Jeśli chcesz ten artykuł przeczytać ponownie lub brak teraz czasu aby przeczytać całość, to możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Uczelnie feudalne

Duże państwowe uniwersytety są dziś w gruncie rzeczy tylko markami, szyldami, pod którymi mieszczą się niezależne finansowo „księstwa” zwane wydziałami
Clifford Angel Bates Jr.

politolog i analityk, pracuje w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW

Michał Kuź

Redaktor „Nowej Konfederacji”, doktor nauk politycznych

 

Uczelnie feudalne

Duże państwowe uniwersytety są dziś w gruncie rzeczy tylko markami, szyldami, pod którymi mieszczą się niezależne finansowo „księstwa” zwane wydziałami

Począwszy od przyjęcia systemu bolońskiego, kolejne reformy polskiej edukacji wyższej w teorii miały usprawnić administrację, ułatwić awans młodym i zdolnym naukowcom, a w kształceniu narzucić naszym uczelniom zachodnie standardy. W rzeczywistości korzyści odnosi głównie stara profesura z uczelni państwowych, przyzwyczajona do kierowania swoimi jednostkami jak udzielnymi księstwami. Cierpi idea uniwersytetu jako spójnej całości. Jakość kształcenia pozostawia wiele do życzenia, a sytuacja młodych naukowców ulega pogorszeniu. Robi się też jak najwięcej, by wyprzeć z rynku robiące „niepotrzebną” konkurencję – uczelnie prywatne.

Czy umasowienie jest złe?

Coraz częściej słychać głosy tych, którzy twierdzą, że edukacja wyższa stała się, jak to określa Piotr Nowak w tytule swej książki, „hodowaniem troglodytów”. Zaniżone standardy kształcenia, coraz większe umasowienie i jednocześnie chroniczne niedofinansowanie – wszystko to sprawia, że studenci udają, że się uczą, a coraz bardziej zapracowani wykładowcy udają, że nauczają. W praktyce naukowcy, poza wąskim gronem już „ustawionej” profesury, gonią raczej za punktami niż za jakością kształcenia. Studenci zaś traktują studia bardziej jako przedłużenie ogólniaka niż intelektualną przygodę; „no bo trzeba mieć jakiś papier…” – mówią.

Jak temu zaradzić? Nic prostszego – można by pomyśleć po lekturze książki Piotra Nowaka. Wystarczy zmniejszyć liczbę studentów i przywrócić uczelni dawny inteligencki etos. Tyle że w Polsce, jak w każdym społeczeństwie rozwiniętym, ludzie po prostu chcą się kształcić, i to ludzie z różnych środowisk, a nie tylko z inteligenckich domów. Spójrzmy na liczby. Współczynnik scholaryzacji w szkolnictwie wyższym (dla osób w wieku 19–24 lat) w roku 1990 wynosił w Polsce 9,8 procent, tymczasem od 2005 roku oscyluje stale w okolicach 50 procent. Na studia ruszyły więc niebywale liczne masy. Czy powiedzenie im: „przepraszamy, szanowni troglodyci, jesteście głupi, bo tacy się chyba urodziliście, a my wolimy naszą starą, elitarną uczelnię”, nie jest przypadkiem przyznaniem się do porażki?

Jest też inne rozwiązanie. Reformy wprowadzane przez ministerstwo zakładają na przykład wprowadzenie rozróżnienia na tzw. kierunki o profilu ogólnouniwersyteckim i praktycznym. Tutaj jednak częściowo wypada się zgodzić z Nowakiem i wieloma innymi humanistami, jak choćby Dariuszem Gawinem. Przestrzegają oni przed kształceniem wyłącznie praktycznych umiejętności i w oparciu o – zmienne przecież – wymagania rynku. Taki model kształcenia produkuje bowiem raczej wyspecjalizowane roboty niż elity, czy choćby świadomych obywateli. Co gorsza, wąska specjalizacja owych „robotów” i zawężone horyzonty nie pozwalają im na szybkie dostosowanie kwalifikacji do nieuchronnie zachodzących w świecie (i w ich życiu) zmian.

W największym więc skrócie, jedni reformatorzy chcą, jak się zdaje, powrotu do uczelni niemal średniowiecznej, gdzie pod okiem grupki mistrzów kształci się wąziutkie grono żaków z możnych rodów. Inni z kolei chcą zamienić uczelnie w technokratyczne kombajny, produkujące ludzi-maszyny, których intelektualna kondycja świetnie wpisze się w nowy, wspaniały, post-polityczny świat. Czy istnieje jakaś trzecia droga? Czy uczelnię można wymyślić na nowo, jako instytucję, która jest szeroko otwarta i oferuje coś zarówno elitom, jak i zwykłym obywatelom? Czy istnieje trzeci, bardziej republikański model szkolnictwa wyższego?

Wydaje się, że tak. By po niego sięgnąć, trzeba jednak uznać umasowienie za fakt dokonany i starać się z niego skorzystać, a nie traktować studentów jako dopust Boży, który zwala się na głowy stworzonych do wyższych spraw naukowców.

Punkty i awans

Pracowników nauki należy jednak częściowo zrozumieć. Polski system jest bowiem typową masówką, w tym sensie, że zachęca, a wręcz zmusza, by uczyć dużo i równocześnie raczej kiepsko. Dzieje się tak dlatego, że w Polsce pracownikom naukowym przed habilitacją (czyli większości) płaci się głównie za uczenie, a równocześnie rozlicza się ich, pod kątem awansu, z zupełnie czegoś innego. Można to oczywiście zmienić, ale nie bez naruszenia pewnych głęboko zakorzenionych interesów.

Tymczasem, nie tylko w edukacji, przepisem na reformy à la PO jest działać tak, żeby nie wchodzić w konflikt z określonymi grupami, które może i zmniejszają efektywność całego systemu, ale zarazem są głośne i politycznie wpływowe.

Sztandarowym przykładem niech będzie słynny system punktowy, gdzie określonym publikacjom przypisuje się punkty na liście ministerialnej i uzależnia od nich ocenę jednostki, a pośrednio awans zawodowy danego naukowca. W teorii system ten jest oparty na liście filadelfijskiej, która z kolei opiera się na indeksie IF [Impact Factor]. W praktyce jednak dla nikogo nie jest tajemnicą, że na listę ministerialną trafiają rozmaite tytuły – nawet za 10 i więcej punktów – które nie są szerzej znane; najwyraźniej więc ktoś za nimi silnie w ministerstwie lobbował.

Jeszcze większym problemem dla adiunktów, muszących wykazać się pokaźnym dorobkiem punktowym, by zwalczyć o habilitację, jest jednak coś zupełnie innego. Wszędzie tam, gdzie wprowadzano system punktowy, zadbano również o to, aby stworzyć warunki pozwalające młodym naukowcom na w miarę szybkie punktów zbieranie. Podobnie jak w USA, w Europie zaroiło się więc od tzw. postdoców, czyli dwu- i kilkuletnich programów, podczas których młody doktor ma głównie publikować. W całej Europie takich programów są już tysiące. W Polsce tymczasem postdoców, z których można byłoby się utrzymać, właściwie brak, a granty trafiają do osób już publikacje mających, bo tak ustawia się formalne wymogi ich przyznawania. Na przykład Narodowe Centrum Nauki uzależnia zwykle przyznanie funduszy, w około 40 procentach, od już istniejącego dorobku aplikantów, a nie od samej merytorycznej oceny projektu.

Oczywiście, wyjściem jest wyjazd na zagranicznego postdoca i wielu polskich naukowców tak robi. Tyle że często potem już do Polski nie wracają, a nawet jeśli wrócą, to niekoniecznie są mile witani przez środowisko. Nie ma dokładnych statystyk, ale jeden z najczęściej cytowanych rankingów szacuje, że w okresie pomiędzy rokiem 2003 a 2013 Polskę na dobre opuściło około 33 tysięcy najwyższej klasy profesjonalistów, w tym akademików. Ci, którzy zostali, mieli zaś przed sobą stromą drogę pod górkę. Jedynie 14 procentom naukowców udaje się bowiem osiągnąć habilitację przed 40 rokiem życia, a większość nominacji profesorskich dotyczy osób po sześćdziesiątce.

Skąd takie wyniki? Cóż, skoro postdoców brak, a granty są skierowane raczej do starszej kadry, to jedynym sposobem na utrzymanie się po doktoracie jest wyczerpujące fizycznie i mentalnie uczenie w bardzo dużym wymiarze godzin. Pensum adiunkta jest na większości uczelni znacznie większe niż pensum samodzielnego pracownika (z habilitacją). Wyliczenie czasu pracy opiera się przy tym na wyliczeniu godzin, które trzeba poświęcić na przygotowanie zajęć, samo uczenie i na pracę ze studentami. Praca nad publikacjami jako taka nie jest oficjalnie wliczana, ma się niejako niepostrzeżenie odbywać w przerwach. Mimo to adiunkt jest przecież z publikacji surowo rozliczany, gdyż po około siedmiu latach od zatrudnienia musi się albo habilitować, albo odejść z uczelni. Dość ironiczne jest zaś w polskim systemie to, że na redukcję pensum mogą liczyć głównie osoby już habilitowane.

Zaniżone standardy kształcenia, coraz większe umasowienie i chroniczne niedofinansowanie – wszystko to sprawia, że studenci udają, że się uczą, a coraz bardziej zapracowani wykładowcy udają, że nauczają

Nie bez powodu skończenie z silnym uzależnieniem finansowania jednostek oraz zarobków pracowników od liczby uczonych studentów było jednym z kluczowych postulatów Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, organizatora największej od lat osiemdziesiątych akcji protestacyjnej środowisk akademickich. Nie bez przyczyny KKHP proponuje też, aby wprowadzić jakiś standaryzowany przelicznik, powalający czas poświęcony na badania zliczać jako pensum, a jednostkom zmniejszyć liczbę studentów, co zresztą i tak się dzieje pod presją demograficzną.

Załatwić prywaciarza

To jednak nie złośliwość administratorów powoduje, że samodzielni pracownicy naukowi (z habilitacją) cieszą się tak dużymi przywilejami. Wymusza to niejako samo prawo, nakładając wymogi minimów kadrowych, które są dotkliwe zwłaszcza w przypadku mniejszych, prywatnych uczelni.

Co więcej, zgodnie z najnowszymi zmianami, aby dany kierunek miał tzw. status profilu ogólnouniwersyteckiego, jednostka go prowadząca musi zatrudniać odpowiednią liczbę pracowników z habilitacją. Profile praktyczne z kolei, w odróżnieniu od ogólnouniwersyteckich, w teorii miały wymusić współpracę pomiędzy uczelniami a biznesem i przyciągnąć nowych studentów. W rzeczywistości jednak uczelnie jak ognia unikają uruchamiania kierunków praktycznych. Zajęcia muszą się na nich odbywać w mniejszych grupach i przy zapewnieniu długich praktyk (co podwyższa koszty), a jednocześnie prowadzenie tych kierunków nie daje się sensownie połączyć z rozwojem badań.

Idzie tu o to, że uczelnie i jednostki o profilu wyłącznie praktycznym mają przygotowywać do zawodu, a nie zachęcać do samodzielnych poszukiwań, z definicji nie prowadzą też studiów doktoranckich. A to znaczy, że zachodzi uzasadniona obawa, iż profile praktyczne będą traktowane jako trochę lepsze szkoły zawodowe i wyspecjalizowane w nich jednostki nie będą miały większych szans na pozyskanie funduszy przeznaczanych przez państwo na naukę. W efekcie kadra profili praktycznych nie będzie też w stanie stanąć do wyścigu po habilitacje, a więc będzie zmuszona pogodzić się z pensjami na poziomie zbliżonym do płac nauczycieli w zwykłej szkole.

Powszechnie uważa się więc, że cały podział na kierunki o profilu ogólnouniwersyteckim i praktycznym miał na celu wyniszczenie mniejszych uczelni prywatnych oraz skierowanie wszystkich pieniędzy przeznaczonych na naukę do dużych uczelni państwowych i habilitowanej profesury.

Inny uniwersytet

Pomimo całej krytyki systemu habilitacyjnego trzeba powiedzieć wprost, że choć zniesienie habilitacji samo w sobie wydaje się w końcu nieuchronne (jest niekompatybilna z tym, jak nauką zarządza się w większości zakątków świata), to nie można jej znieść w Polsce od razu. A to dlatego, że przeciętna jakość polskich doktoratów wydaje się wciąż nieco za niska.

W ostatnich latach ze względu na niepohamowaną pogoń za studentem doszło bowiem do dewaluacji wszystkich dyplomów naukowych. By zlikwidować habilitację, najpierw należałoby więc zmniejszyć liczbę wydawanych doktoratów i polepszyć jakość studiów doktoranckich, jednocześnie podnosząc też nieco prestiż innych stopni. W efekcie można byłoby w końcu, tak jak ma to miejsce we Francji oraz w krajach anglosaskich, zacząć traktować licencjat, a nie dyplom magisterski, jako stopień, na którym większość absolwentów kończy studia. Magisterium byłoby wtedy tylko swoistym małym doktoratem, przygotowującym do pracy naukowej, a doktorat faktycznym dużym, w pełni oryginalnym badaniem, nadającym się do w miarę szybkiej publikacji. Podobnie jednak jak w przypadku wielu innych zmian, tu też decydujące mogą okazać się pieniądze. Nie zapominajmy bowiem, że polski pracownik nauki zarabia średnio pięć razy mniej niż jego niemiecki kolega. Trudno będzie, krótko mówiąc, podnieść jakość i prestiż szeregowego doktora, nie płacąc mu więcej.

Nie ma też oczywiście czarodziejskiej różdżki, która jednocześnie poprawiłaby jakość kształcenia i zwiększyła ilość pieniędzy w systemie. Można jednak już teraz pokusić się o pewne rozwiązania, pozwalające na niebagatelne oszczędności.

Największe marnotrawstwo polskiego uniwersytetu bierze się z tego, że w sensie ścisłym nie istnieje on jako całość. W tej chwili duże państwowe uczelnie są bowiem w gruncie rzeczy tylko markami, szyldami, pod którymi mieszczą się niezależne finansowo „księstwa” zwane wydziałami.

Kiedy więc na przykład wydział zarządzania potrzebuje kursu ze statystyki, tworzy własny kurs dla swoich studentów i zapędza do niego jakiegoś adiunkta, który powinien w tym czasie prowadzić swoje badania. A przecież wydział mógłby wysyłać swoich studentów na ogólny kurs statystyki, w którym uczestniczyliby zarówno ekonomiści, jak i socjologowie czy politolodzy. W Polsce jednak każdy wydział dąży do tego, by jak najwięcej zasobów ze wspólnej kasy zachować dla siebie i ludzi z sobą związanych. Prowadzi to do marnowania powierzchni biurowych, zwiększonych kosztów administracyjnych, przerostu zatrudnienia i dublowania materiału na różnych kursach.

Filozofia typowego anglosaskiego uniwersytetu odrzuca tymczasem – na poziomie licencjatu – polskie pojęcie wydziału. Jako instytucja wydział odgrywa większe znaczenie dopiero w życiu magistrantów i doktorantów. Na początku zaś wszyscy studenci z definicji niejako są tym, kogo w Polsce nazwalibyśmy studentami międzywydziałowymi. Przyjmuje się ich do uniwersytetu, gdzie zapisują się na rozmaite kursy z różnych koszyków tematycznych, wydział zaś to dla nich tylko jednostka, która określa, ile kursów, za ile punktów i z jakich z grubsza pól tematycznych muszą ukończyć, aby uzyskać dyplom z określoną specjalizacją.

Korzyści z takiego systemu są większe niż tylko oszczędność i dodatkowe pieniądze na płace oraz badania. Pozwala on również dość łatwo wprowadzić pewien standard wykształcenia ogólnouniwersyteckiego, który każdy student musi osiągnąć na poziomie licencjatu. A to z kolei daje praktyczną odpowiedź na rytualne utyskiwania wykładowców, wciąż narzekających na studentów, którzy nie umieją ani liczyć, ani czytać ze zrozumieniem; ba, nie wiedzą ani kim był Puszkin, ani co to mediana (przykłady autentyczne).

Paradoksalnie bowiem przyczyną, dla której wykładowcy stykają się w Polsce z coraz słabiej przygotowanymi studentami, nie musi być jakiś ogólny kryzys cywilizacji i społeczeństwa, tylko rozwój społeczny, za którym uniwersytet niejako nie nadąża. W latach dwutysięcznych na uczelnie trafiły bowiem masowo osoby ze środowisk innych niż dawne inteligenckie czy też postnomenklaturowe elity. Nie można już – w efekcie – w żadnym razie zakładać, że pewne postawy i informacje były w przypadku tych nowych studentów utrwalane również poza szkołą. Wiedza czysto szkolna po „zakuciu” do nowej matury ulega zaś zaskakująco szybkiemu zanikowi.

Wyjściem jest wyjazd na zagranicznego postdoca i wielu polskich naukowców tak robi. Tyle że często potem już do Polski nie wracają, a nawet jeśli wrócą, to niekoniecznie są mile witani przez środowisko

Trzeba sobie też jasno powiedzieć, że wszystko to jest jak najbardziej normalne i typowe dla wielu populacji studentów w krajach, gdzie edukacja się faktycznie zdemokratyzowała i umasowiła. Jedynym rozwiązaniem jest nie życie w fikcji („No przecież powinniście to wiedzieć!”), lecz stworzenie prawdziwie ogólnouniwersyteckiego programu, który zwłaszcza na pierwszych semestrach licencjatu skupiałby się na maksymalnym poszerzeniu studenckich horyzontów.

Cóż bowiem by się stało, gdyby każdy na uniwersytecie, bez względu na specjalizację i wydział, musiał zaliczyć po jednym wybranym przez siebie kursie wstępnym z zakresu nauk społecznych, sztuki i nauk ścisłych? Rzecz oczywiście nie w tym, aby powtarzać na tego typu kursach program szkoły średniej, lecz w tym, aby pozwolić studentowi spróbować w zetknięciu z konkretnymi problemami odkryć pasje, o których przedtem nie wiedział. Przy okazji można byłoby wykształcić też dojrzałego i świadomego obywatela, narzucając obowiązkowe kursy na przykład z krytycznego myślenia (filozofii w praktyce), metod ilościowych (matematyka stosowana) i przysposobienia obronnego lub – alternatywnie – podstaw ratownictwa medycznego. Być może oznaczałoby to, że licencjat wydłużyłby się (maksymalnie) do czterech lat, byłby jednak wtedy zarówno bardziej demokratyczny, jak i nawiązujący do klasycznych ideałów akademii.

Dydaktyczny problem polskiej uczelni polega tymczasem na tym, że za umasowieniem nie poszły zmiany w programach. Nie zrozumiano też zupełnie idei licencjatu, który wprowadził, wzorem uczelni anglosaskich, system boloński. W większości uczelni licencjat stał się tylko zbiorem kursów magisterskich na nieco niższym poziomie zaawansowania. Zdolnych studentów z konieczności to nudzi, a mniej zdolnych otumania i zniechęca. Przy okazji zaś marnotrawi się środki, które można byłoby przeznaczyć na „dokarmianie” adiunktów i ich badań.

Wizja nowego, bardziej ogólnorozwojowego licencjatu nie oznacza jednak, że w systemie edukacji wyższej nie powinno być miejsca na kształcenie elit. Bardziej udemokratycznione licencjaty oznaczają bowiem z konieczności bardziej elitarne studia magisterskie i doktoranckie. System powinien być też uzupełniany przez nie tyle kierunki ogólnouniwersyteckie, ile kolegia wyzwolone, czyli odpowiednik amerykańskich liberal-arts schools. I o ile w normalnym licencjacie wykształcenie ogólnych kompetencji intelektualnych byłoby tylko suplementem wiedzy specjalistycznej, o tyle ścieżka edukacji w kolegiach wyzwolonych byłaby już wyraźnie nakierowana na znajomość filozofii, kształcenie umiejętności krytycznego rozumowania i wiedzy politycznej, znajomość języków nowożytnych i klasycznych.

Należy sobie jednak jasno powiedzieć, że tworzenie podobnych kolegiów (i elitarnych uczelni w ogóle) nie jest czymś, w czym obywateli może w pełni wyręczyć państwo. By stać się kuźniami elit politycznych, naukowych i biznesowych, polskie prywatne uczelnie muszą jednak dojrzeć. Nie mogą być traktowane przez rząd, a także przez swoich zarządców, jako jeszcze jedno przedsiębiorstwo – raczej jako inwestycja w przyszłość danej społeczności. Ten niespotykany na razie w Polsce model uczelni prywatnych opisaliśmy swego czasu na łamach „Nowej Konfederacji”.

Feudalna teraźniejszość

To jednak raczej pieśń przyszłości niż teraźniejszość. Na razie polska uczelnia nie dba ani o pracowników, ani o studentów, ani o swój własny rozwój. Zamiast być republikańską, ma charakter zdecydowanie feudalny: jest hierarchiczna, podzielona na słabo skoordynowane domeny, służy tylko wąskim elitom i blokuje potencjał „ludu”. 

Clifford Angel Bates Jr. – politolog, kształcił się na Providence College, University of Dallas oraz Northern Illinois University. Zajmuje się filozofią polityczną i jej wpływem na krytykę nowoczesnej myśli politycznej, zwłaszcza w kontekście teorii demokratycznej i zagadnienia suwerenności. Jest autorem “Aristotle’s Best Regime Kingship, Democracy, and the Rule of Law” oraz licznych artykułów naukowych i recenzji. Od 1999 do 2004 pracował jako konsultant w Polskim ministerstwie Pracy I Polityki Społecznej.

Komentarze

30 odpowiedzi na “Uczelnie feudalne”

  1. Samotus pisze:

    Dyskusja nie dotyka istoty problem – uczelnie wyzsze maja przygotowac kadry ludzi wykształconych do kierowania państwem. Polskie państwo po zmianie każdej kolejnej ekipy władzy coraz bardziej sie zwija – to widoczny efekt nieudolnosci kształcenia. Polski przemysł także się zwija poziom innowacyjnosci juz nie tylko siegnał dna, ale sie głęboko zagrzebał w mule – prosze spojrzec na wskazniki innowacyjnosci. Resztki istniejącego rzemyslu specjalizuje sie w dosatawach prostych wyrobów na potrzeby Zachodu, wg warunków okreslonych przez importera – nie potrzba wiec kreatywnych projektantów, technologów, ale takze ekonomistów, matematyków, biologów – a także historyków, np w celu wypracowania spojnej koncepcji marketingowej. Reforma samych uczelniu nie ma jakiegoikolwiek sensu, bez powrotu Polski na drogę uprzemysłowienbia. Moze “NK” rozpocznie dyskusje jak to zrobić? Dziś, po zniszczeniu polskich stoczni zakładów przemytsłowych, biur projektowych, central handlu zagranicznego, banków handlowych czyli całego sytstemu nowoczesnego państwa?

    • bp pisze:

      Absolutnie nie. Fundamentalne niezrozumienie problemu. Uniwersytet jako stowarzyszenie uczonych i uczących ma na celu poszukiwanie prawdy a w tym celu potrzebuje wolności. Zmiana tej podstawowej misja jest prostytuowaniem się uniwersytetu.

    • Iwona pisze:

      No jak się nie czyta ze zrozumieniem tekstu, to nie widzi się istoty problemu… Bardzo ciekawy odważny tekst! Gratuluję autorom 🙂

  2. xx pisze:

    Artykuł, podobnie jak wypowiedź prof. Piotra Nowaka, ślizga się po problemie. Bowiem podstawowe przesłanie jest takie – “dajcie akademikom forsy i więcej czasu na pisanie, a będą Noble”. Trochę istoty sprawy dotyka uwaga o słabych doktoratach. A kto jest ich promotorem? Czy nie słaby, a często bardzo słaby tzw. pracownik samodzielny, np. profesor belwederski z łaski układów?
    Ale dotknąć tego tematu. mechanizmów awansu, który promuje miernoty, to wsadzić rękę w tryby machiny zwanej sitwą profesorską. A po co, jak wystarczy powtarzać koszałki-opałki. Lepiej i bezpieczniej.

    • ryś pisze:

      “mechanizmów awansu, który promuje miernoty, to wsadzić rękę w tryby machiny zwanej sitwą profesorską”

      Jeśli z tym problemem nic nie będziemy robić to zombie zniszczą nas i nasze rodziny. Lepiej teraz dostać po głowie niż na przyszłość zostać zepchniętym wraz z rodziną do roli nędzarza i niewolnika. Brak nauki to brak rozwoju brak rozwoju to degradacja kraju, degradacja kraju to pogorszenie statusu ekonomicznego a dalej to nędza.

  3. dave pisze:

    Czytając artykuł generalnie nie sposób zgodzić się z większością tez – zwłaszcza tych dotyczących podniesienia rangi licencjatów, które w obecnej formie są w ogóle niepotrzebne. Nie zgodzę się jednak, że od zmiany w sferze studenckiej powinny pójść w stronę modelu anglosaskiego. Moim zdaniem powinny iść w przeciwną stronę – czyli pełnej specjalizacji od samego początku. Ja sam jestem obecnie na studiach magisterskich i widziałem jak większość moich kolegów i koleżanek męczyła się na licencjacie właśnie z powodu zbyt małego nacisku na specjalność, a zbyt dużej ilości “kursu ogólnego” (stosunek liczby godzin był przytłaczający). Czy np. dodanie elementów ścisłych do studiów humanistycznych przyniesie podniesienie jakości studentów? Bardzo w to wątpię, myślę nawet że spowoduje to efekt odwrotny do zamierzonego. Sama reforma uniwersytetu nic nie da wobec spadającego poziomu maturzystów (co obserwuję od jakiegoś czasu) – uniwersytet nie jest w stanie naprawić błędów edukacji, zwłaszcza średniej. I tu pojawia się inny problem, czyli upadek szkolnictwa zawodowego. Jedno idzie z drugim w parze, a zmiany powinny obejmować cały system edukacji.

  4. zz pisze:

    Rzadki głos, w którym nauczyciele akademiccy dostrzegają korzyści z systemu bolońskiego i umasowienia wyższych studiów – brawo! Proszę przyjąć też pochwałę za dostrzeżenie strukturalnego niedopasowania polskich uczelni – luźnych federacji wydziałów ORAZ DZIAŁÓW ADMINISTRACJI uczelnianej (są Panowie tego świadomi?) – do systemu bolońskiego. Te część artykułu jest najlepsza. Natomiast pewną naiwność dostrzegam w postulacie podniesienia poziomu doktoratów jako warunku zniesienia habilitacji. Po pierwsze, nie istnieje między doktoratem a habilitacją żaden związek przyczynowo-skutkowy, nikt nie każe przecież zatrudniać słabych doktorów na uczelniach. Po drugie, nie istnieje żaden mechanizm, który mógłby wymuszać większą jakość doktoratów – CK doktoraty odpuściła sobie z 15 lat temu, niedawno chyba odpuściła sobie habilitacje, teraz dzielnie walczy o utrzymanie poziomu profesur (oczywiście tylko belwederskich).
    Poza tym zniesienie habilitacji państwowej – czego jestem zwolennikiem – MUSI skutkować wprowadzeniem jeszcze bardziej rygorystycznych procedur awansowych wewnątrz uczelni, a to możliwe jest tylko po wrzuceniu uczelni w ocean konkurencji, inaczej z etatów zrobią się dożywotnie synekury (do niedawna – permanentny stan w polskim szkolnictwie wyższym od adiunkta w górę).

    Generalnie w reformie szkodnictwa wyższego ważne są 2 parametry: finansowanie i zarządzanie, cała reszta, w tym poziom doktoratów i habilitacji, jest tylko pochodną tych dwóch. Obecnie zarządzanie wielotysięcznych zakładów pracy jest na poziomie PGR-u, z za nic nie odpowiadającymi radami pracowniczymi (RW i senat) na każdym szczeblu zarządzania oraz finansowaniem państwowym na poziomie 90-100%. W takich warunkach każde pieniądze rozpłyną się w systemie jak w studni bez dna, by wspomnieć 27 mld złotych wpompowanych w naukę ze środków unijnych w minionej perspektywie finansowej.

    Z zarządzaniem na szczeblu strategicznym wiążą się też kwestie strukturalne: a więc np. rozdrobnienie i głęboka specjalizacja polskich uniwersytetów (przyrodnicze, medyczna, wychowania fizycznego, ekonomiczne, inżynierskie, etc.), zjawisko chyba nieznane na Zachodzie. Po drugie, smutne dziedzictwo PRL-u, w którym uniwersytetom przydzielono nauczanie, a uprawianie “prawdziwej nauki” przesunięto do wydzielonych placówek, tzw. instytutów PAN. Te instytuty po upadku komuny pozostawiono samopas, więc powielają zadania uczelni (badania podstawowe) bez podstawowego produktu uczelni – absolwentów. Jednocześnie te instytuty pochłaniają znaczny odsetek środków publicznych na badania, w tym środków na aparaturę potrzebną uczelniom, nie dając społeczeństwu nic w zamian, poza kolejnymi stopniami naukowymi.

  5. Samotus pisze:

    Uniwersytet stowarzyszeniem uczonych? To jakas banialuka z marzen profesorów obawiajacych sie kontaktu z rzeczywistoscia. Dlaczego nie bierzemy wzorów, właśnie z dobrych uczelni anglosaskich, w wiekszosci finansowanych przez przemysł I rozliczanych z realnych wyników. Ile Polska ma Nobli poza literaturą? 0. Ile innowacji w Europie? – niżej niż Albania. Pracowałem na anglosaskich uczelniach jako wykładowca (visiting professor) I ta atmosfera ciągłej konkurencji jest znakomitym środkiem pobudzajacym do myślenia.

  6. jack pisze:

    W Polsce wydaje się miliony na sprawy trzeciorzędne, a zapomina się (?) o większym dofinansowaniu badań naukowych: zarówno tych podstawowych, jak i stosowanych, w dziedzinach: medycznych, przyrodniczych, ścislych i technicznych. Tymczasem, to właśnie badania naukowe W TYCH dziedzinach, dają szanse na przełom w walce z groźnymi chorobami i schorzeniami.

    Przykład: 1905 r. , Albert Einstein publikuje w “Annalen der Physik”, 4 prace: dwie dotyczą teorii względności, jedna – wyjaśnienia efektu fotoelektrycznego, a jedna – wyjaśnienia tzw. ruchów Browna. Ruchy Browna to ruchy, jakie wykonuje pyłek kwiatowy lub zawiesina materii nieorganicznej, w wodzie. Ich przyczyną sa fluktuacje cieplne cząsteczek wody. TO samo zjawisko wyjaśnił (prościej, niż Einstein), najwybitniejszy polski fizyk-teoretyk, Marian Smoluchowski. 17 lat później zostanie wybrany rektorem UJ, al eneistety, umrze na czerwonkę, przed objeciem tej funkcji. Równanie Einsteina-Smoluchowskiego, będące zasadniczym równaniem, opisującym ruchy Browna, dało początek NOWEJ dziedzinie matematyki: teorii procesów stochastycznych. Pojawiły się tam prace podpisane nazwiskami wybitnych uczonych, m.in. Kołmogorowa, Markowa i Wienera – dzisiaj o procesach Markowa uczy się chyba każdy student chemii, fizyki, czy matematyki. Wydawałoby się, że teoria procesów stochastycznych, to taka abstrakcyjna dziedzina, nikomu w praktyce nieprzydatna. Otóż WŁAŚNIE NIE. Teoria ta przewiduje m.in. zadziwiające zjawisko, tzw. rezonans stochastyczny: w pewnych warunkach, szum, zazwyczaj czynnik destruktywny, może WZMACNIAĆ sygnał użyteczny. Wykorzystano to zjawisko w produkcji specjalnych wkładek do butów, przeznaczonych dla osób, które mają zaburzenia utrzymania równowagi i upadają. Te wkąłdki JUŻ są produkowane. Jest to tylko JEDEN z ilus przykładow, jak MYLNE i SZKODLIWE może być niedocenianie badań podstawowych, czyli badań w abstrakcyjncyh dziedzinach.

    Pytanie: ile jeszcze NIEZNANYCH zastosowań mają W OGÓLE dziedziny fizyki, czy matematyki, które sa postrzegane zazwyczaj, jako “abstrakcyjne, a więc nieprzydatne” ? A ILE takich dziedzin jest jeszcze nieznanych ?

    Nie będą znane, ani nie będą znane ich ZASTOSOWANIA (np. W MEDYCYNIE, a więc będzie MNIEJSZA szansa na przełomy w walce np. z rakiem), jeśli nie PRZEBUDUJE SIĘ w Polsce, SYSTEMU finansowania badań naukowych. Tymczasem, jest on ściśle sprzężony z (nie)zabawnym systemem nauki i szkolnictwa wyższego, który za NAJWYŻSZA “cnotę”, uznaje rekrutację studentów na studia: który Wydział ich więcej “nalapie”, na tym łatwiej można dostać etat akademciki. PRZECIEŻ TO BEZ SENSU, jeśli się zważy na to, CO CI STUDENCI pragną najczęściej studiować i na pewno nie będzie to matematyka m.in. z procesami Markowa w tle. No i CO komu po NCN (Narodowe Centrum Nauki), czy po NCBiR (Narodowe Centrum Badań i Rozwoju) ?

  7. Mistydiz pisze:

    XRumer 12.0.19
    is a modern multifunctional software for mass posting/inviting/liking/registering on the:
    + Facebook
    + forums
    + blogs
    + soc.nets
    + different CMS’s
    with a totally automatic captcha breaking.

  8. RichardBus pisze:

    http://recordingwebcam.com – Chaturbate video records

  9. UXJames pisze:

    Сайт Гей-локатор, провел масштабное исследование по поиску гомосексуалистов, и теперь ты можешь узнать, сколько их сейчас находится в любом городе.
    http://u.to/1PWvDw

  10. Kennethbok pisze:

    кредит наличными в уфе под низкий процент – кредит европа банк заявка на кредит наличными, совкомбанк кредит наличными условия кредитования.

  11. Jeffreyzek pisze:

    Рейтинг брокеров бинарных опционов – Подводные камни бинарных опционов, Топ советов от бывалых инвесторов.

  12. abookzml pisze:

    Что значит бесплатные аудиокниги и в чем по сути их выгодные особенности по сравнению с бумажными книгами? Как скачать аудиокниги без регистрации на сайте? В связи с чем так комфортно скачать звуковые книги MP3? Ответы на эти вопросы вы сумеете увидеть на нашем проекте. Выражаясь простым языком, звуковые книги – это записи текста, содержимого художественного или публицистического литературного произведения, как правило начитанного человеком (как к примеру, высококлассным артистом) или их командой и записанного на какой угодно акустический носитель. Их банально не нужно читать. Человеческое зрение с самого начала не приспособлено для чтения букв с листа и восприятия покадровых фильмов, по этой причине ключевым положительным моментом использования аудиокниги становится естественность восприятия информации. Они дают возможность оберегать зрение, какое и без того посажено персональным компьютером и интернетом. Скачать аудиокниги очень просто. И по естественным основаниям это приобретает все большую востребованность. Наш портал abookz.net всегда готов предоставить вам возможность скачать аудиокниги бесплатно, без регистрации и смс. Скачать аудиокниги возможно самых разнообразных жанров – фантастика, детективы, трансерфинг, сказки.
    Помните, что все представленные в Библиотеке книг онлайн произведения в виде электронных данных являются собственностью автора и представлены исключительно для того, чтобы иметь о них представление

    аудиокниги для детей

  13. HowardMoB pisze:

    Super bueno el video . si piensas buscar o investigar mas o basicamente ver otra forma de ver las cosas te motivo que encuentres los estudios de “reflexionesdelpastorcom” en sus videos veras con real agudeza este tópico especificado con veracidad.

    No es asunto de indagar sino de hallar la verdad. Porque te puedes emplear la vida investigando sin acertar la veracidad en este contenido. Es claro que la verdad indiscutible es Jesucristo pero hay que también saber la verdad en cada dilema para poder agrandarse espiritualmente.

    Hay muchos instruyendo pero no siempre llevan correctamente este motivo. Te aconsejamos los documentales del reflexiones del pastor Eduardo para que te crezcas sobre este topico .

    Veo a cantidad en los canales investigando sobre este tema pero se haya mucha divergencia al respecto. Porque hay muchísima investigación y poco discernimiento en internet. Todos el mundo predica pero pocos instruyen el misterio de cada doctrina.

    Son los ultimos tiempos y debemos de entender y rebuscar cada cosa de manera adecuada para que aumentemos en la fe de El Todo Poderoso y podamos comprender la realeza de su santísimo y bendecido nombre .

    A lo largo de la trayectoria mucho a variado la forma de pensamiento de los seres humanos pero la Palabra de Dios se extiende para siempre. Doctrinas nacen y desaparecen pero El Todo Poderoso permanece para siempre .

    Cuantos exaltan a Dios?

    https://www.youtube.com/watch?v=n-fvRj7fw4M

  14. Andyappok pisze:

    Только для Вас: новый хрумер, способный эффективно раскрутить Ваш сайт теперь в продаже!

    автосабмиттер XRumer

  15. Arnoldobioms pisze:

    Торговля на бинарных опционах с использованием новостей

  16. Georgewok pisze:

    Как изменилась внешность сестер Колисниченко? Смотрите видео на сайте Ostrovdom2.ru смотреть видео дом 2 онлайн>>>

  17. Kennethwed pisze:

    Подарки для любого праздника в Году, не знаете что подарить ?,выбирайте все что вам нужно на подарок .

  18. Inado94 pisze:

    ivermectin generic buy on line pharmacy http://gravatar.com/tsivermectin3mg buy ivermectin online from tesco

  19. Eddiebon pisze:

    пригодный веб сайт парфюм оптом – парфюмерия оптом, арабские духи оптом.

  20. JennDord pisze:

    Check my DJI Mavic Pro In-depth Review if you wonder whether you should buy Mavic Pro or not.

  21. Georgehooke pisze:

    гроубокс под ключ ДнаЗ 100вт – удобрения для роста растений, гроубокс под ключ Лед 300вт под ключ (led).

  22. Robertcib pisze:

    Последние новости здесь mybiysk.ru

  23. JimmyWhemo pisze:

    Последние автомобильные новости здесь drivim.ru

  24. FedTriaph pisze:

    Яркие рассказы проституток на нашем сайте волшебным образом раскрасят ваши будни головокружительными красками и подарят неимоверное наслаждение. Здесь дешевые проститутки с выездом в Москве не только полностью удовлетворят ваш интерес, но и оправдают любые даже самые смелые ожидания и фантазии. Рассказы проституток, которые вы здесь увидите помогут ощутить себя настоящим гигантом в сексе. А фото проституток только дополнят ваше удовольствие. Здесь проститутки Казани и проститутки Винницы откроют для вас дверь в мир сладострастных удовольствий, проститутки Самары и проститутки Харькова помогут Вам ощутить себя обожаемым и всегда желанным мужчиной, проститутки Запорожья и проститутки Екатеринберга расскажут самые яркие истории из своей жизни, проститутки Красноярска и проститутки Николаева откроют для вас науку получения и доставления удовольствия от секса.
    GirlsRoom.biz.ua – проститутки днепропетровска

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz