Kto nienawidzi bardziej?

Raport Centrum Badań nad Uprzedzeniami stawia pod znakiem zapytania przekonanie strony antypisowskiej o własnej dialogiczności i pacyfizmie. Jednak różnice te nie są na tyle istotne, by powiedzieć, że jedna ze stron jest w zdecydowanej defensywie

„Mordy zdradzieckie”. „Pisowska szarańcza”. „Najgorszy sort Polaków”. „Dorżniemy watahy”. „Cała Polska się z was śmieje, komuniści i złodzieje”. „Jaki prezydent, taki zamach”. Można tak wymieniać w nieskończoność, a ograniczyłem się tylko do wypowiedzi czołowych polityków Platformy Obywatelskiej i PiS, bez uciekania się do cytatów z ich dziennikarskich akolitów – tam byłoby jeszcze barwniej. Różni ich głównie to, że jedni mówią o „mowie nienawiści”, drudzy – o „przemyśle pogardy”. Natomiast na każdy nienawistny cytat z kręgów PiS można znaleźć odpowiedni cytat z kręgów PO, i tak w nieskończoność. W kontekście tragedii gdańskiej Ryszard Petru już zdążył powiedzieć, że winny jest Jarosław Kaczyński, a Rafał Ziemkiewicz – że winny jest (co za niespodzianka!) Donald Tusk.

Obie strony poza językiem łączy jeszcze jedno – jedni i drudzy głoszą wszem wobec, że są w defensywie, że to ta druga strona jest silniejsza i atakuje w sposób niewspółmiernie agresywny (w ciągu ostatniego tygodnia tezy o byciu w defensywie niemal równolegle wygłosili: na temat PiS Jacek Karnowski, a na temat obozu opozycyjnego – Stefan Chwin). Ponadto i w jednym, i w drugim obozie dominuje przekonanie, że należy za wszelką cenę zwalczać tzw. symetryzm – z taką samą siłą uderza weń Tomasz Lis i Jacek Karnowski. Nie ma symetrii. Agresorami, winnymi, the bad guys – są zawsze ci drudzy.

Na pytanie, kto jest faktycznie bardziej agresywny, w języku której ze stron jest w istocie więcej nienawiści i pogardy, odpowiedzieć bardzo trudno – potrzebna byłaby żmudna, wielomiesięczna analiza wypowiedzi medialnych z ostatnich lat, prowadzona przez wieloosobowy zespół (a i ona spotkałaby się na pewno z krytyką, bo stworzenie obiektywnej metodologii, a choćby i definicji pojęcia „mowy nienawiści” czy „przemysłu pogardy” byłoby niezwykle trudne). Jak więc jest naprawdę, kto jest w ofensywie, kto jest w defensywie, kto stoi tam, gdzie nienawiść, a kto bardziej tam, gdzie miłość? Zaskakujących wyników dostarcza opublikowany wczoraj (i szeroko komentowany w mediach społecznościowych) raport Pauliny Górskiej z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW pt. „Polaryzacja polityczna w Polsce. Jak bardzo jesteśmy podzieleni?”, oparty na bezpośrednich ankietach na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Polaków. Najbardziej niespodziewany okazał się wynik wskazujący, że postawy zwolenników partii opozycyjnych wobec zwolenników PiS są bardziej negatywne niż postawy zwolenników PiS wobec zwolenników opozycji.

Jak się okazuje, zwolennicy opozycji – zwłaszcza ci z mniejszych miejscowości – byli bardziej skłonni do przypisywania wyborcom PiS miejsca na niższych szczeblach ewolucji

Metodologia badania jest dość rzetelna, choć zdarzają się elementy wątpliwe. Dla uproszczenia, autorka podzieliła badaną populację na dwie grupy – wyborców PiS i wyborców „opozycji” (PO, Nowoczesnej, PSL, SLD i Partii Razem. W oczy rzuca się brak Kukiz’15 i mniejszych ugrupowań – jednak dla uproszczenia i podziału na „PiS” i „opozycję zdecydowanie antypisowską” (stanowiącą zdecydowaną większość środowisk niepisowskich) taki manewr może zostać uznany. Łącznie te dwie grupy stanowiły 634 osoby, więc precyzja była nieco niższa niż w przypadku 1000 osób – ale nadal duża.

Badani mieli ocenić między innymi temperaturę uczuć wobec PiS lub opozycji, w skali od -50°C (uczucia negatywne) do 50°C (uczucia pozytywne). Uczucia „grupy opozycyjnej” wobec „grupy pisowskiej” są znacznie chłodniejsze (średnia -15 °C) niż odwrotnie (średnia -6,3 °C). Pewne wątpliwości może oczywiście budzić fakt, że temperaturę uczuć badano metodą samooceny, a różni respondenci mogą różnie interpretować skalę (dla jednych -6 stopni to wielki mróz, a dla innych -15 może być nadal do zniesienia). Badaczka poszła jednak jeszcze dalej i zadała pytanie o dehumanizację przeciwnika politycznego, posługując się znanym schematem ewolucji (wskazanym na obrazku poniżej), i zadała pytanie, na którym stadium ewolucji umieściliby zwolenników PiS i opozycji.

Jak się okazuje, zwolennicy opozycji – zwłaszcza ci z mniejszych miejscowości – byli bardziej skłonni do przypisywania wyborcom PiS miejsca na niższych szczeblach ewolucji. Autorka zauważa, że „Wynik ten wydaje się przeczyć narracji, że mieszkający na wsi i w małych miasteczkach wyborcy partii rządzącej są najbardziej pogardzani przez mieszkańców wielkich miast sceptycznych wobec PiS”.

Raport Górskiej wskazuje, że za fakt tej ogromnej wzajemnej niechęci odpowiada w dużej mierze to, że nawzajem się nie znamy. Zamykanie się w bańkach społecznych prowadzi do tworzenia wyobrażeń na temat obozu „przeciwnika”, które dodatkowo podsycają media i politycy. Przykładowo, badani wyborcy partii opozycyjnych byli przekonani, że nastawienie wyborców PiS względem nich jest dużo bardziej negatywne, niż jest w rzeczywistości. W dodatku grupa opozycyjna, która – jak wskazywałem wcześniej – dehumanizuje przeciwnika w większym stopniu niż wyborcy PiS, ma też silne przekonanie, że to ona jest silniej dehumanizowana przez obóz okołopisowski. I to elektorat opozycji jest bardziej zamknięty w bańce społecznej – 51 proc. tej grupy stwierdziło, że z oponentami politycznymi rozmawia kilka razy w roku lub rzadziej (podobnej odpowiedzi udzieliło 40 proc. zwolenników PiS).

Niepokojący jest fakt, że jesteśmy skłonni do dehumanizacji przeciwnika politycznego i stawiania go niżej na drabinie ewolucji

Jednak za wcześnie, by w gronie zaciekłych przeciwników symetryzmu (tym razem tych z obozu pisowskiego) strzeliły korki szampana. Różnice między PiS a PO istnieją, i faktycznie badanie Górskiej stawia pod znakiem zapytania przekonanie strony antypisowskiej o własnej dialogiczności i pacyfizmie (zwłaszcza że nie jest to badanie zlecane ani prowadzone przez siły rządzące). Jednak duża część tych różnic jest na granicy błędu, nie są one na tyle istotne, by powiedzieć, że jedna ze stron jest w zdecydowanej defensywie. Ponadto, jak w swoich komentarzach w mediach społecznościowych trafnie wskazywała Olga Drenda, nasilenie negatywnych uczuć w środowisku antypisowskim może też wiązać się z tym, że aktualnie strona ta znajduje się w opozycji, więc w pewnym sensie jej sytuacja jest trudniejsza.

Pewne jest natomiast to, że mamy do czynienia z naprawdę potężną polaryzacją. Niepokojący jest fakt, że jesteśmy skłonni do dehumanizacji przeciwnika politycznego i stawiania go niżej na drabinie ewolucji. Co więcej, badanie zostało przeprowadzone na jesieni 2018, a więc sporo przed tragedią gdańską, po której temperatura sporu znacząco wzrosła.

Czy jest jakakolwiek nadzieja? Badania Górskiej wskazują na to, że kontakt z przedstawicielami drugiej strony sporu politycznego pozytywnie wpływa na temperaturę uczuć wobec oponentów politycznych, zwiększa zaufanie do nich, a osłabia tendencję do ich odczłowieczania. Jeśli więc chcemy choć trochę obniżyć temperaturę wojny polsko-polskiej, powinniśmy robić wszystko, by przełamać kulturę izolacji w społecznych bańkach, by przeciwnik polityczny był kimś, komu patrzymy w oczy, a nie tworem naszych fantazji. Jeśli natomiast temperatury nie uda się obniżyć, plemienna bijatyka będzie przybierać na sile, najważniejsze sprawy państwa będą leżeć odłogiem, i – jak pisze Bartłomiej Radziejewski – w chwili próby kraj może czekać katastrofa.

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Tygodnik Powszechny"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

3 odpowiedzi na “Kto nienawidzi bardziej?”

  1. Stanisław Krawczyk pisze:

    Bardzo rozsądny komentarz, dziękuję!

  2. Realista pisze:

    Gdyby było tak jak pisze Autor, byłoby to optymistyczne. Problem w tym, że poznanie siebie nawzajem zmieni niewiele, bo racje stron są nie do pogodzenia. Jedni chcą być Polakami, a większość drugich „chce tu tylko mieszkać” i Polakami nie być. Tego się nie da pogodzić. Tylko bogacenie się Polski będzie zmniejszać ilość tych drugich

  3. Krzysztof pisze:

    Interpretacja tych badań może wprowadzać odbiorcę w błąd. Podziały w społeczeństwie są oczywiście faktem, ale nie zostały one wygenerowane przez politykę. Jeżeli mówimy o masowych „konsumentach” środków przekazu, to ich związek z konkretną ideologią polityczną lub partią praktycznie nie występuje. Większość rozmówców reprezentujących tzw. „obóz pisowski” lub „platformę” tylko okazjonalnie prezentuje większe zainteresowanie polityką, które wykraczałoby poza codzienny rytuał odbioru materiałów rozrywkowo-informacyjnych nadawców publicznych lub komercyjnych. Media owe, nawiasem mówiąc, utrwalają ten pasywny stosunek Polaków do życia publicznego. Ale same różnice stanowisk czyli owe podziały mają tylko umowny związek z polityką tego lub innego obozu. Najczęściej ich prawdziwym podłożem jest status społeczny, materialny oraz wola budowy własnej tożsamości, najczęściej w opozycji do grupy o wizerunku stereotypowo wynaturzonym. Generalna postawa polega na założeniu, że „nie lubię PiS, bo oni walczą z PO” albo „nie lubię Platformy, bo oni są przeciwko nam”. Rzadko dotykane są tutaj niuanse programów gospodarczych, reformy sądownictwa czy polityki zagranicznej, którymi przeciętny obywatel interesuje się znowu najwyżej okazjonalnie. To wszystko jest abstrakcja. Polityczny kabaret (trudno to nazwać informowaniem) uprawiany przez środki masowego przekazu kreuje nastawienie emocjonalne do partii, liderów (wizerunek Kaczyńskiego i Tuska wręcz prosi się o czarny PR), ale w rzeczywistości to nie politycy są obiektem nienawiści, ale drugi „Kowalski”, mój zięć, wuj, teść, sąsiadka, koledzy i koleżanki z pracy, którzy na pierwszy rzut oka niczym nie różnią się ode mnie. Problemem są bowiem realne podziały klasowe w Polsce, które nie znajdują czytelnej reprezentacji w życiu publicznym, dlatego przenoszone są (w sposób sztuczny) na podział partyjno-polityczny. Gdyby w naszym kraju mieszkały liczniejsze mniejszości narodowe lub religijne, to bardzo możliwe, że antagonizm ten znalazłby ujście na tym właśnie podłożu. Na razie jednak względnie jednolite narodowościowo i kulturowo polskie społeczeństwo szuka granicy podziału we własnych szeregach pod szyldami przerysowanego konfliktu PiS-PO. „Elitom” politycznym taki porządek odpowiada, ponieważ odwraca uwagę od prawdziwego i groźnego dla każdej władzy podziału między społeczeństwem i establishmentem. Ten ostatni zaś to oczywiście nie tylko klasa polityczna sensu stricto, ale znaczna część biznesu krajowego i zagranicznego, powiązanych z nim mediów, spółek skarbowych i fundacji oraz licznej biurokracji na styku gospodarki, samorządów i państwa. A konsekwencje przebudzenia się obywatelskiej świadomości wymierzonej przeciwko elitom władzy i biznesu można zaobserwować od pewnego czasu we Francji i w Wielkiej Brytanii. Nic zatem dziwnego, że prezes rządzącej obecnie partii jeszcze w grudniu mówił o potrzebie akcentowania przed opinią publiczną kontrastu między obecną władzą a środowiskiem PO. Druga strona odwzajemnia się wiernie i lojalnie jako „opozycja”. Wszak podział plemienny musi być utrzymany w imię bezpieczeństwa rządzących, a ci ostatni nie mają żadnych autentycznych barw ideowych. Czarno-biały obraz polityki jest umowny, tak jak różnice między PiS i Platformą. Pozwala on jednak naszemu nieszczęśliwemu narodowi wyładować swoje niewypowiedziane frustracje na rodakach, a władzy pozwala nieskrępowanie tym narodem władać. Smutne, że mechanizm ten nawet niewiele różni się od tego praktykowanego w czasach PRL.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz