Newsletter

Rachunek zapłacimy zdrowiem

Delegaci szczytu klimatycznego rozjechali się do domów, a my zostajemy z rosyjskim węglem z importu, górnictwem utrzymywanym przy życiu przez państwo i z wizją coraz wyższych rachunków za prąd

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Trudno wyzbyć się wrażenia, że tegoroczny szczyt klimatyczny, którego gospodarzem była Polska, nie zatrzyma globalnego ocieplenia. Obrady odbywały się w kopalnianym zagłębiu, a polscy politycy chcieli prześcignąć Donalda Trumpa, deklarując, że nie pozwolą zamordować polskiego górnictwa.

Owszem, z jednej strony, uczestnicy szczytu uzgodnili między sobą techniczne niuanse związane z wprowadzeniem w życie porozumienia paryskiego, które ma za zadanie zahamować wzrost średniej globalnej temperatury znacznie poniżej poziomu 2°C w porównaniu z okresem przedindustrialnym. A jednak uzgodnienia te nie przekładają się na natychmiastowe działania, a debata, kto i jak będzie walczył z klimatem, pozostaje otwarta. Skomplikowanym negocjacjom towarzyszyły ważne apele znanych osób. Wśród nich nie zabrakło sir Davida Attenborough i Arnolda Schwarzeneggera. Niewątpliwym objawieniem okazało się emocjonalne przemówienie piętnastoletniej Szwedki Grety Thunberg, która wyrzuciła politykom ich brak troski o klimat i tym samym o ludzi.

W gronie uczestników katowickiego spotkania można również znaleźć antybohaterów z nadreprezentacją Polski. Prezydent Andrzej Duda na samym starcie szczytu stwierdził, że węgla starczy Polsce na 200 lat, co brzmiało bardzo dziwnie na zjeździe poświęconym odchodzeniu od paliw kopalnych. Potem była barbórkowa deklaracja, że władza nie pozwoli zrobić krzywdy polskiemu górnictwu. Nie lepiej wypadł minister środowiska Henryk Kowalczyk. Pytany w telewizyjnym wywiadzie o zmiany klimatu, próbował odciągnąć uwagę telewidzów od sedna problemu, mówiąc: „Zwierzęta oddychają i wydzielają dwutlenek węgla, więc będąc konsekwentnym, człowieka też należałoby zlikwidować. Może nie oddychajmy”. Ale to nie koniec. Kowalczyk poszedł o krok dalej: „Ja na przykład obserwuje działania ekologów, takie, że mówią «proszę nie ruszać drzew w Puszczy Białowieskiej, niech one sobie tam leżą, umrą i zgniją». Właśnie podczas gnicia wydziela się metan i dwutlenek węgla, gazy cieplarniane. Trochę brak konsekwencji w tym myśleniu”. Czy może być coś gorszego od słów ministra środowiska, który mówiąc o rzekomym braku konsekwencji, wykazuje się brakiem zrozumienia, czemu służy martwe drewno w lesie. Jest kolosalna różnica między wydzielaniem owych „gazów cieplarnianych”, między drzewem poddanym wieloletniemu rozkładowi, a błyskawicznym tempem, w którym mogłoby zostać spalone w piecu.  Ale czego można spodziewać się po szefie resortu, jeśli zapytany o to, czy zobaczy się w Katowicach z Bono, odpowiedział, że nie spotyka się z celebrytami?

Kompromitujący był również sposób promocji Polski na szczycie, który ma przecież odwęglić globalną rzeczywistość. Polskę na szczycie promowała wystawa z węgla

Kompromitujący był również sposób promocji Polski na szczycie, który ma przecież odwęglić globalną rzeczywistość. Polskę na szczycie promowała wystawa z węgla. Węglowy był nie tylko wystrój, ale i biżuteria, mydło, a nawet woda. Na tacach czekały przekąski z dziczyzny, co jeszcze bardziej podkreślało siermiężność gospodarza.

Szczyt zakończył się kompromisem, chociaż ostatnie dni były nerwowe. Rozbieżności na temat wdrażania Porozumienia Paryskiego postawiły pod znakiem zapytania finał spotkania w Katowicach. To sprawiło, że na samym końcu obrad ponownie pojawił się sekretarz generalny ONZ António Guterres, aby ratować negocjacje. Ostatecznie znów mamy zgodę co do tego, że międzynarodowa społeczność powinna podjąć pilne działania. Mamy też zbiór zasad wdrażania porozumienia z Paryża, co nie oznacza przystąpienia do natychmiastowej realizacji ambitnego planu. Za rok delegaci znów się spotkają, tym razem w Chile, gdzie wciąż będą się zastanawiać, co zrobić, żeby zatrzymać globalne ocieplenie.

Świat nauki nie ma żadnych wątpliwości. Negacjoniści klimatyczni nie są tak głośni, jak jeszcze kilka lat temu. Jest już stosunkowo późno na to, aby całkowicie uniknąć konsekwencji rozchwiania klimatu, wciąż jednak możemy doprowadzić do jeszcze mniejszej katastrofy.

Tymczasem delegaci rozjechali się do domów, a my w Polsce zostajemy z rosyjskim węglem z importu, górnictwem utrzymywanym przy życiu przez państwo i z wizją coraz wyższych rachunków za prąd. Jeśli nie przed wyborami, to już po wyborach. Jeszcze wyższy rachunek zapłacimy naszym zdrowiem.