Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Tykająca bomba w Iranie

Skala protestów w Iranie zaskoczyła rządzących. Kwestią czasu był wybuch niezadowolenia i nawet, jeżeli nic on nie zmieni, to mało prawdopodobne, aby władze irańskie były w stanie rozwiązać problemy będące jego przyczyną, a to oznacza dalsze tykanie bomby i oczekiwanie na kolejną eksplozję.

W kilkudziesięciu miastach w Iranie codziennie odbywają się protesty przeciwko władzom. Sytuacja na razie znajduje się pod kontrolą rządzących, ale śmiało można mówić o tym, że skala protestów ich zaskoczyła. Już doszło do pierwszych poważniejszych konfrontacji z siłami bezpieczeństwa (ponad 20 osób nie żyje, kilkaset zostało aresztowanych, konflikt zdaje się eskalować) i jeżeli to nie zniechęci irańskiej ulicy, to, reżim może podjąć decyzję o jeszcze bardziej krwawej pacyfikacji buntu.

 

Ostatnie większe protesty w Iranie miały miejsce w 2009 roku. Irańczycy protestowali przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich, gdy konserwatywny przedstawiciel władzy Mahmud Ahmadineżad oficjalnie pokonał reprezentującego liberalne skrzydło władzy byłego premiera z czasów wojny iracko-irańskiej, Mir-Hosejna Musawiego (i innych kandydatów).  Warto zauważyć, że w czasie protestów, co do zasady, nie negowano islamskiej republiki jako modelu państwa, a kontrkandydaci Ahmadineżada żądali unieważnienia wyborów, a nie rewolucji ustrojowej. Władze irańskie rozprawiły się z protestującymi, w tym przy użyciu ochotniczej milicji Basidż, a Mir-Hosejna Musawiego pozbawiono państwowego urzędu i osadzono w areszcie domowym.

 

To irańska ulica zadecydowała o sukcesie rewolucji z 1979 roku, a teraz daje znać o swoim niezadowoleniu z jej wyników

Wiele wskazuje na to, że inne grupy społeczne protestowały w 2009 roku, a inne protestują obecnie na ulicach irańskich miast. Iskrą do wybuchu protestów w 2009 roku były wyniki wyborów prezydenckich, zaś kwestie ekonomiczne były naturalnym katalizatorem. Obecne protesty wywołane są przede wszystkimi kwestiami ekonomicznymi, a kwestie polityczne pojawiają się przy okazji. Zasięg dzisiejszych protestów jest o wiele szerszy niż ten z 2009 roku i – co najważniejsze – na chwile obecną nie można wskazać lidera protestujących. Protestujący skrzykują się przy pomocy mediów społecznościowych i z perspektywy Polski trudno ocenić, na ile skuteczna jest wprowadzona blokada aplikacji służących do „skrzykiwania” się przez protestujących. Przykładowo – Facebook jest w Iranie zakazany, a jednak tysiące Irańczyków omijają zabezpieczenia i używają serwisu.

 

Wybory prezydenckie, już po raz drugi, wygrał w Iranie Hasan Rouhani, przedstawiciel liberalnego skrzydła rewolucji. Głosił on hasła otwarcia kraju, przełamania izolacji poprzez zawarcie porozumienia atomowego oraz skupienia się na poprawie finansów. Irańczycy zagłosowali za Rouhanim licząc na poprawę swoich warunków życia.  Stąd wielka radość w Iranie z powodu zawarcia porozumienia atomowego i związane z tym oczekiwanie poprawy poziomu życia. Trzeba też pamiętać, że ok. 60% populacji Iranu jest poniżej 30 roku życia, a podstawowymi problemami są wysokie bezrobocie wśród młodych ludzi oraz niskie zarobki. Irańska młodzież, co do zasady, jest także bardziej liberalna niż rządzący.

 

Pomimo zawarcia porozumienia atomowego i pewnych sukcesów gospodarczych (zmniejszenie inflacji, wysoki wzrost PKB), ludzie nie odczuli poprawy, a ostatnie podwyżki cen prawdopodobnie były bezpośrednimi przyczynami protestów. Protestujący połączyli ten problem z bezrobociem, niskimi zarobkami, korupcją, kumoterstwem, hipokryzją rządzących, a nawet z aktywnością międzynarodową Islamskiej Republiki Iranu -zarzucają władzom, że zamiast inwestować pieniądze w Iranie przeznaczają je na wsparcie Hezbollahu, Bashara al-Assada, opozycji w Jemenie oraz Hamasu w Strefie Gazy.  Młodzi ludzie pełni są energii, która jest ograniczana przez system.  Kwestią czasu był wybuch niezadowolenia i nawet, jeżeli nic on nie zmieni, to mało prawdopodobne, aby władze irańskie były w stanie rozwiązać problemy będące jego przyczyną, a to oznacza dalsze tykanie bomby i oczekiwanie na kolejną eksplozję.

 

Co najważniejsze z punktu widzenia władz, tym razem protestujący, a przynajmniej ich znaczna część, za wroga uznali nie przedstawiciela konserwatywnego skrzydła władzy, a samą Rewolucję Islamską i rahbara (najwyższego przywódcę) Alego Chameneiego.  To problem nie tylko z tego powodu, że niweluje to pole do kompromisu i w krótkiej perspektywie oznacza brutalną pacyfikację, ale także dlatego, że tym razem to nie jest protest liberalnych elit z północnego Teheranu, a bunt irańskiej ulicy z kilkudziesięciu miast.  To irańska ulica zadecydowała o sukcesie rewolucji z 1979 roku, a teraz daje znać o swoim niezadowoleniu z jej wyników. Skandowanie „śmierć Alemu Chamaneiemu” i niszczenie jego plakatów to przekroczenie bariery psychologicznej w postaci strachu. Z tego powodu protesty są przedmiotem krytyki nawet ze strony obozu liberalnego skrzydła władzy.

Facebook jest w Iranie zakazany, a jednak tysiące Irańczyków omijają zabezpieczenia i używają serwisu

W perspektywie krótkoterminowej, irańskie władze staną przed problemem ustabilizowania sytuacji. Pierwsze reakcje prezydenta Rouhaniego świadczyły o tym, iż najchętniej zagospodarowałby on politycznie protestujących (poparł prawo do pokojowych protestów), ale trzeba pamiętać, iż protesty są też wyrazem niezadowolenia z jego rządów, co znacznie utrudni mu znalezienie rozwiązania politycznego.  Starcia z policją, setki aresztowanych oraz ofiary śmiertelne nie spowodowały zakończenia protestów, co zwiększa prawdopodobieństwo brutalnej pacyfikacji.  Być może przywróci to spokój na ulicach, ale nie zlikwiduje przyczyn buntu oraz – czego świadomi są rządzący – będzie to kopiowanie taktyki szacha z ostatnich lat jego rządów.

 

Trzeba pamiętać o tym, że Rewolucja Islamska dziesiątki lat szykowała się na zagrożenie kontrrewolucyjne i jak dotąd władze nie uznały, iż sytuacja jest na tyle poważna, aby użyć wszelkich narzędzi, jakimi dysponują w celu obrony systemu. To jednak ważne pęknięcie oraz nierozwiązywany, ze strony władz irańskich, problem społeczny. Poważne reformy, uwolnienie gospodarki oraz zmiana sposobu redystrybucji dóbr uderzałaby w uprzywilejowanych, a na takie zmiany się nie zanosi.   Bomba – niezależnie od rozwoju wypadków – nadal będzie tykać, a trzeba pamiętać, że Ali Chamenei ma 78 lat i w razie jego śmierci rozpęta się wewnętrzna walka o sukcesję i wtedy głos ulicy może być bardzo istotny.

Stały współpracownik Nowej Konfederacji. Prawnik z doświadczeniem managerskim w branży nieruchomości, ekspert w zakresie prawa oraz polityki międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej polityki zagranicznej i Bliskiego Wschodu. Współautor książki "Młoda myśl wschodnia", wydanej przez Kolegium Europy Wschodniej. Pisał w portalach PolitykaGlobalna.pl, portalu BiznesAlert i Defence24 (autor raport specjalnego pt. "Rozgrywka wokół programu atomowego Islamskiej Republiki Iranu").  Miłośnik piłki nożnej i polskiego owczarka podhalańskiego. Na Twitterze@PatrykGorgol

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Tykająca bomba w Iranie”

  1. Paweł pisze:

    Według mnie scenariusz w Iranie jest dość podobny jak na Ukrainie. Wewnętrzne problemy są jedynie zagospodarowywane przez służby USA w celu uzyskania lepszego lewara przy negocjacjach z Iranem w przypadku chęci przejścia tego państwa do chińskiej strefy wpływów, co dzieje się już w przypadku sąsiedniego Pakistanu.

    Ekspertyza niewiele odbiega od artykułów z dowolnej gazety w “Washington” w pierwszej części tytułu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz