Newsletter

Ustawa o IPN: lepiej późno niż wcale

Zmiana w ustawie o IPN jest krokiem dobrym, choć spóźnionym. Niemniej jeżeli również „ukraińskie” fragmenty zostaną usunięte, pozostaną w niej wątpliwe zapisy umożliwiające organizacjom pozarządowym składanie pozwów cywilnych.

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Wczoraj, niespodziewanie dla znacznej części obserwatorów, PiS dokonał kolejnej nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Prace przebiegały ekspresowo. W ciągu kilku godzin nowelizacja została uchwalona przez Sejm, zaakceptowana przez Senat i podpisana przez prezydenta. Dodatkowo o godzinie osiemnastej miała miejsce wspólna warszawsko-telawiwska konferencja prasowa premierów: Polski – Mateusza Morawieckiego i Izraela – Benjamina Netanjahu.

Najważniejszymi następstwami nowelizacji jest usunięcie artykułu 55a, przewidującego odpowiedzialność karną za przypisywanie narodowi polskiemu bądź państwu polskiemu odpowiedzialności bądź współodpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie, a także artykułu 55b, zgodnie z którym to prawo miało być stosowane również wobec cudzoziemców. PiS nie wycofał się za to z „ukraińskiej” części ustawy. Również po zmianach prawo przewiduje odpowiedzialność karną za zaprzeczanie „zbrodniom ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką”. Nie zrezygnowano także z niefortunnej cezury chronologicznej, zgodnie z którą „zbrodnie ukraińskich nacjonalistów” miały być dokonywane w latach 1925-1950. W ustawie pozostawiono również instrumenty prawa cywilnego, umożliwiające składanie przez IPN albo przez organizacje pozarządowe pozwów o zniesławienie. Również z tymi zapisami wiążą się pewne niebezpieczeństwa, o czym już niegdyś pisałem na łamach „Nowej Konfederacji”.

Niezależnie od tego, ile jeszcze razy premier powtórzy słowa, że styczniowa nowelizacja ustawy o IPN miała następstwa „druzgocące dla negatywnych opinii o Polsce” (bądź ich rozmaite wariacje), to wydaje się oczywiste, że było dokładnie na odwrót

Interpretacja posunięć PiS w kwestii artykułów 55a oraz 55b jest dość oczywista. Niezależnie od tego, ile jeszcze razy premier powtórzy słowa, że styczniowa nowelizacja ustawy o IPN miała następstwa „druzgocące dla negatywnych opinii o Polsce” (bądź ich rozmaite wariacje), to wydaje się oczywiste, że było dokładnie na odwrót. Jestem przekonany, że część obozu rządzącego jest tego świadoma, a godnościową narrację snuje na potrzeby własnego elektoratu. Wycofanie się z najbardziej kontrowersyjnych zapisów należy tłumaczyć obawą przed utrzymaniem izolacji polskich polityków przez Waszyngton. Faktyczny bojkot spotkań na najwyższym szczeblu przez Amerykanów był dla PiS bolesny, a mógłby być jeszcze bardziej, gdy wziąć pod uwagę fakt, że już za dwa tygodnie odbędzie się szczyt NATO w Brukseli, na który przyleci prezydent Donald Trump. A w perspektywie mamy m.in. wrześniowy szczyt inicjatywy Trójmorza w Bukareszcie (także z udziałem Amerykanów).

Znacznie ciekawsza jest sprawa niepodjęcia tematu „ukraińskiej” części ustawy. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że mamy do czynienia z lekceważeniem wobec kontrahenta słabszego, aniżeli Izrael czy USA. W rzeczywistości sprawy mają się prawdopodobnie nieco inaczej.  Podczas debaty w Senacie premier Morawiecki poruszył wątek ukraiński w odpowiedzi na pytanie senator PO Grażyny Sztark.  Pytany, czy pozostawienie „ukraińskich” zapisów ustawy o IPN nie spowoduje utrzymania przez Ukraińców blokady na prowadzenie ekshumacji na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, premier udzielił niezwykle ciekawej odpowiedzi. Zgodnie ze słowami szefa rządu, trwa intensywny dialog między wicepremierem Piotrem Glińskim, a jego ukraińskim odpowiednikiem – Pawłem Rozenką. Obie strony negocjują obecnie granice ustępstw możliwych do poczynienia. Dość prawdopodobnym scenariuszem wydaje się być zakwestionowanie „ukraińskich” zapisów ustawy o IPN przez Trybunał Konstytucyjny w zamian za odblokowanie możliwości poszukiwań pomordowanych i prowadzenia ekshumacji na Wołyniu i w Galicji Wschodniej (wydaje się, że tak można interpretować fragment wypowiedzi premiera). Biorąc pod uwagę, że wielkimi krokami zbliża się 75 rocznica masowych mordów na Polakach dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów, jest bardzo prawdopodobne, że w stosunkach polsko-ukraińskich niebawem coś się wydarzy.

Reasumując powyższe wątki, należy stwierdzić, że zmiana w ustawie o IPN jest krokiem dobrym, choć spóźnionym. Niemniej, jeżeli również „ukraińskie” fragmenty ustawy o IPN zostaną usunięte, to ciągle pozostaną w niej wątpliwe zapisy umożliwiające organizacjom pozarządowym składanie pozwów cywilnych. Już nie wspominając o tym, że kryminalizacja historii (przewiduje ją artykuł 55) znajdowała się w ustawie o IPN na długo przed fatalną nowelizacją ze stycznia 2018 r. Faktycznie to prawo powinno stać się przedmiotem poważnej debaty. Tymczasem kolejna nowelizacja została przepchnięta w trybie ekspresowym, bez konsultacji ze środowiskami eksperckimi, a nawet z samym IPN-em. Nie świadczy to szczególnie dobrze o poziomie debaty w Polsce, a zwłaszcza o sposobie stanowienia prawa przez obóz rządzący.