Newsletter

Decyzja Trumpa korzystna dla Turcji

Wycofanie się USA z Syrii spowoduje zaburzenie równowagi, postawi w bardzo trudnej sytuacji Kurdów, wzmocni zaś pozycję Assada, Turcji, Rosji, Iranu oraz… Państwa Islamskiego

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Rezygnacje sekretarza obrony, Jamesa Mattisa, oraz specjalnego przedstawiciela Stanów Zjednoczonych ds. walki z Państwem Islamskim, Bretta McGurka, to skutek decyzji prezydenta Donalda Trumpa o wycofaniu 2000 żołnierzy amerykańskich z Syrii. Co istotne, prezydent swojej decyzji nie zmienił pomimo tego, że namawiać mieli go do tego najważniejsi przedstawiciele administracji odpowiedzialni za bezpieczeństwo. Prezydent Trump zamierza wycofać także amerykańskie wojska z Afganistanu – na razie nakazał, aby 7 tysięcy żołnierzy powróciło do domu. To nie wygląda jak element długo przygotowanego planu.

Na swoim Twitterze (najlepsze źródło wypowiedzi Donalda Trumpa) prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawia decyzje o wycofaniu wojsk jako sukces Waszyngtonu.  Podstawowy argument brzmi: Państwo Islamskie zostało pokonane w Syrii, więc usunięta została przyczyna naszej obecności i dlatego możemy się wycofać. Argumenty uzupełniające dotyczą powrotu „młodych ludzi do domu z Nigdy Niekończącej się Wojny”. Motyw zabrania młodych chłopców do domu z kosztownej, niepotrzebnej Ameryce wojny na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie zostanie wykorzystany w kampanii wyborczej.

Największym beneficjentem nowego układu jest Turcja, jednakże wzrost jej znaczenia wcale nie jest na rękę ani reżimowi Assada, ani wspierającym go Rosjanom oraz Irańczykom

Totalne zaskoczenie najbliższych współpracowników Trumpa, rezygnacja Mattisa oraz McGurka oraz chaos informacyjny (pojawiające się doniesienia, że na Bliski Wschód mogą wrócić najemnicy lub sugestie, że w północnej Syrii dalej operować będzie amerykańskie siły specjalne) nie przekonują, że jest to element szerszej strategii stabilizacji sytuacji w regionie. Amerykańska obecność w Syrii zbudowała pewną równowagę i jej zaburzenie będzie się wiązać z postawieniem w bardzo trudnej sytuacji Kurdów (ryzyko walki na paru frontach, w tym z Turcją) oraz wzmocnieniem pozycji Assada, Turcji, Rosji, Iranu oraz… Państwa Islamskiego. Media donoszą o ruchach tureckich wojsk oraz możliwym wkroczeniu wojsk tureckich na terytoria północnej Syrii będące pod kurdyjską kontrolą. Co prawda prezydent Erdoğan miał obiecać Trumpowi, że ostateczne pokona siły Państwa Islamskiego, jednak z punktu widzenia Ankary Kurdowie są dużo poważniejszym problemem. Proturecki zwrot w polityce amerykańskiej został zresztą potwierdzony przez odblokowanie sprzedaży do Turcji systemów Patriot.  Według doniesień Erdoğan miał obiecać, że wstrzymuje akcje w północnej Syrii, jednak łatwo można sobie wyobrazić scenariusz, w którym turecka akcja „antyterrorystyczna” zostaje skierowana przeciwko Kurdom.  Amerykanie nie przygotowali wycofania w taki sposób, aby dać szanse swoim kurdyjskim sojusznikom na utrzymanie obecnej równowagi.  Ruch Trumpa okaże się przemyślany tylko wtedy, jeżeli będzie on w stanie przekonać Erdoğana do nieatakowania pólnocno-wschodniej Syrii, a jednocześnie Kurdowie zabezpieczą swoje interesy w Syrii poprzez dogadanie się z rządem Assada (co do tej pory się nie udało).

Zaskoczony takim obrotem sprawy wydaje się również Izrael. Wzmocnienie Iranu w Syrii nie jest w interesie Izraela i prawdopodobnie z tego względu premier Netanjahu już zapowiedział, że jeżeli będzie taka konieczność, to Izraelczycy zintensyfikują swoje działania, aby uniemożliwić ustanowienie stałej irańskiej obecności wojskowej. W międzyczasie doszło do kolejnej izraelsko-tureckiej utarczki, w ramach której premier Netanjahu nazwał prezydenta Erdoğana „antysemickim dyktatorem”.

Zasadnicza zmiana warunków rywalizacji w Syrii musi spowodować większą aktywność poszczególnych graczy.  Największym beneficjentem nowego układu jest Turcja, jednakże wzrost jej znaczenia wcale nie jest na rękę ani reżimowi Assada, ani wspierającym go Rosjanom oraz Irańczykom, ponieważ zajęcie północno-wschodniej Syrii przez Turcję mogłoby być wydarzeniem nieodwracalnym, choć z perspektywy Ankary tworzy ryzyko uwikłania się w konflikt z Kurdami w północno-wschodniej Syrii, który mógłby okazać się niezwykle kosztowny.

Z naszej perspektywy ważne są dwie kwestie. Pierwsza, że amerykańskie działania nie wyglądają na zorganizowane, a wręcz wydają się – przynajmniej na polu syryjskim – decyzją podjętą pod wpływem impulsu. Druga, że Europa w tym konflikcie w zasadzie nie ma narzędzi do wpływania na sytuację i ta rozgrywka odbywa się bez jej znaczącego udziału. Najbardziej zaangażowana w sytuację w Syrii jest Francja, której prezydent skrytykował decyzję Amerykanów o wycofaniu wojsk i ujął się za Kurdami, jednakże trudno przewidywać, żeby miało to większe znaczenie dla rozwoju wydarzeń w Syrii. Europa musi poważnie zastanowić się nad swoją polityką bezpieczeństwa.