Newsletter

Reprywatyzacja dobra albo żadna

Zamiast wskazywać, że Polska ma moralne zobowiązania wobec świata lub coś mogła obiecać na forum międzynarodowym, warto uświadomić sobie, iż większość uczestników rozgrywki siedzi przy stołach z kalkulatorami i liczy

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Na łamach Nowej Konfederacji Jakub Żak zaproponował, aby na sprawę reprywatyzacji spojrzeć od strony oczekiwań społeczności międzynarodowej, i tym samym zrozumieć powody, dla których poszczególni aktorzy różnie wyobrażają sobie regulację tej sprawy. To prawda, że państwo powinno dbać o swój wizerunek i o to, jak jest postrzegane, jednakże jego zadaniem jest przede wszystkim kierowanie się własnym interesem. A ten nakazuje, by w obecnej sytuacji ustawa reprywatyzacyjna była realistyczna i brała pod uwagę rzeczywiste możliwości.

Któż nie chciałby żyć w państwie, w którym nie ma biedy, państwowa służba zdrowia działa sprawnie, politycy – wszystkich formacji – myślą o państwie, stale starając się wzmacniać instytucje państwowe, gospodarka oparta jest na nowoczesnych technologiach, a problem smogu jest – i to naprawdę – tylko problemem teoretycznym? A, i zapomniałbym o jednym. To państwo stać na to, aby wypłacić pełne rekompensaty dla wszystkich rodzin, które ucierpiały w wyniku działań nacjonalizacyjnych podjętych po II wojnie światowej.

Ustawa reprywatyzacyjna to spory koszt, olbrzymie ryzyko i niewielki potencjalny zysk polityczny. Musi być bardzo dobra albo nie należy jej w ogóle uchwalać

Przypuszczam, że każdy z nas chciałby żyć w takim państwie. Zauważam jedynie jeden problem. Takie państwo – przynajmniej nad Wisłą – nie istnieje i w najbliższym czasie nie będzie istnieć. W przypadku kwestii reprywatyzacji mniej skupiałbym się na tym, czego oczekują poszczególne aktorzy, a bardziej na tym, co jest realistyczne biorąc pod uwagę naszą sytuację polityczną i gospodarczą. Jeżeli władze zdecydują się uchwalić ustawę reprywatyzacyjną, to musi ona zawierać postanowienia, które będą wykonywalne.

Polska nie ma szans na uzyskanie od Niemiec reparacji za II wojnę światowa droga prawnomiędzynarodową, gdyż, pomijając pozostałe kontrowersje, żaden sąd ani trybunał międzynarodowy nie posiada jurysdykcji w tej kwestii. Czy jest to sprawiedliwe? Każdy niech oceni sam. Czy jako realista powinienem oczekiwać, że Niemcy dobrowolnie poddadzą się jurysdykcji zgadzając się np. na arbitraż? Nie. W przypadku reprywatyzacji sytuacja się odwraca – dochodzenie roszczeń reprywatyzacyjnych przeciwko Polsce przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka jest znacznie utrudnione ze względu na jurysdykcję czasową Trybunału (Polska ratyfikowała Europejską Konwencję Praw Człowieka 19 stycznia 1993 roku).  Czy zatem słuszne są oczekiwania, że Polska, która – delikatnie mówiąc – nie wyszła najlepiej na II wojnie światowej i nie uzyska reparacji odzwierciedlających skale swoich zniszczeń, powinna dobrowolnie przeznaczyć dziesiątki miliardów złotych na pełne rekompensaty, kosztem swojego rozwoju?  Co więcej, np. Izrael po drugiej wojnie światowej także dokonał przejęcia obcego mienia, gdyż w czasie wojny izraelsko-arabskiej w latach 1948-1949 zajął terytoria zamieszkiwane wcześniej przez ludność arabską, czego skutkiem było z jednej strony zwiększenie imigracji do Izraela, a z drugiej strony porzucenie swojego majątku i ucieczka tysięcy Palestyńczyków. Czy, jako realista, spodziewam się, że Izrael wypłaci rekompensaty lub dokona zwrotów w naturze? Sądzę, że czytelnicy znają odpowiedź na to pytanie.

Brak uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej w Polsce po 1989 roku nie jest przypadkiem. Ustawa taka bowiem to nie tylko potężne obciążenie finansowe, ale także zagrożenie prawne, gdyż jej postanowienia mogą być oceniane w kontekście norm zawartych w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Słowem – to spory koszt, olbrzymie ryzyko i niewielki potencjalny zysk polityczny. Dlatego ustawa musi być albo bardzo dobra, albo należy jej w ogóle nie uchwalać.  Rządzący do tej pory zastosowali drugą z wymienionych opcji i niewykluczone, iż tak będzie i tym razem.

Oczywiście, istnieje również szereg powodów, dla których taka ustawa jest potrzebna – m.in. konieczne jest ucywilizowanie zasad reprywatyzacji, zamknięcie spraw dekretowych oraz zadośćuczynienie krzywdom. Uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej w naszych warunkach musi być jednak bolesnym kompromisem pomiędzy oczekiwaniami spadkobierców po byłych właścicielach, a rzeczywistymi możliwościami państwa, a to wymaga dojrzałości każdej ze stron. Od państwa oczekiwałbym, że nie będzie stosowało sztuczek wykluczających otrzymanie rekompensaty takich jak warunek posiadania obywatelstwa polskiego w dniu złożenia wniosku, czy znaczne ograniczenie kręgu spadkobierców. Z kolei od spadkobierców po byłych właścicielach oczekiwałbym, że zrozumieją, iż wypłata 20%-25% wartości to załatwienie sprawy, które musi ich usatysfakcjonować.

Zamiast wskazywać, że Polska ma moralne zobowiązania wobec świata lub coś mogła obiecać na forum międzynarodowym, warto uświadomić sobie, iż większość uczestników rozgrywki siedzi przy stołach z kalkulatorami i liczy. Niektórzy nawet drugi raz, ponieważ np. Polska i Stany Zjednoczone mają podpisaną w 1960 roku umowę indemnizacyjną, w ramach której rząd Stanów Zjednoczonych przyjął od Polski 40 milionów dolarów w zamian za „całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli amerykańskich (…)” m.in. z tytułu nacjonalizacji przeprowadzonej do dnia zawarcia wspomnianego układu.   Dlatego bardziej należy skupić się na tym, jakie są realistyczne sposoby zakończenia problemu reprywatyzacji, a mniej na tym, czego oczekują od nas poszczególni uczestnicy rozgrywki, których interesy niekoniecznie będą zbieżne z naszymi.