Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Jaki jest ostateczny cel Chin?

Chiny, w przeciwieństwie do USA, nie mają uniwersalnej misji. Amerykanie wierzą, że każdy człowiek może być Amerykaninem. Chiński pogląd jest inny

LINK DO PIERWSZEJ ROZMOWY Z PROF. MAHBUBANIM

 

Czy wybór Joego Bidena to dobra czy zła wiadomość dla Chin?

To zarówno dobra, jak i zła wiadomość. Dobra w tym sensie, że Joe Biden i jego administracja będą znacznie grzeczniejsi i ostrożniejsi wobec Chin. Jedną z najbardziej niebezpiecznych rzeczy, które zrobiła administracja Trumpa, była zmiana polityki, która obowiązywała przez 30, 40 lat, zgodnie z którą Stany Zjednoczone utrzymywały oficjalne stosunki z Pekinem, i nieoficjalne z Tajwanem. Administracja Trumpa próbowała to zmienić i nawiązać oficjalne stosunki z Tajwanem, co jest bardzo niebezpieczne, ale na szczęście jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił Joe Biden, było wysłanie na początku tego roku na Tajwan delegacji: byłego senatora Christophera Dodda oraz emerytowanych zastępców sekretarza stanu – Richarda Armitage’a i Jamesa Steinberga. Biden wraca do starej polityki wysyłania na Tajwan emerytowanych urzędników, co moim zdaniem jest słusznym posunięciem.

>>>WESPRZYJ ZBIÓRKĘ NA POLSKIE WYDANIE “HAS CHINA WON?”
(“CZY CHINY WYGRAŁY?”)<<<

Jednocześnie wybór Bidena to także zła wiadomość dla Chin, ponieważ nowy prezydent nie zamierza konfrontować się z Chinami jednostronnie. Będzie próbował nakłonić sojuszników Stanów Zjednoczonych, by się do niego przyłączyli. Na przykład reanimował QUAD; ponadto jednym z jego pierwszych spotkań było spotkanie z przywódcami Australii, Indii i Japonii.

Biden nie zamierza konfrontować się z Chinami jednostronnie. Będzie próbował nakłonić sojuszników Stanów Zjednoczonych, by się do niego przyłączyli

Czy Bidenowi uda się zjednoczyć swoich sojuszników przeciwko Chinom?

Przypuszczam, że mu się nie uda, ponieważ dla wielu sojuszników Stanów Zjednoczonych ich partnerem handlowym numer jeden nie są dziś Stany, lecz Chiny. Nawet dla Japonii, Australii, Indii czy Korei Południowej. Bardzo trudno jest rozpocząć politykę powstrzymywania przeciwko partnerowi handlowemu numer jeden. Łatwo było prowadzić politykę powstrzymywania przeciwko Związkowi Sowieckiemu, skoro nikt nie handlował ze Związkiem Sowieckim. Myślę więc, że wypracowanie jakiejś przemyślanej, długoterminowej strategii postępowania z Chinami zajmie Bidenowi trochę czasu. Jeśli jednak będzie próbował wskrzesić multilateralną politykę powstrzymywania Chin, poniesie porażkę.

Jaki jest pana zdaniem obecny stan rywalizacji amerykańsko-chińskiej?

Na pierwszej stronie mojej książki „Has China Won” (która została napisana w czasach rządów Trumpa) stwierdzam, że geopolityczna rywalizacja między USA a Chinami będzie trwała dekadę lub dłużej. Donald Trump rozpoczął tę rywalizację w roku 2018; pisałem, że ona będzie kontynuowana po zakończeniu jego rządów. Moja przepowiednia się sprawdziła: Joe Biden kontynuuje geopolityczną rywalizację z Chinami. Najważniejsze pytanie brzmi następująco: czy Biden wypracuje długofalową strategię, czy też nie. A celem mojej książki jest właśnie pomoc USA w wypracowaniu ostrożnej, przemyślanej, długofalowej strategii wobec Chin. Przy okazji wielu Amerykanów dostrzega, że staram się pomóc Stanom. Mogę podać państwu przykład. Lawrence Summers, były rektor Harvardu i sekretarz Ministerstwa Skarbu USA, został zapytany, jakie są trzy najlepsze książki, które przeczytał w 2020 roku. Numerem jeden były pamiętniki Baracka Obamy. Numerem dwa była książka „Depths of Despair” autorstwa Anne Case i Andy’ego Deatona, o której wspomniałem wcześniej. A ostatnia to właśnie „Has China Won” Kishore Mahbubaniego. Popularność „Has China Won” wśród Amerykanów i nazwanie jej przez Fareeda Zakarię jedną z 20 najlepszych książek 2020 roku jest znakiem, że Amerykanie rozumieją, iż jej celem jest wypracowanie przemyślanej, kompleksowej, długoterminowej strategii postępowania z Chinami.

Chiny powinny wysłać Stanom Zjednoczonym serdeczne podziękowania, ponieważ to właśnie Amerykanie zdecydowali się przekonać Pekin do otwarcia gospodarki

Wielu ekspertów, w tym na przykład John Mearsheimer, twierdzi, że błędem Ameryki było obudzenie “chińskiego smoka” w latach 60. ubiegłego wieku, włączenie Chin do zglobalizowanej gospodarki w sposób, który pozwala im zachować kontrolę nad strategicznymi zasobami. Czy zgadza się pan, że można to uznać za błąd USA?

Odwróciłbym pytanie i powiedziałbym, że Chiny powinny wysłać Stanom Zjednoczonym serdeczne podziękowania, ponieważ to właśnie Amerykanie zdecydowali się przekonać Pekin do otwarcia gospodarki. Zdecydowali się współpracować z Chinami i sprawić, by przystąpiły do Światowej Organizacji Handlu. Wszystkie te posunięcia Stanów Zjednoczonych ułatwiły rozwój i powrót Chin.

Oczywiście, niektórzy, jak John Mearsheimer, chcieliby odwrócić bieg historii i poprosić Chiny, by się cofnęły i stały się małym mocarstwem, jak w latach osiemdziesiątych, kiedy to chińskie PKB wynosiło 10 procent PKB Stanów Zjednoczonych według parytetu siły nabywczej. Ale nie da się odwrócić biegu historii. Trzeba sobie radzić z nowymi Chinami, które są znacznie silniejsze i potężniejsze. A w geopolityce nigdy nie można pozwolić sobie na myślenie życzeniowe. Trzeba zaakceptować rzeczywistość taką, jaka ona jest.

John Mearsheimer twierdzi również, że przy obecnym tempie rozwoju Chin dla USA jest już za późno, by zwyciężyły w rywalizacji z Chinami. Czy zgadza się pan z nim?

Pod pewnymi względami zarówno John Mearsheimer, jak i ja jesteśmy realistami. Jeśli Stany Zjednoczone chcą pozostać potęgą gospodarczą numer jeden na świecie, to nie uda im się to, ponieważ wzrostu gospodarczego Chin nie da się zatrzymać. Ale nawet jeśli Stany będą potęgą gospodarczą numer dwa, mogą pozostać najbardziej wpływowym mocarstwem na świecie. Mogą wyprzedzać Chiny swoją soft power. Kiedy za 10 lat Chiny staną się numerem jeden, łodzi ludzie z całego świata, którzy dążą do poprawy swojego życia, mogą nadal chcieć studiować na amerykańskich, a nie chińskich uniwersytetach. Ameryka może więc skupić się na odwróceniu negatywnych tendencji z ostatnich 30 lat – na poprawie standardu życia swoich obywateli, zwiększeniu duchowej witalności amerykańskiego społeczeństwa. Wciąż pozostanie ona najbardziej atrakcyjnym społeczeństwem na świecie, nawet jako mocarstwo gospodarcze numer dwa. Będzie nadal cieszyć się w świecie większymi wpływami niż Chiny.

Nawet jeśli Stany będą potęgą gospodarczą numer dwa, mogą pozostać najbardziej wpływowym mocarstwem na świecie. Mogą wyprzedzać Chiny swoją soft power

Jak pan sądzi, jaki jest ostateczny cel polityki międzynarodowej Chin? Czy jest to dominacja nad światem, czy dominacja nad Azją lub niektórymi jej częściami?

Celem numer jeden Chin jest uniknięcie upokorzeń, jakich doświadczyły w latach 1842-1949. Błędem popełnianym przez Europejczyków jest to, że nie studiują oni historii Chin. Szczególnie Brytyjczycy i Francuzi zapominają, jak w 1860 r. splądrowali i zniszczyli Stary Pałac Letni w Pekinie. Dzisiaj, gdyby ktoś zniszczył Parlament Brytyjski, Panteon w Rzymie lub którykolwiek z tych wielkich historycznych budynków w Europie, byłoby to niczym w porównaniu ze zniszczeniami, jakich dokonały siły brytyjskie i francuskie. Doświadczywszy stu lat upokorzeń, Chińczycy chcą dziś być silni, bo nie chcą zostać ponownie upokorzeni. Chiny, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, nie mają uniwersalnej misji. Amerykanie wierzą, że każdy może być Amerykaninem. Jak pan wie, mają w swoich szeregach bardzo zasłużoną osobę polskiego pochodzenia – Zbigniewa Brzezińskiego, który został doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego w Ameryce. Chiński pogląd jest inny: Chińczykami mogą być Chińczycy. Nie pytają więc nikogo: “Dlaczego nie zostaniesz Chińczykiem?”. W rzeczywistości, gdybyś próbował stać się Chińczykiem, zapytaliby cię: “Dlaczego chcesz stać się Chińczykiem?”. Oni pragną jedynie, aby świat szanował Chiny i chcą dopilnować, by Chiny nie zostały ponownie upokorzone, ale nie mają ochoty wyruszać z globalną misją przekształcania świata w taki sposób, w jaki robiły to Stany Zjednoczone, gdy były mocarstwem numer jeden.

>>>WESPRZYJ ZBIÓRKĘ NA POLSKIE WYDANIE “HAS CHINA WON?”
(“CZY CHINY WYGRAŁY?”)<<<

Wyjaśnił pan, co nie jest celem Chin, a ja chciałbym zapytać, co – dokładnie – JEST celem Chin? Co ma pan na myśli mówiąc, że Chińczycy chcą być szanowani?

Celem jest oczywiście uczynienie z Chin najpotężniejszego kraju na świecie.

Brytyjczycy i Francuzi zapominają, jak w 1860 r. splądrowali i zniszczyli Stary Pałac Letni w Pekinie

Co to właściwie znaczy? Czy chodzi o najpotężniejszy kraj pod względem gospodarczym czy militarnym?

Myślę, że najważniejszym kryterium dla Chin byłaby wielkość gospodarki. Jak już wcześniej wyjaśniłem, Chiny będą bardzo zadowolone, jeśli Stany Zjednoczone nadal będą miały największą armię na świecie, ponieważ budżet obronny to strata pieniędzy, kiedy mamy do czynienia z morzem rozpaczy wśród białej klasy robotniczej, o której wspominałem w poprzedniej rozmowie. Od 11 września 2001 r. Stany Zjednoczone wydały pięć bilionów dolarów na niepotrzebne wojny, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Gdyby Stany Zjednoczone przekazały te pięć bilionów dolarów własnemu narodowi, każdy obywatel Ameryki z dolnych 50 procent (pod względem dochodów – przyp. JP) otrzymałby czek na trzydzieści tysięcy dolarów.

Chiny chcą wydawać swoje pieniądze na własnych obywateli, a nie toczyć niepotrzebne wojny za oceanem. Aspirują do posiadania największej gospodarki na świecie. Chiny wiedzą, że gdy już będą miały największą gospodarkę na świecie, to będą traktowane z szacunkiem. A Chińczycy będą zawierać korzystne dla obu stron umowy ze wszystkimi krajami, które będą chciały z nimi współpracować. Handel jest zawsze dobrowolny: nie można go wymusić.

Podam państwu jeszcze jedną statystykę. W roku 2000 Brazylia potrzebowała jednego roku, aby wyeksportować do Chin miliard dolarów. Dziś potrzeba jej 72 godzin, aby to zrobić. Mówimy tu o Brazylii, która, nawiasem mówiąc, jest bardzo daleko od Chin, a bliżej jej do Ameryki. Brazylijczycy oczywiście odnoszą ogromne korzyści, kiedy mogą co dwie godziny eksportować miliard dolarów do Chin. Jest to więc decyzja Brazylii, aby handlować z Chinami. Brazylia może też przestać handlować z Chinami, jeśli zechce.

Po zimnej wojnie przez krótki czas panował porządek jednobiegunowy z Ameryką jako biegunem, największym mocarstwem na świecie. Czy teraz zmierzamy w kierunku porządku dwubiegunowego czy wielobiegunowego?

Jestem przekonany, że zmierzamy w kierunku porządku wielobiegunowego z wieloma społeczeństwami i cywilizacjami, które odniosły sukces. Wielu ludzi w Europie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dobrze radzą sobie inne części świata. Do tej pory mówiliśmy o Stanach Zjednoczonych i Chinach. Wierzę, że Indie również odniosą sukces i wyłonią się jako samodzielna potęga – a nawet Azja Południowo-Wschodnia. Pozwolę sobie przytoczyć statystykę, która, jak sądzę, zaszokuje wielu ludzi w Polsce. W 2000 r. gospodarka Japonii była osiem razy większa od gospodarki krajów ASEAN. W roku 2019 była już tylko 1,6 x większa. A do 2030 r. gospodarka ASEAN stanie się większa od japońskiej. Czyli region, który kiedyś był jedną ósmą wielkości Japonii, teraz stał się większy od Japonii i będzie czwartą największą gospodarką świata. A o ASEAN nikt w Polsce nie słyszał. Dlatego właśnie świat zmierza w stronę wielobiegunowości.

Jak pan sądzi, jaka będzie rola Indii w przyszłości? Jako szybko będzie rosnąć ich potęga, jak będą dzielić swoje wpływy z Chinami w Azji?

Rola Indii będzie ostatecznie zależała od tego, czy uda im się rozwinąć swoją gospodarkę, czy też nie. Jak podkreślałem w całym tym wywiadzie, główna konkurencja między wielkimi mocarstwami nie jest już militarna, ale ekonomiczna i gdybym był Hindusem… Swoją drogą, jestem Hindusem, ale nie obywatelem Indii. A gdybym nim był jedyną statystyką, na którą zwracałbym uwagę, byłby fakt, że w roku 1980 wielkość gospodarki indyjskiej i chińskiej była taka sama. A dzisiaj gospodarka Chin jest pięć razy większa od gospodarki Indii. Tak więc głównym priorytetem Indii musi być skupienie się na wzroście gospodarczym. W tym celu Indie muszą otworzyć swoją gospodarkę, tak jak Chiny, i przystąpić do RCEP, regionalnego porozumienia o wolnym handlu, które jest tworzone przez 10 krajów ASEAN, a także Chiny, Japonię, Koreę Południową, Australię i Nową Zelandię. Nieprzystąpienie Indii do RCEP było strategicznym błędem.

Doświadczywszy stu lat upokorzeń, Chińczycy chcą dziś być silni, bo nie chcą zostać ponownie upokorzeni

Twierdzi pan, że dalsza eskalacja rywalizacji amerykańsko-chińskiej jest jednocześnie nieunikniona i możliwa do uniknięcia. Że można jej uniknąć, jeśli obie strony nie będą kierować się tylko narodowymi i partykularnymi interesami, ale zaczną współpracować na rzecz walki z globalnymi wyzwaniami, zmianami klimatycznymi, ochroną środowiska, przeludnieniem, na rzecz ułatwienia dostępu do szczepionek na COVID itp. Jak ocenia pan prawdopodobieństwo takiego scenariusza? Pod jakimi warunkami może się on spełnić?

W ostatniej linijce mojej książki mówię, że nie chodzi o to, czy Stany Zjednoczone wygrają, czy Chiny wygrają – chodzi o to, by wygrała ludzkość. COVID-19 i zmiany klimatyczne próbują nas nauczyć, że stan świata zmienił się zasadniczo. Aby wyjaśnić, jak się zmienił, używam prostej metafory łodzi. W przeszłości, kiedy żyliśmy w 193 oddzielnych krajach na świecie. 7,5 miliarda ludzi żyło na 193 oddzielnych łodziach. Jeśli wirus uderzyłby w jedną łódź, nie mógłby przedostać się do drugiej. Jednak świat się skurczył, stał się bardzo mały, współzależny i wzajemnie powiązany. Dzisiaj 7,5 miliarda ludzi nie żyje już w 193 oddzielnych łodziach. Żyją w 193 oddzielnych kabinach na tej samej łodzi. I właśnie dlatego COVID-19 może bez wysiłku przemieszczać się z jednej kabiny do drugiej. To jest też nauka płynąca ze zmian klimatycznych. Jeśli wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi, nasz wspólny interes w jej ratowaniu jest o wiele ważniejszy niż nasze dwustronne różnice. Mam nadzieję, że przywódcy Stanów Zjednoczonych i Chin będą wystarczająco oświeceni i zwrócą uwagę na wspólne interesy ludzkości w radzeniu sobie ze zmianami klimatycznymi i COVID-19 i wspólne globalne wyzwania będą dla nich ważniejsze od drobnych różnic między państwami.

 

>>>WESPRZYJ ZBIÓRKĘ NA POLSKIE WYDANIE “HAS CHINA WON?”
(“CZY CHINY WYGRAŁY?”)<<<

singapurski filozof, historyk i politolog. Obecnie wykłada na National University of Singapore, gdzie jest dziekanem Lee Kuan Yew School of Public Policy. Wcześniej przez wiele lat pracował w singapurskiej dyplomacji, m.in. jako ambasador w USA. Jest znanym specjalistą od spraw Azji – jego komentarze i artykuły ukazują się na łamach pism takich jak "The New York Times" i "The Wall Street Journal". Periodyk "Foreign Affairs" umieścił go na liście stu najbardziej wpływowych intelektualistów świata.
główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Rzeczpospolita"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

4 odpowiedzi na “Jaki jest ostateczny cel Chin?”

  1. spaceavenger pisze:

    Znowu niebezpieczne powielanie chińskiej propagandy. Chiny nie powinny dziękować USA za nakłonienie do otwarcia gospodarki, teraz już to wiedzą, ale jest za późno. Każde otwarcie na świat kończyło się w Chinach wojną domową. Amerykanie dobrze wiedzieli co robią wmanewrowując ich w politykę “otwarcia”, mieli bardzo dobrych analityków. To samo zrobili z ZSRR. Oznaką tego co napisałem jest umacnianie władzy dyktatorskiej. Nie udało się przede wszystkim przebudować gospodarki na modłę amerykańską – popyt wewnętrzny jest wciąż bardzo mały, bo miliard biedaków, który tam żyje nie kupi zaawansowanych technologicznie produktów. Najbliższy kryzys gospodarczy przerzedzi grono odbiorców chińskich towarów i zacznie się prognozowany od dekady koniec dalszego rozwoju chińskiej gospodarki. Na placu boju pozostanie Japonia i pozostanie jedynym liczącym się mocarstwem azjatyckim.

  2. Chiny pisze:

    Oczywiscie, Chinczycy nie maja prawa zyc godnie! Tylko zachodnia cywilozacja ma wladac swiatem! Co za debilizm…

  3. Georealista pisze:

    Jest kilka błędnych tez prof. Mahbubani: 1. QUAD uformował się za Trumpa, Biden żadnych “zasług” tu nie ma, zresztą to samo z Five Eyes – gdzie chce dołączyć Japonia.. 2. Chińczycy bynajmniej nie chcą dziękować USA za “manewr Nixona” i potem otwarcie na świat. Chiny uważają, że wracają do naturalnej pozycji “numeru 1” na świecie, a USA im w tym od tuzina lat mocno przeszkadzają. 3. “Handel jest zawsze dobrowolny” – wręcz przeciwnie – pole rynkowe i polityczne jest zawsze ustawione przez silnych kosztem słabych – a silni narzucają zasady nie tylko handlu – ale i układu, kto na kogo pracuje i kto zbiera “śmietankę” marży. I ten ustawiony układ tworzy strukturalny i instytucjonalny przymus. Jasne, można nie handlować na tych zasadach – tylko, że alternatywa jest jeszcze większy spadek w rankingu “porządku dziobania”.
    Generalnie Chiny zamierzają wdrożyć model Wallersteina – z Chinami jako Państwem Środka – cywilizacją najbardziej rozwiniętą i uprzywilejowaną – oraz z dookólnymi obszarami półperyferyjnymi i peryferyjnymi – czyli różnym stopniem podporzadkowania w systemie de facto lenno-trybutarnym. Miraż prof. Mahbubani “łagodnych Chin”, gdzie Chiny i Chińczycy sobie, a reszta świata i cywilizacji sobie – po pierwsze rozwiewa totalitarna sinizacja Tybetu, Szincziangu – jako sygnał, jak metoda krok po kroku Chiny będą rozszerzały zasięg Państwa Środka. Chińczycy nie są narodem – to zlepek różnych – poddanych totalnej sinizacji narodów, nawet ras. Nie ma jednego języka chińskiego – jest tylko jedno pismo chińskie. Zaś otwarta groźba atomowego ataku na Japonię [w razie obrony Tajwanu] i okupacja Japonii [z Rosją!] i podział na 4 strefy okupacyjne – kończy wszelkie snucie słodkiego obrazu Chin. Co oznacza koniec rozpatrywania zalet “soft power” – i jeszcze twardsze postawienie na “hard power” – i w USA i w Chinach – i w państwach Azji.
    Rozumiem prof. Mahbubani – bo reprezentuje interes Singapuru – a kurs na politykę “hard power” oznacza finalnie wielki decoupling, wojny walutowe i handlowe, blokady – zwiędnięcie handlu – a z nim Singapuru – który żył i żyje i chce żyć dalej w zglobalizowanym świecie wolnego handlu. Tyle, że ten świat się kończy nieodwołalnie – i każdy w Azji [i nie tylko w Azji] będzie musiał wybrać stronę “albo-albo”….co będzie dla Singapuru katastrofą nie tylko ekonomiczną – ale prawdopodobnie także społeczną i polityczną… Singapur – jak wielu innych w Azji, nie chce konfrontacji USA-Chiny i konieczności wyboru , ale to nie oni decydują o kursie – tylko supermocarstwa G2… USA będzie przymuszało swoich sojuszników “jednego po drugim” do przyłączenia się do twardego siłowego powstrzymywania Chin. Może z wyjątkiem Indii – które zmierzają ostatecznie do izolacji przez Chiny i przez połączony świat islamu [jako sprzymierzeńca strategicznego Chin – i jako wielki rynek zbytu dla Chin – i dostawca surowców dla Chin ] w zamian za utrzymanie swojego modelu suwerenności strategicznej. Finalnie – przy rozziewie niedomagających sił USA na Pacyfiku – część graczy [Korea, Japonia, a w ramach świata islamu – Indonezja] obróci się na Chiny, część pójdzie w zaparte koniem do Chin [tu typowałbym np. Wietnam] – część pójdzie na próbę oderwania się od USA i deklaratywną “drogę neutralności” [Australia], z jakims programem budowy suwrenności strategicznej wg zaleceń Hugh White [wliczając odstraszanie jądrowe] – co i tak zapewne w warunkach izolacji zakończy się klęską – i zapewne uderzeniem Chin wraz z sojusznikami. Pokój i trwały układ jest niestety najmniej prawdopodobny. Nie tylko ze względu na zaparcie się Waszyngtonu, ale nawet bardziej ze względu na rosnące coraz szybciej ambicje i apetyty Pekinu. Chiny juz nie są łagodnym mocarstwem, które nie wtrąca się do polityki innych państw – to się właśnie skończyło z groźbami ataku jądrowego i okupacji Japonii. Wg mentalności azjatyckiej tak otwarte skrajne groźby i porzucenie zasłonek protokołu – faktycznie świadome złamanie zasad “kultury strategicznej” Azji – podkreśla tyko drastycznie siłę sygnału strategicznego – jako “ostatniego ostrzeżenia” przed siłowym rozwiązaniem. Rubikon został przekroczony – przez Pekin..

  4. K. Mikulski pisze:

    Pan Mahbubani napisal bardzo ciekawa ksiaze . Z tym ze po wykladach Polskich geostrategow jak pan J. Bartosiak , nie jest ona juz dla czytelnika tak odkrywcza . Co udezylo mnie wtej ksiaze to bylo tak zwane Poslowie autora . W swym poslowiu autor mowi posrednio i bezposrednie co mysli o ,, panstwa h zachodu- dawnchy kolonizatorach i eksploatantach calej Azi . Czy to byly Chiny, Indie , Indonezja i. t .d . Te kraje przez wieki byly eksploatowane i chamowane w ich rozwoju przez Zachod i tego Zachodowi Niezapomnialy . Moga wykozystywac zachod do swych rozgrywek regionalnych ale napewno nie popra Zachodu dla jakiejs ideologii. Zachod jak bedzie chcial ich poparcia bedzie musial za to zaplacic . Pytanie sie nasowa : Czy Zachod ma jeszcze cos – z wyjatkiem swego rynku- do zaoferowania tym panstwom? Uwazam za Chiny napewno beda rozbudowywaly swaglobalna potege militarna . One przezyly swe stulecie upokozenia wlasnie dlatego ze nie byly rozwiniete militarnie . Chiny wyciagnely wnioski ze swej histori i sie zbroja .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz