Konsensus cechą arcypolską?

Istnieje szansa na stworzenie systemu politycznego opartego na konsensusie. Wymaga to jednak intensywnego zaangażowania w życie społeczne obywateli oraz podjęcia próby wzmocnienia kontroli polityków

Jesteśmy silnie ukształtowani przez kulturę, historię i tradycje naszej wspólnoty. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile naszych postaw jest odmiennych od zachowań innych narodów, a zarazem – ile posiadamy takich, które są bardzo polskie, unikalne. Jedni mogą ten fenomen uważać za wielki minus, inni za plus. Faktem jest jednak to, że od naszej „polskości” nie uciekniemy. Dlatego też trzeba ją wykorzystać do poprawiania tego, co w naszej rzeczywistości szwankuje, jeśli tylko się da. A jedno jest pewne: konsensus był i może z powrotem być cechą arcypolską.

Potrzeba nam liberum veto!

Praktycznie każdy Polak słysząc zbitkę dwóch łacińskich słów: „liberum veto”, instynktownie wie, że to coś złego. Te słowa są symbolem upadku Rzeczypospolitej. I jest to prawda. Jednak zasada jednomyślności braci szlacheckiej na sejmie, jaką my znamy pod złowieszczym określeniem liberum veto, jest wykoślawioną ideą konsensusu, jedną z najważniejszych zasad doby złotego wieku Rzeczypospolitej, której kształt krystalizował się od końca XIV w. aż do początku XVI w.

Poczynając od 1370 r., to jest od śmierci ostatniego Piasta, Kazimierza Wielkiego, rycerstwo (a nie tylko możnowładcy) zaczęło się organizować, by uzyskać przywileje od nowych władców wybieranych na tron Polski. Najpierw od Ludwika Węgierskiego, który chciał zapewnić wybór na tron Królestwa Polskiego którejś ze swych córek (przywilej koszycki, 17 września 1374 r.), a następnie od Władysława Jagiełły, który również zabiegał o sukcesję dla swego potomka. Następne przywileje uzyskiwano od Kazimierza Jagiellończyka i jego synów. W latach 1382-1384 pojawił się nowy typ zgromadzenia – sejm walny, który wszedł na trwałe do polskiej kultury politycznej. Powoli, przez cały XV w., postępowała formalizacja jego kształtu i wytworzenie się obok senatu koła poselskiego – reprezentantów sejmików ziemskich, czyli drugiej izby sejmu. Pierwszy taki sejm, z dwiema izbami sejmującymi i królem, odbył się najprawdopodobniej już w 1468 r. Również w tym czasie, na terenie Wielkopolski i Małopolski, rozwijał się i na trwałe zakorzeniał system sejmików ziemskich.

Celem było utwierdzenie mniejszości w przekonaniu, że nowo wprowadzane prawo, mimo że nie po ich myśli, nie łamie jej praw i tych, których reprezentowali, ale – w dodatku – będzie dobre dla kraju

System parlamentarny I RP, kształtujący się przez XV wiek, osiągnął swoją pełnię w pierwszej połowie XVI w., poczynając od konstytucji Nihil novi, ustanowionej na sejmie w Radomiu w 1505 r. To ona położyła formalny fundament pod demokrację szlachecką i sprawiła, że Rzeczpospolita z monarchii arystokratycznej przekształciła się w monarchię parlamentarną, która trwała aż do 1795 r., będąc – niestety – u swego końca raczej karykaturą swej pierwotnej postaci, ukształtowanej na początku XVI wieku. Ugruntował się wówczas pogląd, że sejm walny, gdzie stanowione są nowe prawa, tworzą trzy stany sejmujące: król, senat i izba poselska, i jedynie poprzez współpracę oraz zgodę wszystkich stanów mogło być uchwalone prawo. Od tego momentu, przez cały XVI wiek, uznano na poziomie instytucjonalnym (ale co ważniejsze – na poziomie ideowym i społecznym), że podstawą uchwalania prawa jest consensus, czyli poszanowanie praw wszystkich członków wspólnoty, a nie jednomyślność. Zaszczepienie się tego poglądu było w dużej części zasługą ruchu egzekucyjnego. Bezpardonowa dominacja większości nad mniejszością w ogóle nie wchodziła w grę. W czasie debat sejmowych należało przekonać swych współbraci do przedstawionej propozycji lub tak długo „ucierać” stanowiska, aż decyzja będzie akceptowalna dla obu stron. Nie chodziło o to, by przekonać do swojego pomysłu wszystkich, co – jak zdawano sobie sprawę – było często niemożliwe, ale by mniejszość nie podnosiła protestów. Celem było utwierdzenie mniejszości w przekonaniu, że nowo wprowadzane prawo, mimo że nie po ich myśli, nie łamie jej praw i tych, których reprezentowali, ale – w dodatku – będzie dobre dla kraju. Brak sformalizowanego regulaminu obrad pozwalał na długą, swobodną debatę, wielodniowe negocjacje i – w końcu – wypracowanie rozwiązań. Normalną rzeczą były obrady trwające do trzeciej w nocy. Taki system umożliwił wykształcenie się sztuki oratorstwa politycznego i parlamentarnej retoryki na wysokim poziomie. Chyba jednym z najbardziej doniosłych, ale też nietypowych przykładów tego ucierania się poglądów szlachty, możnych i króla były obrady sejmu 1569 r., dotyczące kształtu unii pomiędzy Koroną a Litwą. Obrady rozpoczęte w styczniu, przerwane potajemnym opuszczeniem obrad przez Litwinów w marcu, wznowione zostały w czerwcu. Były pełne nagłych i dramatycznych zwrotów akcji, wybitnych popisów oratorskich (m.in. znakomitego prawnika, biskupa krakowskiego Filipa Padniewskiego), ucierania poglądów do momentu, gdy wszystkie strony ostatecznie mogły zgodzić się na składaną propozycję. I ostateczny wynik – wybitny i chyba jedyny tego typu w Europie, jeśli nie na świecie: zawiązanie, bez wojny, realnej unii pomiędzy dwoma równoprawnymi państwami, która to unia przetrwała 226 lat.

W czasach bezpardonowej walki stronnictw i opisywania polityki jako gry jedynie makiawelicznej powyższy opis praktyk z przeszłości może się nam wydawać jakąś bajką albo teoretycznym ideałem działalności parlamentu, jednakże dokumenty i wspomnienia świadczą o czymś innym. Taka była rzeczywistość. Rzeczpospolita w swym najwspanialszym okresie była rządzona nie dzięki sile absolutystycznego władcy czy zamordystycznej administracji lub też zawłaszczaniu państwa przez większościowe stronnictwo, ale dzięki woli wolnych obywateli i ich dbałości o prawa wspólnoty, interes ojczyzny i prawa mniejszości.

Co dał szlachcie konsensus?

Oczywiście zdarzały się konflikty, kłótnie, walki. Bywały sytuacje, że wypracowanie konsensusu było niemożliwe. Niektóre sejmy kończyły się bez uchwalenia konstytucji, czyli praw. Ale taki „niedoszły” sejm nie był bezwartościowy. W jego trakcie pojawiały się interesujące pomysły, czasami rewolucyjne, na które posłowie nie mogli się jednak zgodzić bez decyzji sejmików ziemskich. Jednak po zakończeniu sejmu pomysły te, poprzez sprawozdających przebieg sejmu posłów, trafiały na sejmikach relacyjnych do ogółu szlachty. Były dyskutowane, oceniane, przygotowywano na nie odpowiedzi, z którymi posłowie danej ziemi mieli trafić na następny sejm. Dzięki temu procesowi ustalały się ogólnoszlacheckie poglądy na najważniejsze kwestie państwa. Budowała się powoli wspólnota interesów ogółu narodu szlacheckiego, a co za tym idzie – świadomość wspólnej odpowiedzialności za państwo, która przezwyciężyła partykularne interesy poszczególnych dzielnic, ziem i jednostek. Takie ustalanie prawa, przy strzeżeniu zasady konsensusu, pozwoliło na ukształtowanie się najważniejszych cech kultury politycznej doby złotego wieku, takich jak niechęć do rozwiązań ekstremalnych, poczucie odpowiedzialności za wspólnotę czy uznanie dla nadrzędności i suwerenności prawa w życiu publicznym.

Rzeczpospolita w swym najwspanialszym okresie była rządzona dzięki woli wolnych obywateli i ich dbałości o prawa wspólnoty, interes ojczyzny i prawa mniejszości

Pokazem dojrzałości, umiejętności samoorganizacji i pełnego uformowania się szlacheckiej świadomości obywatelskiej, przejawiającej się w poszanowaniu prawa wszystkich obywateli, był okres bezkrólewia w latach 1572-1574. Państwo nie było przygotowane na tę sytuację. Nie było regulaminu elekcji. Nie było kandydatów z tradycyjnie branych pod uwagę dynastii: Piastów i Jagiellonów. Nie było instytucji, które miały w tym czasie zapewnić spokój w państwie. Trzy lata wcześniej (1569) Wielkie Księstwo Litewskie, poprzez Unię Lubelską, stało się państwem elekcyjnym – szlachta obu krajów miała razem wybrać króla. Był to zwyczaj polityczny, którego panowie litewscy musieli się dopiero nauczyć. Sami Litwini liczyli jeszcze na zmianę kształtu Unii. Do tego tlił się cały czas konflikt szlachty protestanckiej z katolicką. Przy próbie wybrania nowego władcy, nie tylko Unia, ale też sama Korona mogła zostać rozdarta. Stało się odwrotnie. Szlachta szkoląca się w zasadzie konsensusu i wyższości interesu publicznego nad prywatnym zorganizowała się sama. Powołano sądy kapturowe (normalne przestały działać, bo sądziły w imieniu króla), wezwano pospolite ruszenie do strzeżenia porządku publicznego, ustalono i zorganizowano elekcję. Szczytem szlacheckiego konsensusu była jednak powołana w 1573 r. Konfederacja Warszawska, która zapewniła równouprawnienie katolików z innowiercami. Postanowienie to było rewolucyjne jak na tamten moment dziejów, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę, że było ono wynikiem debat i obserwacji sytuacji międzynarodowej, a nie efektem wojny. Rzeczpospolita nie rozpadała się. Osiągnęła swój pełen rozkwit. Trzydzieści sześć lat później wojska Rzeczypospolitej weszły na Kreml.

Wola wolnych obywateli – sejmiki

Jednak wola i upór samych posłów na sejm, współpracujących z senatem i królem, z pewnością nie wytrzymałyby tak długiej próby czasu: nie stworzyłyby ponad stu lat najlepszego okresu Rzeczypospolitej. Potrzebna była kontrola poczynań trzech stanów sejmowych i samych reprezentantów braci szlacheckiej, którą stanowiły sejmiki. Było to miejsce, w którym wolni obywatele, również ucierając między sobą poglądy na zasadzie konsensusu, postanawiali, co dla ich ziemi i samej ojczyzny będzie najlepsze. Bez instytucji sejmików system polityczny wywróciłby się dużo szybciej. Decyzje w postaci instrukcji przekazywano wybranym reprezentantom, których wysyłano na sejm i których z wypełnienia instrukcji rozliczano. Poprzez sejmiki większość obywateli I RP brała udział w życiu politycznym i realnie wpływała na kształt ustroju państwa. Na przykład w roku 1629 na sejmiku proszowickim przeciwstawiono się przygotowaniom wojennym Zygmunta III Wazy i nie zgodzono się na uchwalenie podatków na wojska zaciężne, które zostały sprowadzone bez zgody sejmu. Zakres spraw, które poruszano był ogromny: zajmowano się sprawami samorządu ziemskiego, polityką zagraniczną, polityką dworską, zbieraniem podatków, zapewnianiem porządku wewnątrz państwa, wspieraniem finansowym szkół i fundacji dla ubogich, stanem dróg i mostów, sprawami sanitarnymi, archiwami grodzkimi. Przedstawiano królowi po czterech kandydatów na takie urzędy ziemskie jak: podkomorzy, sędzia ziemski, podsędek, pisarz ziemski. Na samych sejmikach wybierano przedstawicieli do trybunału skarbowego w Radomiu lub deputatów do trybunałów koronnego lub litewskiego. Były to kuźnie mężów stanu, jednak przede wszystkim – instytucje nacisku na posłów wysyłanych na sejm. Posłowie obawiali się sprzeniewierzenia instrukcjom poselskim. Często też postanowienia sejmu przyjmowano warunkowo, to znaczy poseł zgadzał się zaakceptować nowe prawo, ale tylko pod warunkiem, że szlachta na jego sejmiku również zgodzi się na to prawo.

Sprawne zębatki szlacheckiego systemu politycznego były oliwione jednym wyjątkowym smarem: cnotami obywatelskimi; samokontrolą, dbałością o interes ogółu, strzeżeniem zasady konsensusu

Ktoś mógłby pomyśleć, że obawa przez surową oceną posła przez współbraci na sejmiku relacyjnym mogła zachęcać do częstego zrywania sejmów, gdy tylko postanowienia nie zgadzały się z instrukcjami poselskimi. Nic jednak podobnego. Po pierwsze: każdy sejm rozpoczynał się mszą świętą. Była to ważna kwestia psychologiczna: osoba zrywająca sejm narażała się na sankcję niebieską. Ponadto poseł, który zerwał sejm, a ogół widział, że uczynił to z pobudek osobistych, narażał się na opinię gwałtownika i ogólnokrajowe wykluczenie z życia społecznego.

Dlaczego się popsuło, skoro tak dobrze działało?

Jest wiele opracowań opisujących powody upadku I RP i kryzysu jej systemu politycznego, który rozpoczął się od II połowy XVII w. Były to wojny, słabość ekonomiczna, zubożenie szlachty, powstanie pionowych zależności ekonomicznych, wytworzenie się systemu klientelistycznego, podejmowanie kluczowych decyzji dla państwa poza sejmem i sejmikami w nieoficjalnych gronach. Uważam jednak, że wyżej wymienione czynniki są następstwem lub wpływały równolegle z faktorem, który w największym stopniu zniszczył Rzeczpospolitą. W jego opisaniu pomoże nam… husaria.

Ta chyba najlepsza na świecie jednostka kawaleryjska, chluba naszych przodków, po odsieczy wiedeńskiej i bitwom pod Parkanami (1683) oraz Hodowem (1694) przestała odnosić zwycięstwa. Kiedyś uważano, że był to wynik zmian w technice wojennej. Jednak najnowsze ustalenia wskazują, że na przełomie XVII i XVIII wieku nie wprowadzono nowych rozwiązań, które uniemożliwiłyby wygrywanie bitew przez husarię. Natomiast powód kolejnych porażek tej jednostki był tylko jeden: brak rekrutów. Brak chętnej szlachty, która gotowa byłaby poświęcić życie dla trudnego szkolenia i obrony ojczyzny. Zabrakło odwagi i chęci. Zabrakło cnót. Obywatele zmarnieli. Sprawne zębatki szlacheckiego systemu politycznego były oliwione jednym wyjątkowym smarem: cnotami obywatelskimi; samokontrolą, dbałością o interes ogółu, strzeżeniem zasady konsensusu. Wytracenie się ich, spotęgowane wojnami, biedą, powstaniem systemu klientelistycznego, przyniosło upadek. Kiedyś szlachcic nie odważyłby się zerwać sejmu – to byłby jego koniec w społeczeństwie. Jednak później liczył się już tylko interes prywatny, interes patrona. A skoro większość przyjęła taką postawę, to nie było kogo się wstydzić i czyjej opinii się obawiać.

Kiedyś szlachcic nie odważyłby się zerwać sejmu – to byłby jego koniec w społeczeństwie. Jednak później liczył się już tylko interes prywatny, interes patrona

Jaka płynie dla nas współczesnych z tego nauka? Istnieje szansa na zbudowanie sprawnej, zdrowej demokracji. Istnieje szansa na stworzenie systemu politycznego opartego na konsensusie. Wymaga to jednak intensywnego zaangażowania w życie społeczne obywateli oraz podjęcia próby zintensyfikowania kontroli polityków. Na pytanie: „Jak zmienić ten system? To partie wodzowskie. Nie mamy na nie żadnego wpływu” można odpowiedzieć: „A kiedy ostatni raz byłeś u swojego posła? Jak często pytasz o wypełnienie obietnic wyborczych? Czy próbujesz coś sam zrobić? Zebrać innych i coś zaproponować?”. To trudne, szczególnie przy małej zamożności Polaków, ale od czegoś trzeba zacząć. Niczego jednak nie dokonamy bez najważniejszego: cnót. Bez wdrukowania nam, wręcz na poziomie podświadomości, chęci do działania na rzecz wspólnoty. Współcześnie cnoty mogą zacząć realnie wpływać na nasze życie – formować nas, ale musimy zacząć o nich mówić. Zacząć na nowo się ich uczyć. Na nowo nimi żyć. Bez nich będziemy tylko masą samotnych jednostek, których współcześni magnaci będą używać, jak chcą. Tak jak u kresu Rzeczypospolitej Szlacheckiej.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Konsensus cechą arcypolską?”

  1. Krzysztof pisze:

    Monteskiusz ładnie opisał warunki w których może dobrze działać republika. Obywatele muszą mieć koniecznie w miarę równy status materialny, na tyle wysoki by pozwalał na zajmowanie się sprawami publicznymi.
    Czy obecnie ten warunek jest możliwy do spełnienia przy założeniu że praktycznie każdy mieszkaniec państwa jest obywatelem?

  2. Obywatel pisze:

    Konsensus? Z kim? Z „elitą”, która nawet w swoim haśle zaznaczyła, że obsługuje zagraniczne interesy? Gdybym miał choć cień wiary, że chodzi im o Polskę, tylko inaczej ją rozumieją, w kółko wyciągałbym do nich rękę.

  3. Rancor pisze:

    Co za nonsens. Czy autor zignorował zupełnie przycyzny dla których to liberum veto właśnie nie działało już w 18. wieku? Prawda jest taka, że od 18. wieku w Polsce toczy się taka sama walka między Rewolucją, a Tradycją, jak w Hiszpanii albo Portugalii i żadnego konsensusu przy braku wspólnej kultury nie ma i nie będzie, ale Nowa Konfederacja jako, że jest portalem, którego nie obchodzi w ogóle coś takiego jak chrześcijaństwo, czy kultura, tylko widzi wszystko w kategoriach polityki i ekonomii, to będzie wypisywało takie mrzonki potem. Ta cywilizacja upada i nic nas przed tym nie uchroni, autor raczej powinien zachęcać nas do kupowania konserw i tworzenia sobie schronów na przyszłe, ciężkie czasy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz