Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Chiński Sen króluje na morzu (część 1)

Nowe szacunki sugerują, że chińska marynarka wojenna jest już największą na świecie. Jest ona częścią Chińskiego Snu, gdyż ma umożliwić wyparcie Stanów Zjednoczonych z Azji. Krytycznym terytorium jest Tajwan

W swoim wykładzie na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine w 2014 roku mówił pan, że jesteśmy u progu rozwoju chińskiej potęgi morskiej. Gdzie jesteśmy teraz, w jakim stopniu ta potęga rozwinęła się od tamtego czasu?

W ciągu ostatniej dekady rozwój chińskiej marynarki wojennej był ogromny. W opublikowanym w 2016 roku raporcie twierdzono, że Chiny będą w 2020 r. miały drugą co do wielkości marynarkę wojenną na świecie, po USA. Te szacunki już w momencie publikacji były dość optymistyczne, a jednak rzeczywistość je przerosła. Dziś mamy nowe szacunki, sugerujące, że chińska marynarka wojenna jest już największą na świecie.

Do Chińskiego Snu należy przekonanie, że jeśli Tajwan nie zostanie zjednoczony z kontynentem, Chiny nigdy nie będą kompletne

Jakie zagrożenia dla świata zachodniego może stanowić ta marynarka?

Do 2030 roku Chiny mogą mieć ponad 430 bojowych jednostek nawodnych i blisko 100 okrętów podwodnych. Nie ulega wątpliwości, że takie liczby oznaczałyby dramatyczne przechylenie równowagi morskiej na korzyść Chin, co miałoby konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych i Azji.

Do czego Chiny dążą, rozwijając swoją potęgę morską?

W naszej najnowszej książce, drugiej edycji „Czerwonej Gwiazdy nad Pacyfikiem” („Red Star Over the Pacific”), z moim współautorem, Jamesem R. Holmesem wysuwamy argument, że modernizacja floty i strategia morska Chin muszą być odczytywane w kontekście wielkiej strategii Pekinu. To, do czego Chiny dążą w dłuższej perspektywie czasowej, to – używając hasła Xi Jinpinga – realizacja “Chińskiego Snu”. Chiński Sen obejmuje wiele celów społeczno-gospodarczych, ale ma też zewnętrzne przejawy, związane z potęgą morską. Są to cele na połowę wieku, których osiągnięcie ma zbiec się z setną rocznicą założenia Chińskiej Republiki Ludowej w 2049 roku.

Czego dotyczą te cele?

Xi Jinping ma nadzieję na powstanie świata wielobiegunowego. W świecie takim Chiny byłyby jednym z biegunów w systemie międzynarodowym, na który składają się także Stany Zjednoczone, Indie, Unia Europejska i Rosja. Każdy z tych biegunów dominowałby we własnym sąsiedztwie – w przypadku Chin jest to Azja Wschodnia. Chiny mają pełnić funkcję regionalnego hegemona. Oznacza to pośrednio znaczne zmniejszenie amerykańskiej potęgi i wpływów w Azji Wschodniej. Chińska marynarka wojenna jest częścią Chińskiego Snu, gdyż ma umożliwić wyparcie Stanów Zjednoczonych z Azji.

Które obszary w Azji są krytyczne dla spełnienia Chińskiego Snu?

Krytycznym obszarem jest Tajwan. Do Chińskiego Snu należy przekonanie, że jeśli Tajwan nie zostanie zjednoczony z kontynentem, to Chiny nigdy nie będą kompletne. A zatem nawet jeśli Chiny osiągną wszystko inne w ramach Chińskiego Snu, ale nie posiądą Tajwanu, Sen jako całość nie zostanie spełniony. Chińskie siły morskie mają zniechęcać Tajwańczyków do niepodległości i pomagać w procesie przyłączenia Tajwanu do Chin.

Mówił pan o Azji, ale czy Chiny nie dążą do dominacji nad całym światem?

Kluczowe jest podążanie drogą poprzednich mocarstw globalnych: najpierw trzeba zdominować swoje sąsiedztwo, zanim będzie można naprawdę zdominować świat. Najlepszym przykładem są Stany Zjednoczone. Musiały one najpierw zdominować półkulę zachodnią, zanim zaczęły myśleć i działać w kategoriach globalnych. Jeśli Chiny mają globalne ambicje, najpierw będą musiały rozwiązać wiele problemów lokalnych, co zajmie trochę czasu. Tajwan nadal pozostaje poza władaniem Chin. Pekin stoi w obliczu potężnego regionalnego rywala – Japonii, która nadal jest trzecią gospodarką na świecie i posiada pierwszorzędną armię. Lokalne potęgi, Wietnam i Filipiny, są zaangażowane w spory terytorialne z Chinami. Wietnam sam w sobie jest potężnym graczem. Ponadto oczywiście Stany Zjednoczone pozostają główną potęgą w regionie. Droga Chin do osiągnięcia regionalnej dominacji nie jest więc prosta.

Do 2030 r. Chiny mogą mieć ponad 430 bojowych jednostek nawodnych i blisko 100 okrętów podwodnych. Nie ulega wątpliwości, że takie liczby oznaczałyby dramatyczne przechylenie równowagi morskiej na korzyść Chin

Oczywiście Stany Zjednoczone nie są zainteresowane spełnieniem się Chińskiego Snu. Czy uważa pan, że mamy nową zimną wojnę między Stanami Zjednoczonymi a Chinami?

Co do pojęć, których należy użyć, aby opisać dzisiejsze stosunki chińsko-amerykańskie, jestem agnostykiem. Interesujące jest natomiast to, jak bardzo debata na ten temat zmieniła się w ciągu ostatnich dwóch lat. Nie tak dawno określenia takie jak „konkurencja”, „wojna handlowa” czy „zimna wojna” stanowiły tabu i nie wypadało ich używać w przyzwoitym towarzystwie. Teraz te pojęcia weszły do głównego nurtu. Ta zmiana w słownictwie była dokonywana równolegle do większej zmiany w charakterze relacji chińsko-amerykańskich. Rzeczywiście, weszliśmy w nową fazę relacji. W przeszłości chcieliśmy przede wszystkim dobrych, stabilnych relacji z Chinami, za niemal każdą cenę. Żeby mieć takie relacje, prowadzono politykę pierwszej instancji polegającą na zaangażowaniu we współpracę na wszystkich szczeblach, od ekonomicznego do dyplomatycznego, kulturalnego, a nawet militarnego. To podejście oznaczało zamiatanie pod dywan trudnych elementów tej relacji.

Ostatecznym celem Inicjatywy Pasa i Szlaku jest Europa i jej ogromny rynek. Inicjatywa zawiera istotny element morski – to szlaki, które łączą rynek chiński z rynkiem europejskim, rozciągające się od Morza Południowochińskiego do Oceanu Indyjskiego, Morza Czerwonego i Morza Śródziemnego

Dziś rośnie świadomość potencjalnych zagrożeń i kosztów, związanych z tym zaangażowaniem, które okazało się dokarmianiem bestii. Chiny wykorzystywały wszystkie zyski płynące z dotychczasowej polityki USA, nawet gdy podejmowały drapieżne działania w gospodarce, prowadziły wojny polityczne, dążyły do zwiększenia terytorium i modernizowały swoje wojsko, które w końcu zaczęło zagrażać Stanom Zjednoczonym i ich sąsiadom. W konsekwencji Stany zaczęły podejmować działania mające na celu selektywne odłączanie poszczególnych elementów relacji z Chinami. Wojna handlowa i debaty na temat odcięcia się Zachodu od technologii 5G produkowanej przez Huawei są częścią tego procesu.

Czy jest on podobny do zimnej wojny między USA i ZSRR?

W porównaniu do dzisiejszych stosunków chińsko-amerykańskich, więzi pomiędzy USA i ZSRR były mniej złożone, znacznie mniej splątane wewnętrznie i bardziej dwuwymiarowe. Relacje z Chinami są zdumiewająco wielopłaszczyznowe, z niezliczonymi punktami styczności pomiędzy obydwoma państwami. Niektóre z tych punktów stanowią niesymetryczną korzyść dla Chin, i jednocześnie osłabiają pozycję Stanów Zjednoczonych w dłuższej perspektywie. Złożoność relacji oznacza, że proces odłączania zajmie trochę czasu, być może kilka lat.

Jest jednak jeden aspekt podobny do konfliktu z ZSRR: ideologiczny wymiar konkurencji. Nie powinniśmy zapominać, że nadal mamy do czynienia z autorytarnym reżimem, który w swej istocie trzyma się ideologii marksistowsko-leninowsko-maoistycznej. Co więcej, jest to reżim, który postrzega świat w kategoriach ideologicznych. Komunistyczna Partia Chin postrzega Zachód oraz wartości i idee, które reprezentuje, takie jak demokracja, wolność i prawa człowieka, jako zasadniczo sprzeczne z własnymi interesami. Są one traktowane jako zagrożenie dla przetrwania Partii, jako ideologiczne zanieczyszczenia, które mogłyby skorumpować Partię i społeczeństwo. Oczywiście ta ideologiczna konkurencja nie jest dokładną repliką zimnej wojny. Chiny nie mają – jak ZSRR – mesjanistycznego, globalnego celu rewolucyjnego, polegającego na obaleniu całego systemu międzynarodowego i wszystkich niekomunistycznych rządów. Jednak Komunistyczna Partia Chin dąży do zachowania rządów jednopartyjnych i chce wpływać na środowisko, które postrzega jako ideologicznie wrogie tak, by dostosowało się do natury reżimu. Zatem rzeczywiście toczymy ideologiczną walkę, a jeśli ignorujemy ideologię, to na własne ryzyko.

Chińska marynarka wojenna zaznaczyła już swoją obecność na Morzu Śródziemnym, Północnym Atlantyku i na Morzu Bałtyckim. Można przewidywać większą obecność chińskiej marynarki wojennej wzdłuż zachodniego krańca Eurazji

Czy Europa powinna niepokoić się szybkim rozwojem chińskiej potęgi morskiej?

Ostatecznym celem Inicjatywy Pasa i Szlaku jest Europa i jej ogromny rynek. Inicjatywa zawiera istotny element morski – to szlaki, które łączą rynek chiński z rynkiem europejskim, rozciągające się od Morza Południowochińskiego do Oceanu Indyjskiego, Morza Czerwonego i Morza Śródziemnego. One stanowią chińską „linię życia”. W miarę jak chińskie interesy mnożą się na tych szlakach, w szczególności w strefach przybrzeżnych Oceanu Indyjskiego, będzie tam, w celu ochrony tych interesów, przyciągana także chińska marynarka wojenna. Ta sama logika odnosi się do wód europejskich. Chińska marynarka wojenna zaznaczyła już swoją obecność na Morzu Śródziemnym, Północnym Atlantyku i na Morzu Bałtyckim. Można przewidywać większą obecność chińskiej marynarki wojennej wzdłuż zachodniego krańca Eurazji.

Jak Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mogą powstrzymać Chiny przed eskalacją ich dominacji?

Posłużę się przykładem Morza Południowochińskiego, gdzie Chińczycy zbudowali ogromne sztuczne wyspy. Chiny, oczywiście, mogą potencjalnie jeszcze bardziej zmilitaryzować wyspy. Mogą zastraszyć lokalnych rywalów, w tym Filipiny. Mogą przejąć więcej spornych terytoriów lub rozbudowywać swoją potęgę na terytoriach, nad którymi już przejęły kontrolę – takich jak Scarborough Shoal. Mogą też proklamować strefę identyfikacji obrony powietrznej nad Morzem Południowochińskim.

Chociaż ważne i konieczne są bezpośrednie reakcje, takie jak podtrzymywanie przez USA swobód nawigacyjnych czy regularna obecność i patrole na Morzu Południowochińskim – jednak są one niewystarczające. Możemy zademonstrować swobodę korzystania z mórz. Ale działania te nie będą nakładać na Chiny wystarczających kosztów, by powstrzymać Pekin przed realizacją jego celów. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy muszą przyjąć kompleksową, zintegrowaną strategię, obejmującą wszystkie instrumenty władzy krajowej, aby skutecznie reagować na asertywność Chin na Morzu Południowochińskim.

Jaki byłby ogólny cel strategii?

Celem jest uczynienie otoczenia mniej przyjaznym dla Chin. Chiny zbyt długo działały w środowisku, w którym nikt nie stawiał im oporu. Strategia powinna zmuszać Chiny do walki na wielu frontach, na których przez lata panował spokój. Pekin będzie musiał przekierować więcej energii i zasobów, aby poradzić sobie z większą liczbą problemów i złagodzić wielorakie naciski. Powiększające się koszty dla Chin mogą z czasem skłonić Pekin do mniejszej agresji i do stosowania rozwiązań dyplomatycznych w sporach regionalnych. Te koszty mogą również sprawić, że reżim będzie bardziej skupiony na kwestiach wewnętrznych, ponieważ wzrośnie groźba jego rozpadu.

Jakie powinien być priorytetowe działania USA?

Skoro Chiny rozwijają się na Morzu Południowochińskim, to Stany Zjednoczone i ich sojusznicy muszą wywierać presję na Pekin w innych obszarach, które są dla niego ważne. Są to obszary wpisane w Chiński Sen, takie jak gospodarka, jak kwestia Tajwanu, jak bezpieczeństwo wewnętrzne, w tym kwestie Sinciangu i Tybetu, oraz bezpieczeństwo wewnętrzne. Strategia powinna zostać opracowana w taki sposób, aby uderzyć w Pekin na wielu frontach jednocześnie. W tym kontekście powinniśmy zastanowić się nad obecną strategią amerykańską. Waszyngton jednocześnie naciska na fronty gospodarczy, wojskowy i dyplomatyczny. Wiąże się to z zacieśnieniem więzi gospodarczych, politycznych i wojskowych z sojusznikami i przyjaciółmi, w tym z Tajwanem. Na froncie ideologicznym Waszyngton skrytykował represyjną politykę Chin w Sinciangu i rozprawił się z chińskimi działaniami politycznymi w Stanach Zjednoczonych.

Chiny mogą przejąć więcej spornych terytoriów lub rozbudowywać swoją potęgę na terytoriach, nad którymi już przejęły kontrolę – takich jak Scarborough Shoal. Mogą też proklamować strefę identyfikacji obrony powietrznej nad Morzem Południowochińskim.

Czy uważa Pan, że obecna strategia USA jest wystarczająco skuteczna?

Nadal pozostaje wiele pracy do wykonania. Elementy strategii są wdrażane w różnych instytucjach rządowych. Aby była ona skuteczna, niezbędna będzie koordynacja między różnymi instytucjami.  Niektóre z nich będą musiały odzyskać „instytucjonalną muskulaturę”, którą straciły po zimnej wojnie. Jednocześnie istnieją w niektórych obszarach i instytucjach tendencje do podtrzymywania dawnej polityki zaangażowania we współpracę. Ich orientacja musi się zmienić. Będzie to wymagało czasu i wysiłku.

Jak to zrobić?

Stany Zjednoczone powinny zaangażować się w bardziej skuteczną komunikację strategiczną pomiędzy różnymi instytucjami. Powinniśmy mieć jednolite przesłanie, gdy odpieramy działania Chin.

Czy zgadza się pan, że dla całego świata zachodniego nadszedł czas strategicznego wyboru – Chiny albo USA?

To nie powinno być postrzegane jako wybór zerojedynkowy – albo bezwarunkowa współpraca, albo całkowite zerwanie więzi z Chinami. To fałszywy wybór. Trzeba podejść do tego selektywnie. Stosunki Zachodu z Chinami doszły do punktu, w którym całkowite odcięcie się nie jest możliwe – jeśli by do niego doszło, pociągnęłoby to za sobą ogromne koszty. Są jednak obszary, w których musimy się wycofać. Zachód musi unikać narażania się na niebezpieczeństwo w takich obszarach, jak infrastruktura krytyczna i wywiad. Te obszary są szczególnie istotne dla bezpieczeństwa USA i ich sojuszników. Oznacza to dokonywanie trudnych wyborów. Rządy będą musiały zaakceptować pewne koszty lub zrezygnować z pewnych korzyści, w tym gospodarczych i finansowych, w zamian za bezpieczeństwo narodowe. Moim zdaniem nasi przyjaciele i partnerzy na Zachodzie przekonają się, że niezależnie od stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, w ich własnym interesie leży wielka ostrożność co do zaangażowania we współpracę z Pekinem.

Jaką przyszłość NATO przewiduje pan w dobie kryzysu relacji transatlantyckich?

Te relacje są zbudowane na wspólnych interesach i wartościach. Chiny kwestionują jedno i drugie. Jednocześnie tylko połączone siły dyplomatyczne, gospodarcze, militarne i ideologiczne Zachodu mogą sprostać chińskiemu wyzwaniu.

Wielka Brytania i Francja historycznie były potęgami na Indo-Pacyfiku i nadal za takie potęgi się uważają. Obydwa te państwa zademonstrowały już swoją determinację w Azji poprzez operacje na Morzu Południowochińskim

Warto zauważyć, że Wielka Brytania i Francja historycznie były potęgami na Indo-Pacyfiku i nadal za takie potęgi się uważają. Obydwa te państwa zademonstrowały już swoją determinację w Azji poprzez operacje na Morzu Południowochińskim – przykładowo, niedawno francuski okręt wojenny przepłynął przez Cieśninę Tajwańską. Chińskie wpływy na Południowym Pacyfiku, w tym w Polinezji Francuskiej, są więc niepokojące i mogą być postrzegane jako strategiczny wysiłek w celu podminowania strategicznej pozycji USA na Zachodnim Pacyfiku. Jest więc wiele powodów, dla których sojusznicy powinni współpracować w regionie Pacyfiku i w samej Europie.

Dlaczego także w Europie?

Żaden poważny konflikt pomiędzy Chinami i Stanami Zjednoczonymi nie ograniczy się do Azji. Skutki takiego konfliktu będą miały charakter globalny. Ze względu na wzajemne powiązania światowego systemu gospodarczego, gospodarka Europy nie zostanie oszczędzona. Europa ma ogromny udział w zapewnieniu stabilności w Azji i powstrzymywaniu niepokojących tendencji, więc jej ściślejsza współpraca z USA w regionie Pacyfiku jest bardzo istotna.

english version below

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Tygodnik Powszechny"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).
ekspert amerykańskiego think tanku CSBA, były przewodniczący Instytutu Studiów nad Azją i Pacyfikiem w US Naval War College, gdzie przez ponad dziesięć lat wykładał strategię. Jest profesorem wizytującym w Fletcher School of Law and Diplomacy (Uniwersytet w Tufts) w zakresie polityki międzynarodowej. Wykładał w Departmencie Strategii w US Air War College. Był analitykiem badawczym w Instytucie Analiz Polityki Zagranicznej RAND oraz American Enterprise Institute. Jest laureatem nagrody marynarki wojennej Meritorious Civilian Service Award. Jest współautorem książki „Red Star over the Pacific: China's Rise and the Challenge to U.S. Maritime Strategy” (Naval Institute Press, 2010), tłumaczonej między innymi na język chiński, niemiecki i japoński.

Komentarze

10 odpowiedzi na “Chiński Sen króluje na morzu (część 1)”

  1. Georealista pisze:

    “Kluczowe jest podążanie drogą poprzednich mocarstw globalnych: najpierw trzeba zdominować swoje sąsiedztwo, zanim będzie można naprawdę zdominować świat.” – i…ani słowa o największym konkurencie w Azji – czyli o Rosji. Gdzie Rosja ma największą “czarną krechę” w Chinach – za Traktat Pekiński i zabranie 1,6 mln km2 w 1860. Dlatego wszystkie dzieci chińskie w szkole i każdy żołnierz Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, uczą się [także na geografii – we wszystkich atlasach] że sa to “ziemie rdzennie chińskie pod TYMCZASOWĄ administracją rosyjską”. Japonia owszem jest konkurentem dla Chin – ale dużo twardsze rozstrzygnięcie “jednego tygrysa na azjatyckim pagórku” – czeka Rosję. Relacje między sąsiadami na lądzie są z natury rzeczy dużo, dużo twardsze i znacznie bardziej zasadnicze w rozstrzygnięciach. Zwłaszcza gdy obaj sąsiedzi są agresywni i mają duże ambicje… Chiny nie staną się hegemonem świata, nim NAJPIERW nie połkną czy podporządkują Rosji. Ekonomicznie czy militarnie – ale to nieuchronne. No chyba, że Rosja dokona obrotu na USA – i na tym polega obecne wzajemne twarde przeciąganie liny i ustawianie “porządku dziobania”. W tym sensie czas gra z grubsza na korzyść Waszyngtonu, który czeka, aż Kreml się złamie i przyczołga się na kolanach z obietnicą sojuszu na warunkach USA – jako posłuszny junior-partner – i to zasadniczo za samo PRZETRWANIE Rosji. Z grubsza – bo po pierwsze Wielki Brat chce wykiwać USA, zająć kluczowy bufor [i łącznik] bałtycko-karpacki: gdzie egzekucja 447 da 300 mld “wsadu udziałowego” i sfinalizuje wrogie przejęcie, kluczowego geostrategicznie obszaru, co potem umożliwi przejęcie roszczeń ex-Polski i da kolejne 875 mld dolarów wsadu – zaś wzmocniony tym podwójnym łupiestwem Wielki Brat stanie się KONIECZNYM i NAJSILNIEJSZYM współzałożycielem supermocarstwa euroazjatyckiego – wszystko, by utworzyć z Kremlem i Berlinem supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – silniejsze i od USA i od Chin. No i czas gra przecież NAJBARDZIEJ na korzyść Chin. Czyli mamy do czynienia z trzema wielkim wyścigami geostrategicznymi w czasie [i w przestrzeni]. Plus wyścig z czasem – dokonujących się stopniowo coraz szybciej zmian klimatycznych na Ziemi, które [np. w kwestii tak strategicznych zasobów jak woda i ziemia uprawna] wiele krajów postawią w trudnym położeniu – i zmienią geostrategię – w tym przenosząc całoroczną rywalizację flot do Arktyki o tzw. strefę Severskyego – rywalizację połączoną odpowiednio z coraz większą drożnością Arktycznego Jedwabnego Szlaku [likwidującego tzw. dylemat Malakka – i skracającego drogę do Europy – zwłaszcza w razie opanowania dorzecza Leny ]. Ale z Arktyką to wyjdą sprawy na ostro dopiero po 2030. Z całkowitą marginalizacją Rosji – wziętej między chiński młot a amerykańskie kowadło. Na razie gracze zajmują miejsca w blokach startowych…

  2. OST pisze:

    re Georealista
    Wszystko pięknie, dopóki nie zacząłeś bredzić o wsadach finansowych z 447 i roszczeń ex-Polski.
    Co do braku Rosji w rozważaniach, jest to sprawa prosta – Rosja ma marginalne znaczenie i jest na drodze do upadku. W odpowiednim momencie ktoś ją pchnie, ale ona sama już kroczy w stronę przepaści. Dlatego nie jest brana pod uwagę jako poważny czynnik w perspektywie długookresowej. Rosja wiedząc o tym, gra tak aby w kluczowym momencie być języczkiem u wagi i przetrwać dzięki koncesjom jakie uzyska za współpracę. Pytanie brzmi czy przetrwa wystarczająco długo, aby odebrać rolę jaka się jej marzy.

  3. z grubsza pisze:

    Czy rzeczywiście Europa jest ostatecznym celem ? Rynek może i jest ogromny, ale się kurczy, pauperyzacja, napływ imigrantów, a poza tym rynek ten jest zdominowany przez silnych graczy. Jesteśmy skansenem, a będziemy płonącym skansenem.

    Projekt pasa i szlaku realizuje wiele celów, dostęp do Europy, do rynku pewnie jest najważniejszy, ale pozostałe cele nie są chyba mniej ważne – aktywizacja potencjału Azji Środkowej na chińskich warunkach, dominacja, ekspansja w Afryce, a i mamy duże wpływy Chin w Ameryce Południowej.

    Ogólnie pas i szlak mają służyć temu, żeby Chiny były państwem środka – połączenie z Europą jest najważniejsze, ale to tylko element, taki klejnot, ale w pewnych aspektach skomunikowanie Azji Środkowej związanie jej z Chinami, budowanie wewnętrznego systemu może być ważniejsze.

  4. dzentelmen pisze:

    Mnie, tak naprawdę trudność sprawia właśnie to, co dotyczy prawdziwych intencji, jakimi się kierują Chiny względem Rosji, i odwrotnie. To, że na poziomie geostrategi (rozumianej szerzej niż potocznie, coś jak strategia geopolityczna, w łonie której mieści się geopolityka, geoekonomia, geostrategia etc.) USA jest dla Chin takim samym oponentem jak dla Rosji, przy wszystkich tego konsekwencjach w skali globalnej, dla mnie tak to może wyglądać, Waszyngton vs. Moskwa/Pekin. Jak Ty to widzisz, tak samo, czy może tak: W vs. M, W vs. P, M vs. P, czy może W.M vs. P , a moze jescze inaczej, W.P vs. M????

  5. Green pisze:

    Szkoda że p. Piekutowski nie zapytał, dlaczego USA w imię swoich ambicji wciągają cały świat w konflikt. Mogliby przecież włączyć się do BRI i podzielić się wpływami na świecie. Skorzystaliby wszyscy, no ale USA nie byłyby już hegemonem.

  6. Chiński Kanał Informacyjny pisze:

    Spotkało się dwóch amerykańskich “kelnerów” : początkujący “polaczek” i wytrawny znawca Azji- amerykański Japończyk.
    Japończyk mówi jasno i stawia sprawy prosto- jak jego Dziadowie w Nankinie (film: Nankin, Nankin)… Jest się czego bać. Amerykańska buta, arogancja i ignorancja + japońska przebiegłość i bezwzględność= wojna naprzód w Azji a następie ..światowa.
    Wstrząsnął mną ten Japończyk i dlatego zrobiłem z tego aż 6 felietonów w http://www.chinskikanalinformacyjny.pl. Będą widoczne od 12.05.2019. Ukłony

  7. michalmaria pisze:

    Mnie, tak naprawdę trudność sprawia właśnie to, co dotyczy prawdziwych intencji, jakimi się kierują Chiny względem Rosji, i odwrotnie. To, że na poziomie geostrategi (rozumianej szerzej niż potocznie, coś jak strategia geopolityczna, w łonie której mieści się geopolityka, geoekonomia, geostrategia etc.) USA jest dla Chin takim samym oponentem jak dla Rosji, przy wszystkich tego konsekwencjach w skali globalnej, dla mnie tak to może wyglądać, Waszyngton vs. Moskwa/Pekin. Jak Ty to widzisz, tak samo, czy może tak: W vs. M, W vs. P, M vs. P, czy może W.M vs. P , a moze jescze inaczej, W.P vs. M????

  8. Georealista pisze:

    Jakoś uciekł mój post – to powtarzam: Twój post jest niezwykle interesujący OST – pytam: DLACZEGO Twoim zdaniem cała ta bandycka hucpa rabunku Polaków na 300 mld dolarów to “bzdura”? Czyżby w Twoim przypadku zachodził casus wypierania w zaparte literalnych żądań instytucjonalnych i decydentów Wielkiego Brata? Tylko błagam, nie mów mi o braku podstaw prawnych – to przecież wiadomo – a te bandyckie roszczenia mają być przecież wyegzekwowane siłą – z jednoznacznym poparciem Waszyngtonu i Kremla jednocześnie – od 9 maja 2018. Zresztą – ten rabunek to tylko środek do celu, jakim jest przejęcie tak kluczowego, pivotalnego obszaru geostrategicznego – i jego zasobów. Co jest podstawą dla Wielkiego Brata gry o Europę, a raczej o Eurazję. Czyżby Wielki Brat odwołał swoje roszczenia? Nic o tym nie wiem – na razie mądrość etapu przechodzi do kolejnej fazy – czyli już sama próba obrony Polaków przed tymi bandyckimi roszczeniami zaczyna być kwalifikowane jako antysemityzm [z jednoczesnym schizofrenicznym przekazem, że niby “żadnych roszczeń nie ma”]… Ale może nie jestem na czasie? – czyżby Wielki Brat przeprosił przed chwilą i posypał głowę popiołem za dekady metodycznego i zmasowanego, coraz bardziej totalnego opluwania i szkalowania Polski i Polaków? Twoim zdaniem Wielki Brat niby nie kalkuluje długofalowo? Nie prowadzi geostrategicznych analiz? – nie reaguje na systematyczne słabniecie dotychczasowego strategicznego żywiciela? Nie ekstrapoluje zdarzeń i trendów i nie zastanawia się długofalowo: „a co POTEM?” Nie widzi niby kluczowego geostrategicznie położenia pomostu bałtycko-karpackiego, który zajmujemy? – terytorium ZNACZNIE ważniejszego dla USA od terytorium państewka otoczonego islamskim morzem? Przecież to właśnie nikłość znaczenia geostrategicznego terenu Wielkiego Brata na Bliskim Wschodzie – co okazało się od “pacific pivot” REALNIE realizowanego już od 2009 [dokładniej – od 17 września 2009] – czyli wobec przeniesienia punktu ciężkości na Pacyfik – czy wobec przekształcenia USA z importera w eksportera węglowodorów – to wywołało iście kopernikański wstrząs w Tel Avivie. Nie widzą niby zasobów Polski? – i zwłaszcza [JESZCZE] NASZYCH ziem rzadkich i surowców strategicznych? – zwłaszcza wobec praktycznego zmonopolizowania ich rynku przez Chiny? – co może okazać się rozstrzygające na dalszym etapie w technologicznym wyścigu supermocarstw? Niby Wielki Brat nie widzi znaczenia kluczowego styku Rimlandu i Heartlandu Eurazji? – bufora, ale i łącznika – który zadecyduje o powstaniu [lub nie] nowego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku? Niby czemu Wielki Brat miałby odpuścić taką okazję do wielkiej gry i ustawienia się jako uprzywilejowany udziałowiec tegoż supermocarstwa? – co pewnie by zapewniło dominację na kolejny wiek? No i niby czemu Wielki Brat miałby przepuścić TAKI interes wszechczasów? Może przeszkadzają mu jakieś względy moralne? Proszę o dokładne rozwiniecie MERYTORYCZNE tematu – bez emocjonalnych wycieczek i tanich szantaży emocjonalnych. Czekam z wielką ciekawością.

  9. OST pisze:

    @Georealista
    To jest obsesja inspirowana ze wschodu: żerowanie na strachu i uprzedzeniach. Cel jasny – destabilizacja Polski i dalszy podział społeczeństwa. Sprawa roszczeń żydowskich jest dla mnie prosta: żadna partia, która by się zgodziła płacić, władzy nie utrzyma. A partie chcą przede wszystkim utrzymać władzę. Także ja po prostu nie wierzę, żeby Polska miała kiedykolwiek żydom zapłacić. Dla mnie to temat wyczerpuje, reszta to jak mówiłem: obsesje, uprzedzenia, strach, element wojny hybrydowej itd. Insza sprawa, że oni są bezczelni takie żądania stawiając. No ale jak już Koneczny nas nauczył – to jest odmienna cywilizacja i u nich to norma. W ogóle ta cała afera jest podobnie absurdalna jak oskarżanie przez opozycję partii obecnie u władzy, że ona nas z UE chce wyprowadzić. A jednak sporo ludzi to łyka – co nie świadczy o nich dobrze. Ach, gdzie te czasy chłopów-analfabetów, za to mocno stąpających po ziemi i całkiem racjonalnych.

  10. Georealista pisze:

    Panie OST – zgadzam się, że Kreml ma w tym spory udział – zwłaszcza od 9 maja 2018, gdy w dniu podpisania 447 przez Trumpa w Waszyngtonie – Netanjahu z Putinem zblatowali demonstracyjnie nowy pakt Ribbentrop-Mołotow. Tak podkreślana przez Pana WIARA jest wzruszająca, ale w rachunku geostrategicznym liczy się tylko interes i siła i SWOT i kalkulacja koszt-efekt. Wszystkie te czynniki w 100% potwierdzają przedstawiony przeze mnie scenariusz. Pana niezdolność do zrozumienia realnych trendów polityki [nie mówię o medialnym teatrzyku polityków] jest niestety typowa. Stąd właśnie klasyczna postawa wyparcia – i obronne przenoszenie własnej bezradności wobec młynu bezpardonowych globalnych zmian siłowych, który się właśnie rozkręca – w uspokajające przyklejanie mi “uprzedzeń”, “obsesji”, “strachu”. Co jest poniekąd zabawne – bo ja na chłodno analizuję SWOT i koszt-efekt i zadaję szereg pytań MERYTORYCZNYCH – na które Pan reaguje alergicznie – tanim szantażem emocjonalnym. Powtarzam pytania – i proszę o MERYTORYCZNE odpowiedzi, a nie uniki i myślenie życzeniowe. Wyznania wiary są bardzo dobre w świątyniach względem przyszłego świata – tu chodzi o REALNĄ politykę bez ozdóbek – NA TYM ŚWIECIE. Proszę o odpowiedź na temat. Zwłaszcza na pytanie – co Wielcy Bracia zamierzają począć względem systematycznego słabnięcia USA – i wzrostu pretendenta, który ani się kwapi zostać nowym szczodrym sponsorem Wielkich Braci – jaki Pana zdaniem mają “patent” na proste pytanie: “CO POTEM?” A co do Pańskiego podejścia do tematu – jest jeszcze taka nadrzędna zasada obowiązująca i w specsłużbach i w polityce – zasada ostrożności. Oraz zasada, że jeżeli odrzuci się wszelkie inne alternatywy – to pozostała ścieżka jest prawdziwa, nawet jeżeli wydaje się trudna do przyjęcia. Zgadza się?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz