Newsletter

Hat trick Viktora Orbána

Wszystko wskazuje na to, że hat trick Orbána utrwali jeszcze bardziej system nowej oligarchii partyjnej i biznesowej nad Dunajem

Po 8 kwietnia 2018 roku Viktor Orbán i Fidesz uzyskali trwały status matecznika nowego modelu demokracji parlamentarnej w regionie Europy Wschodniej. Jego głównym motywem, kopiowanym przez polityków z Polski, Czech, Słowacji oraz Serbii jest wymiana elit w życiu publicznym za pomocą narzędzi prawnych, propagandowych oraz odpowiednio dozowanego populizmu – przybierającego zmienne kształty i wektory, ale zawsze znajdującego się w kontrze do „kosmopolitycznego liberalizmu”.

Trzykrotne zwycięstwo w przeprowadzonych według regularnego kalendarza wyborczego głosowaniu powszechnym nie udało się jeszcze – za wyjątkiem Czarnogóry – żadnemu liderowi i ruchowi politycznemu w Europie Środkowo-Wschodniej. „Żelazny Viktor” całkowicie zdominował węgierską scenę polityczną, zmajoryzował liberalną i lewicową opozycję: koalicję Węgierska Partia Socjalistyczna – Dialog (MSZP-P) oraz pomniejsze ugrupowania liberalne, umiejętnie przedstawiając je jako emanację „skompromitowanego ancien régime’u”, rządzącego nad Dunajem przed 2010 rokiem. Zaznaczył swoją prawie 30-punktową przewagę nad prawicowymi rywalami z Jobbiku, wymuszając niejako niewiarygodny dla dużej części elektoratu ugrupowania jego zwrot w stronę centrum, a nawet lewicy.

Zasadniczą część zmian ustrojowych konserwujących tę przewagę: uchwalenie nowej „nieliberalnej” konstytucji, wprowadzenie mieszanej ordynacji wyborczej z przewagą elementu większościowego i faworyzującej rządzących oraz całkowite przejęcie instytucji publicznych Orbán i jego ugrupowanie przeprowadzili już w pierwszej kadencji rządów (2010-14). Dlatego, wbrew stanowisku wielu komentatorów, wyborczym fetyszem Fideszu nie było przede wszystkim kolejne zdobycie większości konstytucyjnej (leitmotiv działań PiS lub partii rządzących w Czechach i na Słowacji, również dążących do majoryzacji opozycji i zdobycia hegemonii politycznej). W istocie, premier Węgier stworzył w swoim kraju podobny system do sąsiadów z południa – Serbii, zdominowanej od kilku lat przez Serbską Partię Postępową, całkowicie deklasującą kilkudziesięcioprocentową przewagą ugrupowania wywodzące się z dawnej, antymiloszewiczowskiej opozycji, rządzące krajem przez pierwsze półtorej dekady XXI wieku. Nomen omen, dysponujący dzięki odpowiedniemu ustawodawstwu prawem głosu w wyborach węgierscy mieszkańcy serbskiej, północnej prowincji Wojwodina niemal całkowicie poparli przy urnach partię Orbána.

Premier Węgier stworzył w swoim kraju podobny system do sąsiadów z południa – Serbii, zdominowanej od kilku lat przez Serbską Partię Postępową

Fidesz nie skupiał się w kampanii na tematyce gospodarczej, tak mocno obecnej przecież w wyborach w wielu krajach Europy. Węgrom wciąż daleko do mitycznej „zielonej wyspy”, jednakże główny trzon elektoratu Orbána: mieszczańscy „polgari”, średni i mali przedsiębiorcy oraz inteligencja techniczna pozytywnie oceniają niewątpliwe osiągnięcia Orbánowskiej „ośmiolatki”. Przede wszystkim chodzi o spadek bezrobocia (do poziomu niższego niż obecnie w Polsce), wzrost PKB w okolicach 4 proc., spory skok produkcji przedsiębiorstw i powolne, choć metodyczne zmniejszanie długu publicznego, który za czasów Orbána spadł z 81 do 74 proc. PKB oraz całkowite spłacenie pożyczek z Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2016 roku, nie mówiąc już o systemie szerokich ulg podatkowych oraz niskich PIT i CIT. Emeryci, będący najmniejszymi beneficjantami ekonomicznymi „orbanokracji” otrzymali co prawda na krótko przed głosowaniem jednorazowe bony zakupowe w wysokości 10 tys. forintów (ok. 135 PLN) oraz odrobinę wyższą dopłatę do rachunków za prąd i ogrzewanie za miesiące zimowe, nie mogli już jednak liczyć na większe transfery socjalne.

Niemal cała kampania orbanowców bardzo rzadko w swojej komunikacji z wyborcami używała określenia „Magyar gazdaság” („węgierska gospodarka”). Debaty o podatkach, ochronie zdrowia czy polityce społecznej zastąpiły w niej odezwy partii rządzącej o obronie rzekomo zagrożonej przez imigrantów tożsamości i kultury narodowej, konieczności „godnościowej” polityki wobec Zachodu, czy przeciwstawiania się wpływom zagranicznych ośrodków lobbingowych oraz „kosmopolitycznym” organizacjom pozarządowym symbolizowanych przez obsesyjnie eksploatowaną przez rządowy piar postać George`a Sorosa. Również zagadnienia jakości funkcjonowania instytucji publicznych, dialogu społecznego lub zachowania checks and balances pomiędzy rządzącymi a opozycją były w niej praktycznie nieobecne, poza niszowymi ośrodkami i tytułami medialnymi. Stoi to w niemal jawnej sprzeczności z ideami Orbána, głoszonymi za czasów przebywania Fideszu w opozycji w latach 2002-10: aktywizacją obywatelską społeczeństwa, koniecznością partycypacji obywateli w procesach decyzyjnych i wzmacniania samorządności.  Jeśli dodać do tego nieistniejące w takim stopniu w innych krajach Grupy Wyszehradzkiej podporządkowanie komercyjnych mediów informacyjnych właścicielom sympatyzującym z władzą, widzimy, że Orbánowi było przed wyborami niezwykle łatwo zmonopolizować debatę publiczną i narzucać jej główne tematy, wygodne dla narracji rządowej.

Wszystko wskazuje na to, że hat trick Orbána utrwali jeszcze bardziej system nowej oligarchii partyjnej i biznesowej nad Dunajem, paradoksalnie, równie szczelny i blokujący kanały awansu społecznego jak ten, który przed Fideszem zbudował Ferenc Gyurcsány.