Newsletter

PiS wzniecił pożar, a teraz go gasi

Tryb przyjęcia nowelizacji ustawy o SN, polegający na tym, że jednego dnia parlamentarzyści przegłosowują jedno rozwiązanie, a innego przyjmują rozwiązanie przeciwne, dowodzi kompletnej marginalizacji roli parlamentaryzmu

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Rządzący, pod presją Unii Europejskiej, wycofują się z części rozwiązań, które przedstawiane były jako „reforma Sądu Najwyższego”. Oznacza to nie tylko zamknięcie frontu pt. kto jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego oraz czy sędzia X jest czynnym sędzią Sądu Najwyższego, czy sędzią w stanu spoczynku, ale także zgodne z logiką przedstawianą przez m.in. Komisję Europejską podejście do momentu przejścia do stanu spoczynku (65 lat tylko dla nowych sędziów, dotychczasowi według poprzednich zasad), oraz… odebranie prezydentowi prawa do wyrażania zgody na dalsze zajmowanie stanowiska po osiągnięciu przez sędziego określonego wieku. Przynajmniej w tych kwestiach uda nam się uniknąć dyskusji, w której dotychczasowi sędziowie swoje uprawnienia wywodziliby wprost z Konstytucji, a ich oponenci – z domniemania konstytucyjności ustawy.

Sytuacja, w której nie grozi nam dualizm – tj. w niedalekiej przyszłości nie będą istnieć dwie osoby uważające się za Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, a potencjalnie nawet dwa Sądy Najwyższe – to krok w stronę normalności i stabilizacji, ale też jednocześnie symbol tego, w jakim miejscu znajdujemy się na własne życzenie. Tak samo pozytywne jest to, że nie będziemy się zastanawiać nad tym, czy orzeczenie Sądu Najwyższego z udziałem „starych” sędziów zostało wydane w prawidłowym składzie (choć być może będziemy z kolei myśleć nad „nowymi”, wyłonionymi przez nową KRS oraz zaprzysiężonymi przez prezydenta). Oczywiście, konstrukcja wymyślona przez „posłów” (w końcu to projekt poselski!) zgodnie z którą sędziowie SN i NSA odesłani w stan spoczynku „powracają” do stanu czynnego, a ich służbę „uważa się” się za nieprzerwaną, jest problematyczna i niespójna, ale w efekcie osiągamy zgodę co do obsady personalnej. Co ciekawe, ustawodawca pozostawił furtkę dla sędziów, którzy nie chcą „powrócić” do orzekania – mogą złożyć oświadczenie o pozostaniu w stanie spoczynku i zachować uposażenie pobierane na ostatnio zajmowanym stanowisku.

W całej sprawie interesujące jest stanowisko prezydenta Dudy, który najpierw wywalczył dla siebie, kosztem Ministra Sprawiedliwości, możliwość wydawania zgody na dalsze zajmowanie stanowiska przez sędziów Sądu Najwyższego po ukończeniu przez nich 65 roku życia, a teraz – na co wszystko wskazuje – podpisze ustawę, która kompetencje w tej materii mu odbiera, gdyż jej przyznanie może powodować duży wpływ władzy wykonawczej na władzę sądowniczą, a skutkiem tego niedopuszczalny wpływ na niezawisłość sędziowską. Warto w tym miejscu zastanowić się, czy jest przemyślane rozwiązanie, w ramach którego sędziowie Sądu Najwyższego będą przechodzić w stan spoczynku w wieku 65, bo o ile analiza zdrowia sędziego może być istotną przesłanką w tej sprawie, o tyle wysyłanie 65-letnich sędziów Sądu Najwyższego zdolnych do orzekania na emeryturę może być zwyczajnym marnotrawieniem ich wiedzy i doświadczenia.

Wydaje się, że sędziowie będą wykorzystywać pytania prejudycjalne do ograniczenia wpływu przyjmowanych przez rządzących ustaw, co kieruje nas na nowe pola konfliktu dotyczące relacji prawa europejskiego i Konstytucji

Działania rządzących w tej sprawie, najlepiej porównać do strażaka, który najpierw wzniecił pożar, a następnie go gasi. Problem w tym, że budynek jest już częściowo spalony, a płomieni nadal sporo. Kontrowersje budzą m.in. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, nowa Krajowa Rada Sądownictwa, tryb powołania „nowych” sędziów do SN czy promowana przez prezydenta Dudę instytucja skargi nadzwyczajnej. Już teraz najbardziej kontrowersyjne regulacje są przedmiotem pytań prejudycjalnych – tj. polskie sądy pytają Trybunał Sprawiedliwości o sposób wykładni określonych przepisów prawa w kontekście przepisów prawa europejskiego (np. w sprawie KRS czy Izby Dyscyplinarnej SN), a biorąc pod uwagę ustępstwa władzy wobec Komisji Europejskiej oraz zbliżającą się kampanię do Parlamentu Europejskiego. Władza na tym odcinku jest w defensywie, choć w pamięci należy mieć wniosek Prokuratora Generalnego do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (na jego podstawie zadawane są pytania prejudycjalne) z Konstytucją RP. Obecnie wydaje się, że sędziowie będą wykorzystywać pytania prejudycjalne do ograniczenia wpływu przyjmowanych przez rządzących ustaw, co kieruje nas na nowe pola konfliktu dotyczące relacji prawa europejskiego i Konstytucji.

Sam tryb przyjęcia kolejnej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, polegający, podobnie jak przy ustawie o IPN, na tym, że jednego dnia parlamentarzyści przegłosowują jedno rozwiązanie, a innego nie zawahają się przyjąć rozwiązania zupełnie przeciwnego, dowodzi kompletnej marginalizacji roli parlamentaryzmu. Niewątpliwym plusem zamknięcia tej sprawy jest odmrożenie dialogu z Komisją Europejską i odwrócenie niekonstytucyjnych rozwiązań (np. przerwanie kadencji pierwszej prezes SN) według myśli, że lepiej później niż wcale. Cała ta sytuacja doskonale jednak obrazuje słabości polskich elit politycznych, a przede wszystkim – brak umiejętności osiągania konsensusu wewnątrz kraju oraz brak odpowiedzialności za stan państwa.