Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Frau Merkel małżeństwa z rozsądku

Angela Merkel niedawno zawarła polityczne małżeństwo z rozsądku, budując koalicję rządową z socjaldemokratami. Czy równie pragmatyczny mariaż jest gotowa zawrzeć z rządem Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie?

Angela Merkel stoi przed wyzwaniem, polegającym na potwierdzeniu jej przywództwa w Europie. Postanowiła więc pokazać determinację w rozwiązywaniu problemów. Po wizycie we Francji, wyraźnie służącej zabezpieczeniu tyłów, mogła na przykład od razu jechać za Atlantyk ratować zagrożone stosunki handlowe z USA, ale zdecydowała się najpierw na operację unormowania stosunków z krnąbrnym sąsiadem zza Odry.

W przeciwieństwie do znacznej części niemieckiej (i europejskiej) opinii publicznej Angela Merkel zdaje sobie sprawę, że Polska jest potrzebna i Niemcom, i Unii. Konflikt w Europie nikomu (poza Kremlem i w pewnym stopniu Waszyngtonem) na dłuższą metę nie służy, wizyta miała więc na celu nie eskalację, a lanie oliwy na wzburzone morze.

Wizyta Merkel miała na celu nie nie eskalację, a lanie oliwy na wzburzone morze

Widoczna niezdarność opozycji podważa dotychczasowe rachuby rychłej zmiany rządu w Polsce, wobec czego pani kanclerz przywiozła atrakcyjne prezenty urzędującej ekipie. Do najważniejszych należy deklaracja, że dostęp do unijnego budżetu nie będzie łączony z kwestiami praworządności. Padła także oferta reanimacji Trójkąta Weimarskiego, obietnice racjonalizowania polityki migracyjnej i osłabienia nacisków na Polskę w tym zakresie, a także zapewnienia o dostrzeganiu zagrożenia agresywną polityką rosyjską oraz o poparciu dla sankcji wobec Rosji. Rzecz jasna nie oznacza to, że Berlin zamierza rezygnować z własnych priorytetów w polityce wschodniej, choćby z zapewnienia sobie bezpośrednich dostaw gazu poprzez Nord Stream – ale i tak „marchewki” było sporo. „Kijem” zajęli się tymczasem inni, np. Frans Timmermans, obwieszczający, że KE nie odpuści Polsce naruszeń praworządności. Ta taktyka pozwala niemieckiemu rządowi na elastyczne reagowanie w zależności od tego, co dalej zrobi Polska i na ile rząd PiS da się „cywilizować”.

Sądząc po pierwszych reakcjach, wyciągnięta dłoń kanclerz Merkel została przyjęta z entuzjazmem. Ile w tym chwilowej kurtuazji wobec gościa, ile nieco dziecinnego robienia na złość Amerykanom (w świetle sporu o ustawę o IPN), a ile strategicznego planu normalizowania relacji z Niemcami i Unią? Trudno przesądzać. Przynajmniej parę czynników wskazuje jednak, że nie tylko z punktu widzenia Berlina reset byłby racjonalny.

Po pierwsze, nasza gospodarka (a więc pośrednio także poziom życia wyborców) zależy nieporównanie bardziej od współpracy europejskiej niż od relacji z USA. Po drugie – bezpieczeństwo militarne na wypadek agresji mogą nam wprawdzie zapewnić przede wszystkim Amerykanie (o ile zechcą), ale bycie integralną częścią Unii sprawia, że owa agresja robi się niemal nieprawdopodobna (nawet Putin nie strzela do najlepszych klientów swego kiosku z surowcami). Po trzecie, strategiczne pęknięcie między Europą a USA staje się coraz wyraźniejsze. Nie tylko na tle polityki bliskowschodniej i stosunku do Izraela, ale też odmiennej filozofii i praktyki gospodarczej, np. finansowania rozwoju przede wszystkim poprzez giełdę w rynkowym modelu anglosaskim, zaś poprzez współdziałające z rządami banki – w etatystycznym modelu reńskim. Po czwarte wreszcie, czołowi politycy PiS chyba przestali wierzyć (jeśli kiedykolwiek wierzyli), że takie kraje regionu jak Czechy, Węgry, czy nawet Ukraina postawią na Polskę wbrew stanowisku Niemiec i wraz z nami będą budować jakiś mglisty byt geopolityczny pod auspicjami Waszyngtonu. Wybór opcji proniemieckiej staje się więc dla Warszawy nadspodziewanie atrakcyjny. Prawdopodobnie także osobiście dla premiera Morawieckiego, m.in. z uwagi na jego mocne zakorzenienie w światku europejskiej finansjery oraz na poglądy gospodarcze, stanowczo bliższe etatystycznym standardom europejskim niż wolnorynkowemu kapitalizmowi w wydaniu amerykańskim.

Rzecz jasna, aby pójść ścieżką suflowaną przez niemieckiego gościa, rząd musiałby wykonać szereg gestów, niełatwych do strawienia dla żelaznego elektoratu PiS. Na pewno niezbędne byłyby pewne ustępstwa w kwestii „praworządności”, ale tu kompromis i zachowanie twarzy jest możliwe. Nie oszukujmy się – Angeli Merkel nie zależy przecież na bezpieczeństwie prawnym polskich obywateli, lecz na ochronie niemieckiego biznesu nad Wisłą, to zaś jest w stanie zagwarantować rząd, kontrolujący sądy – o ile zechce. Jeśli to uczyni, stopniowo można wygasić brukselskie ataki na „reformę” polskiego wymiaru sprawiedliwości. Cyniczne? Owszem, ale taka jest polityka.

Aby pójść ścieżką suflowaną przez niemieckiego gościa, rząd musiałby wykonać szereg gestów, niełatwych do strawienia dla żelaznego elektoratu PiS

Niezbędna będzie także korekta zakupów wojskowych (nieprzypadkowo kanclerz Merkel wspomniała, w imieniu swojego francuskiego partnera, o sprawie Caracali). Operacja będzie niełatwa dla obu stron, ale jeśli Angela Merkel doda do pakietu zachęt dla PiS na przykład głowę Donalda Tuska (który, w sytuacji dogadania się z Warszawą, niebawem przestanie być jej szczególnie potrzebny), to zapewne zrobi z Kaczyńskim obustronnie korzystny interes, przy okazji krzyżując środkowoeuropejskie plany USA, co będzie stanowić niewątpliwy argument przetargowy w przyszłych, trudnych negocjacjach Berlina i Brukseli z Waszyngtonem.

Mateusz Morawiecki byłby niewątpliwie dogodnym dla wszystkich gwarantem funkcjonalności nowego układu. Można się domyślać, że taką ofertę już otrzymał – stąd płynące z KPRM dusery pod adresem Angeli Merkel, a także sejmowe exposé ministra Jacka Czaputowicza, zawierające znane frazy o reparacjach i broniące dotychczasowej polityki, ale jednak otwierające pole dla nowego manewru w relacjach europejskich.

 

Witold Sokała
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, wicedyrektor Instytutu Polityki Międzynarodowej i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, członek Rady oraz ekspert Fundacji Po.Int, jeden z fundatorów i wiceprezes Fundacji Wiedza-Rozwój-Bezpieczeństwo. W przeszłości pracował jako dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny, menedżer w sektorze prywatnym oraz urzędnik państwowy, a także jako niezależny konsultant w zakresie m.in. marketingu, public relations i wywiadu konkurencyjnego. Współpracował z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, był członkiem Polar Task Force (zespołu doradczego ad hoc przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych). Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Zajmuje się problematyką ewolucji cywilizacji zachodniej i jej wpływem na bezpieczeństwo, wyzwaniami i zagrożeniami asymetrycznymi (w tym walką informacyjną, terroryzmem, przestępczością zorganizowaną i migracjami), a także funkcjonowaniem służb specjalnych i sektora prywatnego w sferze bezpieczeństwa. Jest autorem, redaktorem i współredaktorem kilkudziesięciu prac naukowych z tego zakresu, w tym monografii: „Polityka bezpieczeństwa na Starym Kontynencie” (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2010), „Asymetria i hybrydowość – stare armie wobec nowych konfliktów” (Wyd. Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Warszawa 2011) oraz „Sztuka polityki” (Wyd. Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Kielce 2017). Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego (1992) oraz Wydziału Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej (1996); stopień doktora w dziedzinie nauk o polityce uzyskał na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego (2005).

Komentarze

6 odpowiedzi na “Frau Merkel małżeństwa z rozsądku”

  1. frick pisze:

    Ten “deal” dotyczy jedynie bieżących zagadnień – spór o wymiar sprawiedliwości nie ma szczególnego znaczenia geopolitycznego jak np. Nordstream. Czyli oferta dotyczy tak naprawdę kwestii kosmetycznych, bo to KE ma problem jak wyjść z pata wokół art. 7 – po sprawie TK temat był martwy a ożywił go Timmermans przy okazji ustaw sądowych i teraz sam ma problem – dla PiS-u nie jest to żaden problem, wręcz przeciwnie. USA, w mojej ocenie, uderzają w Niemcy cłami i sankcjami dla firm uczestniczących w Nordstream po to żeby nie dopuścić do realizacji projektu geopolitycznego “od Lizbony po Władywostok” mającej stworzyć z Euroazji jeden obszar gospodarczy, który spowodowałby wyparcie wpływów USA w Europie i sprowadziłby je do roli jedynie regionalnego mocarstwa. Gdyby tak się stało Euroazja stałaby się światowym hegemonem – z przewodnią rolą Niemiec i Rosji (czytaj Chin). Dla Polski nie byłoby miejsca jako samodzielnego podmiotu – stalibyśmy się jedynie prowincją imperium z jakąś formą wewnętrznej autonomii, sprowadzającą się do możliwości nauczania języka polskiego w szkołach. Nie wiem co autor ma na myśli twierdząc, że tego typu porozumienie z Niemcami może nam dać, jeśli te ostatnie nie zrezygnują z nordsteamu i programu relokacji? Nic, kompletnie nic. Autor tekstu, świadomie lub nie, powiela niemiecką narrację, która chce skłonić polską opinię publiczną do porozumienia.

  2. Realista pisze:

    My mamy kupić Caracale w zamian za przyjaźń Niemców. A co Niemcy kupią w zamian za naszą przyjaźń? Niczego nie kupią, bo my jesteśmy wasalami? W takim razie to żaden interes, bo “dobre stosunki” nie są żadną walutą. Walutą są interesy. Skoro Niemcy niczego nie oferują, a wiemy już, że nie mają siły by nas do czegokolwiek zmusić, to…wniosek nasuwa się sam. A wymiana handlowa z nimi już jest nikt z niej z dnia na dzień nie zrezygnuje. Nie jet więc walutą, ale stanem faktycznym. Pora się wreszcie nauczyć robić politykę metodą “z rączki do rączki”, a nie dotychczasową metodą “wy róbta, a my wam nie bójta się”.

  3. Polak pisze:

    Czyli wejdźmy do Cesarstwa Niemieckiego żeby nas nie podbiło Cesarstwo Rosyjskie i udawajmy, że oba te cesarstwa niczego pod Bałtykiem nie budują? To Pan Polsce proponuje?

  4. Witold Sokała pisze:

    Szanowny Panie, ja tutaj niczego “Polsce nie proponuję”. Piszę tylko, w co (moim zdaniem) gra Angela Merkel – i że uważam za prawdopodobne, że premier może na ten scenariusz pójść.
    Dla jasności – wcale mi się ta perspektywa, z różnych względów, nie podoba.

  5. Polak pisze:

    W takim razie przepraszam. Artykuł miał dla mnie wybitnie proniemiecki wydźwięk, ale możliwe, że zawiniła moja niechęć do udawania, że nierównowaga między Polską, a Niemcami jest partnerstwem. Moim zdaniem kluczowe jest to, co teraz zrobią Amerykanie. Popełnili błąd wikłając się w awanturę polsko-izraelską i teraz już trudniej będzie im kupić Polaków za słowa. Albo więc sobie Europę Środkową odpuszczą, co oznacza wypchnięcie ich z Europy w ogóle, albo będą musieli trochę bardziej się wysilić by Polska nie poszła na układ z Niemcami. Pytanie: jak definiują swoje interesy?

  6. Witold Sokała pisze:

    Komentarz ekspercki nie jest felietonem, więc darowałem sobie pisanie, że p. Merkel przywiozła Morawickiemu szklane paciorki 😉
    A dla Amerykanów – niestety – Polska nie jest tak ważna, jak nam się często wydaje. I to też warto brać pod uwagę, odymając się i pouczając ich, że robią błąd, wytykając nam błędy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz