Newsletter

Międzynarodowe (z)mieszanie mienia utraconego

Wezwanie Mike’a Pompeo nie doprowadzi do masowej restytucji mienia pożydowskiego, ani żadnego innego mienia

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

W momencie, w którym polska opinia publiczna zapomniała już o reprywatyzacji czy też restytucji mienia (pojęcia zamienne, choć nie tożsame), amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo wyciągnął sprawę z kapelusza. Przy tej okazji nie omieszkaliśmy się pokłócić, nabzdyczyć i zestrachać w narodzie. Poszło o proste „wezwanie” amerykańskiego polityka, a właściwie prośbę (możliwa translacja słowa „urge”), w brzmieniu: „…wzywam/namawiam moich polskich kolegów, aby poczynili postępy w zakresie kompleksowego ustawodawstwa dotyczącego restytucji mienia prywatnego dla osób, które utraciły nieruchomości w dobie Holocaustu”. Czy jest się o co spierać?

Rozpoczęli skrajnie prawicowi publicyści i politycy, następnie do komentowania gorącego tematu przyłączyli się znani politycy z doświadczeniem, piastujący niegdyś wysokie funkcje państwowe. Czego się od nich dowiedzieliśmy? Ci pierwsi, w typowym dla siebie stylu, straszyli nas obcą interwencją, w celu której lokowane są u nas wojska amerykańskie, miliardami dolarów wypływającymi z budżetu i siłowym odbieraniem konkretnych nieruchomości z polskich rąk. Co ciekawe, te poglądy nie są domeną tylko skrajnie nacjonalistycznej prawicy, ale również tzw. prawica wolnościowa, która winna się przecież opowiadać za restytucją i „świętością” prawa własności, kiedy tylko chodzi o mienie poniemieckie czy pożydowskie, daje się ponieść nastrojom ksenofobicznym. Ci bardziej doświadczeni polityką realną, którzy odezwali się jako drudzy, podzielili się w opiniach, zachowali jednak alarmujący ton, sugerujący konieczność tamowania roszczeń. Na przykład były premier Leszek Miller wskazał, że przecież umowa indemnizacyjna z 1960 r. ze Stanami Zjednoczonymi załatwiła sprawę, nie mając wiedzy o jej rzeczywistym zakresie regulowania, dotyczącego roszczeń indywidualnych obywateli amerykańskich. A tego „wezwanie” dotyczyło akurat najmniej. W zasadzie w podobnym tonie wypowiadali się niektórzy posłowie, wskazując, że przecież wszystko uregulowaliśmy. Najwięcej odcieni szarości, a nawet duże zrozumienie dla złożoności tematu, zarysował były szef MSZ Radosław Sikorski, który skomentował „wezwanie” fragmentem swojej książki. Pokazuje on spory przekrój problemów, od wiary w reprywatyzację sądową, przez komisje kościelne i związków wyznaniowych, po opisywaną w tym artykule dyplomatyczną grę o środki dodatkowe za mienie utracone. Opinia publiczna może być więc bardzo zmieszana, gdyż nie wiadomo co myśleć, kiedy niemal każda strona polityczna sygnalizuje pewien problem, nie do końca formułując na czym miałby polegać.

Liczba mienia nieruchomego w Polsce o wątpliwym statusie własnościowym, na którym ciążą roszczenia dekretowe, jest wielka, przy czym wyliczenia rządowe wskazują, że mienie pożydowskie pośród nich to zaledwie 14 proc.

O tym, iż reprywatyzacja została obiecana Polsce i światu w deklaracjach politycznych, oraz w sygnowanych aktach międzynarodowych, pisałem już na tych łamach przy okazji kryzysu dyplomatycznego wywołanego ustawą o IPN. Powtórzyć należy jedynie, że miękkie deklaracje restytucji mienia żydowskiego, mające przejawiać się głównie w spełnianiu potrzeb materialnych ofiar Holocaustu i edukacji o przeciwdziałaniu jego skutkom, zawarte w Deklaracji Terezińskiej, nie stanowią żadnej konkretnej podstawy prawnej do wysuwania roszczeń. Tak samo miękkie jest „wezwanie” Mike’a Pompeo, które jest pokłosiem słynnego już JUST Act (Act 447). Ta kilkuzdaniowa ustawa Kongresu robi w Polsce wielką karierę, głównie internetową, a stanowi tyle, iż Stany Zjednoczone będą monitorować kierunki przyjęte w Terezinie. To właśnie miało miejsce poprzez „wezwanie”. Wydało się ono jednak dużo szersze niż miękkie i abstrakcyjne deklaracje z czeskiej konferencji.

Stało się tak głównie za sprawą nieuregulowanej polskiej reprywatyzacji. Tej, która objęłaby roszczenia obywateli polskich, ziemian, chłopów, mieszczan, przedsiębiorców i fabrykantów etc.  Nie unikniemy więc zmieszania się tych dwóch tematów. Liczba mienia nieruchomego w Polsce o wątpliwym statusie własnościowym, na którym ciążą roszczenia dekretowe, jest wielka, przy czym wyliczenia rządowe wskazują, że mienie pożydowskie pośród nich to zaledwie 14 proc. Nieuregulowanie roszczeń własnych obywateli przez demokratyczny kraj europejski jest praprzyczyną zmieszania się deklaracji międzynarodowych i indywidualnych roszczeń. Nie jesteśmy w stanie szacować i sprawnie odpowiadać na kolejne „wezwania” bez własnej ustawy. Nie wystarczy powołanie się na umowę indemnizacyjną i dotychczasową legislację dla związków wyznaniowych. „Wezwań” będzie więcej, ale nie doprowadzą one do masowej restytucji mienia pożydowskiego. Należy wręcz stwierdzić, że nie doprowadzą one do żadnej restytucji mienia, tym bardziej polskiego.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej