Statystyki dochodów: błądzenie we mgle

Dane dotyczące dochodów Polaków, na podstawie których podejmowane są ważne decyzje, są znacząco zaniżone. Możliwe, że np. pracujący na własny rachunek zarabiają nawet kilkakrotnie więcej niż wskazuje badanie budżetów gospodarstw domowych

Według najnowszych dostępnych danych (za 2017 r.), przeciętny dochód rozporządzalny osoby w gospodarstwie domowym wyniósł 1598 zł. Problem polega na tym, że może on być znacząco wyższy, niż pokazują statystyki.

Dane dotyczące dochodu mierzone są w ramach „Badania budżetów gospodarstw domowych” (BBGD). Uwzględniają one nie tylko dochody z pracy, ale także wszelkie inne wpływy do kieszeni mieszkańców, w tym zasiłki i inne transfery. Mimo to, od lat dane dotyczące dochodów Polaków ujmowane w tym badaniu są znacząco niedoszacowane. Na ten problem wskazywali już Tomasz Daras, Leszek Zienkowski i Zbigniew Żółkiewski w artykule „Zróżnicowanie dochodów i sfera ubóstwa w Polsce w latach 1993-2004”, opublikowanym w czasopiśmie „Bank i Kredyt”. Porównali oni dane z BBGD z danymi z rachunków narodowych. Różnice były spektakularne – dla przykładu w 2004 r. dochody pracowników oszacowane na podstawie „Badania budżetów gospodarstw domowych”, były niższe od tych oszacowanych w ramach rachunków regionalnych o 81 proc.; dochody pracowników użytkujących gospodarstwa rolne – o 63 proc., a dochody osób pracujących na własny rachunek – niższe aż o 424 proc. Stosunkowo najmniej niedoszacowane okazały się dochody emerytów i rencistów (o 26%). Co prawda dane wskazane w ww. artykule dotyczą dużo wcześniejszych lat, jednak moje szacunki wskazują, że problem niedoszacowania jest aktualny i dziś.

Badanie tego typu zawsze będzie obciążone błędem ze względu na wysoki odsetek osób odmawiających uczestnictwa

Jaka jest przyczyna, że dane z BBGD są aż o tyle niższe niż dane z rachunków narodowych? Trudno mówić tu o winie GUS-u, gdyż „Badania budżetów gospodarstw domowych” realizowane są w sposób bardzo staranny na losowej próbie trzydziestu paru tysięcy gospodarstw domowych. Jednak po pierwsze mamy do czynienia ze znaczącym zaniżaniem własnych dochodów, zwłaszcza pochodzących z szarej strefy (jak wskazuje np. materiał OECD, jest to w Polsce zjawisko powszechne). Po drugie mimo starań o największą możliwą reprezentatywność badanie tego typu zawsze będzie obciążone błędem ze względu na wysoki odsetek osób odmawiających uczestnictwa. Badani nie są objęci obowiązkiem statystycznym, a więc mogą odmówić bez konsekwencji. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że udział w badaniu wymaga dużego wysiłku. Jak wskazuje GUS, „uczestnicy badania proszeni są między innymi o szczegółowe notowanie swoich dochodów i wydatków oraz spożycia produktów żywnościowych w ciągu miesiąca, a także o informacje dotyczące warunków mieszkaniowych i wyposażenia w dobra trwałego użytku”. Co prawda na miejsce osób odmawiających dolosowywane są kolejne, jednak odsetek odmów rośnie z roku na rok (jest to zjawisko występujące nie tylko w Polsce, na co wskazuje np. K. Beullen i inni). Ponadto w niektórych grupach odsetek odmów może być znacząco więcej niż w innych, co może negatywnie wpływać na strukturę próby. Prawdopodobne jest, że częściej odmawiają przedsiębiorcy, zarabiający więcej; są to osoby mające mniej czasu ze względu na prowadzoną działalność biznesową, a ich wysokie dochody mogą zmniejszać ufność wobec ankieterów (obawa o możliwość niekorzystnego dla nich wykorzystania danych).

Z kolei dane w ramach rachunków narodowych, które wskazują na wyższe dochody, pochodzą z bardziej rzetelnych źródeł państwowych i od pracodawców, którzy mają mniej powodów, by wpisać dane nierzetelne, i są objęci obowiązkiem statystycznym, więc odsetek odmawiających jest dużo mniejszy.

Ta sytuacja ma jednak negatywne konsekwencje, nie wiadomo bowiem tak naprawdę, jaki jest realny błąd. Dane z BBGD są wykorzystywane dla różnych celów, np. wyliczania wskaźników ubóstwa. Co prawda ubóstwo mierzone jest na podstawie wydatków, nie dochodów, jednak skoro dochody w BBGD są dużo niższe niż w rachunkach narodowych, to można domniemywać, że wydatki zapewne też. Wskazuje na to choćby porównanie danych BBGD ze spożyciem per capita w sektorze gospodarstw domowych w ramach rachunków narodowych (np. z rocznika statystycznego). Przykładowo miesięczne spożycie żywności i napojów bezalkoholowych, przypadające na 1 osobę w gospodarstwach domowych, wg BBGD wynosiło w 2016 r. 273,49 PLN, zaś wg rachunków narodowych (na podstawie „Rocznika Statystycznego Rzeczypospolitej Polskiej”) – 396,67 PLN. Wyliczenia te więc obarczone są błędem, którego nie znamy, a wykorzystywane są one do kreowania polityki społecznej państwa (np. w ramach programu „Rodzina 500+”).

Mamy więc do czynienia z brakiem koordynacji i błądzeniem we mgle. Rozwiązaniem byłaby weryfikacja danych z BBGD przy pomocy danych z ZUS czy Ministerstwa Finansów, jednak przy obecnym rozproszeniu danych, braku jednolitej bazy (różne źródła danych dla rolników, pracowników najemnych, osób nieosiągających formalnego dochodu) jest to bardzo trudne i wiązałoby się z ogromnymi kosztami. Jedynie postęp w skoordynowanych działaniach i w tworzeniu rzetelnych baz danych może zapobiec błędnym decyzjom.

doktor habilitowany nauk ekonomicznych. Adiunkt na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie uczy historii ekonomii, ekonomii politycznej oraz ekonomii ubóstwa i nierówności. Współpracownik naukowy Instytutu Badań Strukturalnych. Zainteresowania badawcze dotyczą pomiaru ubóstwa i nierówności w kategoriach dochodów, majątku, zdrowia i szczęścia, a także ekonomii otyłości, naukometrii i in. Autor kilkudziesięciu publikacji naukowych.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Statystyki dochodów: błądzenie we mgle”

  1. Vito pisze:

    Nikt rozsądny z ponadprzeciętnymi dochodami nie będzie odpowiadał na pytania w takiej ankiecie. Nasze Państwo z tektury nie daje żadnych gwarancji zachowania poufności takich danych. Do tego zawiść jest u nas najwyższą cnotą, więc róbmy swoje – ale po cichu!

  2. eszet33 pisze:

    Pazerność Państwa nie zna granic… tak jak i bezczelność i brak kompetencji jego większości urzędników czy funkcjonariuszy. Polacy są wyzyskiwani i oszukiwani w majestacie prawa. Więc nieufność obywateli ma głębokie uzasadnienie. Tym bardziej, że naród nie jest całkiem ślepy – i widzi absolutną bezkarność przekrętów i afer na najwyższych szczeblach władzy.
    Tylko frajer byłby w tej sytuacji na tyle ufny – by uczciwie podawać prawdziwe dochody.
    Zacznijcie tę stajnię Augiasza oczyszczać od góry! To najskuteczniejszy sposób na poprawę.

  3. eszet33 pisze:

    Panie Doktorze Habilitowany… powtarzam (mój poprzedni komentarz jeszcze nie został dodany): proszę się się zająć raczej lobbowaniem za tym, by tę naszą polską stajnię Augiasza zacząć sprzątać od góry! Wiadomo przecież, najpóźniej od czasów Newtona, że gówno… sorry: jabłko zawsze spada z góry na dół. Więc – skoro to już ustaliliśmy, no to przecież logiczne jest – że sprzątanie „od dołu do góry” raczej nieefektywne jest. No bo: kiedy już ktoś (jakimś cudem) na dole posprząta – to z góry zawsze jakieś gó… sorry: jabłko spadnie i znowu trzeba będzie sprzątać! I tak w kółko – od nowa… normalnie aż się historia z innej bajki ciśnie na usta: coś tam o Syzyfowej pracy – czy coś?
    Tutaj Vito ma absolutną rację. Niestety.
    Proszę przy tym jeszcze inną opcję wziąć pod uwagę: być może ten złodziejski ustrój w RP (i nie tylko – vide: eurokołchoz) – zaprowadzony został celowo?… Albo przynajmniej „tak wyszło”? Zresztą – jakżeby inaczej miało być, skoro na samej górze siedzą (w większości) bandyci , aferzyści, złodzieje i zboczeńcy, a w najlepszym razie nieudacznicy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz