Newsletter

Wkręcanie żarówką

Duda i Steinmeyer na Polsko-Niemieckim Forum dali się sprowokować i radośnie popłynęli w kierunku akcentowania bieżących kontrowersji. Niestety może to być sygnał kierunku, w którym pójdą nasze relacje

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Relacje polsko-niemieckie to trudna przeszłość, skomplikowana teraźniejszość i niepewna przyszłość. Zarówno na płaszczyźnie bilateralnej, jak i europejskiej. Tym bardziej warto dbać, by nie zdominowali ich specjaliści od „wkręcania mas” przy pomocy tanich chwytów – a okazją do tego są takie zdarzenia, jak 19. Polsko-Niemieckie Forum “Europa 1918-2018: historia z przyszłością”.

Także z punktu widzenia niemieckiego, wbrew temu co się często potocznie sądzi, Polska jest jednym z najważniejszych partnerów – obroty z naszym krajem stanowią w przybliżeniu 2/3 wartości kooperacji gospodarczej RFN z USA

Zacznijmy od przypomnienia podstawowych faktów ekonomicznych. Dane GUS wskazują, że Niemcy są naszym największym partnerem handlowym. W roku 2017 nasz eksport na ten rynek osiągnął wartość ponad 238 miliardów złotych, a import ponad 200 miliardów. Wzajemne obroty wciąż rosną (w porównaniu z 2016 rokiem eksport o 8,3%, a import o 10,4%). Dla porównania: w kategorii „eksport” kolejne miejsca na liście zajmują Czechy i Wielka Brytania z wynikami nieznacznie przekraczającymi 50 miliardów, a w kategorii „import” Chiny (103 mld) i Rosja (56 mld). Ale także z punktu widzenia niemieckiego, wbrew temu co się często potocznie sądzi, Polska jest jednym z najważniejszych partnerów – obroty z naszym krajem stanowią w przybliżeniu 2/3 wartości kooperacji gospodarczej RFN z USA. Bliskość geograficzna, kulturowa, stosunkowo niska bariera językowa oraz prawnoadministracyjna – to czynniki sprawiające, że cały czas pojawiają się nowe, znaczące inwestycje. Przykłady: w ubiegłym roku w Środzie Śląskiej rozpoczęła się budowa zakładu serwisowania silników lotniczych dla Lufthansy, w Jaworze fabryki silników Mercedesa, a w Ksawerowie pod Łodzią ma powstać fabryka pralek Miele. Z kolei grupa Boryszew uruchomiła w Brandenburgii zakład produkcji galwanizowanych komponentów motoryzacyjnych.

Wzajemne korzyści ekonomiczne i nacisk środowisk biznesowych sprawiały do tej pory, że pojawiające się coraz częściej rozbieżności interesów oraz poglądów politycznych były zamiatane pod dywan lub tonowane, ewentualnie wykorzystywane raczej przez politycznych fighterów na użytek ściśle wewnętrzny, jako narzędzie mobilizowania radykalnych elektoratów. Warto jednak dostrzec, że ta sytuacja nie musi trwać wiecznie – wpływ na to będzie mieć nadchodzący z dużym prawdopodobieństwem kryzys gospodarczy, już antycypowany przez niemieckie środowiska biznesowe i eksperckie (wystarczy wspomnieć odnotowane niedawno, rekordowe spadki indeksu ZEW, a także indeksu IFO).

Prognozy są nieubłagane – jeśli gospodarka niemiecka wyhamuje na dobre, to odbije się to bardzo negatywnie i na nastrojach społecznych (i tak już coraz gorszych) w Republice Federalnej, i na sytuacji wielu przedsiębiorstw oraz całych branż w Polsce, więc w konsekwencji także na poparciu dla rządu Prawa i Sprawiedliwości. W obliczu takiego wyzwania dla polityków (i wyborców) w obu krajach pokusa ucieczki w populizm i radykalizm będzie bardzo duża, nawet kosztem obiektywnych i długofalowych interesów ekonomicznych.

Co to może oznaczać w praktyce? Po pierwsze, wyostrzenie narracji antypolskich i antyniemieckich po obu stronach Odry. Po drugie, lekceważenie punktu widzenia drugiej strony przez decydentów (czego przykłady już mamy, szczególnie w polityce energetycznej, ale pole do eskalacji pozostaje wciąż znaczne). I po trzecie – rozpaczliwe poszukiwanie alternatywy dla tego, co wydaje się wciąż naturalnym wyborem dla obu państw, to znaczy ciężkiej pracy nad pogłębianiem i doskonaleniem integracji europejskiej.

Obawiam się, że to, co się stało podczas 19. Polsko-Niemieckiego Forum “Europa 1918-2018: historia z przyszłością” to sygnał kierunku, w którym możemy pójść. Prezydenci Polski i Niemiec, Frank-Walter Steinmeier i Andrzej Duda, zamiast skorzystać ze znakomitej okazji do pogłębionej refleksji, wylania oliwy na wzburzone fale i poszukania tego, co łączy oraz co dobrze służy wspólnym, europejskim interesom – dali się sprowokować i radośnie popłynęli w kierunku akcentowania bieżących kontrowersji. Polak wytknął Unii dyskryminację tradycyjnych żarówek, niezręcznie wiążąc ją z problemem deficytu demokracji i z odpowiedzialnością za Brexit. Później wsadził szpilę niemieckim mediom, wytykając im (nic to, że skądinąd słusznie) cenzurowanie niewygodnych politycznie informacji o gwałtach, których dopuszczają się nielegalni imigranci. Niemiec w rewanżu – z podobnym wdziękiem słonia – uznał za sukces, że jego rodacy odwiedzając Wrocław niekoniecznie myślą już o rewizji granic.

W cieniu tej niepotrzebnej zawieruchy, czają się kwestie znacznie ważniejsze dla Polski, Niemiec i Europy

Media w obu krajach już wyeksponowały te wypowiedzi, a różni harcownicy eksploatują je teraz w celach wewnątrzpolitycznych. Tymczasem, w cieniu tej niepotrzebnej zawieruchy, czają się kwestie znacznie ważniejsze dla Polski, Niemiec i Europy. Pozostaje mieć nadzieję, że były one przynajmniej przedmiotem rozmowy w cztery oczy polskiego prezydenta z kanclerz Angelą Merkel – bo w takiej formule politycy mogą wreszcie mówić do siebie, a nie do swoich żelaznych elektoratów, i co jeszcze ważniejsze – słuchać odpowiedzi oraz starać się je rozumieć.

Nie znamy dokładnego przebiegu tej rozmowy, a jedynie oficjalnie podaną agendę, obejmującą m.in. sytuację wyborczą w obu krajach i jej konsekwencje (!), relacje transatlantyckie, politykę klimatyczną oraz wobec Ukrainy. Efekty poznamy jednak zapewne już niebawem, obserwując konkretne działania władz obu państw. W wariancie optymistycznym będą to na przykład wspólne inicjatywy zmierzające do uniezależnienia Europy od rosyjskiego szantażu energetycznego, wsparcie dla racjonalizowania procesów integracyjnych, zamiast pchania ich w dalszą hiperregulację i biurokratyzację, wygaszanie europejsko-amerykańskich sporów handlowych, a także łagodzenie kantów w relacjach Polski z instytucjami europejskimi. W pesymistycznym – dalsze schlebianie przez oba rządy krótkoterminowym potrzebom taktycznym, co sprawi, że po stosunkowo krótkim czasie oba narody ockną się w znacznie mniej przyjaznej i sympatycznej rzeczywistości. Tyle, że wtedy na żal już będzie za późno.