Newsletter

Raport i pokuta

Opracowanie ISKK nt. pedofilii to dopiero początek procesu oczyszczenia moralnego Kościoła katolickiego w Polsce. Należy w nim postawić na publiczne pokajanie i zadośćuczynienie ofiarom, a nie na ciągłe uniki i usprawiedliwienia

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Opublikowane niedawno wyniki kwerendy dotyczącej wykorzystywania seksualnego w Kościele rzymskokatolickim w Polsce opracowanej przez pallotyński Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego im. Witolda Zdaniewicza – instytucję o solidnej i wyrobionej marce – stanowić mogą ważny wzorzec postępowania w walce z tym problemem. Wzorzec nie tylko, jak się ma rozumieć, miarodajny dla społeczności wiernych KRzK, ale również tej części naszego społeczeństwa, która pozostaje członkami innych Kościołów chrześcijańskich oraz osób bezwyznaniowych. Zbyt często bowiem do tej pory w debacie dotyczącej wykorzystywania seksualnego przez duchownych rzymskokatolickich słyszeliśmy o „chronieniu przede wszystkim dobra Kościoła”, „konieczności, aby ujawnianie grzechu nie wychodziło poza ramy wspólnoty”, „szkodliwości krytyki Kościoła ad extra podejmowanej przez jego wrogów” czy „zmyślonych historii rozpowszechnianych przez ateistów” (autentyczne cytaty z dyskusji internetowych w ostatnich latach). Sytuacji nie poprawiały również kuriozalne wypowiedzi niektórych hierarchów lub publicystów o „rozseksualizowanych dzieciach”, „wpływach ruchów LGBT+ i komunistów w seminariach” lub narracje relatywizujące winę sprawców.

Ileż to razy czytaliśmy, że więcej przypadków pedofilii jest wśród murarzy i hydraulików, niż u księży i zakonników rzymskokatolickich. Często od razu domagano się dla nich miłosierdzia i wskazywano – generalnie słusznie – na stałą możliwość nawrócenia. Jednakże przy dużo mniej intensywnym domaganiu się w takich komunikatach chrześcijańskiej miłości, ciepła i empatii dla ofiar przestępców w koloratkach lub habitach lub słabo artykułowanym pokajaniu ze strony ich przełożonych, robiło to fatalne wrażenie antyświadectwa, typowo korporacyjnych standardów „chronienia swoich” i zwykłej hipokryzji.

Zwalanie winy na laicyzację, lobby LGBT+, wrogów Kościoła i Polski oraz opowieści o realizowanym rękami sprawców tajemnym planie zniszczenia chrześcijaństwa, które na szczęście już mniej intensywnie pojawia się na ustach hierarchów lub pod klawiaturą publicystów – to nie jest zachowanie dojrzałych wiernych, tylko polityków myślących w perspektywie kadencji wyborczej lub retorycznego „zagięcia” dyskutanta z konkurencyjnej partii na Twitterze

Dlaczego tak było, można dywagować w nieskończoność. Z pewnością sprzyjała temu wyniesiona jeszcze z czasów PRL mentalność, że wszelkie oskarżenia wobec KRzK pochodzą od jego realnych lub wyimaginowanych wrogów. Filozofia, która doskonale odnalazła się w nowej rzeczywistości po 1989 roku, gdy największy Kościół w Polsce stał się zakładnikiem i elementem przewlekłych, plemiennych konfliktów politycznych: najpierw pomiędzy stroną postsolidarnościową a postkomunistyczną, a dzisiaj, pomiędzy władzą i opozycją. Drugim, choć nie ostatnim czynnikiem utrwalającym takie tendencje był wyidealizowany obraz Kościoła wśród samych wiernych podczas pontyfikatu „naszego papieża-Polaka”. Obraz nie dopuszczający myśli o rysach na doskonale przeźroczystym szkle polskiego duchowieństwa, dla którego postać Jana Pawła II cytowanego w niemal każdej homilii i liście pasterskim była najwyższym, nieprzekraczalnym horyzontem  i archetypem.

Suchy i profesjonalny język raportu ISKK, podane w nim liczby, procenty i tabele stanowić mogą paradoksalnie pewien wzorzec publicznego mówienia i komunikacji w związku z problemem zła czynionym we wspólnocie wiernych. W wyznaniu grzechów, które w tradycji dwóch największych Kościołów chrześcijańskich przyjmuje postać spowiedzi usznej, chodzi nie tyle o nakreślenie szerokiego portretu psychologicznego grzesznika. Ani o usprawiedliwianie się okolicznościami, skomplikowaną sytuacją życiową lub nawykami (każdy, kto się spowiada, wie, jak często tłumaczymy nasze upadki takimi czynnikami). Po prostu należy wyznać popełnione zło, zrzucić z siebie maskę kłamstwa i łatwych wyjaśnień. Później powiedzieć, że żałujemy, także długofalowych konsekwencji tych grzechów. I na końcu wyrazić gotowość do zadośćuczynienia.

Kościół rzymskokatolicki powinien więc zrobić jak ISKK. Powiedzieć wprost i bez sentymentów: zgrzeszyliśmy tyle i tyle razy, w tym miejscu zatailiśmy zło, w innym karygodnie się tłumaczyliśmy. Zniszczyliśmy w sobie obraz bliźniego jako ikony Boga, gorszyliśmy, jak mówi Ewangelia, „braci naszych najmniejszych”. W tym kontekście szczególnie alarmująco dla KRzK powinien wybrzmieć fakt, że według raportu, tylko 5,2 proc. przypadków przestępstw seksualnych zostało zgłoszonych przez osoby z parafii, a jedynie 1,3 proc. przez przełożonych. Zdecydowana większość: sumarycznie ponad 60 proc. przypadków zgłosiły same ofiary lub ich bliscy.

Zwalanie winy na laicyzację, lobby LGBT+, wrogów Kościoła i Polski oraz opowieści o realizowanym rękami sprawców tajemnym planie zniszczenia chrześcijaństwa, które na szczęście już mniej intensywnie pojawia się na ustach hierarchów lub pod klawiaturą publicystów – to nie jest zachowanie dojrzałych wiernych, tylko polityków myślących w perspektywie kadencji wyborczej lub retorycznego „zagięcia” dyskutanta z konkurencyjnej partii na Twitterze. Grzechy, a więc w tym przypadku liczby, dane i tendencje należy bezwzględnie ujawnić i wyznać, ofiarom osobiście zadośćuczynić, być gotowym na poddanie się karom i starać się powoli odbudować zszargane zaufanie. Tyle i aż tyle.

 

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej