Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Chiński Sen króluje na morzu (część 1)

Nowe szacunki sugerują, że chińska marynarka wojenna jest już największą na świecie. Jest ona częścią Chińskiego Snu, gdyż ma umożliwić wyparcie Stanów Zjednoczonych z Azji. Krytycznym terytorium jest Tajwan
W swoim wykładzie na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine w 2014 roku mówił pan, że jesteśmy u progu rozwoju chińskiej potęgi morskiej. Gdzie jesteśmy teraz, w jakim stopniu ta potęga rozwinęła się od tamtego czasu? W ciągu ostatniej dekady rozwój chińskiej marynarki wojennej był ogromny. W opublikowanym w 2016 roku raporcie twierdzono, że Chiny będą w 2020 r. miały drugą co do wielkości marynarkę wojenną na świecie, po USA. Te szacunki już w momencie publikacji były dość optymistyczne, a jednak rzeczywistość je przerosła. Dziś mamy nowe szacunki, sugerujące, że chińska marynarka wojenna jest już największą na świecie. Do Chińskiego Snu należy przekonanie, że jeśli Tajwan nie zostanie zjednoczony z kontynentem, Chiny nigdy nie będą kompletne Jakie zagrożenia dla świata zachodniego może...

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się
główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Rzeczpospolita"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).
ekspert amerykańskiego think tanku CSBA, były przewodniczący Instytutu Studiów nad Azją i Pacyfikiem w US Naval War College, gdzie przez ponad dziesięć lat wykładał strategię. Jest profesorem wizytującym w Fletcher School of Law and Diplomacy (Uniwersytet w Tufts) w zakresie polityki międzynarodowej. Wykładał w Departmencie Strategii w US Air War College. Był analitykiem badawczym w Instytucie Analiz Polityki Zagranicznej RAND oraz American Enterprise Institute. Jest laureatem nagrody marynarki wojennej Meritorious Civilian Service Award. Jest współautorem książki „Red Star over the Pacific: China's Rise and the Challenge to U.S. Maritime Strategy” (Naval Institute Press, 2010), tłumaczonej między innymi na język chiński, niemiecki i japoński.

Komentarze

10 odpowiedzi na “Chiński Sen króluje na morzu (część 1)”

  1. Georealista pisze:

    “Kluczowe jest podążanie drogą poprzednich mocarstw globalnych: najpierw trzeba zdominować swoje sąsiedztwo, zanim będzie można naprawdę zdominować świat.” – i…ani słowa o największym konkurencie w Azji – czyli o Rosji. Gdzie Rosja ma największą “czarną krechę” w Chinach – za Traktat Pekiński i zabranie 1,6 mln km2 w 1860. Dlatego wszystkie dzieci chińskie w szkole i każdy żołnierz Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, uczą się [także na geografii – we wszystkich atlasach] że sa to “ziemie rdzennie chińskie pod TYMCZASOWĄ administracją rosyjską”. Japonia owszem jest konkurentem dla Chin – ale dużo twardsze rozstrzygnięcie “jednego tygrysa na azjatyckim pagórku” – czeka Rosję. Relacje między sąsiadami na lądzie są z natury rzeczy dużo, dużo twardsze i znacznie bardziej zasadnicze w rozstrzygnięciach. Zwłaszcza gdy obaj sąsiedzi są agresywni i mają duże ambicje… Chiny nie staną się hegemonem świata, nim NAJPIERW nie połkną czy podporządkują Rosji. Ekonomicznie czy militarnie – ale to nieuchronne. No chyba, że Rosja dokona obrotu na USA – i na tym polega obecne wzajemne twarde przeciąganie liny i ustawianie “porządku dziobania”. W tym sensie czas gra z grubsza na korzyść Waszyngtonu, który czeka, aż Kreml się złamie i przyczołga się na kolanach z obietnicą sojuszu na warunkach USA – jako posłuszny junior-partner – i to zasadniczo za samo PRZETRWANIE Rosji. Z grubsza – bo po pierwsze Wielki Brat chce wykiwać USA, zająć kluczowy bufor [i łącznik] bałtycko-karpacki: gdzie egzekucja 447 da 300 mld “wsadu udziałowego” i sfinalizuje wrogie przejęcie, kluczowego geostrategicznie obszaru, co potem umożliwi przejęcie roszczeń ex-Polski i da kolejne 875 mld dolarów wsadu – zaś wzmocniony tym podwójnym łupiestwem Wielki Brat stanie się KONIECZNYM i NAJSILNIEJSZYM współzałożycielem supermocarstwa euroazjatyckiego – wszystko, by utworzyć z Kremlem i Berlinem supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – silniejsze i od USA i od Chin. No i czas gra przecież NAJBARDZIEJ na korzyść Chin. Czyli mamy do czynienia z trzema wielkim wyścigami geostrategicznymi w czasie [i w przestrzeni]. Plus wyścig z czasem – dokonujących się stopniowo coraz szybciej zmian klimatycznych na Ziemi, które [np. w kwestii tak strategicznych zasobów jak woda i ziemia uprawna] wiele krajów postawią w trudnym położeniu – i zmienią geostrategię – w tym przenosząc całoroczną rywalizację flot do Arktyki o tzw. strefę Severskyego – rywalizację połączoną odpowiednio z coraz większą drożnością Arktycznego Jedwabnego Szlaku [likwidującego tzw. dylemat Malakka – i skracającego drogę do Europy – zwłaszcza w razie opanowania dorzecza Leny ]. Ale z Arktyką to wyjdą sprawy na ostro dopiero po 2030. Z całkowitą marginalizacją Rosji – wziętej między chiński młot a amerykańskie kowadło. Na razie gracze zajmują miejsca w blokach startowych…

  2. OST pisze:

    re Georealista
    Wszystko pięknie, dopóki nie zacząłeś bredzić o wsadach finansowych z 447 i roszczeń ex-Polski.
    Co do braku Rosji w rozważaniach, jest to sprawa prosta – Rosja ma marginalne znaczenie i jest na drodze do upadku. W odpowiednim momencie ktoś ją pchnie, ale ona sama już kroczy w stronę przepaści. Dlatego nie jest brana pod uwagę jako poważny czynnik w perspektywie długookresowej. Rosja wiedząc o tym, gra tak aby w kluczowym momencie być języczkiem u wagi i przetrwać dzięki koncesjom jakie uzyska za współpracę. Pytanie brzmi czy przetrwa wystarczająco długo, aby odebrać rolę jaka się jej marzy.

  3. z grubsza pisze:

    Czy rzeczywiście Europa jest ostatecznym celem ? Rynek może i jest ogromny, ale się kurczy, pauperyzacja, napływ imigrantów, a poza tym rynek ten jest zdominowany przez silnych graczy. Jesteśmy skansenem, a będziemy płonącym skansenem.

    Projekt pasa i szlaku realizuje wiele celów, dostęp do Europy, do rynku pewnie jest najważniejszy, ale pozostałe cele nie są chyba mniej ważne – aktywizacja potencjału Azji Środkowej na chińskich warunkach, dominacja, ekspansja w Afryce, a i mamy duże wpływy Chin w Ameryce Południowej.

    Ogólnie pas i szlak mają służyć temu, żeby Chiny były państwem środka – połączenie z Europą jest najważniejsze, ale to tylko element, taki klejnot, ale w pewnych aspektach skomunikowanie Azji Środkowej związanie jej z Chinami, budowanie wewnętrznego systemu może być ważniejsze.

  4. dzentelmen pisze:

    Mnie, tak naprawdę trudność sprawia właśnie to, co dotyczy prawdziwych intencji, jakimi się kierują Chiny względem Rosji, i odwrotnie. To, że na poziomie geostrategi (rozumianej szerzej niż potocznie, coś jak strategia geopolityczna, w łonie której mieści się geopolityka, geoekonomia, geostrategia etc.) USA jest dla Chin takim samym oponentem jak dla Rosji, przy wszystkich tego konsekwencjach w skali globalnej, dla mnie tak to może wyglądać, Waszyngton vs. Moskwa/Pekin. Jak Ty to widzisz, tak samo, czy może tak: W vs. M, W vs. P, M vs. P, czy może W.M vs. P , a moze jescze inaczej, W.P vs. M????

  5. Green pisze:

    Szkoda że p. Piekutowski nie zapytał, dlaczego USA w imię swoich ambicji wciągają cały świat w konflikt. Mogliby przecież włączyć się do BRI i podzielić się wpływami na świecie. Skorzystaliby wszyscy, no ale USA nie byłyby już hegemonem.

  6. Chiński Kanał Informacyjny pisze:

    Spotkało się dwóch amerykańskich “kelnerów” : początkujący “polaczek” i wytrawny znawca Azji- amerykański Japończyk.
    Japończyk mówi jasno i stawia sprawy prosto- jak jego Dziadowie w Nankinie (film: Nankin, Nankin)… Jest się czego bać. Amerykańska buta, arogancja i ignorancja + japońska przebiegłość i bezwzględność= wojna naprzód w Azji a następie ..światowa.
    Wstrząsnął mną ten Japończyk i dlatego zrobiłem z tego aż 6 felietonów w http://www.chinskikanalinformacyjny.pl. Będą widoczne od 12.05.2019. Ukłony

  7. michalmaria pisze:

    Mnie, tak naprawdę trudność sprawia właśnie to, co dotyczy prawdziwych intencji, jakimi się kierują Chiny względem Rosji, i odwrotnie. To, że na poziomie geostrategi (rozumianej szerzej niż potocznie, coś jak strategia geopolityczna, w łonie której mieści się geopolityka, geoekonomia, geostrategia etc.) USA jest dla Chin takim samym oponentem jak dla Rosji, przy wszystkich tego konsekwencjach w skali globalnej, dla mnie tak to może wyglądać, Waszyngton vs. Moskwa/Pekin. Jak Ty to widzisz, tak samo, czy może tak: W vs. M, W vs. P, M vs. P, czy może W.M vs. P , a moze jescze inaczej, W.P vs. M????

  8. Georealista pisze:

    Jakoś uciekł mój post – to powtarzam: Twój post jest niezwykle interesujący OST – pytam: DLACZEGO Twoim zdaniem cała ta bandycka hucpa rabunku Polaków na 300 mld dolarów to “bzdura”? Czyżby w Twoim przypadku zachodził casus wypierania w zaparte literalnych żądań instytucjonalnych i decydentów Wielkiego Brata? Tylko błagam, nie mów mi o braku podstaw prawnych – to przecież wiadomo – a te bandyckie roszczenia mają być przecież wyegzekwowane siłą – z jednoznacznym poparciem Waszyngtonu i Kremla jednocześnie – od 9 maja 2018. Zresztą – ten rabunek to tylko środek do celu, jakim jest przejęcie tak kluczowego, pivotalnego obszaru geostrategicznego – i jego zasobów. Co jest podstawą dla Wielkiego Brata gry o Europę, a raczej o Eurazję. Czyżby Wielki Brat odwołał swoje roszczenia? Nic o tym nie wiem – na razie mądrość etapu przechodzi do kolejnej fazy – czyli już sama próba obrony Polaków przed tymi bandyckimi roszczeniami zaczyna być kwalifikowane jako antysemityzm [z jednoczesnym schizofrenicznym przekazem, że niby “żadnych roszczeń nie ma”]… Ale może nie jestem na czasie? – czyżby Wielki Brat przeprosił przed chwilą i posypał głowę popiołem za dekady metodycznego i zmasowanego, coraz bardziej totalnego opluwania i szkalowania Polski i Polaków? Twoim zdaniem Wielki Brat niby nie kalkuluje długofalowo? Nie prowadzi geostrategicznych analiz? – nie reaguje na systematyczne słabniecie dotychczasowego strategicznego żywiciela? Nie ekstrapoluje zdarzeń i trendów i nie zastanawia się długofalowo: „a co POTEM?” Nie widzi niby kluczowego geostrategicznie położenia pomostu bałtycko-karpackiego, który zajmujemy? – terytorium ZNACZNIE ważniejszego dla USA od terytorium państewka otoczonego islamskim morzem? Przecież to właśnie nikłość znaczenia geostrategicznego terenu Wielkiego Brata na Bliskim Wschodzie – co okazało się od “pacific pivot” REALNIE realizowanego już od 2009 [dokładniej – od 17 września 2009] – czyli wobec przeniesienia punktu ciężkości na Pacyfik – czy wobec przekształcenia USA z importera w eksportera węglowodorów – to wywołało iście kopernikański wstrząs w Tel Avivie. Nie widzą niby zasobów Polski? – i zwłaszcza [JESZCZE] NASZYCH ziem rzadkich i surowców strategicznych? – zwłaszcza wobec praktycznego zmonopolizowania ich rynku przez Chiny? – co może okazać się rozstrzygające na dalszym etapie w technologicznym wyścigu supermocarstw? Niby Wielki Brat nie widzi znaczenia kluczowego styku Rimlandu i Heartlandu Eurazji? – bufora, ale i łącznika – który zadecyduje o powstaniu [lub nie] nowego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku? Niby czemu Wielki Brat miałby odpuścić taką okazję do wielkiej gry i ustawienia się jako uprzywilejowany udziałowiec tegoż supermocarstwa? – co pewnie by zapewniło dominację na kolejny wiek? No i niby czemu Wielki Brat miałby przepuścić TAKI interes wszechczasów? Może przeszkadzają mu jakieś względy moralne? Proszę o dokładne rozwiniecie MERYTORYCZNE tematu – bez emocjonalnych wycieczek i tanich szantaży emocjonalnych. Czekam z wielką ciekawością.

  9. OST pisze:

    @Georealista
    To jest obsesja inspirowana ze wschodu: żerowanie na strachu i uprzedzeniach. Cel jasny – destabilizacja Polski i dalszy podział społeczeństwa. Sprawa roszczeń żydowskich jest dla mnie prosta: żadna partia, która by się zgodziła płacić, władzy nie utrzyma. A partie chcą przede wszystkim utrzymać władzę. Także ja po prostu nie wierzę, żeby Polska miała kiedykolwiek żydom zapłacić. Dla mnie to temat wyczerpuje, reszta to jak mówiłem: obsesje, uprzedzenia, strach, element wojny hybrydowej itd. Insza sprawa, że oni są bezczelni takie żądania stawiając. No ale jak już Koneczny nas nauczył – to jest odmienna cywilizacja i u nich to norma. W ogóle ta cała afera jest podobnie absurdalna jak oskarżanie przez opozycję partii obecnie u władzy, że ona nas z UE chce wyprowadzić. A jednak sporo ludzi to łyka – co nie świadczy o nich dobrze. Ach, gdzie te czasy chłopów-analfabetów, za to mocno stąpających po ziemi i całkiem racjonalnych.

  10. Georealista pisze:

    Panie OST – zgadzam się, że Kreml ma w tym spory udział – zwłaszcza od 9 maja 2018, gdy w dniu podpisania 447 przez Trumpa w Waszyngtonie – Netanjahu z Putinem zblatowali demonstracyjnie nowy pakt Ribbentrop-Mołotow. Tak podkreślana przez Pana WIARA jest wzruszająca, ale w rachunku geostrategicznym liczy się tylko interes i siła i SWOT i kalkulacja koszt-efekt. Wszystkie te czynniki w 100% potwierdzają przedstawiony przeze mnie scenariusz. Pana niezdolność do zrozumienia realnych trendów polityki [nie mówię o medialnym teatrzyku polityków] jest niestety typowa. Stąd właśnie klasyczna postawa wyparcia – i obronne przenoszenie własnej bezradności wobec młynu bezpardonowych globalnych zmian siłowych, który się właśnie rozkręca – w uspokajające przyklejanie mi “uprzedzeń”, “obsesji”, “strachu”. Co jest poniekąd zabawne – bo ja na chłodno analizuję SWOT i koszt-efekt i zadaję szereg pytań MERYTORYCZNYCH – na które Pan reaguje alergicznie – tanim szantażem emocjonalnym. Powtarzam pytania – i proszę o MERYTORYCZNE odpowiedzi, a nie uniki i myślenie życzeniowe. Wyznania wiary są bardzo dobre w świątyniach względem przyszłego świata – tu chodzi o REALNĄ politykę bez ozdóbek – NA TYM ŚWIECIE. Proszę o odpowiedź na temat. Zwłaszcza na pytanie – co Wielcy Bracia zamierzają począć względem systematycznego słabnięcia USA – i wzrostu pretendenta, który ani się kwapi zostać nowym szczodrym sponsorem Wielkich Braci – jaki Pana zdaniem mają “patent” na proste pytanie: “CO POTEM?” A co do Pańskiego podejścia do tematu – jest jeszcze taka nadrzędna zasada obowiązująca i w specsłużbach i w polityce – zasada ostrożności. Oraz zasada, że jeżeli odrzuci się wszelkie inne alternatywy – to pozostała ścieżka jest prawdziwa, nawet jeżeli wydaje się trudna do przyjęcia. Zgadza się?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz