Subtelna gra niemiecko-chińska

Podpisanie umów zacieśniających współpracę finansową między Niemcami i Chinami przyniesie korzyści dla obu stron, ale nie jest to jeszcze krok w stronę osi Berlin-Moskwa-Pekin

Podczas wizyty w Pekinie, niemiecki minister finansów Olaf Scholz podpisał umowy otwierające współpracę między Chinami a Niemcami w sektorze finansów. Czy oznacza to zacieśnienie współpracy niemiecko-chińskiej? Wbrew pozorom niekoniecznie; oba państwa prowadzą natomiast subtelną grę.

Podpisane umowy dla obu stron oznaczają zupełnie różne rzeczy. Dla Niemców najważniejsze jest skromne na razie otwarcie chińskiego rynku dla niemieckich banków i firm ubezpieczeniowych. Tygodnik Der Spiegel posunął się nawet do stwierdzenia, że minister pracuje jako lobbysta banków. Ta sama gazeta zauważa, że dla Pekinu najistotniejszym zagadnieniem jest poznanie niemieckich rozwiązań polityczno-gospodarczych i prawno-finansowych. Szczególnym obiektem zainteresowania wicepremiera Liu He, który odpowiada za sprawy finansowe i podejmował Scholza w Pekinie, miały być metody wdrażania i przestrzegania przez niemiecki rząd dyscypliny finansowej.

Jest to dla Chin wyjątkowo istotny problem. Sektor finansów nie nadąża za rozwojem gospodarki. Nierentowne zakłady państwowe i potężne pakiety inwestycyjne mające ożywić gospodarkę po kryzysie roku 2008 doprowadziły do podwojenia długu publicznego, który przekroczył już 50 proc. PKB. Takie są oficjalne dane, ale ich wiarygodność jest poddawana w wątpliwość. Przedsiębiorstwa państwowe oraz inicjatywy takie jak Nowy Jedwabny Szlak są w dużej części finansowane z kredytów. Łączne zadłużenie firm państwowych mogło już przekroczyć 200 proc. PKB. Chiny zawsze chętnie przyglądają się rozwiązaniom stosowanym w innych państwach i przerabiają je na swoją modłę. Jednak rady ekspertów niepodzielających punktu widzenia KPCh często są brane pod uwagę dopiero gdy okaże się, że chińskie przywództwo popełniło błąd. Der Spiegel powątpiewa, czy na obecnym etapie ostrzeżenia płynące z Berlina zostaną wysłuchane.

Tematem rozmów było także lepsze przystosowanie do europejskich projektów inwestycji infrastrukturalnych realizowanych w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku. W związku z tym niemiecki minister starał się zainteresować Chiny członkostwem w tzw. Klubie Paryskim. Bez odzewu pozostały również postulaty większej przejrzystości działania chińskich przedsiębiorstw. Nie udało się także wprowadzić do agendy spotkania tematu przejmowania niemieckich firm przez chińskie przedsiębiorstwa.

Ta ostatnia sprawa budzi szczególne zainteresowanie w Niemczech. Już trwają prace nad przepisami mającymi wprowadzić ściślejszą kontrolę nad inwestycjami napływającymi spoza UE. Są one wymierzone głównie w Chiny. A jest czemu się przyglądać: chińskie inwestycje bezpośrednie na terenie państw unijnych w pierwszej połowie 2018 wyniosły 12 miliardów dolarów. Łączne chińskie inwestycje w Niemczech do roku 2016 zamknęły się kwotą ok. 76 miliardów euro. Z drugiej strony 30 największych niemieckich firm prowadzących interesy w Chinach zarobiło 200 milionów euro. Takie dane podaje Niemiecka Izba Przemysłowa (BDI).

Kolejnej okazji dostarczyła Polska, aresztując pracownika Huawei. Według rosyjskich mediów ChRL wkrótce potem poparła budowę gazociągu Nord Stream 2, co jest świetnym zagraniem dyplomatycznym

Mimo tego w Niemczech trwa redefinicja postawy wobec Chin. Ta sama BDI coraz częściej określa Chiny jako zagrożenie nie tylko dla niemieckiego, ale także europejskiego przemysłu. Z tego powodu Izba postuluje większą koncentrację i zwiększone inwestycje w ramach kluczowych sektorów, takich jak np. badania nad sztuczną inteligencją. Taka postawa wpisuje się w założenia nowych traktatów podpisanych 21 stycznia w Akwizgranie przez kanclerz Merkel i prezydenta Macrona.

BDI proponuje traktować Chiny nie jako wroga, ale jednocześnie jako konsekwentnego rywala i cennego partnera. Mimo takiego, otwartego podejścia Izba lobbuje za pozbawieniem ChRL statusu państwa rozwijającego się. Jeszcze więcej do myślenia daje nawoływanie do zainicjowania europejskiego projektu, mającego kontrować Nowy Jedwabny Szlak. Początkowo takie działania miałyby dotyczyć bezpośredniego sąsiedztwa UE, a ich głównym celem byłoby uchronienie pozaunijnych państw przed popadnięciem w zbytnią zależność od Chin. W przeciwieństwie do administracji prezydenta Trumpa, BDI chce zyskać większy dostęp do chińskiego rynku poprzez stopniowe zaostrzanie przepisów i budowanie tym samym gospodarczego lewara.

W Pekinie szybko zdano sobie sprawę ze zmiany nastrojów w Niemczech i rozpoczęto starania o przeciągnięcie Berlina na swoją stronę. Głównym atutem w rękach Chińczyków zdawały się być cła nakładane przez administrację Trumpa, które uderzają także w Niemcy. Obietnice składane przez Xi Jinpinga w sprawie większego otwarcia chińskiego rynku dla niemieckich i ogólnie europejskich firm okazały się jednak zbyt mgliste, aby posłużyć za skuteczną przynętę. Duże kontrakty okazały się udanym sposobem na kokietowanie zarządów BASF i Siemensa, ale już nie rządu w Berlinie i BDI.

Chiny podjęły także bardziej polityczne działania, jak chociażby zaproszenie Niemiec do formatu 16+1. Kolejnej okazji dostarczyła Polska, aresztując pracownika Huawei. Według rosyjskich mediów ChRL wkrótce potem poparła budowę gazociągu Nord Stream 2, co jest świetnym zagraniem dyplomatycznym. Tym sposobem Chiny potwierdziły współpracę z Rosją, dały ostrzeżenie Warszawie i po raz kolejny zasugerowały Berlinowi gotowość do współpracy przeciw działaniom USA.

Czyżby Chiny chciały zrealizować koncepcję osi Berlin-Moskwa-Pekin, którą lubią straszyć co poniektórzy amerykańscy geopolitycy? O takiej koncepcji więcej rozprawiano jednak w USA (i ­ ewentualnie – Rosji) niż w Niemczech i Chinach. Jak już wspomniano wcześniej, w Niemczech co najmniej od końca 2016 trwa redefiniowanie polityki wobec Chin i rezultaty tego procesu nie są dla Pekinu zbyt pozytywne. Poza największymi koncernami rośnie opór wobec działań podejmowanych przez KPCh na arenie międzynarodowej oraz wewnątrz kraju. Dyrektor think tanku GPPI wzywał nawet ostatnio na łamach wpływowego dziennika gospodarczego Handelsblatt, aby w przypadku jakichkolwiek akcji odwetowych wobec Polski ze strony ChRL, rząd w Berlinie zdecydowanie i aktywnie stanął po stronie Warszawy. Póki co zatem koncepcja osi Berlin-Moskwa-Pekin wydaje się mało prawdopodobna.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, szef działu Aktualności portalu Konflikty.pl. Od 2009 r. związany z Centrum Studiów Polska–Azja, gdzie zajmuje się sprawami bezpieczeństwa, konfliktami oraz zbrojeniami.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Subtelna gra niemiecko-chińska”

  1. Tomasz Morozowski pisze:

    Mała uwaga techniczna – BDI to nie Niemiecka Izba Przemysłowa, a Federalny Związek Niemieckiego Przemysłu (niem. Bundesverband der Deutschen Industrie).

  2. andrzej andys pisze:

    „Czyżby Chiny chciały zrealizować koncepcję osi Berlin-Moskwa-Pekin, którą lubią straszyć co poniektórzy amerykańscy geopolitycy?” Oczywiscie, gdyż jest to koncepcja logiczna, naturalna we współczesnym świecie. Autor artykułu zmarginalizwał wprawdzie ten poglad, zapewne aby nie podpaść naszym jastrzebom proamerykańskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz