Newsletter

Ministerstwo Finansów bije bitcoina – i nie tylko

Rozwiązania, jakie zdaniem Ministerstwa Finansów należy stosować wobec kryptowalut, bardziej zagrażają ich użytkownikom niż korzystanie z nich

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Premier Morawiecki wspominał, że trzeba zakazać kryptowalut, bądź je uregulować, gdyż nie chce powtórki z Amber Gold. Jednak działania Ministerstwa Finansów przypominają walenie cepem na oślep, nie zważając kogo się trafi. Są niespójne prawnie i budzą bardzo poważne zastrzeżenia co do praworządności. W dodatku to właśnie działania ministerstwa mogą spowodować straty finansowe obywateli, i to poważniejsze niż przy Amber Gold, gdzie traciło się tylko wkład własny.

Dotychczasowe interpretacje podatkowe wskazywały, że handel kryptowalutami przez osoby fizyczne podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym (PIT). Innymi słowy, osoby handlujące kryptowalutami płaciły 18%, 32% bądź 19% w zależności od wysokości dochodu i przyjętej formy opodatkowania. Rewolucję w stosunku do dotychczasowej praktyki wywołała notka Ministerstwa Finansów pt. „Skutki podatkowe obrotu kryptowalutami w PIT, VAT i PCC”. Najważniejszą informacją płynąca z komunikatu jest to, że zdaniem ministerstwa kryptowaluty są prawem majątkowym. Co za tym idzie, osoby fizyczne handlujące kryptowalutami oprócz podatku PIT, zobowiązane są płacić od każdej transakcji podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) w wysokości 1% od wartości transakcji.

Obracający kryptowalutami dokonują często kilkuset transakcji jednego dnia i to przy ułamkowych różnicach w kursie między walutami. W efekcie należny podatek PCC może być nawet kilkaset razy większy niż kwota ulokowana w kryptowaluty.

Trzymając się toku rozumowania Ministerstwa Finansów należałoby opodatkować również użytkowników gier komputerowych, w których można wymieniać walutę z gier na tradycyjną walutę czy kupować za nią usługi poza światem gry

Kolejnym problemem jest techniczne rozliczenie się z takiego podatku. Od każdej transakcji kryptowalutą należy złożyć oddzielną deklarację do właściwego urzędu skarbowego. Obywatel zamierzający rozliczyć się z fiskusem w myśl wytycznych Ministerstwa Finansów musiałby niekiedy wypełnić kilkaset razy dziennie 3-stronicową deklarację.

Formalnie ministerstwo nie stworzyło żadnego prawa, nie wydało żadnej interpretacji, jedynie w notce na swojej stronie przypomniało o istniejących przepisach. Zgodnie z zasadą dura lex, sed lex (twarde prawo, ale prawo) można by powiedzieć, że ministerstwo nie ma wyboru – musi przestrzegać prawa, niezależnie od konsekwencji. Jednak analiza zamieszczonego komunikatu rodzi poważne wątpliwości, czy przy jego tworzeniu celem było poszanowanie prawa.

Ministerstwo Finansów traktuje kryptowaluty jako prawo majątkowe, choć ten sam resort tworząc ustawę z 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (podpisana przez prezydenta, nie weszła jeszcze w życie) przyjął zupełnie inny pogląd.  W definicji waluty wirtualnej (czyli także kryptowalut, jak czytamy w uzasadnieniu do ustawy) występują takie elementy jak cyfrowe odwzorowanie wartości, które jest wymienialne w obrocie gospodarczym na prawne środki płatnicze i akceptowane jako środek wymiany, a także może być elektronicznie przechowywane lub przeniesione albo może być przedmiotem handlu elektronicznego. Taka definicja nijak nie przystaje do prawa majątkowego.

Nie jest to jedyna niekonsekwencja ministerstwa. W komunikacie czytamy, że dokumenty w postaci np. wyciągów z historią transakcji giełdowych czy wyciągów z kont bankowych nie stanowią dowodów poniesienia kosztów uzyskania przychodu dla osób rozliczających się za pomocą książki przychodów i rozchodów. Nie stoi to Ministerstwu Finansów na przeszkodzie w wysyłaniu zapytań do giełd kryptowalut o te dokumenty, celem wykorzystania ich później jako dowodów zawarcia transakcji.

Trzymając się toku rozumowania Ministerstwa Finansów, należałoby opodatkować również użytkowników gier komputerowych, w których można wymieniać walutę z gier na tradycyjną walutę czy kupować za nią usługi poza światem gry. Nie ma przesłanek, by rozróżniać sytuację prawną użytkowników niektórych gier od osób handlujących kryptowalutami.  Oczywiście na razie nie zanosi się na to, by gracze komputerowi mieli się czegokolwiek obawiać. Jednak cała sytuacja pokazuje, że fiskus najpierw przyjmuje daną wykładnię, a później w sposób arbitralny wybiera podmioty, do których będzie ją stosował, i te, do których nie będzie.