Newsletter

Pozorny spokój za dziewięć miliardów

Ponownie wszystkim politykom zabrakło odwagi, aby szczerze wskazać przyczyny zachodzących zjawisk w branży energetycznej. Zaproponowane przez rząd działania, za wyjątkiem funduszu zielonych inwestycji, mają doraźny charakter

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Ostatni weekend roku 2018 zdominowały informacje na temat przyjętej przez Sejm ustawy, mającej na celu, jak przekonywali przedstawiciele obozu rządzącego, niedopuszczenie do podwyżek cen energii zarówno dla osób fizycznych, przedsiębiorców, jak i jednostek samorządu terytorialnego. Całość procesu legislacyjnego została, kolejny raz w tej kadencji Sejmu, przyśpieszona do granic możliwości. Rolą posłów było jedynie błyskawiczne przegłosowanie zaproponowanych przez rząd rozwiązań, po czym udanie się do zaprzyjaźnionych stacji telewizyjnych w celu udzielenia szybkiego komentarza na temat błędów popełnianych przez przeciwników politycznych. Mimo iż prawie wszyscy przedstawiciele narodu zagłosowali za przyjęciem ustawy, bo przecież tego wymagała chłodna kalkulacja polityczna, to prawie nikt nie skupił się na dogłębnej analizie proponowanych zmian. Podzielona na dwie części Polska ponownie stanęła po dwóch stronach barykady i nie wnikając w powody aktualnej sytuacji energetycznej naszego kraju zaczęła w najlepsze obrzucać się błotem. Jednakże, ponieważ powyższe działania będą nas, jako podatników, kosztowały ok. 9 miliardów złotych, należałoby przeanalizować, czego dokładnie dotyczyły wprowadzone przepisy i jak wpłyną na nasze życie.

Zaproponowana i przyjęta interwencja państwa będzie dotyczyła czterech aspektów. Pierwsze wdrożone działanie, czyli obniżka podatku akcyzowego z 20 do 5 złotych za 1 MWh, ma zmniejszyć dochody budżetu państwa o 1,85 mld złotych. Pozornie należałoby odczytywać tę informację bardzo pozytywnie, gdyż tak znacząca obniżka powinna przyczynić się do wzrostu konkurencyjności naszej gospodarki oraz zmniejszyć koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Jednakże, pomimo faktu, iż Polska do tej pory posiadała jedną z wyższych stawek akcyzowych w Unii Europejskiej, to większość dużych gospodarek Starego Kontynentu, takich jak Holandia, Niemcy, Francja czy Włochy posiada stawkę bazową na znacznie wyższym poziomie (wynoszącym od 12 do ponad 20 euro za 1 MWh). Wyżej wymienione kraje posiadają jednak system odwrotnie progresywny do wzrostu zużycia energii, a tym samym zakłady przemysłowe oraz odbiorcy o dużym zużyciu energii płacą znacznie niższą stawkę podatkową niż stawka bazowa. Koszty podatku akcyzowego w tych krajach są więc przerzucone na osoby fizyczne, co pozwala na zachowanie konkurencyjności gospodarek, pomimo wysokiego opodatkowania. W naszym kraju także już od stycznia 2017 roku przedsiębiorstwa najbardziej energochłonne mogły korzystać z częściowego lub pełnego zwolnienia z podatku akcyzowego. Dlatego też wprowadzona obniżka podatku akcyzowego nie wpłynie znacząco na wzrost konkurencyjności naszej gospodarki, gdyż obejmie ona głównie osoby fizyczne, podmioty publiczne oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, które do tej pory nie mogły korzystać z już istniejącego zwolnienia.

Rolą posłów było jedynie błyskawiczne przegłosowanie zaproponowanych przez rząd rozwiązań, po czym udanie się do zaprzyjaźnionych stacji telewizyjnych

Drugim z zaproponowanych i uchwalonych rozwiązań jest obniżenie tzw. opłaty przejściowej o 95%. Jest to w moim przekonaniu, wyłącznie zmiana księgowa, gdyż co prawda konsumenci energii elektrycznej nie będą już płacili stałej opłaty doliczanej do rachunku za energię elektryczną, jednak zobowiązania przedsiębiorstw energetycznych, na pokrycie których była ona naliczana, pozostają niezmienne. Opłata ta miała na celu sfinansowanie zaciągniętych w latach 90. ubiegłego wieku kredytów na inwestycje (co do zasady – w tradycyjne bloki węglowe) i stanowiła rekompensatę za zlikwidowane Kontrakty Długoterminowe (KDT). Tym samym, ponieważ zobowiązania z tego tytułu Zarządca Rozliczeń S.A. (spółka państwowa, która przejęła te zobowiązania od przedsiębiorstw energetycznych) będzie uiszczać jeszcze do 2027 roku, to koszty na ich pokrycie w odmienny sposób będą musiały zostać przerzucone na budżet państwa. Podatnicy być może nie odczują bezpośredniej podwyżki cen energii elektrycznej, lecz i tak będą musieli pokryć zobowiązania z tego tytułu w ramach innych danin publicznoprawych.

Podobnie przedstawia się sytuacja z trzecim z zaproponowanych rozwiązań interwencyjnych, czyli uruchomieniem oddzielnego funduszu, mającego na celu rekompensatę już dokonanych podwyżek cen energii na rok 2019. Zgodnie z ogłoszonymi zasadami, wszystkie przedsiębiorstwa obrotu energią elektryczną, które zawarły umowę na dostawę energii na przyszły rok w cenie wyższej niż dotychczasowa, będą zobowiązane do jej zmniejszenia do wysokości z roku 2018. Natomiast utraconą różnicę w przychodach będzie zwracał im powołany fundusz, którego budżet ma wynieść 4 miliardy złotych. Uruchomiony fundusz ma pozwolić na uniknięcie już wprowadzonych podwyżek, jednakże jego działanie może zostać zakwestionowane przez Komisję Europejską jako niedozwolona pomoc publiczna dla Spółek energetycznych lub niedozwolona ingerencja w uwolniony rynek obrotu energią. Przy czym nawet, jeśli postępowanie przed organami UE zakończy się sukcesem, o czym zapewniał w sejmie minister Tchórzewski, to należy zwrócić uwagę, iż środki na działanie funduszu zostały zagwarantowane wyłącznie na rok 2019.

Ostatnim działaniem zaproponowanym przez rząd jest utworzenie funduszu zielonych inwestycji, którego wartość ma wynieść 1 miliard złotych, przeznaczonych na rozwój inwestycji w odnawialne źródła energii oraz poprawę efektywności energetycznej. Na temat tego programu dostępnych aktualnie jest najmniej informacji, a zapowiedzi pozostają na razie wyłącznie w sferze planów. Można przypuszczać, iż fundusz ten będzie powiązany z programem „Energia plus”, którego uruchomienie ogłosił premier Jarosław Gowin tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Natomiast szczegółowe informacje mają zostać podane do publicznej wiadomości dopiero na konwencji partyjnej w połowie stycznia. Jest to jedyne działanie mające na celu realną zmianę obecnej sytuacji energetycznej Polski, a nie tylko chwilowe uspokojenie nastrojów społecznych poprzez prowizoryczne zasypywanie problemów publicznymi pieniędzmi. Dlatego też smutny wydaje się fakt, że na realizację tego programu poświęcono jedynie nieco ponad 10 procent całości rozdysponowanych w ostatni piątek środków finansowych.

Wprowadzona obniżka podatku akcyzowego nie wpłynie znacząco na wzrost konkurencyjności naszej gospodarki

Analizując powyższe działania, można zaryzykować stwierdzenie, iż ponownie wszystkim siłom politycznym obecnym na parlamentarnej scenie zabrakło odwagi, aby szczerze wskazać przyczyny zachodzących zjawisk w branży energetycznej oraz wspólnie wdrożyć działania mające na celu niedopuszczenie do podobnych sytuacji w przyszłości. Wszystkie rządy, w większym lub mniejszym stopniu, odpowiadają za brak niezbędnych inwestycji w branży energetycznej. Od kilkudziesięciu lat nasz kraj nie jest w stanie wybudować nawet jednej elektrowni atomowej, mimo że każdy z kolejnych rządów wpisuje tego typu inwestycję w swoją strategię. Jednakże, gdy przychodzi do wydatkowania tak dużych środków finansowych na inwestycję, której profity zgarniać będą najprawdopodobniej przyszłe ekipy rządzące, łatwiejszym pozostaje wprowadzenie „jednorazowych dopłat do cen energii” lub kolejnego „program restrukturyzacji górnictwa”. Także brak mądrej polityki dotyczącej odnawialnych źródeł energii prowadzi do problemów w całym sektorze energetycznym. Zarówno obecna opozycja, za której rządów doszło do spektakularnego krachu na rynku tzw. zielonych certyfikatów i bankructwa licznych źródeł wytwórczych, jak i obecna koalicja rządowa planująca likwidację wszystkich lądowych farm wiatrowych, nie mogą poszczycić się przyczynieniem się do zrównoważonego rozwoju tej gałęzi gospodarki.

W mojej ocenie, zaproponowane przez rząd działania, za wyjątkiem funduszu zielonych inwestycji, mają charakter wyłącznie doraźny i służą uspokojeniu nastrojów społecznych. Jednocześnie, przyjęty plan interwencji jedynie odkłada problem wzrostu cen energii w czasie i pozostawia jego rozwiązanie rządowi wyłonionemu po jesiennych wyborach parlamentarnych. Jednocześnie z niepokojem można obserwować brak koniecznych zmian w finansowaniu dużych inwestycji w sieci wytwórcze i przesyłowe oraz dalsze pogarszanie i tak już nienajlepszej sytuacji ekonomicznej polskich Spółek energetycznych. Pozytywnie można odczytywać natomiast chęć zwiększenia roli prosumentów w ogólnym bilansie energetycznym kraju oraz przeznaczenie dodatkowych środków finansowych na ich rozwój.

Czy jesteśmy gotowi wyobrazić sobie polityka, który wejdzie na trybunę sejmową i powie: „Tak, ceny energii elektrycznej będą w przyszłości rosły”?

Na zakończenie, chciałbym prosić, aby zamiast jakieś osobistej refleksji stanowiącej podsumowanie tego krótkiego komentarza, każdy odpowiedział sobie na następujące pytanie. Czy jesteśmy gotowi wyobrazić sobie polityka, który wejdzie na trybunę sejmową i powie:

– Tak, ceny energii elektrycznej będą w przyszłości rosły. Wynika to zarówno z obecnej polityki Unii Europejskiej, jak i naszego miksu energetycznego, opartego w głównej mierze na węglu. Prawa do emisji gazów cieplarnianych nie będą tanieć, a nasz przemysł będzie posiadał coraz mniej darmowych uprawnień. Posiadamy zapóźnienia inwestycyjne zarówno w źródłach wytwórczych, jak i systemie przesyłowym, wynikające z dziesiątek lat braku niezbędnych inwestycji. Jednocześnie, jak u naszych zachodnich sąsiadów, aby utrzymać konkurencyjność gospodarki, podwyżki kosztów energii będą musiały zostać pokryte przez osoby fizyczne, a nie przedsiębiorstwa. Czeka nas kilka chudych lat, lecz pozyskane w ten sposób środki przeznaczymy na rozwój nowych technologii oraz budowę źródeł odnawialnych. Dzięki wyższym cenom energii, stworzymy inteligentny system rozproszonej energetyki, który sprawi, że będziemy bezpiecznym, czystym i nowoczesnym krajem.

A może my po prostu nie chcemy tego słuchać i czekamy, aż ktoś powie „ceny energii na pewno nie wzrosną”?