Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Nie chcemy wracać do pracy za dwa tysiące

Pierwszy rok rządów Prawa i Sprawiedliwości nie przyniósł migracyjnej kontrrewolucji. Kolejne lata pokażą, czy faktycznie „dobra zmiana” może przyciągnąć Polaków z powrotem.

Czas na gospodarkę – tak wiceminister rozwoju, Jerzy Kwieciński, skomentował wysunięcie Mateusza Morawieckiego przez Prawo i Sprawiedliwość na stanowisko nowego premiera. Opublikowane w ostatnich miesiącach dane GUS na temat wynagrodzeń, migracji i wskaźników rozwoju gospodarki wskazują na to, że nowy premier będzie miał trudny orzech do zgryzienia.

W kampanii wyborczej w 2015 r. przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości podkreślali wielokrotnie ogromną migrację Polaków za granicę w czasie rządów Platformy Obywatelskiej. Bronisław Komorowski podczas debaty z Andrzejem Dudą tego samego argumentu używał wobec poprzednich rządów PiS. Obie strony miały tyle racji, co się myliły. Największy odpływ Polaków nastąpił bowiem od razu po akcesji, po otwarciu dla Polaków rynku pracy Wielkiej Brytanii i Irlandii (1 maja 2004 r.), a więc w dużej mierze jeszcze za drugiego rządu Marka Belki (SLD). To w tym okresie Niemcy i Stany Zjednoczone straciły palmę pierwszeństwa na liście krajów, do których migrują Polacy na rzecz Irlandii i Zjednoczonego Królestwa. Z pewnością to lata 2004-2007 były okresem skokowego wzrostu liczby emigrantów z Polski. Wtedy osiągnięto „masę krytyczną” Polaków za granicami kraju, jednak rządy Platformy Obywatelskiej w latach 2007-2015 nie powstrzymały migracji. Jak wskazują dane GUS, nie spowodowały tego jak na razie także rządy Prawa i Sprawiedliwości.

W 2016 r. emigracja z Polski na pobyt czasowy szacowana była na 2 mln 515 tys. osób, co oznacza, że wzrosła dwuipółkrotnie od roku 2004, kiedy to wstąpiliśmy do Unii Europejskiej. Co ciekawe, o ile w 2004 r. polscy emigranci w Europie stanowili 77% wszystkich emigrujących, to w ubiegłym roku było to już 88%. Co trzeci Polak, przebywający za granicą, mieszka w Wielkiej Brytanii, podczas gdy w 2004 r. przebywał tam jeden na pięciu. Najwięcej, bo niemal dziesięciokrotnie, wzrosła liczba naszych rodaków w Irlandii.

Po 2004 r. główną przyczyną migracji było wysokie bezrobocie w Polsce, które w latach 2003-2004 osiągało swoje apogeum

Pierwszy rok rządów Prawa i Sprawiedliwości nie przyniósł migracyjnej kontrrewolucji. W 2016 r. za granicą przebywało czasowo o 118 tysięcy Polaków więcej niż w 2015 r. Co więcej, wzrost ten jest nieco wyższy niż w przypadku ostatnich lat rządów PO – w latach 2011-2015 migracje rosły średnio o 3,7 proc., zaś wzrost z roku 2015 na 2016 wyniósł 4,9 proc. Nie jest to jednak póki co różnica istotna statystycznie: kolejne lata pokażą, czy faktycznie „dobra zmiana” może przyciągnąć Polaków z powrotem.

Dokąd Polacy wyjeżdżali najchętniej? Z pewnością dwoma najczęstszymi kierunkami migracji pozostają Wielka Brytania i Niemcy. Największy wzrost odnotowano w przypadku migracji do Wielkiej Brytanii (w 2016 r. było tam o 68 tys. Polaków więcej niż rok wcześniej). Jeśli tendencja ta się pogłębi w kolejnych latach, może to oznaczać kolejną falę migracji Polaków do Wielkiej Brytanii (przy czym migracja do Irlandii spadła w porównaniu do roku 2010 – pracy dla Polaków jest tam już dużo mniej niż w czasach migracyjnego boomu po akcesji). Znacząco wzrosła także liczba migrujących do Danii, do Austrii i Szwecji. W ostatnich latach sukcesywnie coraz mniej interesujące dla Polaków wydają się kraje Południa – Hiszpania, Włochy, Cypr, a przede wszystkim Grecja, borykająca się z kryzysem.

Po 2004 r. główną przyczyną migracji było wysokie bezrobocie w Polsce, które w latach 2003-2004 osiągało swoje apogeum (stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła 19%, podczas gdy w 2016 r. wyniosła 8,2%). Wg Eurostatu z kraju o największym bezrobociu w UE (w 2007, obok Słowacji) staliśmy się jednym z siedmiu państw o najniższej wartości tego wskaźnika (lepsze od nas są tylko Czechy, Malta, Niemcy, Węgry, Wielka Brytania i Holandia). Skoro w tej chwili jest w Polsce tyle praca, to czemu cały czas emigrujemy?

Odpowiedzi jest wiele, ale z pewnością do najważniejszych należy wysokość naszych wynagrodzeń. Nie można zaprzeczyć – przeciętne wynagrodzenie w Polsce sukcesywnie rośnie (od 2006 r. do 2016 r. wzrosło o 63%, z 2654 zł do 4346 zł). Jednakże wynagrodzenia w Polsce w porównaniu do krajów Zachodniej Europy nadal są dramatycznie niskie. W 2014 r. przeciętny Polak zarabiał na godzinę 4,29 EUR, czyli ponad trzy razy mniej niż przeciętny Austriak, trzy i pół raza mniej niż Brytyjczyk, ponad cztery razy mniej niż Belg, Fin, Szwed czy mieszkaniec Luksemburga, pięć razy mniej niż Irlandczyk i sześć razy mniej niż Duńczyk. Pamiętać jednak należy, że wskaźnik przeciętnego wynagrodzenia w istocie niewiele mówi, gdyż na jego obliczenie składają się zarówno wynagrodzenia prezesów banków, jak i robotników niewykwalifikowanych. Bardziej trafnym wskaźnikiem jest mediana – wskazuje ona, ile zarabia 50% danego społeczeństwa. Mediana w październiku 2016 r. wyniosła 3510,67 zł brutto. Oznacza to, że połowa Polaków zarabiała mniej niż ok. dwa i pół tysiąca złotych na rękę. Nie ma się więc co dziwić, że cały czas szukamy szczęścia w krajach, w których wynagrodzenia są wyższe.

Czynników wpływających na wysokość wynagrodzeń jest wiele – z pewnością należą do nich stopień innowacyjności gospodarki, wydajność pracy, a także poziom inwestycji, które w 2016 r. spadły w porównaniu z poprzednim rokiem. Dobra koniunktura, towarzysząca rządom PiS przez ostatnie lata, także nie będzie trwać wiecznie. Czy nowy premier poradzi sobie z tymi wyzwaniami? Czas pokaże.

 

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Tygodnik Powszechny"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

2 odpowiedzi na “Nie chcemy wracać do pracy za dwa tysiące”

  1. Tom pisze:

    Bezrobocie spadło to artykuł na zlecenie czy naprawdę ktoś jest idiotą. 2 miliony Polaków wyjechało z kraju i dlatego spadło bezrobocie

  2. Zwiastun pisze:

    Nie wierze ,ze bezrobocie jest tak niskie. Uwazam, ze caly czas utrzymuje sie na grubo ponad 10% .
    Nie maja ochoty przyjezdzac i pracowac na umowie smieciowej. Czy to takie trudne do odgadniecia.
    Tak patologicznego rynku pracy nie ma nigdzie w zachodniej europie.
    Po drugie wielu pracodowacow w Polsce nie chce ztrudniac wyjechanych. Znam przypadki z opowiesci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz