Newsletter

Prezydent Duda zapowiada reformę Rady Bezpieczeństwa?

W udanym przemówieniu prezydent Duda sprzeciwił się „koncertowi mocarstw” i wskazał na możliwe kierunki rozwoju Rady Bezpieczeństwa ONZ

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

„Pozytywny multilateralizm” oraz „suwerenna równość państw” – te dwa sformułowania stanowiły trzon wystąpienia prezydenta Andrzeja Dudy podczas 73 Sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Wbrew pozorom, to wcale nie muszą być zwyczajowe zaklęcia, ale wskazanie przygotowywanego kierunku reformy Rady Bezpieczeństwa ONZ.

„Te same zasady muszą obowiązywać wszystkich i w równym stopniu. Każdy ma równe prawa i proporcjonalne obowiązki” – tak zdefiniował prezydent pierwsze z tych pojęć, stawiając je w opozycji do „negatywnego multilateralizmu”, czyli tzw. „koncertu mocarstw, podziału na strefy wpływów oraz do przekonania, że można stanowić o losie innych, bez ich udziału. Europa i Polska często padały ofiarą tego rodzaju multilateralizmu, poczynając od osiemnastego wieku, przez cały wiek dziewiętnasty, aż po czasy zimnej wojny” – dodał Andrzej Duda. Odnosząc się do kwestii równości podkreślił z kolei, że jego koncepcja nie jest „naiwna” i nie lekceważy różnic potencjałów poszczególnych państw. „Tam, gdzie to możliwe kraje słabsze powinny otrzymywać dodatkowe możliwości oddziaływania po to, by uczynić równe prawa państw bardziej realnymi. Takimi możliwościami mogą być dodatkowa siła głosu, czy dodatkowa reprezentacja terytorialna w gremiach decydujących” – stwierdził prezydent. Odniósł tę propozycję do dwóch podmiotów – do Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz do Unii Europejskiej, podkreślając konieczność ich reformy.

Z uwagi na miejsce i kontekst wygłoszenia tej uwagi szczególne znaczenie ma sformułowanie dotyczące organu Narodów Zjednoczonych, i ono zostało w największym stopniu dostrzeżone przez specjalistów od problematyki międzynarodowej. Było bezpiecznie niejednoznaczne, ale można je interpretować jako sygnał o poparciu Polski dla zmniejszenia lub nawet całkowitego zniesienia przywilejów piątki dotychczasowych członków stałych. O takiej koncepcji słyszy się od pewnego czasu w fachowych kręgach analitycznych, słusznie wskazujących, że Rada Bezpieczeństwa w obecnym kształcie, z prawem veta rezerwowanym dla USA, Chin, Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji stanowi przeżytek czasów słusznie minionych. Rzeczywiście, konstrukcja ta była obliczona raczej na paraliżowanie działań jednostronnych i sprawdziła się w świecie bipolarnym, ale w pozimnowojennej, dynamicznej rzeczywistości wielokrotnie utrudniała rozwiązywanie problemów.

Wbrew pozorom, na zrównaniu praw członków stałych i niestałych najmniej straciłyby Stany Zjednoczone i być może Chiny; oba mocarstwa mają bowiem dużą zdolność budowania większościowych koalicji w gremiach decyzyjnych ONZ. Dramatycznie spadłoby natomiast znaczenie Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji. Zyskałyby z kolei inne potęgi, których ojcowie-założyciele ONZ nie uwzględnili przy podziale przywilejów – jak choćby Niemcy, Indie czy Brazylia.Wokół idei suwerennej równości Polska będzie w przyszłym roku organizować szereg inicjatyw, tak aby pozyskać możliwie najwięcej zwolenników naszej wizji” – zapowiedział Andrzej Duda, i trudno oprzeć się wrażeniu, że z niektórymi wpływowymi zwolennikami owej wizji umówił się w tej sprawie już nieco wcześniej.

Prezydent obiecał ponadto Zgromadzeniu Ogólnemu powrót Polski do aktywnego udziału w misjach pokojowych pod flagą Narodów Zjednoczonych, co zostało przyjęte bardzo dobrze – ONZ od dawna ma poważny problem z wystawianiem niezbędnych kontyngentów wojskowych, gdyż państwa dysponujące względnie nowoczesnymi i profesjonalnymi siłami zbrojnymi nie kwapią się do tego rodzaju misji. Kilka razy spowodowało to już konieczność wynajmowania do konkretnych zadań specjalistycznych firm komercyjnych. Podobnie jak w wystąpieniu na forum Rady Bezpieczeństwa Andrzej Duda sporo mówił też o zagrożeniach dla pokoju i stabilności – tym razem, prócz proliferacji broni masowego rażenia, wymienił też „zamrożone konflikty, okupacje i siłowe zmiany granic, jakie mają miejsce na obszarze Europy Wschodniej. Społeczność międzynarodowa nie może przejść nad nimi do porządku dziennego, a agresorzy powinni spotykać się z adekwatną reakcją na swoje działania” – apelował Andrzej Duda.

Na zrównaniu praw członków stałych i niestałych najmniej straciłyby Stany Zjednoczone i być może Chiny; oba mocarstwa mają bowiem dużą zdolność budowania większościowych koalicji w gremiach decyzyjnych ONZ. Dramatycznie spadłoby natomiast znaczenie Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji

Reasumując – to było dobre i ciekawe przemówienie, zawierające dokładnie tyle rzeczy oczywistych i poprawnych politycznie, ile wypadało (w tym akapity dotyczące zaangażowania Polski w zwalczanie zmian klimatycznych), a do tego odpowiednią porcję sygnałów nowatorskich, jak przystało na członka Rady Bezpieczeństwa i kraj aspirujący do zwiększenia swej roli na arenie międzynarodowej.

Prezydent ma jednak pecha. W relacjach mediów światowych z oczywistych względów przyćmił go inny Polak, w dodatku potencjalny konkurent wyborczy, czyli obecny szef Rady Europejskiej. Na rynku wewnątrzpolitycznym – zdziwienie i wrogie komentarze zwolenników Prawa i Sprawiedliwości wywołała fotografia i nagranie, na którym Andrzej Duda występuje z Donaldem Tuskiem w najwyraźniej dobrej komitywie. A ciosem dla wiarygodności apeli o „pozytywny multilateralizm” są (niestety zauważone przez światowe agencje) skandaliczne słowa Kornela Morawieckiego, wciąż jednak ważnego polityka obozu Zjednoczonej Prawicy i w dodatku ojca urzędującego premiera, o tym, że to Rosja i Stany Zjednoczone powinny omówić między sobą kwestie bazy w Polsce i podjąć w tej sprawie wspólną decyzję. To przecież nic innego, jak właśnie uznanie „koncertu mocarstw” i większych praw niektórych państw, przeciwko czemu tak stanowczo protestował w Nowym Jorku Andrzej Duda.