Newsletter

Czy polscy posłowie faktycznie dużo zarabiają?

Jarosław Kaczyński, uzasadniając cięcia wynagrodzeń parlamentarzystów, stwierdził, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”. Czy jednak parlamentarzyści w Polsce zarabiają dużo w porównaniu z innymi krajami?

Wynagradzanie polskich parlamentarzystów – przynajmniej formalnie rzecz biorąc – nie zależy od jednoosobowej decyzji Jarosława Kaczyńskiego. Zasady określone są w ustawie z 9 maja 1996 r. o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Poseł lub senator otrzymuje uposażenie (traktowane jako wynagrodzenie ze stosunku pracy) oraz dietę parlamentarną (środki na pokrycie kosztów „wykonywania mandatu na terenie kraju”). Ponadto uposażenie nie przysługuje posłom, którzy uzyskują dochody z innej działalności poza parlamentem (poza działalnością podlegającą prawu autorskiemu, czyli np. pisaniem książek czy występami artystycznymi).

Zwolennicy obniżenia wynagrodzeń posłów i senatorów nieraz zarzucają politykom uznaniowość tych pensji i chcieliby uzależnić je od średniego wynagrodzenia w kraju. Zarzuty te nie są do końca prawdziwe: wysokość uposażenia parlamentarzysty odpowiada wysokości wynagrodzenia podsekretarza stanu (z wyłączeniem dodatku z tytułu wysługi lat).

W chwili obecnej (przed obniżką zapowiedzianą przez Kaczyńskiego) wysokość uposażenia poselskiego wynosi 10020,80 zł brutto, co oznacza 7048,12 zł „na rękę”. Oznacza to z jednej strony, że poseł zarabia niecałe dwie pensje średnie (dokładnie – 1,99 wg danych za grudzień 2017 r.). Z drugiej strony – więcej od posła czy senatora zarabia jedynie 4,8 proc. Polaków. Wysokość diety wynosi 2505,20 zł brutto (1789,89 zł). Poza dietą i uposażeniem parlamentarzyści otrzymują także różne dodatki, np. ryczałt na prowadzenie biura w wysokości 12,2 tys. zł czy dodatki funkcyjne takie jak 20 proc. uposażenia dla przewodniczącego. Także kwota wolna od podatku jest u parlamentarzystów wyższa niż w jakiejkolwiek innej grupie i wynosi 30 451 zł, podczas gdy wśród „zwykłych obywateli” jest to najwyżej 6600 zł i to wśród najmniej zarabiających. Nawet łącznie z tymi wszystkimi dodatkami, uposażenie parlamentarzysty jest o wiele niższe niż wynagrodzenia członków zarządu spółek skarbu państwa.

Po obniżce Kaczyńskiego faktycznie polscy parlamentarzyści znajdą się wśród stosunkowo najmniej zarabiających w Europie

Czy jednak parlamentarzyści faktycznie zarabiają za dużo? Odpowiedź na to pytanie uzyskać można tylko poprzez porównanie z innymi krajami. W 2016 r. raport na ten temat przygotował Chris Harris z Euronews. Wyniki badań wskazują, że faktycznie zarobki polskich posłów i senatorów są dość wysokie, ale nie oszałamiające na tle innych krajów UE. Z punktu widzenia bezwzględnej wysokości są one oczywiście znacznie niższe niż w większości krajów zachodniej Europy czy np. Grecji. Właściwą miarą jest jednak porównanie tych uposażeń z przeciętnym krajowym wynagrodzeniem. Z tej perspektywy w raporcie Harrisa polscy parlamentarzyści plasowali się mniej więcej w środku stawki.

Najwięcej zarabiali członkowie włoskiej Izby Deputowanych i Senatu, gdyż ich wynagrodzenie wynosiło ponad 5 razy więcej niż przeciętne wynagrodzenie Włocha. Poseł włoski zarabiał średnio 13 938 euro miesięcznie (wg aktualnego kursu euro – ponad 58 tys. złotych). Co ciekawe, państwami, w których posłowie zarabiają wysoko w stosunku do przeciętnej pensji, często nie są najbogatsze (w pierwszej dziesiątce tego rankingu znajdziemy Litwę, Estonię, Bułgarię, Łotwę i Rumunię) Po drugiej stronie rankingu znajdują się Maltańczycy i Hiszpanie, u których uposażenie parlamentarzysty jest niewiele większe od przeciętnego wynagrodzenia (1,13 średniej pensji na Malcie i 1,25 – w Hiszpanii). W momencie przygotowywania przez Harrisa raportu Polska zajmowała 12 miejsce wśród 28 państw Unii Europejskiej, jednak w ciągu ostatnich dwóch lat przeciętne wynagrodzenie w Polsce szybko rosło (stosunkowo szybciej niż w większości państw UE), a uposażenie posła pozostaje na tym samym poziomie, więc nasza pozycja dziś byłaby już niższa.

Po obniżce Kaczyńskiego faktycznie polscy parlamentarzyści znajdą się wśród stosunkowo najmniej zarabiających w Europie (w porównaniu do przeciętnej pensji w danym kraju). Może to jednak oznaczać odpływ tych bardziej wykwalifikowanych i doświadczonych do biznesu, który z łatwością zaoferuje im warunki lepsze niż 7500 zł brutto (5292 zł „na rękę”). Jeszcze bardziej niepokojące wydają się zapowiedziane limity wynagrodzeń samorządowców (prezydentów, burmistrzów i wójtów), gdyż może to oznaczać, że wśród profesjonalistów umiejących sprawnie zarządzać zainteresowanie taką posadą znacznie zmaleje – a to z kolei oznacza większe prawdopodobieństwo rządów osób niekompetentnych.