Newsletter

Porażka na własne życzenie

Jeśli dojdzie do hard brexitu to będzie to porażka nie tylko Theresy May, ale również strategii negocjacyjnej Brukseli, która może przynieść stronie europejskiej duże koszty politycznie i gospodarcze.

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Po dwóch nieudanych próbach ratyfikowania przez Westminster umowy o wyjściu Zjednoczonego Królestwa (UK) z UE (w styczniu i w marcu 2019 roku) premier Theresa May poprosiła o wydłużenie okresu przejściowego (określanego na podstawie art. 50 TUE) dotyczącego wyjścia tego państwa ze Wspólnoty. May prosiła o przesunięcie brexitu do końca czerwca 2019 roku. Przywódcy 27 państw członkowskich na szczycie w Brukseli w dniu 21 marca zgodzili się przedłużyć ten termin z 29 marca do 22 maja, ze względu na nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego, w których Brytyjczycy nie zamierzają wziąć udziału. Rada Europejska postawiła jednak istotny warunek dla swojej zgody, mianowicie przedłużenie w tym terminie nastąpi tylko wówczas, kiedy parlament brytyjski przegłosuje sporną umowę. Próba trzeciego głosowania nad tą umową zapewne zostanie podjęta 26 marca. Jednocześnie strona unijna po raz kolejny podkreśliła, że nie zmieni wynegocjowanej wcześniej treści umowy o wyjściu Zjednoczonego Królestwa z UE, ani nie podejmie żadnych ustaleń ze stroną brytyjską, które w jakimkolwiek stopniu mogłyby naruszyć zapisy tej umowy. Zapowiedziała też zintensyfikowanie przygotowań do rozstania się z Albionem bez umowy, czyli w ramach tzw. hard brexitu.

Przywódcy państw członkowskich ustalili, że w przypadku kolejnego fiaska w Westminsterze termin wyjścia UK z UE nastąpi 12 kwietnia, chyba, że Zjednoczone Królestwo przedstawi wiarygodną propozycję wyjścia z patu politycznego

Istnieją przynajmniej dwie przeszkody dla ratyfikowania pod koniec marca wspomnianej umowy przez Westminster. Po pierwsze, przewodniczący Izby Gmin John Bercow zapowiedział, że nie można ponownie (w sumie po raz trzeci) głosować tej samej ustawy w parlamencie w trakcie tej samej sesji. Obecna sesja kończy się w czerwcu, stąd May zależało na wydłużeniu wyjścia UK do końca tego miesiąca. Bercow postawił problem proceduralny, który trudno będzie rządowi przezwyciężyć, tym bardziej, że strona unijna zapowiedziała, że generalnie nie zmienia swojego stanowiska w sprawie treści spornej umowy. Możliwie jest, aby większość parlamentarna odrzuciła stanowisko Bercow’a, niemniej tutaj pojawia się drugi problem. Otóż Theresa May nadal nie ma większości zdolnej ratyfikować umowę z UE, zaś wcześniejsze głosowania były dla niej jednoznacznie negatywne, a wręcz upokarzające (w styczniu przegrała 230 głosami, w marcu 149). Wspomniane uwarunkowania powodują, że trudno jest liczyć na sukces rządu w sprawie ratyfikowania umowy.

Przywódcy państw członkowskich ustalili, że w przypadku kolejnego fiaska w Westminsterze termin wyjścia UK z UE nastąpi 12 kwietnia, chyba, że Zjednoczone Królestwo przedstawi wiarygodną propozycję wyjścia z patu politycznego. Jednak małe są szanse, aby rząd tego państwa zaproponował wydłużenie okresu przejściowego (na przykład o rok lub dłużej) w związku z ogłoszeniem przedterminowych wyborów lub powtórzeniem referendum, albo ze względu na chęć podjęcia negocjacji nad docelową umową o wzajemnych relacjach UK i UE po brexicie (pozostawiając tym samym nierozwiązaną kwestię umowy „rozwodowej”, która już dwukrotnie została odrzucona przez Westminster). To ostatnie rozwiązanie sugerowali niedawno dyplomaci niemieccy. W ten sposób najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest hard brexit, zapewne 12 kwietnia (lub jeśli Rada Europejska się na to zgodzi to 22 maja).

Do tego czasu obie strony podejmą przygotowania, aby zniwelować negatywne skutki gospodarcze brexitu bez umowy. Już od pewnego czasu przygotowują się na to zarówno przedsiębiorstwa, jak i władze publiczne po obu stronach kanału La Manche. Następnie obie strony rozpoczną negocjowanie nowej, docelowej umowy o wzajemnych relacjach między UK a UE po brexicie. Strona unijna już zapowiedziała, że będzie dążyła do tego, aby przenieść do tego dokumentu większość postanowień ze spornej umowy „rozwodowej” o wyjściu Zjednoczonego Królestwa z Unii (przy rozwinięciu politycznych deklaracji będących załącznikiem do tej umowy).  Spory negocjacyjne będą więc kontynuowane, najpierw przez Theresę May (lub ewentualnie innego premiera konserwatywnego), a potem być może przez kolejny rząd wyłoniony w wyborach.

Skutki hard brexitu będą niwelowane przez obustronne przygotowania i awaryjne rozwiązania regulacyjne. Ponadto, strona brytyjska może być w nieco lepszej pozycji negocjacyjnej, gdyż nie będzie związana umową „rozwodową” wynegocjowaną przez May pod koniec 2018 roku, która przez większość środowisk politycznych na Wyspach jest uznawana za niekorzystną dla tego państwa. Ponadto pogarsza się sytuacja gospodarcza w Europie Zachodniej, a relatywnie w nieco lepszej sytuacji wydaje się być gospodarka Wielkiej Brytanii. Właśnie dlatego prominentni bankierzy z Londyńskiego City nie obawiają się hard brexitu, a także nie widzą większych zagrożeń dla międzynarodowej pozycji londyńskiego centrum finansowego. W niedawnym wywiadzie dla agencji Reuters szef Barclays’a John McFarlane uznał nawet, że to strona unijna będzie potrzebowała dostępu do usług finansowych oferowanych przez Londyn. Jego zdaniem stawia to Brytyjczyków w korzystnej pozycji negocjacyjnej na wypadek hard brexitu.

Bez względu na te spory proces podąża w kierunku hard brexitu

Ta z pozoru buńczuczna wypowiedź wydaje się być w coraz większym stopniu podzielana w Europie kontynentalnej. To właśnie dlatego przedstawiciele niemieckiego rządu sygnalizowali od dłuższego czasu potrzebę łagodniejszego podejścia do negocjacji z Londynem, gdyż obawiali się, że hard brexit będzie w pierwszej kolejności niekorzystny dla gospodarki Niemiec oraz innych państw strefy euro. Na tym tle doszło do napięcia z dyplomacją francuską, która dla odmiany bagatelizowała zagrożenia ekonomiczne i utrzymywała bardzo sztywne stanowisko negocjacyjne. Chodzi nie tylko o odmiennie postrzeganie interesów ekonomicznych obu państw (Niemcy obawiali się m.in. o eksport samochodów do UK, a Francuzi dążyli do przejęcia usług finansowych dotychczas dostarczanych przez Londyn). Jak się wydaje, stawką były również względy geopolityczne (Paryż chciał jak najszybciej wykluczyć z UE największego hamulcowego dla francuskiej wizji integracji europejskiej, a Berlin chciał odwrócenia brexitu i zatrzymania Brytyjczyków, którzy niejednokrotnie stanowili przeciwwagę dla francuskich dążeń integracyjnych).

Bez względu na te spory proces podąża w kierunku hard brexitu. Strona europejska straciła nad nim kontrolę przynajmniej w styczniu 2019. Nie tylko dlatego, że sytuacja polityczna na Wyspach wymknęła się kalkulacjom Berlina i Paryża, ale w dużej mierze ze względu na zbyt małą wyobraźnię polityczną decydentów europejskich i nazbyt sztywne stanowisko negocjacyjne Brukseli. A to naraża stronę unijną na poważne konsekwencje wizerunkowe w okresie kampanii do Parlamentu Europejskiego. Brexit może także uderzyć w bardzo słabą gospodarkę strefy euro i zaostrzyć problemy strukturalne unii walutowej.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej