie prezydent Francji ocenił politykę brytyjską i Brexit, zaś wisienką na tym torcie jest bardzo wyraźne docenienie globalnej roli aktorów pozapaństwowych, uznanie kryzysu dotychczasowego modelu globalizacji i schyłku „liberalnego porządku westfalskiego”. Na marginesie – ciekawe, ilu polskich polityków (i komentatorów) wie bez sprawdzania w Wikipedii, co to jest ów „porządek westfalski” i do czego pije w tym miejscu Macron?”

    Ja wiem, ale politykiem nie zostałem. Zresztą to na marginesie. Do czego zmierzam – że Macron chce iść na konfrontację z USA. A na tej wojnie to ja chcę być z USA u boku.

    Reasumując, nie podzielam wiary Autora w nowe pokolenie “Europejczyków” 😀 A wstawki o budowaniu czegoś bardziej “sprawiedliwego” (w odniesieniu do “rynku” sic!) wprawiły mnie w radosny nastrój 😉

    No cóż, Bajania Starego Masona nad przemówieniem Enfant Terrible Loży Wielkiego Wschodu Francji muszą niestety wywoływać taki efekt. Z jednym się zgodzę – bez WYDATNEGO zaangażowania USA w projekt Trójmorza, Czechy i Słowacja rzeczywiście postawią na bycie satelitą Niemiec – będących w tandemie z Francją…

  6. mz pisze:

    Zwłaszcza Amerykanie są przeciw edukacji dziewcząt. Co to za bzdury.

  7. papieros pisze:

    Do Rumuni Bułgarii morze czarne jest ciekawsze

  8. Wojciech pisze:

    To co tu jeszcze robisz Towarzyszu, jest tyle wspaniałych miejsc świata, ChRLD chętnie przyjmuje dobrze wykształconych Europejczyków jeżeli tylko chcą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz