Newsletter

Słabość państwa obnażona

Przy nowelizacji ustawy o IPN Sejm i Senat wystąpiły – nie po raz pierwszy – w roli maszynki do głosowania, w której ogranicza się nawet możliwość zadawania pytań, a kontrola konstytucyjności jest wyłączana

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Skoro można w niecałe 10 godzin, nie przejmując się przesadnie rolą parlamentu, uchwalić nowelizację ustawy o IPN i uzyskać podpis prezydenta, to czemu nie można w tym czasie uchwalić ustawy o dekoncentracji mediów czy zmienić ordynacji wyborczej?  Jeżeli rządzący posiadają większość wynikającą z demokratycznych wyborów, to mają pełne prawo do przeprowadzania inicjatyw ustawodawczych przez parlament, jednak sytuacja, w której Sejm i Senat występują – i to nie po raz pierwszy – w roli automatycznej maszynki do głosowania, w której ogranicza się nawet możliwość zadawania pytań, a kontrola konstytucyjności została niemal wyłączona, pokazuje nie siłę, lecz słabość państwa. W sprawnie działającym państwie parlamentarzyści dążyliby to tego, aby przynajmniej stworzyć pozory dbania o procedury, rzetelnej dyskusji i refleksji nad tym, co uchwalają, bo bez tego akt prawny mógłby zostać zakwestionowany przed Trybunałem Konstytucyjnym. W naszej rzeczywistości trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Trybunał Konstytucyjny uchyla przepisy istotne z punktu widzenia władzy i to jeszcze ze względów proceduralnych.

Oczywiście, problem tzw. maszynki do głosowania to nie jest tylko kwestia obecnej kadencji, jednak ostatnie lata maksymalnie go pogłębiły.  Nie wszystkie przyjęte ustawy będą mądre, ale jeżeli do minimum ogranicza się dyskusje, nie przestrzega procedur, nie uwzględnia się opinii zewnętrznych ekspertów, a dziennikarzy uważa za potencjalnych wrogów, to szansa na przyjęcie prawa, które nie osiągnie swojego celu lub wywoła negatywne skutki, znacznie wzrasta. Takim przepisem, który nie miał szans spełnić swoich zadań i wywołał negatywne skutki dla państwa był właśnie art. 55a ustawy o IPN. Przepis ten błyskawicznie został uchwalony przez parlament, tak jak po paru miesiącach został błyskawicznie uchylony. Parlament bohatersko „poradził” sobie z problemem, który sam stworzył. Jego rola w kształtowaniu prawa stała się czysto formalna, bo przecież faktycznymi decydentami ani przez moment nie byli parlamentarzyści.

W sprawnie działającym państwie parlamentarzyści dążyliby to tego, aby przynajmniej stworzyć pozory dbania o procedury, rzetelnej dyskusji i refleksji nad tym, co uchwalają

Przejście od „należy uchwalić to prawo, żeby bronić godności Polski” poprzez „nie uchylimy prawa, bo nie ulegamy naciskom” do „uchylamy ten przepis, który był bardzo potrzebny i to jest nasz sukces” budzi dysonans poznawczy na pierwszy rzut oka i dowodzi bezwzględnej dyscypliny wśród parlamentarzystów. W jej ramach nie ma miejsca dla refleksji i uszanowania norm nie tylko prawnych, ale i obyczajowych dotyczących procedowania. Nie zanosi się także na konsensus polityczny w tej kwestii, więc ewentualna zmiana większości parlamentarnej może nie polepszyć sposobu traktowania parlamentu, gdyż pokusa skorzystania ze stworzonych narzędzi (brak kontroli, korzystne dla rządzących regulaminy, potężne uprawnienia Marszałka Sejmu) będzie bardzo silna.

Samo uchylenie przepisu 55a ustawy o IPN było koniecznością, chociażby z tego względu, że w zasadzie niemożliwe było skuteczne ściganie tego przestępstwa, jeżeli zostało popełnione poza granicami naszego kraju. Nierozsądne było także umożliwienie, aby przestępstwo to było karalne także w przypadku jego nieumyślnego popełnienia. Ta decyzja pozwoli jednak przede wszystkim na poprawę stosunków polsko-amerykańskich (Departament Stanu już wydał pozytywne dla Polski oświadczenie) i polsko-izraelskich (wspólne oświadczenie premiera Morawieckiego i premiera Netanjahu).  Uchylenie przepisu karnego skutkować będzie – ze względu na art. 4 Kodeksu Karnego – także tym, że nie dojdzie do żadnego skazania z tytułu ewentualnych naruszeń art. 55a w czasie jego obowiązywania.

W ustawie pozostawiono art. 53o i 53p, które mówią o możliwej roli Instytutu Pamięci Narodowej oraz organizacji pozarządowych w walce o dobra osobiste Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego.  Regulacja ta określa, kto będzie legitymowany do tego, aby dochodzić praw RP oraz narodu polskiego, i krąg legitymowanych został określony szeroko. Praktycznym problemem będzie jednak kwestia stosowania tych przepisów za granicą, gdzie ustawodawstwo poszczególnych państw (np. Niemiec, Izraela, Argentyny, Rosji itd.) samodzielnie określa sposób dochodzenia roszczeń cywilnych, ich możliwy zakres, a także normy dotyczące debaty publicznej, dobrego imienia itd. W związku z tym każdorazowo konieczna będzie analiza prawodawstwa państwa, w którym zamierzamy dochodzić naszych roszczeń. A to z kolei wymaga stworzenia odpowiedniej infrastruktury. W praktyce dochodzenie tych roszczeń za granicą było możliwe także wcześniej i najważniejsze nie jest to, że przepisy 53o i 53p ustawy pozostają, a to, czy Polska będzie w stanie stworzyć odpowiednie narzędzia pozwalające na promowanie polskiego wizerunku oraz odpowiednie reagowanie w razie faktycznego naruszenia naszego dobrego imienia.