Newsletter

Ataki w Syrii: cel wizerunkowy, a nie militarny

Przeprowadzona w Syrii operacja przede wszystkim miała na celu wzmocnienie wizerunku Trumpa i jego partnerów, i pokazanie, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy reagują, troszcząc się o los cywilów

W dniu 7 lutego w Dumie w Syrii użyto broni chemicznej, czego skutkiem była śmierć parudziesięciu osób, w tym cywilów.  Państwa zachodnie ze Stanami Zjednoczonymi oraz Francją na czele o przeprowadzenie ataku oskarżyły rządowe siły prezydenta Baszszara al-Asada. Donald Trump na Twitterze zapowiedział przeprowadzenie operacji militarnej przeciwko Asadowi, co spotkało się z rosyjską odpowiedzią, że Moskwa nie pozostanie w takim przypadku bezczynna. Ponownie na Twitterze prezydent Trump ostrzegł Rosję, że skoro zamierza zestrzelić amerykańskie rakiety, to powinna być gotowa, ponieważ one nadlecą.  W sobotę Stany Zjednoczone, Francja i Zjednoczone Królestwo przeprowadziły wspólną operację przeciwko celom al-Asada, które były związane z  produkcją oraz magazynowaniem broni chemicznej.  Następnie wszyscy ogłosili sukces – Donald Trump w imieniu koalicji, al-Asad oraz Rosjanie. Amerykanie uznali, iż osiągnęli zamierzony cel militarny, a ich działania nie napotkały żadnego oporu Asadowskiej obrony przeciwrakietowej, Rosjanie z al-Asadem z kolei sugerują, iż blisko 70 proc. rakiet zostało zniszczonych przez syryjską obronę przeciwrakietową, a atakowane obiekty i tak były już bez większego znaczenia militarnego, gdyż zostały wcześniej ewakuowane.

 

Wydarzenia w Syrii są przedmiotem wojny informacyjnej. Z tego powodu wszelkie doniesienia należy traktować z rezerwą, ponieważ poszczególne strony konfliktu często nie są ze sobą zgodne co do podstawowych faktów. Przykładowo w tej sprawie sporne między stronami są: kwestia użycia broni chemicznej przez siły Asada i ocena reakcji syryjskiej obrony przeciwrakietowej. Analizując i wypowiadając się na temat sytuacji w Syrii, trzeba zawsze pamiętać, że nie będąc na miejscu można korzystać jedynie z informacji, jakie przedostają się do mediów w wyniku działań stron konfliktu.

Państwa NATO nie chcą powtórki z sytuacji w Iraku, Afganistanie i Libii, dlatego nie podejmą działań, która miałaby odwrócić bieg tej wojny domowej

 

Zachowanie Donalda Trumpa oraz jego sojuszników dowodzi, że są oni przekonani, że to siły Baszszara al-Asada odpowiadają za ostatnie użycie broni chemicznej.  Amerykanie oświadczyli, że posiadają w tej sprawie dowody, a Francuzi odtajnili doniesienia swojego wywiadu w tej sprawie. Stany Zjednoczone i jej sojusznicy, z nielicznymi wyjątkami, do tej pory unikali otwartych, militarnych operacji skierowanych przeciwko siłom Asada. Rząd w Damaszku w tym względzie bardziej obawiać się może operacji izraelskich, skierowanych przeciwko irańskiej obecności wojskowej na terenie Syrii. Użycie siły wobec Asada jest więc w kontrze do dotychczasowej taktyki Stanów Zjednoczonych, które bardziej skupiały się na zwalczeniu ISIS-u oraz wspieraniu antyasadowskiej opozycji m.in. poprzez szkolenie czy dostarczanie broni czy współpracy z siłami kurdyjskimi. Zwraca też uwagę ograniczony charakter operacji wymierzonej w infrastrukturę Asada. Atak jest z jednej strony ostrzeżeniem wysłanym do Damaszku, a z drugiej – pokazaniem opinii publicznej, że prezydent Trump, premier May oraz prezydent Macron nie będą akceptować przekraczania „czerwonej linii” przez siły prezydenta Syrii. Tezę o ostrzeżeniu potwierdzają wypowiedzi amerykańskich przedstawicieli, że następne użycie broni chemicznej spowoduje kolejną reakcję (a zatem nie będzie następnych bombardowań w związku z „tym” użyciem broni chemicznej). Przeprowadzona w Syrii operacja przede wszystkim miała na celu wzmocnienie wizerunku Trumpa i jego partnerów, i pokazanie, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy reagują, troszcząc się o los cywilów. Na ograniczony charakter operacji wpływu na pewno jednak nie miała syryjska obrona przeciwrakietowa – bardziej wiarygodne w tym względzie są informacje pochodzące ze Stanów Zjednoczonych, że żaden samolot przeprowadzający bombardowania, ani żaden z pocisków nie został trafiony przez syryjską obronę przeciwpowietrzną. Na uwagę zasługuje również rosyjska militarna bezczynność, sugerująca, że żadne cenne zasoby Asada nie zostały naruszone.

Atak jest z jednej strony ostrzeżeniem wysłanym do Damaszku, a z drugiej – pokazaniem opinii publicznej, że prezydent Trump, premier May oraz prezydent Macron nie będą akceptować przekraczania „czerwonej linii” przez siły prezydenta Syrii

 

W praktyce te wydarzenia nie mają wpływu na sytuacje na froncie i ich skutek jest bardziej propagandowy aniżeli militarny. Prezydent Asad, wspierany przez Rosję i Iran, umacnia swoją pozycję i odzyskuje kontrolę nad kolejnymi terytoriami – na przykład nad kolejnymi przyczółkami opozycji w okolicach Damaszku. W ostatnim czasie nastąpiło również zbliżenie w kwestiach syryjskich pomiędzy Moskwą, Teheranem oraz Ankarą, która zainteresowana jest zwalczaniem Kurdów na północy kraju. Państwa te będą chciały dojść do porozumienia w sprawie kształtu powojennej Syrii.

 

Stany Zjednoczone, Francja, Zjednoczone Królestwo i inne państwa NATO nie chcą powtórki z sytuacji w Iraku, Afganistanie i Libii, dlatego nie podejmą działań, która miałaby odwrócić bieg tej wojny domowej. Sobotnie naloty nie mają na celu zmianę reżimu i zostały przeprowadzone w taki sposób, aby wykazać się reakcją przed zachodnimi społeczeństwami i jednocześnie nie eskalować sporu z Rosją. Wojna domowa w Syrii nadal pozostanie niekończącą się historią, w ramach której poszczególne podmioty bezwzględnie i brutalnie walczą o swoje interesy.