Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Dramat demograficzny z wielką Polską w tle

Można pomyśleć Polskę liczącą 2-3 razy więcej ludzi niż dziś. Wymaga to mądrej polityki demograficznej, ale i pracy metapolitycznej: musimy pożegnać się z fiksacją na pochodzeniu etnicznym czy religii, i samookreślić się na nowo jako naród wyraźnie polityczny
Problem jest jasny i od dawna znany. Polska ma katastrofalne wskaźniki demograficzne. Według jednych prognoz (np. GUS-u) będzie nas o 3 miliony mniej już do 2030 roku. Według innych, proces ten potrwa sporo dłużej. Nikt jednak nie wieszczy na poważnie rychłego odwrócenia trendu i wzrostu dzietności do poziomu zastępowalności pokoleń. Warto pamiętać przy tym o perspektywie dłuższej niż najbliższych kilka-kilkanaście lat. Według prognoz ONZ, do końca stulecia będzie nas niewiele ponad 21 milionów, czyli staniemy się krajem mniejszym niż dzisiejszy Tajwan czy Madagaskar, nieco większym niż obecna Rumunia czy Chile. Polska nie może być mała Karlejemy, grzybiejemy, słabniemy. Nie pomogły ulgi na dzieci z czasów pierwszego rządu PiS, nie pomogło „kosiniakowe”, nie pomogło 500+. Każda z tych zmian (zwłaszcza ostatnia)...

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się
prezes i założyciel „Nowej Konfederacji”. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Gazecie Wyborczej", „Gościu Niedzielnym”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Arcanach", „Polsce The Times”, „Super Expressie”, "Fakcie". Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie.

Komentarze

17 odpowiedzi na “Dramat demograficzny z wielką Polską w tle”

  1. Badziej pisze:

    Dziękuję za ten tekst i ten temat. Dobrze, że chociaż w nowej konfederacji ktoś o tym myśli i pisze.

  2. no nie pisze:

    Dzietność dzięki 500+ wzrosła z 1,32 do 1,45, urodziło się 60 tys. więcej dzieci niż prognozowano 6 lat temu.

    Jeżeli dla kogoś 500+ to prymitywne rozdawnictwo – to znaczy, że jest przeciwko polityce prorodzinnej.

    Aby trend się zmienił potrzebne jest większe wsparcie finansowe dla rodzin, zmiana otoczki narracji kulturowej na prorodziną, zmiany w systemie pracy etc.

    A jeżeli chcemy stworzyć państwo, republikę – monokulturową, ale wieloetniczną (co jest już trudne) – to Polacy etniczni muszą stanowić zdecydowaną większość i muszą narzucić model kulturowy przybyszom.

    Tak czy siak konieczna jest kompleksowa polityka prorodzinna.

    Bełkot o rozdawnictwie 500+ dyskwalifikuje wywody.

    A jeszcze dodajmy do tego rozwój technologiczny, informatyczny – robotyzacji i AI. Imigranci będą obciążeniem (na Zachodzie już są) – kulturowym, finansowym, społecznym.

  3. i jeszcze raz nie pisze:

    I miraż asymilacji – to nie jest tak, że na Zachodzie nie próbowano asymilować przybyszów, w duży stopniu powinno dziać się to samoczynnie. Ale tak nie jest pierwsze pokolenie się asymiluje, kolejne powracają do swojej tożsamości – szczególnie gdy są problemy, tworzą się podziały.

    Doskonały przykład – dzisiejsze USA – bardzo silna kultura polityczna, ale jak łatwo to upada, a podziały według kryteriów rasy, religii się tworzą. Wyłażą resentymenty.

    Polska, w której Polacy będą stanowili niewielką większość albo mniejszość – zostanie stracona, przepadnie.

  4. Jan pisze:

    ,,Do polskiego narodu należą spolszczeni Niemcy, Tatarzy, Ormianie, Cyganie, Żydzi, jeżeli żyją do wspólnego ideału Polski. Murzyn lub czerwonoskóry może zostać prawdziwym Polakiem, jeśli przyjmie dziedzictwo duchowe polskiego narodu zawarte w jego literaturze, sztuce, polityce, obyczajach, jeśli ma niezłomną wolę przyczyniania się do rozwoju bytu narodowego Polaków.” Wincenty Lutosławski

  5. sołtys mazowiecki pisze:

    Brr, jak tak można – traktować ludzi jak króliki. Jestem sceptyczny co do politycznych czy ekonomicznych sposobów ratowania substancji narodu. Specjalnie podnoszenia poziomu życia może być przeciwskuteczne. Prawda jest taka, że naszym bogiem jest brzuch. A jak się takiemu bogu służy to nie ma mowy o nadziei. Bez nadziei nie ma miejsca na poświęcenie i ofiarę. Jak zmienimy stosunek do życia (porzucimy użycie, a pokochamy życie) to wszystko inne będzie proste. Wystarczy zajrzeć do ksiąg metrykalnych, żeby wiedzieć, że średnio kobieta może urodzić ośmioro dzieci. Plus współczesna opieka medyczna i imigracja nie będzie potrzebna. W gospodarce należy wykorzystać niedobór pracowników do zwiększenia robotyzacji.

  6. Pomorzanin pisze:

    Dzięki za tekst.
    Lepszym niż “asymilacia” imigrantów jest używane przez Kościół słowo “integracja”. M.in. dlatego, że nie ma tej “rozpuszczającej” konotacji, co pierwsze…

  7. Wojciech pisze:

    Na prawdę udany tekst.

  8. roger pisze:

    Pomysł Związku Przedsiębiorców i Pracodawców aby sprowadzić wiele milionów hindusów w celu zaludnienia Polski do 50-60 mln mieszkańców mnie przeraża – piszę o hindusach ponieważ Ukraińców zabraknie do tego realizacji tego planu. W takiej sytuacji nad Wisłą nie będzie Polski tylko Indie albo Pakistan. Polska od dawna ma imigrantów z Indii – są to Romowie którzy według różnych źródeł przybyli do Europy 40 pokoleń temu ale nadal są słabo zintegrowani.
    Dodam jeszcze, że Polacy mają obsesję na punkcie Rosji jak Arabowie na punkcie Żydów i Izraela. Nasza paranoja może skutkować podjęciem bardzo złej decyzji o przyjęciu masy imigrantów. Rosja nie ma żadnego powodu aby napadać na Polskę a ciągłe straszenie Rosją przypomina mi wypowiedzi Łukaszenki który straszy Białorusinów Polską która jego zdaniem chce mieć granicę pod Mińskiem. Takie straszenie społeczeństwa ma swój cel np. zgodę na wyższe wydatki na zbrojenia które i tak są marnowane na przywileje emerytalne a kolejny powód to próba zmuszenia do społeczeństwa do otwarcia na imigrantów.

  9. marek pisze:

    W artykułach dotyczących imigracji nikt nie porusza tematu dysproporcji płci imigrantów. Według statystyk ponad 90 proc. imigrantów z takich krajów jak Indie i Pakistan to mężczyźni. Jeżeli nadal będziemy przyjmować taką imigrację z tych krajów to będą powstawać napięcia wywołane dysproporcją płci. Daniel Gros opisałał to w Project Syndicate na przykładzie miasta Chemintz. Miasto to ma najwyższy stosunek liczby mężczyzn do kobiet wśród 20-40 latków w całych Niemczech. Przestępstwa imigrantów zdarzały się w wielu miastach Niemiec ale nie przypadkiem zamieszki wybuchły w Chemnitz. Istnieją badania które wskazują na znaczny wzrost przestępczości w krajach z nadwyżka mężczyzn.

  10. wypisujesiezsystemu pisze:

    Wydaje mi się, że problemów jest kilka i prawdę mówiąc nie znalazłem odpowiedzi na pytanie, jak sobie z nimi poradzić.
    1. Na całym “Zachodzie” rodzi się coraz mniej dzieci bo nastała moda (?) na gospodarstwo 2+1 (ona+on+pies). Żyję na tym świecie ponad trzy dekady i za dorosłego życia nie spotkałem osoby w porównywalnym wieku, która by stwierdziła coś w stylu “Chciałbym/chciałabym mieć dużo dzieci.”. Jeśli natomiast gdzieś wywiązywała się rozmowa z tym związana, to natychmiast padało stwierdzenie podobne do “Rodziny wielodzietne to patologia.” itp. Z resztą przykład idzie z góry: Prezydent – 1 dziecko, Premier – nie wiem ale dobrze ukrywa całą rodzinę, JK – kot. To czołówka. Z innych polityków chodzi mi po głowie, że Gowin i Jurek mają większą ilość dzieci (no i nieśmiertelny JKM 😉 ), ale to nie są osoby z czołówek gazet. O celebrytach nie wspomnę. Może to znak czasów? Każdy kraj, który zaczyna się rozwijać, popada w problemy z dzietnością. Z resztą, to nie tylko w czasach współczesnych (polecam “Cykl życia imperium” Glubba), ale tak się działo od zawsze. Może jednak powinniśmy się z tym pogodzić i zrobić wszystko, żeby ludzie (nie Państwo!) się bogacili? Mówi się, że ludzie nie decydują się na dzieci bo nie mają na nie pieniędzy. Niby słusznie, ale ile pieniędzy mają ludzie w Afryce czy Indiach, że tak ochoczo decydują się na potomstwo? Ile pieniędzy mieli Polacy i inne narody po wojnie, że decydowali się na dużą liczbę dzieci? Polecam też sprawdzić swoje korzenie i to, ile dzieci mieli nasi pradziadowie i wcześniej. U mnie w rodzinie byli sami robotnicy, a mimo to ósemka dzieci nie była czymś wyjątkowym. Dodam, że to były czasy zaborów więc dodatkowo dochodziła szerokopojęta dyskryminacja Polaków.
    Dlaczego na dzień dobry nie możemy pozapraszać Polaków z innych krajów (Białoruś, Ukraina ale też Kazachstan, Rosja czy tez inne kraje? Wystarczy przejechać się do Izraela, żeby zobaczyć, jak to się robi. We wspomnianym państwie, będąc na wycieczce zorganizowanej, ciągle pojawiają się urzędnicy dopytujący czy nie ma się korzeni Żydowskich. Jeśli tak, to tu są klucze do mieszkania. Co prawda służy to do ekspansji, ale pokazuje, jak można taki temat ogarnąć.
    2. Bez przerwy zmieniające się prawo, które jest permanentnie niejasne. Czy tu trzeba coś mówić? Pracuję w branży IT, studiowałem za granicą, ale wróciłem do kraju. Nie chcę wyjeżdżać, ale huśtawka nastroju powoduje, że sam nie wiem kiedy we mnie coś pęknie. Dodam, że czas takiego stanu rzeczy mogę już podawać w dekadach. Teraz jeszcze straszą “testem przedsiębiorcy”, gdzie pani inspektor Grażyna będzie mnie oceniać czy jestem wystarczająco przedsiębiorczy czy nie.
    Robię swoje alkohole i chciałem to przekuć w biznes. Przeraziło mnie jednak, że absolutnie nigdzie nie ma informacji jak to zrobić. Myślałem, żeby iść do prawnika, ale co mu powiedzieć? “Panie, chcę robić swoje nalewki, potrzebuję kogoś, kto by mi się przekopał przez tomy prawnicze”? Z ciekawostek, największy polski producent nalewek (który był w podobnej sytuacji, co ja) twierdzi, że gdyby wiedział jakie to będzie problematyczne, to nigdy by się nie zdecydował na taki interes. Chciałbym to robić uczciwie, a nie mogę. Dodam, że wrzuciłem sobie temat w google po angielsku i od razu przeniosło mnie na stronę gov.uk, gdzie w trzech (TRZECH!!!) punktach od razu wszystko było wyjaśnione i właściwie dzisiaj mógłbym tam lecieć i działać. Regulacji jest taka ilość, że zwykły człowiek nie jest w stanie tego ogarnąć. Jaki rząd ma pomysł na rozwiązanie takiego stanu rzeczy? Więcej regulacji!
    3. Mieszkam w mieście, ale chcę się wyprowadzić na wieś. I co? Znowu kłody pod nogi bo jak bym chciał mieć kawał pola, to muszę iść do urządu i się prosić o możliwość kupna. OK, prawo “zliberalizowali”, wielcy czcigodni rządzący. Nie przekonuje mnie to.
    A wystarczy, że wsiądę w auto i pojadę na południe. Przy knedlikach i piwie mogę obgadać szczegóły zakupu i nie muszę nawet iść do notariusza (sic!) tylko umowę spisać chociażby na serwetce.
    4. Byłem ostatni na przeglądzie i gość mi marudził, że nie mam tylnej kanapy w aucie (wymontowałem do przewożenia mebli), a w dowodzie stoi napisane, że auto jest na tyle-i-tyle osób. W końcu podbił się pod przeglądem, a w przypływie szczerości powiedział mi, że co i rusz mają kontrolę i ciągle słyszą “To nie możliwe, że jak przyjeżdża do was 100 pojazdów, to 100 jest sprawnych! Na pewno nie sprawdzacie dokładnie.”. No ręce i nogi opadają.
    5. Koronne, z mojego podwórka. Osiedle (bloki) na którym mieszkam powstawało na początku lat 90-tych. Spółdzielnia pobudowała bloki i za pieniądze mieszkańców – ulice. Wzdłuż tych ulic są parkingi (prostopadłe). Wystarczy wrócić do domu po 16-tej, a miejsca parkingowego nie uświadczysz. Teraz, po prawie trzydziestu latach, miasto przypomniało sobie o tej okolicy i będzie remontować ulice. W planach ma likwidację połowy miejsc parkingowych, a drugą połowę zamienić na miejsca równoległe (na jednym miejscu równoległy mogą powstać trzy prostopadłe). Wszyscy się zastanawiają, gdzie się podzieją te wszystkie pojazdy? Tu nie chodzi o to, że ludziom nie chce się przejść 100 m tylko na prawdę, tu nie ma miejsca, gdzie można by zaparkować. Z prezydentem miasta, Zarządem Dróg Miejskich, a nawet Miejską Pracownią Urbanistyczną rozmawiali mieszkańcy, Rada Osiedla, Spółdzielnia. Jaka była odpowiedź? “Taka jest nowa koncepcja zabudowy miasta.”. Na stwierdzenie, że to mieszkańcy są miastem, wszyscy oni szli w zaparte. No to proszę Państwa, skoro władza ma mieszkańców w takim poważaniu, wręcz pluje im twarz, to ja się pytam, jak my mamy normalnie żyć?

    Przykłady mógłbym mnożyć do wieczora, ale wiem, że to nic nie zmieni, a Czytających bym znużył. Co by mnie uszczęśliwiło? Żeby rządzący się w końcu ode mnie odp*erdolili. Żebym widząc awizo w skrzynce nie zastanawiał się czy to z urzędu skarbowego czy z ZUSu z wezwaniem do złożenia wyjaśnień, w czasie których będę przesłuchiwany. Klasa rządząca musi się zmienić, ale obawiam się, że to tylko moje pobożne życzenia.

  11. Łukasz pisze:

    Trochę za mało kontrowersyjnych treści, żeby zająć uwagę głów ogarniętych bananami. Jest tylko 100 milionów na 200 lecie.

    Poważnie, chciałbym zwrócić uwagę, że tak jak potrzebujemy realizmu w myśleniu o demografii, tak samo potrzebujemy realizmu w użytkowaniu obecnie dominujących sposobów pobudzania opinii społecznej. Inaczej dobra praca intelektualna i analityczna takich środowisk będzie tylko akademicka, a nie sprawcza.

    Każda taka praca intelektualna mogłaby się kończyć kilkoma “memami” (w różnej formie), kontrowersyjnymi, nie po to by wywołać kolejną bitwę plemienną, ale wykorzystać tę skłonność do plemienności, aby nakłonić do myślenia o sprawach strategicznych.

  12. Libero pisze:

    Nie chodzi o asymilację – chodzi o jak najszybszą polonizację imigrantów, zwłaszcza z Ukrainy. To są najczęściej bardzo chętni do tego ludzie, do Ukrainy mają stosunek od złego do nienawistnego, jeśli tylko nie będziemy na siłę ich ukrainizować jak np Trzaskowski który chce finansować naukę ukraińskiego w Warszawie to szybko sie spolonizują.

  13. Łukasz pisze:

    @ŁUKASZ – Interesujące spostrzeżenie, jeśli chodzi o problem zwrócenia uwagi mediów na dyskusję o problemach strategicznych. Wydaje mi się, że nawet pomimo tego, że wielu ludzi i tak nie uda się na taka dyskusję namówić, gdyż zwyczajnie brakuje im do tego wyobraźni i zdolności zrozumienia problemów, gdzie często istotne są pozornie nudne szczegóły, to jednak wielu z nich mogłoby się nad pewnymi problemami zastanowić gdyby dyskusja nad problemami strategicznymi do nich dotarła.

    Myślę, że ograniczony dyskurs na te tematy wynika z małej możliwości monetyzacji zainteresowania tej bardziej świadomej (przez co znacznie mniejszej, choć zapewne bogatszej) części społeczeństwa. W tej sytuacji próba docierania innymi kanałami niż radio, telewizja czy prasa tradycyjna jest raczej już skazana na porażkę. Osoby, które znam, a które można by zaliczyć do tych bardziej myślących, zazwyczaj ani nie czytają prasy papierowej ani nawet nie maja telewizora.

    Z tego względu, jakaś alternatywna forma takiej dyskusji wydaje się mieć największe szanse na zmianę sytuacji. Nie jestem jednak przekonany czy kontrowersje wyrażane w memach to jest ten właśnie sposób. Widzę tutaj miejsce dla innowatorów komunikacji społecznej. Może istnieje jakaś inna metoda ?

  14. Łukasz1 pisze:

    @Łukasz2

    Racja z memami, to jest raczej pierwsze skojarzenie, niż gotowe rozwiązanie i tak jak piszesz wymaga kreatywnego podejścia i innowacji.

    Jeśli chodzi o media to dobrze mogłaby się sprawdzić sieć kilku/ kilkunastu billboardów w dużych miastach, w bardzo dobre lokalizacji np. na stałe przez rok dla Nowej Konfederacji (to oczywiście wymaga sponsora), na których te ważne tematy są przedstawione w sposób zaczepny (zamiast kontrowersyjny).

  15. Jacek pisze:

    Nie chodzi o to, żeby ich ściągać, lecz o to, żeby tak jak za czasów I Rzeczypospolitej, chcieli tutaj przybywać z własnej woli widząc przyszłość dla siebie i swoich dzieci. A więc przede wszystkim przyjazny system podatkowy z likwidacją dochodowych i ZUS-u. To jest warunek minimum. W takich okolicznościach można nawet podnosić poprzeczkę i oczekiwania odnośnie warunków uzyskania obywatelstwa. Prawo, kultura, tradycja itd. Wtedy po prostu można wymagać, a i tak chętnych nie powinno zabraknąć.

  16. kapitan pisze:

    Ten artykuł, to taki delikatny sygnał.Proponowane rozwiązania.dyskusyjne.
    Nie ma takiej opcji.żeby Polska mogła liczyc 60 milionów ludzi.Areał ziemi uprawnej,czyli wyżywienie,mieszkania,prąd czyli energetyka. Infrastruktura. Przemysł czyli miejsca pracy.Koniec kropka.
    Przy tej scenie politycznej żadne duże projekty gospodarcze są nie do realizacji.Ostanie 30 lat są tego przykładem.Nie ma w ogóle jakiejkolwiek koncepcji w którą stronę maszerowac. w 1990 zapisałem się do PC. Było w Olsztynie spotkanie z Micewskim to taki gośc,ktory napisał książkę “Prymas Wyszyński,prymas tysiąclecia”. Wstałem j mówię mu.Trzeba wyałac na zachód 20 tys ludzi,na najlepsze uniwersytety. To powinna byc.przyszła elita do rządzenia krajem. I on i sala wyśmiali mnie. My wszytko mamy powiedzieli. Gówno mieliśmy.Zapytali mnie .czy bylem w parti. Powiedziałem że byłem. I zostałem wypisany z PC.
    Może byłem za mało sprytny. Ale to już historia.
    Nie ma przemysłu.

  17. kapitan pisze:

    Wyobraźmy sobie.Że w ciągu 20 lat mamy 30 mln ludzi więcej.Pojawiają się pytania?
    1.Czy mamy dla nich mieszkania
    2.) Czy jest dla nich praca,gdzie ich zatrudnic
    3.Czy system energetyczny dostarczy odpowiednią ilośc energii
    4.)Czy system zdrowia jest na to przygotowany
    5.) Czy system szkolnictwa jest przygotowany
    6.)Czy infrastruktura będzie wydolna ( woda,śmieci,oczyszcalnie)
    6.) Czy aparat państwa będzie w stanie reagowac na przyszłe ewentualne niepokoje społeczne.

    Ile jeszcze jest problemów,które należałoby zidentyfikowac.
    Słabo to widzę.Samo postawienie problemu że Polska potrzebuje ludzi,to za mało.Artykuł inspirujący dyskusję.
    W mojej opini nie damy sobie z tym rady.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz