Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Gangsterzy w gronostajach

Profesor uznał, że powinienem zapłacić „uczelni”, czyli w praktyce uniwersyteckiej wierchuszce, haracz z zagranicznego stypendium
Profesor uznał, że powinienem zapłacić „uczelni”, czyli w praktyce uniwersyteckiej wierchuszce, która rozdysponowuje każdy dodatkowy grosz między siebie, haracz z zagranicznego stypendium. Duże polskie miasto, czołowa krajowa uczelnia. Po dwóch latach wracam z zagranicznego stypendium z nadzieją na – obiecane przed wyjazdem – przedłużenie umowy o pracę. Skromna pensja adiunkta to ledwie 2,5 tys. zł na rękę, na Zachodzie dziekan proponował mi za zostanie ponad 3 razy tyle. Ale wolę wrócić. Do dziewczyny, do rodziny, do przyjaciół, do ojczyzny. Powrót Szef, promotor mojego doktoratu, jest teraz nieprzyjemny. – Ile pan tam zarobił? Ile zaoszczędził? To kupa kasy chyba była? – wypytuje. – Panie profesorze – dukam zdeprymowany. – Stypendium wynosiło 2 tys. euro miesięcznie, z kawałkiem. Równowartość ichniej średniej pensji....

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

Akademik i doradca, pewien czas po opisanych zdarzeniach wrócił do pracy naukowej na innej uczelni

Komentarze

12 odpowiedzi na “Gangsterzy w gronostajach”

  1. ppp pisze:

    “Akademik i doradca, pewien czas po opisanych zdarzeniach wrócił do pracy naukowej na innej uczelni” – i to jest optymistyczne. Oby sam nie przesiąkł tą zgnilizną.

  2. Loki pisze:

    Kilka lat temu na jednym z czołowych polskich wydziałów prawa, członkom samorządu studenckiego zaoferowano preferencyjne traktowanie podczas rekrutacji na doktorat, w zamian za oddanie głosu na ówczesnego dziekana podczas wyborów akademickich. A to tylko wierzchołek patologii.

  3. Sifgryd pisze:

    Jako uzupełnienie warto dodać, że średnie stawki szkoleniowe za 45 min. (tzw. godzina lekcyjna) znajduję się w przedziale 100-200.

  4. realista pisze:

    Mafia w gronostajach – to adekwatne określenie. Mój kolega młody asystent na wydziale chemii jednego z naszych uniwersytetów wyjechał na stypendium do Hiszpanii gdzie badał najnowsze technologie zasilania bateryjnego. Gdy wrócił i próbował zająć się tym samym na polskim uniwersytecie jego promotor zagonił go jako “murzyna” do pisania jego prac naukowych, i to w kompletnie bezsensownej, nikomu niepotrzebnej tematyce w której tenże profesor ma “dorobek” i pokaźną ilość “publikacji” (czytaj: zadrukowany papier nadający się na podpałkę albo do WC w wiadomym celu). Młodzi asystenci albo się buntują albo o dziwo dostosowują. Przykładem jest inny kolega asystent na Wydziale Politologii który w rozmowie ze mną pomstował na władze wydziału które odmówiły jemu i koledze marnych 25 tyś/na głowę na “kwerendę biblioteczną w Brukseli” (w tym miejscu szczęka mi opadła w reakcji na tak bezczelne skąpstwo *ironia*) podczas gdy sami “konferują naukowo” koniecznie w Grecji, na Cyprze czy w Turcji… A im biedakom nawet ochłapów żałują … Ciekawe jak długo potrwa ten MONEY FOR NOTHING na polskich uniwerkach.

  5. Hiskiasz pisze:

    Wierszyk jaki kiedys napisałem (pracowałem na uczelni):

    Na polskiej uczelni od samego rana,
    Jebana siedzi Mafia Habilitowana (JMH)
    W dupie ma naukę, marnuje talenty,
    Myśli tylko o tym jak robić przekręty,
    Komu tu dokopać, kogo dziś ujebać,
    Komu ukraść pomysł, nikogo się nie bać,
    Pracować już się nie chce, mózg już wypalony,
    Raz zdobyta władza pozwala kraść miliony
    Młodym koło dupy zrobić jest ich pasją,
    Podskoczyć się nie ważą, bo co z habilitacją?
    Młodzi wnioski piszą, walczą o fundusze,
    Pan profesor za to tuczy swe półtusze
    Napisze młody wniosek, zdobędzie trochę kasy,
    Pan Profesor przyjdzie, na swój udział łasy.
    Młody się narobi, Mafia haracz zgarnie
    Bo w mniemaniu swoim wciąż zarabia marnie.
    Konferencje? Owszem, tylko zagraniczne
    Z pracą asystenta wystąpić publicznie.
    Bankiet to okazja by zjeść dobrą kolację,
    Przy winku od kolesi zebrać gratulacje,
    Za pracę asystenta, za jego wysiłek,
    A młody przy wypłacie dostanie kopa w tyłek,
    Młody nie pojedzie, wciąż słyszy że za młody,
    Pójdzie na zastępstwo na czas Pana przygody,
    Napisze publikację, w nocy się zajedzie,
    Dopisze się Pan rano na samiutkim przedzie,
    Użyje prawa pięści, Pan Profesor lub Docent,
    Nazwisko swe wycenia na osiemdziesiąt procent,
    Bez nazwiska magii prac by nie przyjęli,
    Płać młody frajerze, po to cię przyjęli.

    Dobra dość już żali na dzisiejszy wieczór,
    Otwórz sobie piwko, idź poczytaj dzieciom,
    Bądź pogodnej myśli, przyjdą jeszcze chwile,
    Gdy położysz kwiatki na Mafii mogile,
    Jedna wielka prośba młody Asystencie,
    Gdy przeminą lata, gdy wiedzy ci przybędzie,
    Gdy zdobędziesz władzę i młodych pod opiekę,
    Wspomnij dawne czasy, pozostań człowiekiem

  6. Myślę, że tym większa jest szansa na pojawienie się owego wyczekiwanego, „zdeterminowanego i silnego ministra”, im więcej będzie tego rodzaju publicznych głosów. Pod warunkiem, że nie będą anonimowe…

  7. Piotr pisze:

    Można tylko potwierdzić, skala deprawacja środowiska profesorskiego, jak i też adiunktów (zwłaszcza tych po habilitacji) jest ogromna. Natomiast nie pokładałbym nadziei w politykach (ministrach), z ich strony można się tylko spodziewać pogorszenia sytuacji, a nie jej uzdrowienia. Istotnych i trwała zmian może się tylko spodziewać po całkowitej reorientacji życia polityczno-społecznego w kraju, a zwłaszcza tego obszaru zagranicznego, pod wpływie którego jesteśmy obecnie. Bez tych zmian cywilizacyjnych nie łudźmy się by nam się udało uzdrowić ten obszar życia społecznego.
    Nie oznacza to jednak byśmy teraz poddali się walkowerem, walczyć można i należ, a Wasza inteligencja podpowie Wam jak należy to robić. Pseudonaukowe kanalie i gnidy należy tępić różnymi sposobami, zwłaszcza upowszechniając wiedzę o nich. W walce tej nie zapominajmy jednak o rzeczy najważniejszej, o własnym dorobku naukowym.

  8. Ktośtam pisze:

    Typowe. Dobrze zrobiłeś, że stamtąd uciekłeś. Szkoda tylko, że ze swoim dorobkiem nie poszukałeś szczęścia na innej uczelni. To nie jest tak, że środowisko profesorskie w całej Polsce zna się i kocha i wystawia niepokornym wilcze bilety. Wręcz przeciwnie. Ci wredni, podstawiają nogi nie tylko młodym, ale i sobie wzajemnie. Są też profesorowie oddani nauce i pracujący z powołania. Mądrzy i świadomi tego, co dzieje się w ich środowisku. Tak więc na spokojnie można trzasnąć za sobą drzwiami, rozejrzeć się i wystartować w konkursie gdzieś indziej. Istnieje duża szansa, że zostanie się tam przyjętym z pełnym zrozumieniem. U Ciebie tym większa, że masz się czym pochwalić.

    • xyz pisze:

      Na uczciwość w konkursach bym nie liczył. Z prostego powodu ponad 90 procent z nich rozpisywanych jest w ramach posiadanego przez uczelnię etatu na którym już ktoś pracuje. Rzadko się zdarza aby wyrzucili swojego i przyjęli nowego, młodego z etykietą niepokorny. Tamten swój, być może słabszy zawsze będzie wdzięczny a ten nowy nieznany jeszcze dymu na robi. Brałem udział w wielu takich ustawkach aż mnie znudziły

  9. ja pisze:

    Kiedyś usłyszałem od jednego z wykładowców, że takie osoby jak ja na doktoracie są niewygodne dla takich jak on, bo później się trzeba bić o pracę. A nie jest im to do życia potrzebne. No i siedzę teraz na zagranicznym stypendium i robię doktorat na obczyźnie zamiast w Polsce.

  10. Karolina pisze:

    Skala patologii na uczelniach jest tak porażająca, że należaloby je zlikwidować. Powszechne jest dopisywanie profesorów do prac, do których nie wnieśli wkładu. Ale od wczoraj nie mogę wyjśc ze zdumienia, że nie dotyczy to tylko jednostek, w których jest się zatrudnionym, ale także pojawia się wymóg dopisania recenzenta do publikacji wynikającej z doktoratu. Otóż to mnie spotkało. Pracę doktorską z biologii wykonałam w UK za pieniądze UE (w ramach projektu Marie Curie). Obrona odbyła się na jednej z dużych uczelni w Warszawie. Od początku recenzenci sugerowali, że warto kontynuować współpracę z nimi. Wczoraj, trzy miesiące po pozytywnie zakończonej obronie otrzymałam propozycję “nie do odrzucenia”. Artykuł przepisany co do słowa z mojej pracy, zawierający wyniki pozyskane w UK z autorami Recenzent 1; Recenzent 2 oraz ja (na końcu) jako doktorant. Z tekstu materiałów dowiedziałam się, że wszystkie dane były pozyskane w Warszawie, w Katedrze, z której pochodził jeden z recenzentów. Do maila była dołączona sugestia, że taka publikacja ułatwi mi pozyskanie etatu a w przyszłości awans w postaci habilitacji. Oczywiście odmówiłam informując, żę nie mogę publikować pracy z autorami, którzy nie wnieśli wkładu oraz, że obecnie jestem w UK, gdzie otrzymałam 2-letni angaż.Wściekły recenzent odpisał mi, że w UK to oni też mają kontakty i jeszcze mnie załatwi! Szkoda słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz