Newsletter

Teatr wojowniczej retoryki

Retoryka członków rządu wobec TSUE to przykład klasycznej „narracji wewnętrznej”, skierowanej do najtwardszego, antyunijnego elektoratu. Nie poprawia ona pozycji Polski w sporze z instytucjami europejskimi

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Dwie dość kuriozalne wypowiedzi przedstawicieli rządu Mateusza Morawieckiego, które usłyszeliśmy w poniedziałek (27 sierpnia), zakończyły sezon wakacyjnego odprężenia w relacjach Polski z Brukselą. Najpierw padły słowa wicepremiera Jarosława Gowina o możliwym „ignorowaniu” odpowiedzi lub orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wobec pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego. Następnie w rozmowie z jedną z prywatnych stacji telewizyjnych głos zabrał sam premier. Powołując się na znajomość mechanizmów funkcjonowania UE, stwierdził, że TSUE nie jest „Sądem Ostatecznym, tylko sądem europejskim, Trybunałem Sprawiedliwości”.

Trudno się dziwić, że już wkrótce doczekaliśmy się gorącej reakcji na te oświadczenia ze strony najbardziej skonfliktowanych z naszym rządem polityków europejskich w rodzaju lidera grupy Liberałów i Demokratów (ALDE) Guya Verhofstadta. Przecież słowa o zamiarze lekceważenia orzeczeń tak ważnej w systemie UE instytucji, do której, co warto przypomnieć, odwoływali się często także politycy będący w sporze z Brukselą (jak chociażby Czesi, Słowacy i Węgrzy w sprawie obowiązkowych kwot uchodźców) brzmią jak woda na młyn dla wszystkich twierdzących, że rząd w Warszawie lekceważy europejski system praworządności lub wręcz kontynentalną kulturę prawną. „PiS is worse than Trump!” – napisał na Twitterze Verhofstadt, wprost zestawiając nieprzewidywalność retoryki prezydenta USA i rządu polskiego.

Więcej praktyki politycznej, mniej teatralnej, wojowniczej retoryki – chciałoby się powiedzieć, słuchając wypowiedzi naszych liderów

Osobliwie w tym kontekście brzmi podany przez premiera Morawieckiego argument niestosowania się wielu krajów UE do orzeczeń TSUE. Został on sformułowany w politycznej próżni i w sposób nieadekwatny do rzeczywistości. Istotnie, poszczególne kraje członkowskie nie zawsze garną się do karnego wykonywania wyroków Trybunału, niemniej jednak są to zazwyczaj dość szczegółowe z punktu widzenia UE problemy związane z prawem konkurencji handlowej lub inwestycyjnej, pomocą państwa dla poszczególnych gałęzi gospodarki i kwestiami związanymi z nadmierną eksploatacją środowiska naturalnego. Warto więc pamiętać, że TSUE nie wydaje orzeczeń w sprawach stricte ustrojowych. Wobec żadnego z krajów, które spierają się z TSUE w tych kwestiach (chociażby Grecji, Włoch lub Hiszpanii) Komisja Europejska nie uruchomiła artykułu 7.1 Traktatu o UE. Ociągające się z realizacją orzeczeń TSUE w sprawie pomocy publicznej dla stoczni w Sardynii Włochy były przez lata w zupełnie inne sytuacji prawnej i politycznej niż Polska od momentu rozpoczęcia w UE procesu monitorowania praworządności. Rządy poszczególnych krajów UE, nawet Węgier, zazwyczaj nie pozwalają sobie na tak zdecydowaną, a wręcz teatralną retorykę wojenną wobec instytucji wspólnotowych. Tym bardziej zaś wobec orzeczeń TSUE, które zgodnie z traktatem o UE są ostateczne. Próbują innych, zapewne mniej efektownych medialnie dróg: zakulisowych negocjacji, maksymalnego wydłużania terminu egzekucji orzeczeń, w końcu, usiłują dokonywać swoistego handlu wymiennego z UE w innych obszarach. Rząd w Warszawie ma jednak niewiele do zaproponowania samej Unii, ograniczając się albo do powtarzania sloganu „Europa wolnych narodów” albo wciąż niedopracowanych postulatów o zwiększeniu roli parlamentów krajowych w unijnym procesie decyzyjnym.

Wydaje się wręcz, że rząd sam prosi się taką retoryką o opinię kraju, który lekceważy nie tylko własną konstytucję (np. artykuł 190 ust. 1 o powszechnie obowiązującej mocy orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, złamany przez rządzącą większość przy okazji kilkukrotnego niepublikowania orzeczeń TK z 2015 i 2016 roku), ale również ducha i literę prawa wspólnotowego, do których przyjęcia Polska sama się zobowiązała na podstawie wolnej i nieprzymuszonej decyzji woli politycznej.

Więcej praktyki politycznej, mniej teatralnej, wojowniczej retoryki – chciałoby się powiedzieć, słuchając wypowiedzi naszych liderów. Niezależnie od tego, jaką odpowiedź bądź orzeczenie w stosunku do pytań prejudycjalnych wyda Trybunał w Luksemburgu, Warszawa jest skazana na racjonalny dialog polityczny z instytucjami unijnymi. Narracja Gowina i Morawieckiego tego dialogu zwyczajnie nie ułatwia.