Nierówne tajskie boisko

Po zakończonych w zeszłą niedzielę, pierwszych od wojskowego zamachu stanu w 2014 r. wyborach powszechnych Tajlandia dołączyła do krajów wobec których stosuje się stare porównanie elekcji do igrzysk olimpijskich: nieważny wynik, liczy się udział.
Tajlandia to pęknięty kraj dwóch plemion. Pierwszym z nich są „żółci”: elity Bangkoku, wywodzące się z sojuszu dworu królewskiego, armii i finansjery; popierane przez stołeczną klasę średnią, południe kraju i częściowo mieszkańców centralnej Tajlandii. To tzw. „stare pieniądze”. Drugim plemieniem są „czerwoni”, nowobogaccy nuworysze z północy i północnego wschodu kraju – „nowe pieniądze”, personifikowane przez byłego premiera (2001-2006 r.) Thaksina Shinawatrę – mającego masowe wsparcie tamtejszego chłopstwa. Od momentu obalenia Thaksina do 2014 r. w Tajlandii naprzemiennie albo rządzili żółci, a czerwoni masowo protestowali na ulicach albo odwrotnie. Każdorazowo powodowało to chaos, nieprzewidywalność, a czasem rozlew krwi. Mecz odbył się w zeszłą niedzielę, 24 marca, ale przykuł małą uwagę: frekwencja wyniosła trochę ponad 65%, czyli tyle, co nic. W tajskich...

Chcesz przeczytać więcej?

Zaloguj się lub załóż konto
Zaloguj się Załóż konto
Stały współpracownik "Nowej Konfederacji", ekspert ds. współczesnej Birmy i relacji rosyjsko-chińskich, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, autor pięciu książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych - "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" (Kraków, Akademicka 2014) i "Pani Birmy. Biografia polityczna Aung San Suu Kyi" (Warszawa, PWN 2015) oraz niedawno wydanego debiutu międzynarodowego "Russia and China. A Political Marriage of Convenience".

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz