Niepełny portret wyborców PiS

Badanie Macieja Gduli „Dobra zmiana w Miastku” przyjmowane jest jako przedstawiające pełny psychospołeczny portret wyborcy PiS. Jednak metodologia badania na to nie wskazuje

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Dlaczego poparcie dla PiS rośnie niemal nieprzerwanie od marca 2017 r.? To pytanie zadaje sobie opozycja, analitycy, a zapewne (w duchu) także wielu członków rządzącej partii. W książce „Nowy autorytaryzm”, bazującej na raporcie „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”, socjolog Maciej Gdula podjął się próby stworzenia portretu psychospołecznego wyborcy PiS metodą monograficzną. Za studium przypadku posłużyło małe miasto na Mazowszu (nazwane przez badaczy „Miastkiem”), w którym poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych w 2015 r. wyniosło nieco mniej niż 50 proc.

Na poparcie tezy o neoautorytaryzmie, Gdula przedstawia pojedyncze cytaty z wypowiedzi nielicznych respondentów

Gdula stawia tezę, że mówienie o populizmie PiS jest niewystarczające. Wg autora mamy do czynienia z czymś więcej: z „neoautorytaryzmem”, który połączył interesy klasy ludowej i średniej. Przejawem neoautorytaryzmu ma być duże znaczenie lidera politycznego, pełniącego także funkcję swego rodzaju celebryty (szczególnie silne w dobie dominacji internetu, wojny na tweety, memy i fake newsy), a także podporządkowywanie sobie przez PiS kolejnych segmentów demokratycznego społeczeństwa: od mediów przez organizacje pozarządowe do sądów. Według Gduli zarówno klasa ludowa jak i średnia mają wspólny interes w zmianie otaczającego świata, w którym dominują „oni”, klasa wyższa, której emanacją jest KOD czy Platforma. Jednak teza autora jest inna – nie chodzi tu o walkę słabych z dominacją silnych, tylko o zaspokojenie potrzeby poczucia mocy. Ma temu służyć narracja budująca wyższość nad „słabymi grupami, wobec których można poczuć się silnym” (np. nad uchodźcami) – narracja szczególnie popularna w klasie średniej.

Problem polega jednak na tym, że argumentacja dowodząca tego nie przekonuje. Badanie zostało przeprowadzone na trzydziestu osobach z jednej miejscowości. Dobrane zostały one w sposób celowy, tak, by grupa odzwierciedlała podział na klasy i grupy wiekowe. Ponadto w badaniu wzięły udział osoby głosujące na wszystkie główne partie, więc można oszacować, że portret wyborcy PiS został oparty na wypowiedziach kilkunastu, może dwudziestu osób (już nie mówiąc o tym, że w samym województwie mazowieckim znajdziemy aż 170 gmin, w których poparcie dla PiS w 2015 r. było wyższe niż 50%). Samo to nie może być zarzutem, gdyż studium przypadku może ujawnić wiele ciekawych intuicji. Jednak recepcja raportu w mediach wskazuje na to, że jest on odbierany jako portret pełny. Jakub Bierzyński pisze w „Gazecie Wyborczej”: „Jeśli chcecie wiedzieć «dlaczego im rośnie», to tam właśnie znajdziecie odpowiedź”, a Elżbieta Turlej w „Newsweeku” twierdzi, że książka pomaga zrozumieć, skąd wziął się fenomen PiS.

Na poparcie tezy o neoautorytaryzmie, Gdula przedstawia pojedyncze cytaty z wypowiedzi nielicznych respondentów. Owszem, z cytatów tych wynika zniechęcenie dotychczasową sytuacją („to jedna klika… rozwalić to wszystko”), jednak bardzo trudno znaleźć potwierdzenie dla tezy o poczuciu mocy, które ma wzmacniać w ludziach Kaczyński z ekipą, a już tym bardziej – dla tezy o wyższości moralnej nad „słabszymi grupami”. Nie wydaje się, by taką słabszą grupą mieli być uchodźcy, którzy budzą w badanych raczej lęk („oni swoje (zwyczaje) narzucają, a jak komuś się to nie spodoba, to są bardzo agresywni”). Na dowód tezy, że wyborcy PiS mieliby czerpać poczucie mocy z górowania nad uchodźcami, przedstawiony jest tylko jeden cytat („Albo walczysz o ten kraj, albo jesteś tchórzem i uciekasz”), odbiegający w swojej wymowie od reszty wypowiedzi. Inną dyskryminowaną grupą mieliby być ubodzy. Gdula pisze, że badani krytykują program „Rodzina 500+” za to, że pomoc trafia do „leni” i „patologii”, a jednocześnie mówi, że to ten program jest jedną z przyczyn zwycięstwa PiS. Wypowiedzi z wywiadów, wbrew intencji autora, nie składają się w spójną całość.

Badanie Gduli jest z pewnością cenne, choćby dlatego, że niewiele było podobnych prób w przeszłości. Jednak aby przeprowadzić precyzyjną diagnozę, potrzebne są analizy dużo szersze, uwzględniające różnice między regionami i miejscowościami różnej wielkości

Jeszcze bardziej abstrakcyjny wydaje się manifest polityczny Gduli, przedstawiony w ostatnim rozdziale. Wg socjologa, „drogą wejścia w polityczny proces i zarysowania lewicowej alternatywy są dziś przegrane sprawy. Przynależy tu przyjęcie uchodźców, gender, przyszłość Unii Europejskiej i pluralizm”. Rzecz w tym, że (niezależnie od tego, jak oceniamy lewicowe postulaty w tych obszarach) badania przeprowadzone przez Gdulę nie potwierdzają tej tezy. Autor twierdzi co prawda, że osób odnajdujących się w tych postulatach są „setki tysięcy”, ale nie przedstawia na to dowodów – wygląda to tak, jakby polityka oparta na danych i faktach nagle zmieniła się w politykę opartą na etyce i ideologii („Od przyjęcia uchodźców naprawdę zależy, jakim jesteśmy i jakim będziemy społeczeństwem”). Nie mówiąc już o tym, że program, który Gdula przedstawia jako „lewicowe «tak»” jest obecnie prezentowany choćby przez Partię Razem, która póki co nie uzyskuje oszałamiających wyników. Niestety przedstawianie pojedynczych wyników w oderwaniu od kontekstu jest tu nagminne, czego dowodzi choćby stwierdzenie: „Pokazując dane z   zachodniopomorskiego albo lubuskiego, dowodzić można, że polska wieś jest w awangardzie przemian kulturowych, bo tam poza małżeństwami rodzi się około 40 procent dzieci” (czyżby robotnik spod Pyrzyc miał przypominać kulturowo żyjącego w partnerskim związku hipstera z Miasteczka Wilanów?).

Badanie Gduli jest z pewnością cenne, choćby dlatego, że niewiele było podobnych prób w przeszłości. Jednak aby przeprowadzić precyzyjną diagnozę, potrzebne są analizy dużo szersze, uwzględniające różnice między regionami i miejscowościami różnej wielkości. A przede wszystkim, zamiast na – szlachetnych skądinąd – postulatach etycznych należałoby rzetelnie odpowiedzieć sobie na pytanie: czego polska klasa średnia faktycznie potrzebuje i jak można te potrzeby zaspokoić, nie uciekając się do neoautorytaryzmu. A wypowiedzi respondentów, wbrew tezom autora, wskazują, że potrzeby te nie koncentrują się wokół Unii Europejskiej czy gender, a dotyczą najczęściej uczciwego, dobrze funkcjonującego państwa, nieopartego na nepotyzmie, dającego poczucie sprawczości.

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Tygodnik Powszechny"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

4 odpowiedzi na “Niepełny portret wyborców PiS”

  1. viator pisze:

    Tak, też mam wrażenie, ze niektóre tezy Gduli są naciągane (np. ta o uchodźcach). Ponadto z raportu wyborcy PiS dzielą się wyłącznie na podstawie podziału klasowego. Nie ma tu miejsca na rozróżnienie elektoratu ze względu na związek z ta partią. Przecież sukces z roku 2015 nie był możliwy bez przyciągnięcia nowych wyborców. Z tych badań nie wiemy kto jest “starym” wyborcą (można oczywiście przypuszczać, że była nauczycielka, zagorzała zwolenniczka PiS, głosowała na tą partię w gorszych dla niej czasach), a kto “nowym”. Na co zwracają uwagę w programie i działaniach PiS “starzy” a na co “nowi”?

  2. Polak pisze:

    A prawda jest prozaiczna. W chwili, w której skończył się zachwyt zachodem, który im obiecywała tzw. elita, dotarło do Polaków jak dziadowskie państwo owa elita stworzyła. Polacy chcą to zmienić, a realną zmianę obiecuje tylko PiS. Elita jedynie krzyczy, że chce powrotu tego, co było. A tego Polacy już nie chcą. Oczywiście, możecie się pocieszać słowami o polskiej ciemnocie i moralnych obowiązkach wobec imigrantów, których chcą się pozbyć Niemcy. Ale dopóki będziecie Polakom pokazywać “roztargnionych sędziów”, nie liczcie na jakikolwiek efekt wychowawczy.

    • Katolik rzymski pisze:

      W każdym systemie będą się (niestety w sposób naturalny) tworzyły elity. Populizm wszystkich historycznych “rewolucjonistów” polegał moim zdaniem na obiecankach, że będzie inaczej. Najgorzej jest jednak potem żyć w kraju totalitarnym ( jaki może planować nawet z dobrymi zamiarami PiS), co już pokazała komuna chcąc niby każdemu zapewnić dobrobyt kosztem wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz