Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

WHO w kryzysie

Organizacje międzynarodowe skupiając coraz większą władzę i autorytet, stają się łakomym kąskiem dla mocarstw, które chciałyby zwiększać swoje oddziaływanie w skali globalnej, a także budować własny status w stosunkach międzynarodowych

Światowa Organizacja Zdrowia w czasie pandemii COVID-19 stała się bodaj najważniejszą organizacją międzynarodową w skali globalnej. Jest przykładem organizacji, która opracowuje szereg standardów działania wdrażanych następnie przez państwa i inne organizacje międzynarodowe, takie jak UE. Jest w założeniu organizacją ekspercką, której zalecenia nie są wiążące dla państw. Niemniej jej faktyczny wpływ jest ogromny. Jej zalecenia stają się prawem i legitymizują działania rządów. W ten sposób to nie demokratyczne procedury, ale eksperckie standardy stają się źródłem polityki publicznej na niespotykaną wcześniej skalę. Nic dziwnego, że WHO znalazła się w centrum rywalizacji geopolitycznej między USA i Chinami.

Legitymacja polityki publicznej

Zbyt silna polaryzacja polityczna spycha demokracje coraz bardziej na manowce. Oddaje bowiem władzę nad regulacjami i politykami publicznymi, dotąd będącą w gestii demokratycznych parlamentów, w gestię organizacji międzynarodowych i kreowanych przez nie standardów

W ustrojach demokratycznych źródłem władzy i legitymizacji polityki publicznej jest werdykt wyborców. Jest on najczęściej poprzedzony debatą publiczną, w której oprócz aktorów politycznych biorą udział eksperci, a także organizacje pozarządowe i think tanki. Niemniej to politycy biorą odpowiedzialność za wdrażaną politykę, zaś ich źródłem legitymacji powinni być werdykt wyborców. Odejście od tej zasady nastąpiło wiele lat temu, co wynikało przede wszystkim z rosnącego skomplikowania materii objętej polityką publiczną. Dlatego rozbudowywano administrację publiczną, która miała stanowić zaplecze merytoryczne dla polityków. Miała również zapewniać ciągłość strategicznej polityki publicznej nawet wówczas, kiedy następowały zmiany na szczeblu politycznym. Kolejnym krokiem było wprowadzanie instytucji administracyjnych mających mandat apolityczności, a więc oddzielenia od wpływu zmian wyborczych. Uznawano bowiem, że niektóre obszary spraw publicznych wymagają strategicznej ciągłości i polegania na wiedzy, a nie na woli wyborców lub co gorsza, na poddane politycznym wpływom mogącym odbywać się ze szkodą dla dobra publicznego. W ten sposób kształtowała się doktryna instytucji technokratycznych, takich jak np., banki centralne, które miały zawiadywać polityką monetarną niezależnie od zmiany rządów. Miały również gwarantować strategiczną ciągłość spraw publicznych z dala od zmienności politycznej i partykularnych przetargów między ugrupowaniami politycznymi.

Kolejnym zjawiskiem dotykającym w sposób powszechny współczesnej demokracji była silna polaryzacja polityczna. Skutkowała ona w niektórych państwach blokowaniem podstawowych funkcji państwa, nawet w okresie kryzysów, czyli w czasie, w którym z założenia różne partie polityczne powinno jednoczyć wspólne wyzwanie. Co więcej, zwaśniony świat polityczny stawał się dla coraz większej grupy wyborców czymś odpychającym, a polityka rządów w czasie polaryzacji wyborczej przedmiotem nieustannej krytyki. W ten sposób mandat wynikający z wyborów tracił swoje znaczenie legitymizacyjne. Dlatego rządy poszukiwały innej formuły legitymizującej ich politykę. Okazało się, że organizacje międzynarodowe mogą stać się źródłem takiej wiarygodności, co miało rzecz jasna znaczenie dla uzasadnienia własnych działań w polityce krajowej.

Niemniej zbyt silna polaryzacja polityczna spycha demokracje coraz bardziej na manowce. Oddaje bowiem władzę nad regulacjami i politykami publicznymi, dotąd będącą w gestii demokratycznych parlamentów, w gestię organizacji międzynarodowych i kreowanych przez nie standardów. W ten sposób źródłem legitymizacji współczesnej polityki w wielu demokracjach stają się eksperci międzynarodowi, którzy nie mają żadnego mandatu wyborczego. Stwarza to ogromne pole do rozlicznych nadużyć.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) to agenda Narodów Zjednoczonych, która powstała w 1948 roku. Jej misja dotyczy działania na rzecz zwiększenia współpracy między państwami w ochronie zdrowia i zwalczania epidemii chorób zakaźnych, a także ustalanie norm dotyczących składu lekarstw i jakości żywności. W szczególności ma pomagać krajom słabiej rozwiniętym, które mają różnego typu deficyty w zakresie służby zdrowia. Wpływ WHO rósł od pewnego czasu, zwłaszcza w sytuacji kolejnych epidemii chorób zakaźnych. Jest to przykład instytucji podatnej na różnego typu wpływy.

Wśród nich są lobbyści związani z wielkimi korporacjami farmaceutycznymi. Wsparcie finansowe dla WHO ze strony korporacji medycznych przekłada się na możliwość promocji ich towarów na niebywałą skalę, a niejednokrotnie również zakupy środków medycznych przez tę organizację w celu pomagania krajom rozwijającym się, np. w Afryce. W 2010 roku dziennikarze „British Medical Journal” odkryli, że naukowcy, którzy opracowali dla WHO zalecenia w sprawie pandemii grypy AH1N1, byli opłacani przez koncerny farmaceutyczne. Efekt ich pracy przyniósł branży gigantyczne korzyści. Z kolei GlaxoSmithKline przekazało do budżetu organizacji w latach 2012-2015 w sumie 24 miliony dolarów. Dodatkowo do budżetu WHO wpływały także mniejsze darowizny od spółek córek koncernu, np. od GSK Biologics. Koncern jest producentem Nicorette, najpopularniejszego środka wspomagającego rzucenie palenia. Kolejnym globalnym przedsiębiorstwem farmaceutycznym, które regularnie wspierało finansowo WHO, jest Novartis AG, który słynie z produkcji plastrów antynikotynowych. Firma w latach 2013-2014 przekazała na rzecz WHO prawie 10 milionów dolarów. Z kolei Hoffmann-La Roche w tym samym okresie wsparł tę organizację kwotą prawie 11 milionów dolarów.

W 2016 roku przedstawiciele WHO spotkali się w ramach obrad Konwencji WHO dla ograniczenia zdrowotnych następstw palenia tytoniu (FCTC) na Malediwach. Kolejne obrady w sprawie polityki antytytoniowej odbywały się w słynnym kurorcie Montego Bay na Jamajce oraz na Mauritiusie, obie w 2019 roku. Kilka miesięcy po tych konferencjach WHO opublikowała dokument na temat szkodliwości nowatorskich wyrobów tytoniowych. Krytykowano w nim m.in. produkty będące rynkowym konkurentem dla Nicorette i plastrów antynikotynowych.

Co więcej, organizacja często dają początek międzynarodowym regulacjom prawnym. Tak było z zakazem sprzedaży papierosów mentolowych, który wprowadzono w całej Unii Europejskiej. Pomysł delegalizacji tych papierosów wyszedł właśnie z WHO. Niezależnie od szkodliwości papierosów i godnego poparcia zaangażowania ze strony WHO na rzecz zwalczania tego nałogu, jest to również znakomita okazja biznesowa dla niektórych korporacji, które potrafią skutecznie zabiegać o wpływy w tej organizacji międzynarodowej.

Fundacja Bloomberga w latach 2014-2019 przekazała na rzecz WHO prawie 55 milionów dolarów. Trudno się dziwić, że w wielu dokumentach WHO pojawiały się sformułowania znane z działalności politycznej postępowej lewicy, odnoszącej się do praw kobiet w dziedzinie aborcji, praw mniejszości seksualnych, wychowania seksualnego dzieci poczynając od wielu przedszkolnego itp.

Jak się wydaje, istnieje też niepisana umowa w ramach WHO, że środki finansowe ze strony państw członkowskich, największe w przypadku niektórych państw zachodnich, przekładają się na wsparcie dla korporacji medycznych pochodzących z tych krajów. Tworzyło to do tej pory uprzywilejowaną pozycję dla korporacji amerykańskich i pochodzących z Europy Zachodniej. Z biegiem czasu w coraz większym stopniu dotyczyło to także przedsiębiorstw chińskich. Nie bez znaczenia były tutaj rosnące wpływy ChRL w omawianej organizacji.

Wśród ważnych aktorów lobbujących WHO są bogate fundacje, które mają niejednokrotnie cele polityczne. Taki charakter mają np. instytucje łączące cele w polityce zdrowotnej z preferencją dla określonego światopoglądu lub wartości politycznych. W ramach demokracji są najczęściej reprezentowane przez ugrupowania bardziej lewicowe lub liberalne. Niemniej poprzez lobbing międzynarodowy takie fundacje mogą omijać procesy wyborcze, zamiast tego korzystać z autorytetu organizacji międzynarodowej i upowszechniać własne idee jako legitymizowany standard ekspercki.

Jednym z największych sponsorów WHO jest fundacja Billa i Melindy Gatesów, znana ze wspierania ruchów proaborcyjnych oraz obietnic zapewnienia miliardowych inwestycji na rzecz upowszechniania dostępu do antykoncepcji. W latach 2018-2019 organizacja małżeństwa Gatesów wsparła WHO kwotą prawie 600 milionów dolarów. Znalazło to odbicie w wielu działaniach tej organizacji, które upowszechniały aborcję i środki lub urządzenia medyczne ułatwiające jej przeprowadzanie.

Darowizny na rzecz WHO przekazywał także za pośrednictwem swojej fundacji Michael Bloomberg, który w swoim programie wyborczym na stanowisko prezydenta USA w 2019 roku stawiał na walkę o uznanie praw osób LGBTQ+ oraz prawa do aborcji jako prawo człowieka. Fundacja Bloomberga w latach 2014-2019 przekazała na rzecz WHO prawie 55 milionów dolarów. Trudno się dziwić, że w wielu dokumentach WHO pojawiały się sformułowania znane z działalności politycznej postępowej lewicy, odnoszącej się do praw kobiet w dziedzinie aborcji, praw mniejszości seksualnych, wychowania seksualnego dzieci poczynając od wielu przedszkolnego itp.

Rywalizacja geopolityczna

Organizacje międzynarodowe, skupiając coraz większą władzę i autorytet, stają się łakomym kąskiem dla mocarstw, które chciałyby zwiększać swoje oddziaływanie w skali globalnej, a także budować własny status w stosunkach międzynarodowych. Dotyczy to przede wszystkim ChRL, a więc mocarstwa wschodzącego, które aspiruje do objęcia czołowej roli geopolitycznej na świecie. Od wielu lat różne organizacje międzynarodowe były obszarem rosnących chińskich wpływów. Przykładem był Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), gdzie wzrósł udział kapitałowy i siła głosów ChRL, a yuan został zaliczony do prestiżowego koszyka walutowego, wykorzystującego jednostkę rozliczeniową MFW, tzw. specjalne prawa ciągnienia (SDR). Rosły również wpływy Państwa Środka w WHO. Najpierw Chinka Margaret Chan była w latach 2007–2017 dyrektorem generalnym tej organizacji, a następnie chińskie władze walnie przyczyniły się do wyboru jej następcy Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa. Przez wielu komentatorów jest on uznawany za rzecznika chińskich interesów w organizacji.

Kiedy władze amerykańskie i inne państwa Zachodu ubolewały, że Chiny nie przekazywały informacji o pandemii koronawirusa, WHO utrzymywało, że ChRL wzorcowo wywiązuje się ze swoich obowiązków informacyjnych, a nadto przekazuje pomoc medyczną do innych państw dotkniętych przez pandemię. Kiedy w 2003 roku wybuchła epidemia SARS, ówczesna szefowa WHO, Norweżka Gro Harlem Brundtland, publicznie oskarżyła Państwo Środka o ukrywanie informacji przed resztą świata. Zarzuty wobec ChRL nie są niczym nowym. Niemniej to, co zmieniło się w roku 2020, to podejście WHO do tego państwa. Organizacja jeszcze w lutym 2020 roku utrzymywała, że wirus nie przenosi się z człowieka na człowieka, a tym samym energicznie przeciwstawiała się jakimkolwiek działaniom mającym ograniczyć transport lotniczy, przede wszystkim kontakty z Chinami. W tym samym czasie chińska dyplomacja naciskała na inne państwa, aby te nie wprowadzały żadnych ograniczeń dla podróżnych z Chin. Działo się tak nawet już po tym, kiedy w samych Chinach zaczęto wprowadzać kwarantanny.

Agencje wywiadowcze USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii stworzyły wspólny raport, w którym oskarżyły Chiny o ukrywanie wybuchu epidemii, a WHO, że bezkrytycznie podawała dalej informacje otrzymywane od chińskich władz nie próbując nawet weryfikować ich prawdziwości. Zastępca premiera Japonii Taro Asos zarzucił, że organizacja źle informowała o przebiegu epidemii w Chinach, że zablokowała przyjęcie Tajwanu do WHO i powinna zostać nazwana „Chińską Organizacją Zdrowia”. W istocie już wcześniej ChRL skutecznie lobbowała najpierw na rzecz opuszczenia przez Tajwan tej organizacji (której był członkiem założycielem), a następnie odrzucaniem wielokrotnie ponawianych próśb o przywrócenie Tajwanu w prawach członka organizacji.

Z kolei minister spraw zagranicznych Australii Marise Payne, wezwała do przeprowadzenia niezależnego międzynarodowego śledztwa w sprawie początków epidemii COVID-19. Powiedziała też, że jej kraj podziela niektóre z zastrzeżeń na temat postępowania Światowej Organizacji Zdrowia. Emily Haber, niemiecka ambasador w USA, zarzuciła Pekinowi brak transparentności. Także przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oświadczyła w maju 2020 roku, że społeczność międzynarodowa powinna przeprowadzić niezależne od WHO śledztwo, w jaki sposób zaczęła się pandemia.

Najbardziej krytyczni wobec organizacji byli Amerykanie. Republikański senator Josh Hawley uznał WHO za propagandowe ramię Komunistycznej Partii Chin. Prezydent Donald Trump oskarżył organizację, że jest zbyt mocno sinocentryczna. W kwietniu 2020 roku podjął decyzję o wstrzymaniu finansowania WHO ze strony budżetu federalnego. USA była dotąd największym płatnikiem na rzecz omawianej organizacji. Roczna dotacja tego państwa przekraczała 400 mln dolarów.

Władze USA postanowiły ukarać WHO za to, że organizacja popełniła zbyt wiele błędów w czasie pandemii, ale co ważniejsze, przechyliła się w zbyt wielkim stopniu na rzecz chińskich wpływów. W ten sposób WHO stała się widownią rywalizacji geopolitycznej między dwoma największymi mocarstwami

Jednocześnie jednak drugim w kolejności darczyńcą omawianej organizacji jest wspomniana fundacja małżeństwa Gatesów. W ten sposób obywatele USA hojnie wspierają organizację międzynarodową, z którą w otwarty konflikt weszło amerykańskie państwo. Być może z punktu widzenia rozwiązywania problemów zdrowotnych na świecie jest to postawa słuszna, ale z pewnością trudna do wytłumaczenia w czasie rywalizacji geopolitycznej. Trudno na przykład wyobrazić sobie podobną sytuację po stronie Chin, aby w tak silnym konflikcie obywatele chińscy działali wbrew polityce partii komunistycznej. Tymczasem jest to całkiem zrozumiałe w demokracjach, zwłaszcza tak silnie spolaryzowanych jak amerykańska. Jest to kolejny dowód na to, że ustrój demokratyczny może utrudnić bezpardonową rywalizację geopolityczną, z jaką mamy do czynienia na początku XXI wieku.

Władze USA postanowiły ukarać WHO za to, że organizacja popełniła zbyt wiele błędów w czasie pandemii, ale co ważniejsze, przechyliła się w zbyt wielkim stopniu na rzecz chińskich wpływów. W ten sposób WHO stała się widownią rywalizacji geopolitycznej między dwoma największymi mocarstwami. UE wydaje się w tej walce jak zwykle zagubiona. Z jednej strony domaga się śledztwa na temat początków pandemii. Z drugiej podejmuje współpracę wielostronną razem z WHO, aby przyspieszyć pokonanie koronawirusa. Na początku maja 2020 roku zorganizowała m.in. konferencję międzynarodową połączoną ze zbieraniem funduszy na badania nad szczepionką i innymi środkami przeciwdziałającymi COVID-19. Co znamienne, w spotkaniu nie wzięły udziału ani USA, ani Chiny. W ten sposób w czasie pandemii świat został podzielony geopolitycznie i nie ma współpracy mocarstw podobnej do tej z czasu kryzysu gospodarczego z lat 2007-2008.

Współpracownik „Nowej Konfederacji”, socjolog, politolog i historyk. Jest profesorem na Uniwersytecie Warszawskim. Ekspertem Instytutu Sobieskiego i Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w analizie polityk gospodarczych w UE i w państwach członkowskich, a także w zarządzaniu publicznym. Ostatnio opublikował „W objęciach europeizacji” (ISP PAN, Warszawa 2012) oraz zredagował książkę „Między polityką a rynkiem. Kryzys Unii Europejskiej w analizie ekonomistów i politologów” (Uczelnia Łazarskiego, Warszawa 2013).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz